Krystian Kratiuk - Lex Szyszko i prawdziwi obrońcy życia
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Krystian Kratiuk - Lex Szyszko i prawdziwi obrońcy życia

Doba postmodernizmu ma swoje niewątpliwe przywileje. Wszystko, co prawda, stoi na głowie, nic nie ma sensu, ale do wszystkiego można dorobić wytłumaczenie potwierdzające pożądany stan rzeczy.

A dotknęło to wszystkich dziedzin życia – łącznie z tegoż życia obroną.

I tak oto chwalebny tytuł obrońców życia co jakiś czas opluwają różnej maści pajace, chcący uchodzić za rewolucjonistów, wyłącznie z powodu ujrzenia na fejzbuku mema, z którego wynika, że obrona życia jest be, a obrona aborcji już cacy. A że sprawa dotyczy człowieka bezbronnego, nienarodzonego, mającego takie samo prawo do życia jak każdy? Cóż, tym przejmować się nie muszą – fejzbuk im tego nie wytłumaczył, a i w tefałenie nie mówili.
Idzie potem taki użytkownik fejzbuka ulicą i widząc obrońców życia, opluwa ich lub, w najlepszym wypadku, miesza z błotem. Bo oni chcą zabrać mu wolność; bo tylko gdy będzie chciał to urodzi, a gdy nie będzie chciał, to nie urodzi dziecka! A że jest mężczyzną? Nieważne! Dziś takie rzeczy nie są już przeszkodą ani dla medycyny, ani – tym bardziej – dla postmodernistycznej logiki. Jego ciało, jego sprawa!

Wiadomo przecież, że dziecko w łonie matki to nie żadne dziecko, tylko płód, zlep komórek, zarodek czy inny embrion. A że on sam, ów oburzony obroną życia nowoczesny człowiek też był kiedyś w łonie matki? Że nadal pozostaje zlepkiem komórek, które dzięki jakiejś cudownej mocy potrafiły wykształcić mózgowie, oczy, uszy, a nawet tak drogie mu narządy płciowe…? Nic to! On jest człowiekiem, a to coś w brzuchach kobiet to płody, nie ludzie. O tym, kto jest człowiekiem, decyduje on! Jak o tym, kto jest Żydem, decydował Goering.

Ale prawdziwy postmodernista łączy niechęć do niewinnego życia człowieka z prawdziwie postępową miłością do życia człowieka winnego. Gdy bowiem usłyszy gdzieś przypadkiem postulat przywrócenia kary śmierci, natychmiast staje w… obronie życia, którego przecież nikt nie ma prawa nikomu odbierać! Bo każdy człowiek ma swoją godność! Bo ma niezbywalne prawa! Gdy chodzi o niewinne nienarodzone dziecko, można je swobodnie zabić, bo żyje w ciele kobiety, a tylko Kościół, ostatnia ocalała faszystowska instytucja, zakazuje aborcji. Ale kara śmierci powinna być zakazana na zawsze, bo… tak mówi nawet Kościół, a już zwłaszcza Jan Paweł II!

W takiej chwili każdy normalny człowiek zapyta postmodernistę, czy zna stanowisko JP2 w sprawie aborcji? Ten jednak prychnie z właściwą sobie pewnością siebie mówiąc, że „nasz papież” nie był fundamentalistą i prędzej przytuliłby do swego serca kobietę po aborcji, niż potępił jej czyn! A że potępiał wiele razy? Cóż, w tefałenie nie mówili…

Postmodernizm, choć nie powstał w Rosji, ma bardzo wiele wspólnego z logiką rosyjskich elit. To wśród jej członków funkcjonuje bowiem tak zwany durnyj sintez, co przetłumaczyć można prosto na polski: durna synteza. Wynika z niej, że można na przykład jednocześnie wychwalać cara i Lenina. Postmoderniści Zachodu (w tym również ich polski odprysk) przejęli tę logikę, zachęcając do zabijania niewinnych i zakazując zabijania winnych, na przykład seryjnych morderców pragnących nadal zabijać.

Ale wszystko to byli jednak postmoderniści starej daty. Dziś durną syntezę robi się zupełnie inaczej – w taki sposób, by zrozumieli ją użytkownicy fejzbuka, którzy raczej nie kalają się wiedzą o czymkolwiek, a w szczególności o znaczeniu słów „car” czy „Lenin”. Postmodernista ze smartfonowego świata, mimo iż próbuje się go wyprać z człowieczeństwa, zachował w sobie jakieś resztki ludzkich uczuć, postaw i odruchów. Cierpienie niewinnych instynktownie sprawia mu więc dyskomfort, z którym chciałby walczyć. Dlatego musi szukać sobie innych niewinnych. Bo dzieci nienarodzone – przypomnijmy – nie istnieją. Istnieją płody, a kto by tam współczuł zlepkom komórek.

Komu niewinnemu można by więc przez chwilę powspółczuć? Odpowiedź nasuwa się sama: zwierzętom! Zabijają ich przecież ci sami ludzie, którzy zakazują aborcji!

Tak więc płacze młody postmodernista nad losem dzika zabitego w lesie. Bo przecież był młody i niewinny. A jaki piękny, dorodny, zadbany. A zabili go, na kiełbasę. Smaczną.

I płacze młody użytkownik fejzbuka, widząc zdjęcia niewinnych krów, które narodziły się tylko po to, byśmy mogli je zjeść. Kto wie, może już wkrótce i on sam zrezygnuje z jedzenia mięsa? Na razie ograniczy.

I ubolewa młody postępowiec, gdy słyszy, że ktoś chce poprowadzić autostradę wśród łąk zamieszkanych przez żaby. Niewinne te płazy stracą bowiem miejsce, w którym czuły się dobrze, swobodnie i bezpiecznie. Na szczęście Greenpeace im pomaga, wrzuci więc dziesięć złotych. No, może pięć. No, może następnym razem.

Ostatnimi czasy postmoderniści zeszli ze współczuciem wobec niewinnego życia na jeszcze głębszy poziom. Teraz bowiem współczują niewinnym… drzewom. Do ich altruistycznego (choć może altreeistycznego) zrywu przyczynił się minister środowiska, który w końcu zezwolił na wycinanie drzew przez… ich właścicieli. Współczująca młodzież ruszyła do walki, pikietowała, skandowała, a nawet parę razy „polubiła” różne obrazki na fejzbuku! W ten bój ich ostatni wciągnięci zostali przez swą ulubioną telewizję, która również pochyliła się z troską nad niewinnym życiem drzew bestialsko wycinanych przez uzbrojonych w piły łańcuchowe polskich troglodytów, niepotrafiących zrozumieć, że drzewa dają im tlen, powietrze i może nawet jeszcze azot!

Postmodernistyczna młodzież zawsze może liczyć na wsparcie i przykład ze strony starych postmodernistów. Oto z najnowszego filmu Agnieszki Holland zatytułowanego Pokot wynika, że lepiej zabić parę osób i podpalić kościół, niż brać udział w polowaniach na lisy, sarny czy inną zwierzynę. Reżyserka dopuściła się nawet zabiegu uznawanego do tej pory za zbrodniczy – w jej filmie palenie drzew zostało nazwane holocaustem larw. HOLOCAUSTEM! Przypadkową śmierć robaków określono świętym słowem poshoahowej społeczności żydowskiej! I nic! Żadnego skandalu!? Żadnych protestów!?

Tak oto postmodernizm sprowadził ludzi do poziomu larw. Ważniejszych dziś w swej niewinności zarówno od nienarodzonych dzieci, jak i od mordowanych Żydów. Goebbels by się uśmiał.

 

za: Polonia Christiana nr 56

Copyright © 2017. All Rights Reserved.