Ks. prof. Czesław S. Bartnik - Polityka za pomocą kłamstw i oszczerstw
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Ks. prof. Czesław S. Bartnik - Polityka za pomocą kłamstw i oszczerstw

Mądrość ludzka bada główne źródła społecznopolitycznego zła moralnego, i dostrzega je w nienawiści, zawiści, chciwości dóbr, w żądzach cielesnych, w pysze, pogardzie dla innych, w żądzy wielkiej władzy. Ale wydaje się, że jest jeszcze jedno źródło zła

, leżące może nawet u podstaw wszelkiego zła, a mianowicie świadome i celowe życie nieprawdą i tworzenie nieprawdy. Nazywamy to potocznie kłamstwem lub oszustwem.

Kłamstwo

Kłamstwo jako mówienie, postawa i sprawianie nieprawdy przybiera najrozmaitsze postacie: fałsz, zawinione błądzenie, oszustwo, zakłamanie, zwodzenie innych, przypisywanie sobie wartości i atrybutów, których nie mamy, podstępne zakrywanie cech złych lub niskich, chełpienie się jakimiś rolami, których wcale nie odgrywamy, poniżanie znaczenia, przymiotów i zdolności innych ludzi, przypisywanie sobie zawsze racji lub nieomylności i inne. Wszystko to można podciągnąć pod jedno słowo: kłamstwo. I to kłamstwo zdaje się być bardzo wielorakie, wszędobylskie, wprost nieuniknione tak, że większa walka z nim, tak religijna, jak i świecka, wydaje się donkiszotyzmem. A jednak choćby nie udawało się z drobnych lub ambiwalentnych rzeczy wyzwolić, to przecież kłamstwa w wielkim wymiarze zabijają wręcz życie osobowe i sens osoby ludzkiej. Sięgają one bowiem do ich autora, do bliźnich, świata i samego Boga.

Wprawdzie Pismo święte podaje, że ''każdy człowiek jest kłamcą'' (Ps 116,11; niektórzy dają tu przekład łagodzący, że "każdy człowiek jest kłamliwy''), ale chodzi tu o to, że tylko Bóg jest absolutną Prawdą, a człowiek nie jest w stanie być pełną prawdą, zawsze może mieć w sobie coś z nieprawdy i nie można na człowieku polegać tak, jak na Bogu. Toteż człowiek winien dążyć zawsze do prawdy, która w efekcie czyni go człowiekiem doskonałym, wolnym i świętym, zwłaszcza gdy Pan oczyści go w Kościele i w sakramentach. W każdym razie niedorzeczne jest usprawiedliwianie swego kłamstwa odpowiedzią, że ''i wy kłamiecie'', co dziś ciągle się słyszy w dyskusjach między koalicją rządzącą, a opozycją, bo kłamstwo popełniane przez wielu, a nawet choćby i przez wszystkich zawsze jest złem, i zawsze należy go unikać.

Jednakże trzeba pamiętać, że nie każde powiedzenie materialnej nieprawdy jest złem i grzechem, bo nie każdy np. pytający ma prawo znać prawdę. Kiedy np. zbrodniczy okupant niemiecki lub sowiecki pyta matkę, gdzie się ukrywa jej syn, partyzant, to musi powiedzieć, że "nie wie", wiedzą do zakomunikowania. Albo np. gdy ktoś po ciężkiej operacji zapyta lekarza, na jak długo rokuje jego życie, to lekarz nie musi mu mówić, że "na krótko'', to zależy od sytuacji. Bywa bowiem, że jeśli pacjent otrzyma opinię bardzo pesymistyczną, zdarza się, że pacjent popełnia samobójstwo.

W sprawach jednak ważnych kłamstwo może być grzechem bardzo ciężkim. Może przynieść wielkie nieszczęście i może zabijać, także duchowo, jak np. kłamstwo ateistyczne wobec dziecka. Bóg bowiem jest Prawdą i Ojcem prawdy. Tak nauczał Chrystus: ''wy macie diabła za ojca...on zaś był od początku zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma...jest kłamcą i ojcem kłamstwa'' (J 8,44).

" I ty, Brutusie, przeciwko..."

Zabójcze i haniebne kłamstwo jest w zdradzie politycznej. Przypadek taki obrazuje dobrze zamordowanie Juliusza Cezara (100 - 44 przed Chr.), m.in. z udziałem Brutusa (85 - 43 przed Chr.). Dzieje Rzymu uczą dobrze historii naszego świata europejskiego i bliskowschodniego. Republika rzymska bardzo się już zdegenerowała: wojny domowe, rozkład w armii, straszliwa korupcja, wyzysk prowincji, prywata, napór ludów barbarzyńskich, upadek gospodarki. Pojawił się wszakże wielki polityk i wódz, który podbił Galię i postanowił przeprowadzić reformy ratujące Rzym. Rywale polityczni chcieli, żeby już pozostał w Galii jako jej namiestnikiem. On jednak powrócił do Wiecznego Miasta, pokonał rywali i okazał się genialnym organizatorem i reformatorem. Senat mianował go nawet dyktatorem na 10 lat (46 - 36 przed Chr.). Ale miał nadal groźnych przeciwników, którzy chcieli mieć nadal możność rozgrabiania imperium. Cezar musiał szukać ludzi zaufanych i mocnych, m.in. przygarnął do siebie po Albinusie Decjusza Juniusza Brutusa (85 - 43), zrobił go oficerem swojej armii, swoim adiunktem, powierzał mu ważne zadania w wojnie galijskiej, potem wyznaczył go na konsula na rok 42, na jeden z dwóch najwyższych urzędów w imperium, w testamencie uczynił go opiekunem młodego Oktawiana, późniejszego cesarza, syna swej siostrzenicy, i nawet wyznaczył na swojego następcę w razie śmierci Oktawiana.

I oto stała się wielka tragedia. Cezar nie poznał się na Brutusie, na jego podłości. Okazało się, że te wielkie dobrodziejstwa to dla tego podłego człowieka za mało. On chciał natychmiast objąć urząd Cezara. Grupa zwolenników starego rozkładu państwowego i wolności korupcji, a nie wolności politycznej, zawiązała spisek przeciwko dyktatorowi i Brutus przystał do nich. Cezar otrzymał jakąś przestrogę o przygotowywanym spisku na jakimś spotkaniu. Na zaproszenie nie chciał przyjść. Ale 15.III.44 r. rano przyszedł do niego Brutus, wyśmiał obawy i wyprowadził z "serdecznościami" z domu na miejsce, gdzie czekali spiskowcy. Ci, razem z Brutusem zaatakowali go krótkimi mieczami. Podobno Cezar zdołał tylko do Brutusa, jego adoptowanego syna, zawołać: ''et tu, Brute, contra me'' (''i ty, Brutusie przeciwko mnie''). Niektórzy historycy piszą, że Cezar pożalił się po grecku, bo wówczas panował też w Rzymie język grecki: "kai sy, teknon'' (''i ty, dziecko moje''). I Brutus, jakby nic się nie stało, wyjechał na swoją prowincję, Galię. Ale dostał wyrok śmierci i w czasie ucieczki do Grecji został schwytany i zabity.

W polityce bywają często potworne zdrady, zwłaszcza w dążeniu do zdobycia większej władzy. Jakże spostrzegawczy był późniejszy cesarz, Marek Aureliusz, który napisał, że człowiek niegodny, słabego charakteru, wysunięty bardzo wysoko niesłusznie, stara się zniszczyć swoich promotorów, żeby pokazać, że on nikomu nic nie zawdzięcza. Bywają tacy potworni kłamcy polityczni.

Przypadek uchodźstwa Wizygotów

Dziś w czasach wielkiego naporu ludów na Europę warto sobie przypomnieć jeden z takich naporów ''uchodźców'' pangermańskich na Imperium Rzymskie. Oto dziki i waleczny pasterski lud Hunów z dalekich stepów Azji, mordujący i palący różne plemiona, kiedy zostali odparci przez Chińczyków, zwrócili się ku Europie. W III w. po Chr. zaatakowali germański lud leśny Wizygotów na terenach naddunajskich i w Dacji. W w. IV Wizygoci, szukając schronienia przeszli na obszar cesarstwa rzymskiego za dolny Dunaj, rozpoczynając wielką wędrówkę ludów, na Bałkanach. Na ich prośbę cesarz wschodni Walens z powodów humanitarnych pozwolił im osiedlić się w diecezji trackiej. W r. 376 przekroczyło Dunaj 200 tysięcy Wizygotów, w rok później doszło jeszcze ok. stu tysięcy. Ale "uchodźcy'' nie zamierzali adaptować się do nowej kultury i zaczęli stawiać różne swoje żądania. Powstały szybko ostre zatargi z ludnością miejscową, choć pewna część miejscowej ludności, uboższa, uchodźców poparła. Toteż już za dwa lata ''goście'' wzniecili powstanie. Cesarz musiał skierować regularną armię. Lecz uchodźcy okazali się niespodziewanie silniejsi. W wielkiej bitwie pod Adrianopolem w Tracji doborowa armia rzymska została doszczętnie rozbita, a i samego gospodarza, Walensa, goście z lubością zamordowali. Siły militarne Wschodu już się nie odrodziły. Zresztą Imperium Rzymskie już się rozpadało. "Goście" zastosowali wyższą technikę bitewną. Rzymianie trzymali się starej falangi, w której żołnierze zbijali się w jedną nieruchomą bryłę ramię przy ramieniu, tarcza przy tarczy, a Wizygoci otoczyli tę nieruchomo bryłę bardzo ruchliwą konnicą i jeźdźcy wyłuskiwali długimi dzidami jednego po drugim, jak orzechy. W każdym razie Rzym musiał potem oddać cale niektóre prowincje Gotom. Szkoda, że niektórzy przywódcy, zachodni i polscy, nie czytają historii. Z powodzeniem osiedlał Wizygotów na wschodzie dopiero Teodozjusz I (zm. 395), ale z kolei na Zachodzie, kiedy Stilicho, Wandal z pochodzenia, ale wódz wojsk rzymskich, osiedlał Wizygotów i werbował ich do armii rzymskiej oraz posługiwał się nimi w walkach o władzę, to został przez rzymian stracony w r. 408. Nie ma szybkiej asymilacji różnych narodów i kultur.

Wielką przestrogą losy Rzymu

Pojedyncze przypadki nie mówią jeszcze wszystkiego. Największą przestrogą dla dzisiejszych strategów życia społeczno-politycznego są dzieje Imperium Rzymskiego (Cz. S. Bartnik, L'interprétation théologique de la crise de l'empire rormain par Léon le Grand, Louvain 1968; tenże, Filozofia historii, Lublin 2013 s.42). Otóż Leon Wielki, papież (440 - 461) z czasów wędrówki ludów i dogorywania Imperium Rzymskiego (notabene przypomni go w pewnej mierze św. Jan Paweł II w naszej epoce), dopatrywał się przyczyn upadku tak światowego mocarstwa głównie w czynnikach duchowych. Są nimi: upadek moralny, przyjmowanie fałszywych ideologii, rozkład prawa, zanik dyscypliny społecznej i wojskowej, niedbanie o dobro wspólne, walki wewnętrzne o władze i majątki, i ogromne zakłamanie. Trzeba tu jeszcze zauważyć, że na Zachodzie po cesarzu Walentynianie I (zm. 375), było do r. 476 ogółem 20 cesarzy i antycesarzy, z których 10 zostało zamordowanych.

Przy okazji przychodzi na myśl jeszcze jedno spostrzeżenie, a mianowicie, że historią rządzi prawo analogiczne do biologii, według którego wielkie imperia, kultury, religie, a nawet i narody rodzą się, rozwijają w swoim czasie i umierają. Czasami wielkie reformy wydobywają je z ciężkich chorób, ale też tylko na paręset lat. Imperium Rzymskie dożyło, można powiedzieć ogólnie, niemal lat 1500 na zachodzie, co i tak było wyjątkowo dużo, zwłaszcza jakby jeszcze dołączyć jego odnogę wschodnią, Cesarstwo Bizantyjskie (395 - 1453). Dlaczego o tym wspominam, bo należy pamiętać, że niektóre narody i państwa europejskie blisko dwutysiącletnie już ciężko chorują, a może nawet konają i bez pomocy religii katolickiej już nie powstaną.

Niemal cztery tysiące lat istnieje naród izraelski i jego religia, ale jako wybrany przez Boga i po to rozproszony, żeby po całym świecie świadczyć o mesjaszu, i dowodził, nawet przez krytykę, realnej historyczności Jezusa Chrystusa. Ktoś mnie niedawno strofował, że zapominam o długoletności narodów i państw Chińskiego i Indyjskiego, ale ten człowiek, nie zrozumiał ich historii, a miały one swoje etapy odrębne i składały się z rozlicznych ludów i narodów oraz państw i kultur, a prawie jednolite stały się od niedawna. Gdyby tak rozumować, jak ów człowiek, to trzeba by po prostu przyjąć, że istnieje tylko jeden naród, jedna kultura i jedno państwo od pitekantropów.

W każdym razie trzeba przyjąć za św. Leonem Wielkim, że życie narodów, kultur, państw i religii może przedłużać na niezliczone wieki jedynie religia prawdziwa, autentyczna moralność, nie znieprawiona moc ducha osobowego, a dodatkowo także cywilizacja techniczna, jeśli będzie właściwa komunikacja międzyludzka. Wszystkie zaś ideologie wieczności historycznej to tylko utopie lub po prostu majaczenia i oszustwa pyszałków. Echem idei św. Leona Wielkiego wydają się być dziś idee św. Jana Pawła Wielkiego. Papież z Polski myślał o pewnej humanizacji i personalizacji potężnego światowego postępu technologicznego i oddaniu go jednocześnie na służbę Bogu i Stwórcy i Duchowi Jezusa Chrystusa. Są to idee św. Leona na czasy dzisiejszej inwazji barbarzyństwa na świat moralny i duchowy. Posłuchajmy Leona!: "Ciałem stające się Słowo, J 1,14, tak połączyło Boską swoją naturę z ludzką, że tym zstąpieniem do najgłębszych nizin nas w niebotyczne dźwignęło wyżyny. Aby zaś rozprowadzić działanie tej niewysłowionej łaski po całym świecie, pozwoliła Opatrzność powstać i tak rozróść się państwu rzymskiemu, że graniczyło ono po sąsiedzku z krajami wszystkich narodów. Bożym planom najbardziej to odpowiadało, że mnóstwo państw pod jednym łączyło się berłem. Głoszenie odkupienia mogło szybko i łatwo dotrzeć do ludów, jednym rządem państwowym związanych. Ale Rzym nie zdawał sobie sprawy z tego, kto jest istotnym twórcą jego potęgi i wielkości'' (Sermo 82,2).

I tak Opatrzność Boża dała ewangeliczną szansę ''Rzymowi Piotrowemu'' ''by nieść Ewangelię na cały świat, błogosławiony Piotr, książę apostołów, przeznaczony został dla twierdzy rzymskiego imperium. Światło Prawdy, objawione dla zbawienia wszystkich ludów, od głowy szybciej mogło się rozlewać po całym organizmie ludzkości" (Sermo 81,3), jakkolwiek według przedziwnej myśli Bożej ''właśnie tutaj w Rzymie, w jakimś zabobonnym lęku przejęto wszystko, cokolwiek z fałszywych nauk pojawiło się na świcie'' (Sermo 82,3). Wobec takich perspektyw historioteologicznych można rozważać za oboma wielkimi papieżami, jakim zamysłom Bożym ma służyć obecna historia Unii Europejskiej, już schodząca z wielkiej sceny światowej. Może chodzi tylko o doświadczenie przez nas zła ateizmu i odrzucenia ewangelicznej moralności.

Odsunięcie ojca kłamstwa u nas

My w Polsce jeszcze się chlubimy wiarą, historią, bohaterstwem, miłością bliźniego, patriotyzmem, katolickością, uczciwością, ludzkim nastawieniem, czystością polityczną narodu i idealizmem życiowym. Jeszcze mamy nadzieje królestwa Bożego z ''Ojcze nasz'', nadzieje na społeczeństwo, któremu będą nadal królowali duchowo Jezus Chrystus i Jego Matka. Ogólnie i prosto: nie jest najgorzej. Ale kiedy czynimy głębszą refleksję, to nagle horyzont się nam ściemnia i mamy wrażenie, że coś nas wrzuca w ciemności, przede wszystkim kłamstwa i oszustw. Zaczynamy dostrzegać w pewnym zakresie dymne granaty kłamstw i oszustw: w kontaktach międzyosobowych, w walkach ideologicznych, wykładzie historycznym, w nauce, polityce, w kulturze, sztuce...
Są osoby i grupy społeczne i polityczne, które zdają się żyć tylko oszukiwaniem drugich. Nawet w wystąpieniach publicznych co drugie zdanie to kłamstwo. Wkrada się dużo kłamliwości do życia urzędniczego, samorządowego, partyjnego, sądowniczego, pracowniczego, szkolnego, leczniczego, prawniczego, sportowego, obyczajowego, towarzyskiego. Jednym wielkim oszustwem są dewiacje w życiu płciowym: in vitro, gender, wybór płci, przekształcanie płci, małżeństwa homoseksualne i z adopcją dzieci, negacja różnic płciowych, niwelacja małżeństw i rodzin, aprobata kazirodztwa i pedofilii, najrozmaitsze zwyrodnienia seksualne, zalecanie samogwałtów, poczynając od najmłodszych lat, rzekome prawo kobiety do aborcji, handel dziećmi i kobietami, "miłosierna" eutanazja, nawet dzieci, w ogóle przywracanie dawnych kultów fallicznych i waginalny no i całe przemysły seksualne. Słowem, sam seks, a nie rodzenie potomstwa, staje się jakby naczelną wartością życia, wyższą od ducha i osoby, a nawet wypierający życie moralne i religijne.

Od niepamiętnych czasów pleniło się w całym świecie oszukiwanie w życiu gospodarczym, ale miewało ono różne zakresy i różne wielkości. Dziś wraz z wyższym stopniem technologicznym wzrosły bardzo różne możliwości fałszerstw i oszustw, obejmujące nieraz całe kraje, a nawet i kontynenty. W znacznym wymiarze występują one w Polsce po upadku komunizmu i w warunkach demokratycznego liberalizmu: na całym obszarze relacji - pracobiorca - pracodawca, we wszelkiej produkcji, w korupcji, w podatkach, na rynku paliw, w różnych przemytach, w podrabianiu towarów i produktów, w instytucjach finansowych i bankowych, w realizacji, nieraz ogromnych, przedsięwzięć inwestycyjnych, w rozdziale dotacji unijnych, w lobowaniu odpowiedniego prawodawstwa ekonomicznego, w realizacji budżetów, w akcjach charytatywnych i pomocowych, w reprywatyzacji, w górnictwie, i w całym handlu. Przy czym kraje Europy środkowo-wschodniej cierpią znacznie na przekrętach gospodarczych (jak i zresztą społecznych, prawnych i ideowych) ze strony państw zachodnich, które często traktują nas jak ludzi na ich garnuszku.

Choć, niestety, i nasi niektórzy ludzie za dużo popisują się na zachodzie naszymi zdolnościami kombinacyjnymi, oszukańczymi, złodziejskimi i nawet bandyckimi.

Wprost do kanonu należy pewien stopień małych czy większych oszustw w dyplomacji, we wszystkich mediach, bywają nieraz całe gazety pełne łgarstw, w całym życiu politycznym, w wyborach - zarówno po stronie wybieranych, jak i wyborców, wybrani nawet na wysokie stanowiska kpią sobie ze złożonych obietnic, często zresztą świadomie oszukańczych. W dużej mierze bywają oszukańcze ideologie. Czasami są powoływane specjalne stowarzyszenia czy ugrupowania w celach oszukańczych. Bywa bardzo dużo niesprawiedliwości i oszukaństwa w nagrodach, awansach, konkursach, eliminacjach, ocenach, w public relations, w propagandach, w niektórych reklamach.

A co do polityki, to ciekawe zdanie napisał Platon (zm. 347 przed Chr.), nazwany przez Cicerona ''bogiem filozofów'', że "polityk sprawiedliwy, nie oszukujący, ginie, a górą jest ten bez skrupułów'' (''Polityka''). Rzeczywiście, do dziś bywa, że w polityce wygrywają często ci, którzy mają "charyzmat oszukańczy". I kto sprytniejszy w oszukiwaniu, ten wyżej idzie, zwłaszcza jeśli media są stronnicze. I jest taki paradoks, że w społeczeństwach bardziej kulturalnych i chrześcijańskich oszuści częściej wygrywają, bo człowiek szlachetniejszy jest łatwiejszy do oszukania. Nie sposób zresztą wszystko tu opisać.

x

Trzeba by było chyba powiedzieć, że kłamstwo i oszustwo okazuje się w życiu społecznym, a zwłaszcza politycznym, rodzajem grzechu pierworodnego, przekazywanego jakby z natury. Toteż bardzo wielu ludzi rezygnuje w ogóle ze zwalczania go. Ogół zaś ''wyznawców" liberalizmu sekciarskiego, zwłaszcza ateiści, nie uważają kłamstwa za zło, lecz traktują je jako uwspółcześnioną i najlepszą broń w różnych walkach życiowych. Przy czym liberalizm rozumieją jako wolność także od etyki i pełną swobodę czynienia tego, co wielka tradycja uważa za grzech. W Polsce też niestety coraz głośniejsze są wielkie figury, które chcą Polskę normalną w ogóle rozbić i przy pomocy kłamstw nas: zniszczyć, a kraj podzielić. Tymczasem złoczynność kłamstw i oszustw tego rodzaju można pokonywać jedynie we współpracy z Bogiem, z dekalogiem i z nie sprotestantyzowanym Kościołem katolickim. Można więc ufać, że ogół Polaków oraz inaczej wierzących, ale moralnych, nie dopuszcza się ciężkich kłamstw i oszustw, i obecnie wymiecie z domu ojczystego uleganie grzechowi pierworodnemu społeczno-politycznemu, choć by godziły się z nim najwyższe figury.

Trzeba jednak powiedzieć otwarcie, że zorganizowane lewactwo, wojujący ateiści i ludzie zdemoralizowani rosną w siłę i walka o prawdę, niedawno publicznie podjęta, zaczyna znów słabnąć z powodu jakichś dziwnych dezorientacji, nawet wśród niektórych duchowych, którzy nawet walkę ze złem uważają za niedemokratyczną i nietolerancyjną.

Copyright © 2017. All Rights Reserved.