Piotr Doerre - Lemingi 1917
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Piotr Doerre - Lemingi 1917

Gdy myślimy o rewolucji w Rosji, przed oczami stają nam obrazy burzonych cerkwi, dzwonów zwalanych z wież, popów mordowanych bestialsko przez bolszewicką dzicz. Nie wszyscy jednak wiedzą, że ogromna część prawosławnego duchowieństwa początkowo rewolucję… poparła.

Oczywiście, nie październikową, ale poprzedzającą ją rewolucję lutową, która obaliła władzę cara i próbowała z Rosji uczynić coś na kształt masońskiej republiki francuskiej. Oparta ona była zresztą, z grubsza biorąc, na ideach skrajnie antychrześcijańskiej rewolucji znad Sekwany, która sto dwadzieścia pięć lat wcześniej również zdetronizowała władcę, aby następnie pozbawić go życia.

Rosyjska Cerkiew, zreformowana, a właściwie ustanowiona niemal od nowa i ściśle wprzęgnięta w ramy machiny państwowej przez cara Piotra I, w ciągu dwóch wieków stanowiła nie tyle podporę, co narzędzie tronu. Po zniesieniu urzędu patriarchy cerkwią rządził tak zwany Świątobliwy Synod Rządzący będący de facto organem państwowym, jako że na jego czele stał oberprokurator – świecki urzędnik, najczęściej emerytowany wojskowy, były gubernator lub urzędnik ministerstwa spraw wewnętrznych. Nieliczne próby uniezależnienia sfery religijnej od władzy świeckiej traktowano jak zdradę stanu i surowo karano. Oberprokuratorzy dbali, by pośród kleru panowały nastroje promonarchistyczne. Tak, przynajmniej w teorii, było do wiosny roku 1917.

Wkrótce po odsunięciu cara Mikołaja II od władzy rosyjscy liberałowie, małpując swych francuskich kolegów, organizowali w większych i mniejszych miastach całego imperium wielkie uroczystości ku czci republiki, nazwane Świętem Rewolucji lub Dniem Wolności. Były to wielotysięczne pochody i wiece, połączone z przemarszami wojska, odbywające się przy wtórze muzyki licznych orkiestr, a także śpiewu pieśni patriotycznych i rewolucyjnych. Pobożny lud rosyjski przychodził świętować swą „wolność” z ikonami. Nic dziwnego, że mieszały się one z czerwonymi sztandarami i socjalistycznymi transparentami. Wszelkie oczekiwania organizatorów przerósł natomiast udział… duchownych, którzy – mimo deklarowanego wcześniej przywiązania do cara i jego rodziny – masowo włączyli się w oddawanie niemal bałwochwalczej czci republice.

W wielu miastach, jak w Kałudze, Orle, Stawropolu, Witebsku, Krasnojarsku, Irkucku, Władywostoku czy Nowogrodzie Siewierskim odprawiono pod przewodnictwem miejscowych biskupów nabożeństwa ku czci „wolności”. Święto Rewolucji przebiegało bowiem według starego porządku świąt państwowych, w których duchowni odgrywali jedną z najważniejszych ról. W mniejszych miejscowościach manifestacje odbywały się przy samych cerkwiach albo były wręcz organizowane przez popów. Duchowni nakłaniali wiernych do składania przysięgi lojalności państwu rosyjskiemu i nowej władzy; wygłaszali płomienne kazania. Odczytywano odezwę Synodu: Dokonała się wola Boża. Rosja wstąpiła na drogę nowego życia państwowego. Niech Bóg błogosławi naszą wielką Ojczyznę na jej nowej drodze i daruje jej szczęście i chwałę.

Popi włączyli się również ochoczo w świętowanie 1 maja, kiedy to czczono męczenników rewolucji i ofiary dawnego reżimu, a przede wszystkim dziękowano Bogu za jutrzenkę swobody. Zdarzały się co prawda przypadki odmowy wzięcia udziału w uroczystościach lub wręcz ich zwalczania jako pogańskiego święta, lecz dotyczyły one zdecydowanej mniejszości prawosławnych biskupów i kapłanów. Nawet jednak ta mniejszość nie podjęła właściwie żadnych inicjatyw mających na celu obronę monarchii.

Skąd taki stosunek duchownych do rewolucji? Według badaczy wynikał on zarówno z zachłyśnięcia się ideami wolności i demokracji oraz wcześniejszego, trwającego co najmniej od rewolucji 1905 roku, rozprzestrzeniania się sympatii i poglądów socjalistycznych, zwłaszcza pośród niższego kleru, jak i oportunizmu oraz strachu przez rewolucyjnymi prześladowaniami. Rozdemokratyzowani popi nie wiedzieli jednak, że oto włączyli się w proces, który wkrótce zmiecie ich z powierzchni ziemi.

Ich postawę zaczął zmieniać dopiero kryzys, w jakim znalazła się republika późnym latem 1917 roku – stopniowa anarchizacja państwa, która pociągała za sobą chaos w samej Cerkwi i radykalny spadek jej dochodów. Ostateczną przepaść między rewolucją a Cerkwią wykopały prześladowania rozpoczęte z całą mocą przez bolszewików podczas wojny domowej. Wtedy było już jednak za późno. Skrytobójcze mordy i procesy polityczne, palenie cerkwi przez oddziały Armii Czerwonej, grabież mienia kościelnego, infiltracja prowadzona przy udziale tak zwanej Żywej Cerkwii, wreszcie uruchomienie Związku Wojujących Bezbożników, stopniowo zapędzały prawosławie na margines życia publicznego.

Cerkwi nie uratowała nawet ogłoszona pod naciskiem bezpieki w roku 1927 przez metropolitę niżegorodzkiego Sergiusza kuriozalna deklaracja lojalności wobec komunistycznych władz, skrytykowana zresztą przez większość hierarchów. Wkrótce potem stalinowscy oprawcy dokończyli dzieła rozpoczętego po „wielkim” październiku: do wybuchu drugiej wojny światowej dotrwał jedynie jeden procent (sic!) legalnie działających świątyń, a zdecydowana większość duchownych została wymordowana lub zamknięta w łagrach. Dopiero pod wpływem wojennych klęsk Stalin postanowił z pozostałych przy życiu ulepić sobie zupełnie nową – obsadzoną pracownikami i agentami aparatu bezpieczeństwa – Rosyjską Cerkiew Prawosławną, która odtąd służyła mu jako użyteczne narzędzie w polityce wewnętrznej i zagranicznej. To właśnie ona istnieje w Rosji do dziś. Ale to już zupełnie inna historia.

Polonia Christiana nr 58

Copyright © 2017. All Rights Reserved.