Wojciech Mucha - Pet w kiblu, czyli spisek PiS i TVP
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Wojciech Mucha - Pet w kiblu, czyli spisek PiS i TVP

To miał być spisek na miarę pożaru Reichstagu i największa pożoga od czasu spalenia Londynu w 1666 r., a na pewno od czasu, gdy się sfajczyła budka przed rosyjską ambasadą w Warszawie. Tymczasem jedyne co zostało ze stopionego przez ogień wychodka obok inowrocławskiej kamienicy

, w której mieszka poseł Krzysztof Brejza, to kupa śmiechu. I smutna refleksja.

Pożar to zawsze przykra sprawa. Dość powiedzieć, że niepokojąco wyglądają ostatnie podpalenia wysypisk śmieci i składów odpadów, które dotykają Polskę od początku roku W powietrze poszły tysiące ton wszelkiego syfu, który – jak się okazuje – często był wwożony do naszego kraju zza zachodniej granicy. Jak widać, model biznesowy rodem z III RP ma się dobrze, jeśli wciąż można traktować własną ojczyznę jako kontener na niechciane przez bogatego sąsiada śmieci. Pozostaje mieć nadzieję, że służby zajmą się tą sprawą. I że przynajmniej w tym przypadku weźmiemy przykład z Chińczyków, którzy tego typu interesów (zwożenia śmieci) właśnie zakazali. Zresztą mówi się, że decyzja władz Państwa Środka stoi za nomen omen wysypem wysypisk śmieci m.in. nad Wisłą. Inna sprawa, że podobnie jak w wypadku spuszczenia do rzeki Motławy tysiąca ton ścieków jakoś nie słychać głosów zaniepokojonych ekologów, zawsze gotowych bronić Puszczy Białowieskiej i jej mieszkańców (także np. kornika drukarza).
Ale są też pożary mniej spektakularne

Przynajmniej w teorii. No bo przecież nie stawia się na nogi wszelkich służb, gdy się spali przenośna toaleta. To robota dla dozorcy z gaśnicą, a w najgorszym razie dla rejonowej jednostki straży pożarnej. Znam dość dobrze środowisko pracy strażaków i naprawdę życzę im (i nam), by tylko takie interwencje ich spotykały, szczególnie że aura sprzyja pożarom.

Tyle tylko, że okazuje się, iż w naszym wesołym kraju nawet sprawa spalonego wychodka może się stać aferą polityczną i przyczynkiem do ogólnopolskiego glanowania. Oto na baczność stają już nie tylko strażacy, ale nawet Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Śledcze Policji i wojskowy kontrwywiad. To tylko u nas z dnia na dzień kibel staje się symbolem, w którym jak w soczewce skupia się cały kraj. Wychodek staje się wyrzutem sumienia i przestrogą naraz. Kibel a sprawa polska.

Ktoś może się obrazić na takie porównanie. I całkiem słusznie, tyle że to nie ja popadam w takie tony. W weekend media „głównego nurtu” rozpaliła informacja o tym, że w Inowrocławiu, tuż obok kamienicy, w której mieszka poseł PO Krzysztof Brejza, spalił się toi-toi. Nie byłoby w tym nic sensacyjnego – kibelek to nie rękopis, czasem spłonie – gdyby nie fakt, że rzekomo poważni ludzie zaczęli spekulować, iż to… próba zamachu na życie posła Krzysztofa Brejzy i jego licznej familii.

Nie zajmowalibyśmy się na łamach poważnego przecież dziennika, jakim jest „Codzienna”, sprawą wyziewów, które kazały łączyć kwestię przenośnej toalety z działalnością poselską posła Brejzy, gdyby nie fakt, że przegląd fantastycznych komentarzy dotyczących zjaranej sławojki pozwala na wgląd w kondycję psychiczną dzisiejszej opozycji i suflujących jej mediów. Oto próbka.


Państwo stanęło na baczność

„TVP od miesięcy szczuje na posła Brejzę. No i są efekty. Jakiś Prawdziwy Polak albo Wnuczek Wyklęty wziął sprawy w swoje ręce” – zagrzmiało pierwsze pióro „Gazety Wyborczej” – Wojciech Czuchnowski. Nad meandrami, którymi błądzi myśl Czuchnowskiego, nie będziemy się rozwodzić, wiele razy także w ostatnim czasie dał się poznać jako rozsiewacz spekulacji, jadu i fake newsów. Gorzej, że w podobne tony uderzyli także – zdawałoby się – poważni ludzie. I choć nie należy do nich raczej poseł Arkadiusz Myrcha, piszący na Twitterze: „Nie wierzę w takie przypadki! Ta sprawa musi być natychmiastowo wyjaśniana! Krzychu, trzymajcie się dzielnie z rodziną” (pisownia oryginalna)”, to już b. ministra finansów Jana Vincenta Rostowskiego można by posądzać o więcej angielskiej flegmy w formułowaniu wniosków na podstawie osmalonego wychodka. Tymczasem i on wydał wyrok – „Istnieje jeszcze bardziej mrożąca krew możliwość: czy to nie zemsta za ujawnienie przez posła Brejzę w sobotę powiązań upadającej firmy GetBack z mediami PiSowskimi?” – przypomnijmy – chodzi o spalenie wychodka. No ale sprawa robiła się bardzo poważna, o czym przekonywała Renata Grochal, dziennikarka „Newsweeka”, która wpadając w kasandryczne tony, napisała na Twitterze: „Chciałabym się mylić, ale zdaje się, że szczucie TVPiS przynosi efekty”.

Histerii uległy także osoby, których byśmy nie podejrzewali o gorącą krew. Do raportu wezwano szefa MSW Joachima Brudzińskiego. – Panie ministrze, ta sprawa powinna zostać dokładnie wyjaśniona. Jeśli faktycznie doszło do podpalenia domu posła, nie może być żadnej tolerancji wobec sprawców i mam nadzieję, że PiS je jednoznacznie potępi – apelował Stefan Sekowski, zastępca redaktora naczelnego „Nowej Konfederacji”. I tylko zwyczajowi dowcipnisie dworowali w najlepsze, używając – przyznajmy – nie zawsze eleganckich porównań.
Zawsze tacy racjonalni

Tym ostatnim czas przyznał rację. Po spektakularnym śledztwie ujawniono podpalacza, okazał się nim mieszkaniec kamienicy, który w przenośnej toalecie rzucił niedopałek – przyczynę zajęcia się kibla ogniem, a mediów w Polsce kiblem. Nim to się stało, poseł Brejza zdążył pozować do zdjęciowej sesji na tle osmalonej ściany, gdzie z miną wyrażającą najgłębsze skupienie i dłońmi ułożonymi w nieśmiertelną „wieżyczkę” wypatrywał rozwikłania całej sprawy, która okazała się – cytując klasyka – arcyboleśnie prosta. I całe szczęście.

Strata lokalnego toi-toia musi być niewątpliwie bolesna dla najbliższego otoczenia rodziny Brejzów. Może też być preludium do sąsiedzkich niesnasek pomiędzy nimi a nieszczęśnikiem, który zaprószył ogień. Ale komentarze płynące od polityków opozycji i związanych z nimi dziennikarzy dość dobrze oddają stan ducha, który zapanował wśród totalnych. Nie można się nie uśmiechnąć z przekąsem, gdy ludzie, którzy często odsądzają od czci i wiary wszystkich pokazujących w tej czy innej sprawie możliwe związki przyczynowo-skutkowe lub niedających wiary „oficjalnej wersji wydarzeń”, tak łatwo rozdmuchali pożar wychodka do spisku na miarę pożaru Reichstagu.

za: http://niezalezna.pl

Copyright © 2017. All Rights Reserved.