Donosili, opluwali, sprzedawali, a teraz mamy tego rezultaty. Kto i jak „zamówił” wojnę z Polską?
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Polecane

Donosili, opluwali, sprzedawali, a teraz mamy tego rezultaty. Kto i jak „zamówił” wojnę z Polską?

„To są owoce wielomiesięcznej nagonki na własny kraj, donoszenia gdzie się da, pokazywania Polski w najgorszym świetle, Polaków jako ciemnych ksenofobów, a władz jako faszystów. Gorzkie owoce”

– napisałem 27 stycznia wieczorem na Twitterze.


Chodzi o to wszystko, co złego dzieje się wokół Polski, choć nie ma po temu realnych powodów. Wskutek trwającej od wielu miesięcy akcji zniesławiania własnego państwa, jego władz i własnego narodu powstała swego rodzaju „dyfamacyjna nadwyżka”, która jest wykorzystywana bezpośrednio przeciw Polsce albo w różnych grach interesów, gdzie chodzi o wymuszenie na naszym kraju jakichś zachowań, rezygnację z obrony ważnych dla nas interesów czy celów bądź w grę wchodzi tylko niezrozumienie intencji czy ich błędna interpretacja. Ostatnim przejawem tej nieprawdopodobnej „dyfamacyjnej nadwyżki” jest nagły i niezrozumiały kryzys w relacjach polsko-izraelskich, które wcześniej były wręcz wzorcowe. Owa „dyfamacyjna nadwyżka” jest wielkim, choć skrajnie szkodliwym i ohydnym w swej wymowie dziełem tych wszystkich, którzy nagonkę na własne państwo, naród i rząd uczynili najważniejszym elementem walki o władzę. Chyba wszyscy pamiętają swoisty wyścig w donoszeniu na Polskę do unijnych instytucji, do Rady Europy i Komisji Weneckiej, do rządów i ambasad poszczególnych państw, do szefów politycznych frakcji, gdzie prym wiedli politycy totalnej opozycji, a szczególnie jej eurodeputowani, z Januszem Lewandowskim, Różą Thun, Michałem Bonim czy Barbarą Kudrycką na czele. I z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem, jak by nie było przez siedem lat premierem rządu RP.

Chyba wszyscy pamiętają tę radość przedstawicieli „totalsów”, gdy jakiś unijny urzędnik bądź jakiś polityk z konkretnego państwa, np. francuski prezydent Emmanuel Macron, bezpardonowo atakował Polskę, gdy zapowiadał sankcje przeciwko naszemu krajowi, gdy robił nam ohydną gębę. Wszyscy powinni też pamiętać ten wyścig pochodzących z Polski polityków, dziennikarzy, ludzi nauki i kultury, a nawet niektórych duchownych czy tzw. autorytetów do zagranicznych mediów, żeby tam powiedzieć jak najwięcej złego o własnym państwie, narodzie czy demokratycznie wybranych władzach. A wszystko po to, żeby coś politycznie ugrać, a przynajmniej utrudnić funkcjonowanie rządzącym, skoro opozycja wykazywała się nieudolnością i programową nicością.

Nie trzeba się odwoływać do targowicy i historycznych donosicieli czy kolaborantów, żeby zauważyć bezprecedensowość skali i natężenia nagonki na Polskę. I żeby zauważyć fatalne skutki oraz kompletnie niezrozumiałą radość tych, którzy na te negatywne skutki pracowali niczym stachanowcy.

„Totalsi” wymyślili, że zohydzanie Polski poprzez donoszenie i oskarżanie legalnych władz o wszelkie bezeceństwa, a wręcz zbrodnie przeciw demokracji pomoże im uratować się przed marginalizacją, a przynajmniej osłodzi gorycz porażki w wyborach i kaca z powodu złych notowań sondażowych. Ale zaczęli to robić z takim zapamiętaniem, że się od owej zohydzającej, dyfamacyjnej kampanii uzależnili. Tylko coraz większe dawki, jak w każdym uzależnieniu, mogły ich utrzymać w jakiej takiej kondycji, więc ohydy i donosów było coraz więcej. I zabrakło choćby cienia refleksji, że nie szkodzą oni rządowi zjednoczonej prawicy, lecz Polsce. A chyba nawet nie zabrakło, lecz uznano to za mniejsze zło, choć z moralnego punktu widzenia to nieprawdopodobne szalbierstwo.

Bezprzykładna kampania zohydzania i w efekcie osłabiania własnego państwa nie mogła nie zostać zauważona, tym bardziej że momentami była po prostu z zewnątrz inspirowana i sterowana. Bo to znakomita okazja, by osłabić, zneutralizować czy zablokować atuty Polski (także te gospodarcze), by osłabić nasze negocjacyjne argumenty i moralne przewagi. W wypadku moralnych przewag, wynikających z ogromu cierpień zadanych nam przez niemieckich nazistów i rosyjskojęzycznych komunistów, a nigdy nie zrekompensowanych, chodziło o ich zablokowanie czy neutralizację. Poprzez oskarżenia Polaków o sprzyjanie faszyzmowi (w tym w najgorszej, nazistowskiej postaci), o antysemityzm, ksenofobię, rasizm i wszelkie możliwe patologie. To wszystko „totalsi” podali na tacy każdemu, kto chciał z tego skorzystać. I oczywiście chętnych nie zabrakło, bo Polska to po brexit piąty najpoważniejszy gracz w UE, lider regionu, bez którego nie udałyby się takie inicjatywy jak V4 czy Trójmorze, ważny sojusznik USA, „frontowe” państwo Zachodu. I Polska to po brexicie najpoważniejszy gracz mogący realnie blokować federacyjny czy niemiecko-francuski model ewolucji Unii Europejskiej.

„Totalsi” celowo i z wielkim zapamiętaniem zagrali przeciwko własnemu państwu, narodowi, strategicznym polskim interesom. Tłumacząc to oczywiście obroną demokracji, choć w dzisiejszym, szalenie konkurencyjnym świecie takie tłumaczenia to czysta dziecinada. Ale ten górnolotny infantylizm był potrzebny, żeby wprost nie wyjść na zdrajców, kolaborantów i donosicieli. Tyle tylko, że raz rozkręcona machina zohydzania i dyfamacji Polski jest bardzo trudna do zatrzymania. Podobnie jak trudno odwieść państwa, którym Polska w czymś wadzi lub tylko z nimi konkuruje od wykorzystywania argumentów podanych im na tacy przez „totalsów”.

Państwo polskie zostało wepchnięte w różne sztuczne konflikty i musi zużywać dużo sił i energii, żeby się temu przeciwstawiać, żeby to neutralizować. I choćby dlatego Polacy nie mogą tego „totasom” zapomnieć, przynajmniej przy urnie. Inna sprawa, że tak potężna kampania zohydzania i dyfamacji własnego państwa i narodu nie ma precedensu we współczesnym świecie.

autor: Stanisław Janecki

Publicysta tygodnika "Sieci".

za: https://wpolityce.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.