Izraelski dziennik oskarża Polskę. Udziały w nim ma niemiecka firma, która wspierała Hitlera!
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Izraelski dziennik oskarża Polskę. Udziały w nim ma niemiecka firma, która wspierała Hitlera!

Udziałowcem liberalnego izraelskiego dziennika "Haaretz", który słynie z zajadłych ataków na Polskę, jest niemieckie wydawnictwo M. DuMont Schauberg. W trakcie II wojny światowej Kurt Neven DuMont, ówczesny właściciel firmy, był oficerem nazistowskim, a jego wydawnictwo jawnie popierało III Rzeszę i Adolfa Hitlera.

To właśnie dziennik "Haaretz" rozpoczął nagonkę na polski rząd za projekt ustawy penalizujący używanie zwrotu "polskie obozy śmierci". Jedna z dziennikarek pisma zaczęła nawet wypisywać na Twitterze seryjnie to haniebne określenie, próbując ugodzić Polaków.

Niezalezna.pl przyjrzała się strukturze własnościowej izraelskiego dziennika. Okazuje się, że 20 proc. udziałów ma w nim niemieckie wydawnictwo M. DuMont Schauberg - jedna z najstarszych niemieckich firm wydawniczych, mająca siedzibę w Kolonii.

Wydawnictwo to od 1805 r. pozostaje w rękach niemieckiej rodziny Neven du Mont. W III Rzeszy Kurt Neven DuMont był nazistowskim oficerem, a jego dom wydawniczy otwarcie popierał Adolfa Hitlera i jego zbrodniczą politykę. Jak w 2006 r. pisał izraelski portal ynetnews.com, Kurt Neven DuMont był członkiem NSDAP od 1937 r., a w 1944 r. otrzymał prestiżowe odznaczenie od władz III Rzeszy za kontynuowanie działalności wydawniczej mimo ciężkich alianckich nalotów. Znany jest nawet numer jego legitymacji partyjnej: 5619443.

Dziś należący częściowo do mającego haniebną, nazistowską przeszłość niemieckiego wydawnictwa izraelski dziennik "Haaretz" oskarża Polaków o współudział w Holokauście. I aktywnie wpisuje się w ten sposób w politykę zdejmowania z Niemiec odpowiedzialności za miliony ofiar II wojny światowej.

Źródło: nizalezna.pl

za: http://niezalezna.pl

                                                                             ***

                          Targalski: Izrael wywoła prawdziwą eksplozję antysemityzmu
 

Ruch Narodowy, Obóz Narodowo-Radykalny oraz Młodzież Wszechpolska zapowiadają manifestację pod ambasadą Izraela pod hasłem #StopAntypolonizmowi.

Pikieta ma odbyć się w środę o godzinie 17:00.

"Będziemy protestować pod hasłem „Stop antypolonizmowi”, bo takie właśnie antypolonizmy uprawiają obecnie izraelscy politycy, dziennikarze i wiele mainstreamowych mediów, również w Polsce"- tłumaczył przedstawiciel Młodzieży Wszechpolskiej, Mateusz Marzoch (prezes warszawskich struktur MW) podczas konferencji prasowej „Środowiska narodowe wobec antypolskiej propagandy w Izraelu”.

Reprezentujący Ruch Narodowy przewodniczący tego ugrupowania, Robert Winnicki domagał się z kolei od polskiego rządu "zdecydowanej reakcji". ONR reprezentował jego rzecznik prasowy, Tomasz Kalinowski

W rozmowie z portalem Niezależna.pl do tego pomysłu odniósł się dr Jerzy Targalski. Zdaniem politologa, nie ulega wątpliwości, że interesy Polski powinny być bronione, ale czy akurat przez narodowców?

"Akurat Młodzież Wszechpolska i ONR, jako ci, którzy bronią Polski przed atakiem Izraela, to jest działanie kontrproduktywne, gdyż jedynie ułatwi oskarżenia o antysemityzm. To zadanie powinien na siebie wziąć rząd"- podkreślił dr Jerzy Targalski. Jak tłumaczy publicysta, Izrael dokonał ataku propagandowego na Polskę. Jaki jest jego cel?

"Wymuszenie na Polakach, żeby stwierdzili, wbrew prawdzie, że jako naród brali udział w Holokauście, byli w tym wspólnikami Niemcom"-tłumaczy w rozmowie z Niezależną doktor Targalski. Politolog nie ma wątpliwości, że tego rodzaju postawa ze strony Izraela może spowodować w Polsce jedynie prawdziwą "falę antysemityzmu". Targalski podkreśla, że manifestacja środowisk narodowych pod ambasadą Izraela może jedynie ułatwić oskarżenia o antysemityzm pod adresem Polski, jednak rząd zdecydowanie powinien zareagować. Dlaczego?

"Jeżeli (rząd- przyp. red.)tego nie zrobi, to w Polsce dojdzie do takiego wybuchu antysemityzmu, przy którym 1968 r. będzie niczym"-przekonuje analityk.

Jak poinformowała w rozmowie z TVP Info rzeczniczka rządu Mateusza Morawieckiego, Joanna Kopcińska, jeszcze w tym tygodniu ma zostać powołany zespół, którego zadaniem będzie prowadzenie dialogu ze stroną izraelską. Ustalili to wspólnie premierzy Morawiecki i Netanjahu podczas rozmowy telefonicznej.

"Jesteśmy gotowi wyjaśniać, że wprowadzane przepisy nie ograniczają w żaden sposób wolności badań ani swobody dyskusji historycznej"-tłumaczyła rzecznik.

Kopcińska podkreśliła jednocześnie, że polski rząd będzie domagał się, aby Izrael uznał sformułowanie "polskie obozy zagłady" za część kłamstwa oświęcimskiego.

yenn/Niezależna, TVP Info, Fronda.pl

za: http://www.fronda.pl

                                                                                 ***

                                                        Żydowskie obozy koncentracyjne


Nawet w sytuacji, w której moja wyobraźnia wyrabiałaby nadgodziny, nie byłbym w stanie wyobrazić sobie skowytu, jaki rozległby się od Tel Awiwu po Nowy Jork, gdyby ambasador polski w Izraelu zażądał od izraelskiego rządu, by  ten wycofał ustawę o karaniu kłamców negujących Holokaust. Dlaczego zatem wczorajsza informacja o tym, że polski Sejm przyjął ustawę o Instytucie Pamięci Narodowym zawierającą zapisy o ściganiu karnym za oczywiste kłamstwa o rzekomych „polskich obozach śmierci”, wywołała w Izraelu aż takie wrzenie, że aż pani ambasador tego państwa pozwoliła sobie, w imieniu władz swojego kraju, na zanegowanie wprowadzonego przez inne suwerenne państwo oczywistego zapisu oraz na poinformowanie opinii publicznej, iż „rząd Izraela odrzuca tę nowelizację”?

Dlaczego zapis broniący oczywistej prawdy, wywołał w Izraelu wściekłość, której wyrazem, są m.in. słowa Yaira Lapida, byłego ministra finansów tego kraju i obecnego posła izraelskiego parlamentu, o tym, że „istniały polskie obozy śmierci i żadne prawo nigdy tego nie zmieni”? Dlaczego Izrael, przyjazny - podobno - Polsce kraj stawia na szali dobre – podobno – stosunki, walcząc z prawdą i utrwalając łgarstwa? Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Dużo pytań – mało odpowiedzi.

Spróbujmy je zatem odnaleźć.

Jako dziennikarz śledczy, staram trzymać się faktów, które jak wiadomo, nie wymagają interpretacji, bo po prostu są jakie są. A jakie mamy fakty w tej sprawie? Sięgnijmy do niedawnej historii, by przypomnieć rzeczy, wydawałoby się, oczywiste.

Odrzucając jednoznacznie umizgi Hitlera i w przeciwieństwie do wielu innych państw europejskich (Włochów, Austriaków, Słowaków, Rumunów, Bułgarów, Węgrów, Hiszpanów, Finów i przez dwa pierwsze lata wojny także Rosjan) od pierwszego do ostatniego dnia II wojny światowej Polska była po właściwej stronie, przeciwstawiając się Niemcom i barbarzyńskiej ideologii nazistów – to fakt. Za wierność ideałom, walkę z Niemcami na wszystkich frontach II wojny światowej i twardy opór wyrażający się z jednej strony w braku jakichkolwiek form zorganizowanej na szczeblu państwowym kolaboracji (w przeciwieństwie np. do Francuzów czy Norwegów), z drugiej zaś w utworzeniu największej podziemnej armii w okupowanej Europie, w Powstaniu Warszawskim i w pomaganiu mordowanym przez Niemców Żydom, zapłaciliśmy straszną cenę: wielką daninę krwi oraz strat materialnych i terytorialnych, nieporównywalną z żadnym innym krajem – to także fakt.

Po wygranej wojnie zostaliśmy zdradzeni przez wszystkich i sprzedani w Jałcie kolejnym, tym razem sowieckim, okupantom, czego skutki odczuwamy po dziś dzień – to kolejny fakt. Pomimo wszystkich tych faktów, ktoś (kto?) zadał sobie wiele trudu i mocno pracował nad tym, by przypięto nam łatkę sojuszników Hitlera, podłych „nazistów” współodpowiedzialnych za holokaust Żydów, twórców „polskich obozów koncentracyjnych”, i czy nam się to podoba czy nie, taki wizerunek mamy dziś w świecie (kto nie wierzy, niechaj obejrzy film Violetty Kardynał „Do góry nogami” o postrzeganiu „nazistów” przez młodzież amerykańską i kanadyjską) – to także fakt. Podjęta właśnie przez polski Sejm próba zablokowania czy choćby ograniczenia szerzenia tych kłamstw oraz walki o prawdę spotkała się z ostrym protestem oraz negacją oficjeli i autorytetów z Izraela – to najnowszy i ostatni już fakt.

O co zatem chodzi?  

Odpowiedź nie jest łatwa, ale paradoksalnie jest prosta - wystarczy tylko, jak w dziennikarstwie śledczym, połączyć kropeczki. Przez wszystkie te lata szerzenia łgarstw o rzekomych „polskich obozach koncentracyjnych” - głównie w Stanach Zjednoczonych i Niemczech, ale nie tylko - nie słyszałem nigdy o choćby pisku sprzeciwu ze strony izraelskich ambasadorów w tych państwach, oficjeli czy przedstawicieli kół rządowych Izraela, tak przecież wyczulonych na wszystko, co dotyczy Holokaustu, przeciwko tak jawnemu łgarstwu.

Z tamtej strony zatem istniało co najmniej przyzwolenie na fałszowanie rzeczywistości i szerzenie kłamstw. Czy jednak „tylko” przyzwolenie? Furia, którą w pewnych kołach w Izraelu wywołała ustawa polskiego Sejmu o karaniu za kłamstwa o rzekomych „polskich obozach śmierci” spowodowała, że maski właśnie spadły i jaśniej widać dziś to, co do niedawna było zakryte - że mogło to być coś znacznie więcej, niż „tylko” przyzwolenie na kłamstwa i że powielanie tych oczywistych łgarstw było po prostu Żydom na rękę. Być może dlatego, że skuteczne - a przynajmniej bardziej skuteczne niż dotąd – zwalczanie kłamstw o Polakach, jako współsprawcach „nazistowskich zbrodni” (o niemieckich zbrodniach nie ma na świecie w ogóle mowy), a zamiast tego pokazywanie polskiego wkładu w walkę z „nazistami” i potwornej ceny, jaką za tę walkę ponieśliśmy, stanowi zagrożenie dla „monopolu” cierpień Żydów, ofiar Holokaustu?

A może dlatego, że zablokowanie kłamstw i odkrycie przed światem oczywistej dla nas prawdy, mogłoby zaburzyć funkcjonowanie świetnie funkcjonującej maszynerii „przedsiębiorstwa Holokaust”, które właśnie, przy pomocy senatu USA, weszło w decydujący etap walki o zapłatę przez Polskę (w takiej czy innej formie) 65 miliardów dolarów, które w ramach roszczeń miałyby przypaść żydowskim organizacjom zajmujących się edukacją na temat holokaustu? Niewykluczone zresztą, że może chodzić tak o jedno, jak i o drugie. Tak jednak czy inaczej – zapomnijmy o polsko – izraelskiej przyjaźni, bo choćbyśmy nie wiem, jak bardzo zaklinali rzeczywistość, to przecież gołym okiem widać, że nie ma tu żadnej przyjaźni, a jeśli już, to taka, o jakiej pisał Winston Churchil, premier Wielkiej Brytanii: jeśli mam takich przyjaciół, to nie potrzebuję już wrogów. Fakty są jakie są i, niestety, pokazują, że po tamtej stronie są tylko zimne interesy I dodam – brudne interesy, oparte na zwalczaniu prawdy i szerzeniu kłamstw.

Co w tej sytuacji robić? Nieprawdą jest, że nie ma dobrego wyjścia, jak zdążyli już obwieścić siedzący okrakiem na barykadzie niektórzy publicyści. Najlepszą i jedyną drogą na wyjście z tej patowej sytuacji jest, jak zawsze, droga prawdy. Dokładnie tak, jak uczył święty naszych czasów, ksiądz Jerzy Popiełuszko: „jesteście w mroku, we mgle i nie wiecie, w którą pójść stronę? Idźcie drogą prawdy, a wszystko stanie się proste”. Były polskie obozy koncentracyjne czy nie były? Byliśmy narodem nazistów czy nie byliśmy? Jesteśmy po stronie katów czy ofiar? Wszyscy Polacy znają odpowiedzi na te pytania - ale nie zna ich świat. Mówienie o „polskich obozach koncentracyjnych” – „bo przecież były ulokowane w Polsce”, jak tłumaczą obrońcy tego terminu – jest równie absurdalne, jak mówienie na przykład o „żydowskich obozach koncentracyjnych”, bo przecież w większości byli zamykani w nich Żydzi. Można użyć nazewnictwa sięgającego do geografii – dlaczego nie można do statystyki?

Rzeczywistość można relatywizować na wiele sposobów, ale to droga donikąd. Dlatego jedyną droga, która ma szansę zatrzymać to szaleństwo, jest droga prawdy. Kropka. I dlatego od polskich władz i od polskiego rządu oczekuję, iż bez względu na wszystko, bez względu na naciski z takiej czy innej strony, nie zatrzyma się wpół drogi i będzie twardo egzekwować wprowadzone właśnie prawo, i to w stosunku do absolutnie każdego, kto śmie mówić o „polskich obozach śmierci”. A jeżeli to oznacza nadwątlenie relacji z niektórymi państwami? Trudno. Być może taka jest cena walki o prawdę. I oby była to ostatnia walka o prawdę w tej najbardziej oczywistej z oczywistych, sprawie.

Wojciech Sumliński   

sumlinski.pl
https://www.salon24.pl
Dział: Polityka, Temat: Polityka historyczna
10934 383 1 A A A

                                                                              ***

Wierzmy, że ta lewa, hucpiarska i prymitywna prowokacja z "antysemityzmem" na transparencie, nie przyniesie zamierzonego skutku prawdziwym reżyserom tego żałosnego spektaklu

kn

Copyright © 2017. All Rights Reserved.