Tadeusz Płużański - W Smoleńsku zginęli Żołnierze Wyklęci-Niezłomni
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Katyń pamiętamy

Tadeusz Płużański - W Smoleńsku zginęli Żołnierze Wyklęci-Niezłomni

W ubiegłym roku na 10 kwietnia napisałem do „Gazety Polskiej Codziennie” felieton, że kłamstwo smoleńskie trwa już trzy lata. Dziś mogę niestety z pełną odpowiedzialnością powiedzieć: trwa już cztery lata.

W ubiegłym roku napisałem też: „Na stronach mainstreamowych mediów, szczególnie przed każdą rocznicą Smoleńska, produkuje się tony fałszerstw i kłamstw. Wszystko po to, aby zakłamać, zohydzić i obśmiać narodową tragedię”. Czy dziś nie powiemy tego samego?

Kolejny cytat: „Za pomocą usłużnych dziennikarzy odwraca się znaczenie pojęć. I tak kłamstwem smoleńskim nie jest raport Millera
/Anodiny, ale film Anity Gargas”. Znów jakże aktualne. Z tą różnicą, że doczekaliśmy się już drugiego odcinka „Anatomii upadku”.

Dalej: „Swój stosunek do Smoleńska władze i salonowe »autorytety« pokazują już przez trzy lata. Bo według lansowanej teorii winien wszystkiemu, w tym również smoleńskiej tragedii, ma być prezes PiS. To on – głosi propaganda pogardy i nienawiści – z premedytacją wysłał brata na śmierć. To on przedstawiany jest jako główny nośnik smoleńskiego kłamstwa”.

Dziś na drugiego szatana kreowany jest wiceprezes PiS Antoni Macierewicz, z którego robi się agenta Moskwy. A kto to robi, pozostaje pytaniem retorycznym.

Teraz Ukraina

W tym roku tragedia smoleńska zyskała nowy, niepokojący kontekst – Ukrainę, czyli pełzającą agresję na naszego sąsiada. W związku z tym nie sposób nie przywołać słów śp. prezydenta Rzeczypospolitej, wypowiedzianych 12 sierpnia 2008 r. na wiecu w Tbilisi: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!”. Wtedy, dzięki zorganizowanej błyskawicznie przez Lecha Kaczyńskiego koalicji państw Europy Środkowo-Wschodniej, Polski, Ukrainy, Estonii, Łotwy i Litwy, udało się powstrzymać rosyjską inwazję na stolicę Gruzji. Wówczas głowę państwa polskiego wyśmiewała większość „autorytetów” polskiej polityki i mediów. Teraz, po blisko sześciu latach, słowa te są przywoływane nawet przez dawnych nienawistników jako przykład politycznej mądrości Lecha Kaczyńskiego.

„Wyzwoliciele”

Ale prezydent Kaczyński w Tbilisi powiedział wiele więcej: „Jesteśmy po to, żeby podjąć walkę. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nasi sąsiedzi z północy, dla nas także z północy, ze wschodu, pokazali twarz, którą znamy od setek lat. Ci sąsiedzi uważają, że narody wokół nich powinny im podlegać. My mówimy nie! Ten kraj to Rosja. Ten kraj uważa, że dawne czasy upadłego, niecałe 20 lat temu, imperium wracają. Że znów dominacja będzie cechą tego regionu. Otóż nie będzie. Te czasy się skończyły raz na zawsze”.

Aby te czasy, czasy sowiecko-rosyjskiego imperializmu, się skończyły, Polska musi na nowo odzyskać bezpieczeństwo wewnętrzne i podmiotowość na arenie międzynarodowej. Bo dziś upadłe imperium skierowało swoje podrdzewiałe ostrze w stronę Krymu, Doniecka i Kijowa. Wilno, Ryga, Tallin i Warszawa czekają w następnej kolejności. Bo Putin „wyzwala” Ukrainę tak, jak niegdyś Lenin i Stalin „wyzwalali” Polskę. W sierpniu 1920 r. pochód czerwonej zarazy zatrzymaliśmy na linii Wisły. We wrześniu 1939 r. „wyzwalali” nas razem z Niemcami, z tą różnicą, że Niemcy dokonali zbrojnej agresji, a Sowieci tylko swoim wojskiem i czołgami wkroczyli. No i ostatecznie dzieci „wyzwolicieli” z 1920 r. wyzwoliły nas w 1944/1945 r. Tak skutecznie, że wolnością pod sowieckim butem cieszyliśmy się aż do 1989 r., a „siły pokojowe” stacjonowały u nas nawet do 1993 r. W 1981 r. podnóżek kolejnych władców Kremla, Jaruzelski, podobno ocalił nas razem z Wojskową Radą Ocalenia Narodowego przed kolejnym „wyzwoleniem”. Tylko, że „stabilizacyjne” wojska wcale nie musiały do Polski wkraczać, bo właśnie – w sile 300 tys. – okupowały nasze terytorium w Legnicy, Bornem Sulinowie czy Rembertowie.

Rząd Jedności Narodowej?


Teraz znów – w kontekście „pokojowych” działań putinowskich snajperów na majdanie i takiej samej krymskiej „samoobrony” – stanęliśmy przed groźbą kolejnego rosyjskiego „wyzwolenia”.

Bo teraz Putin wziął w opiekę mieszkających na Krymie Rosjan. Nawet nie sam z siebie, tylko odpowiadając na kierowane do niego błagania o pomoc, najpierw swojej marionetki Janukowycza, potem swoich krymskich prowokatorów. Tak jak w 1939 r. Rosja musiała chronić zamieszkującą II RP ludność białoruską i ukraińską przed butem polskiego pana, tak teraz zadbała, aby Rosjanie na Krymie przeprowadzili referendum. I oczywiście, jak owi Białorusini i Ukraińcy w 1939 r., teraz mieszkańcy Krymu opowiedzieli się za przyłączeniem do Rosji. Niepotrzebne były nawet ruskie serwery. Teraz Putin zmierza na ratunek reszcie rosyjskiej ludności na Ukrainie. Następnie może zechcieć „wyzwolić” Rosjan w Estonii, na Łotwie i Litwie (na Białorusi nie musi, bo tam wszyscy od dawna „wyzwoleni”). W końcu w Polsce? Sfałszuje wybory, jak jego mistrz Stalin w 1947 r. Zmontuje jakiś kolejny Rząd Jedności Narodowej, który jako demokratyczny i postępowy będzie chronił ludność przed bandytyzmem i faszyzmem – jak robili to Bierut, Jaruzelski, Łukaszenka, Janukowycz? Może zdążymy choć zdjąć pomniki „wyzwolicieli”, zanim postawią nam nowe. Bo kandydatów do takiego rządu wciąż jest w Polsce wielu. Szczególnie po Smoleńsku.

Pamiętamy

Swój ubiegłoroczny tekst rocznicowy zakończyłem słowami: „Wbrew salonowej ohydzie i smoleńskim kłamstwom większość Polaków nie rzyga Smoleńskiem, chce wyjaśnienia sprawy, również na arenie międzynarodowej. I będziemy kładli ofiarom nielegalne kwiaty na Krakowskim Przedmieściu i w innych miejscach Polski. I będziemy modlić się pod zakazanym krzyżem”. Pamięć o Smoleńsku szczęśliwie trwa w Polakach od czterech lat i wbrew kłamstwom uwiarygodnianym tendencyjnymi sondażami wcale nie gaśnie. Przeciwnie – rozlewa się coraz bardziej na całą Polskę. Tak jak pamięć o bohaterach powojennego powstania antysowieckiego – ostatniego polskiego powstania zbrojnego. Bo w Smoleńsku zginęli nasi współcześni Żołnierze Wyklęci-Niezłomni.


Tadeusz Płużański

Autor jest pisarzem, publicystą, szefem działu Opinie „Super Expressu”, autorem książek: „Bestie”, „Bestie 2”, „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”, prezesem Fundacji „Łączka”


za:niezalezna.pl/54070-w-smolensku-zgineli-zolnierze-wykleci-niezlomni

Copyright © 2017. All Rights Reserved.