Czerniakowska: Ludzi z TVP nie interesują historie żołnierzy wyklętych

- Gdy dziś składa się propozycję filmu o żołnierzu wyklętym w telewizji publicznej jaką jest w końcu statutowo TVP, a nie jej panów prezesów i dyrektorów - jest cisza.
Gdy składam propozycję filmów o polskiej historii, to jakbym uderzała głową w mur. Choć 11 moich filmów komisja w TVP wybrała, przetłumaczyła na język angielski i sprzedaje na płytach DVD. Tam jest np. film „Humer i inni” - mówi portalowi Fronda.pl Alina Czerniakowska, reżyserka.

Dlaczego należy robić filmy o Żołnierzach Wyklętych?
- Dlatego, że oni ciągle są wyklęci, a do końca zachowali się zgodnie z etyką żołnierską, postawą przedwojennego obywatela Rzeczpospolitej. Trzeba o tym mówić, bo jest to po stokroć aktualne. Takich postaw prawie dziś nie ma, musimy się uczyć, że w nawet sytuacjach diametralnie trudnych trzeba zachować się z godnością czyli nie być sprzedawczykiem czy szmatławcem, ani tym, który za parę groszy zrobi przekręt, którego nikt nie zauważy. Oni nie chcieli oddać ojczyzny w takie ręce, ręce ludzi nieuczciwych, wyszkolonych przez mentalność sowiecką. Dziś Polska się łasi do wszystkich, bez tej swojej dumy narodowej. Ale to ich postawa nas zobowiązuje.
Trudno robić filmy o tej ich dumie?
- Realizuję takie filmy, chociaż coraz trudniej jest je robić. Gdy dziś składa się propozycję takiego filmu w telewizji publicznej jaką jest w końcu statutowo TVP, a nie jej panów prezesów i dyrektorów - jest cisza. Gdy składam propozycję filmów o polskiej historii, to jakbym uderzała głową w mur. Choć 11 moich filmów komisja w TVP wybrała przetłumaczyła na język angielski i sprzedaje na płytach DVD. Tam jest np. film „Humer i inni”, „O Polskę trzeba walczyć”, „Czy warto było tak żyć”... One, choć długo leżały na półkach, dziś są dostępne na całym świecie. Niestety, nie ja na nich zarabiam. Liczę, że ta niemoc w TVP to okres przejściowy.
Którego z żołnierzy wyklętych nosi pani w sercu?
- To jest kpt Stanisław Sojczyński „Warszyc” dowódca Konspiracyjnego Wojska Polskiego. On był strasznie skatowany przez bandytów spod znaku Moczara, który był wtedy szefem UB w Łodzi. „Warszyc”, który miał pod sobą ponad 3 tys. żołnierzy i znany był z brawurowych akcji, wydał wyrok śmierci na Moczara. Bardzo lubię „Warszyca”, tego chłopaka z polskich pól, a jednocześnie dobrze wykształconego, lubiącego się uczyć, odważnego i dbający o swoich żołnierzy, który chciał bronić Polski do końca. On skatowany, wychudzony po strasznym procesie stał wyprostowany. Gdy odczytują mu karę śmierci - co zostało nagrane - stoi z zapiętym pod szyją białym kołnierzykiem z ręką na sercu. Do końca pokazał im klasę. Drugą taką postacią jest gen. Fieldorf. Kiedy zrobiłam o nim film jako początkująca reżyserka, córka generała pani Maria ukochała mnie jak córkę. Ceniła mnie, że potrafiłam bardzo dobrze opowiedzieć o jej ojcu.
A ich prześladowcy?
- Mają się dobrze, choć są draniami. Ta mizeria wychowała pokolenia, które finansowo mają się bardzo dobrze i śmieją się w oczy tym, którzy modlą się za ofiary katastrofy smoleńskiej. Ale nie warto o nich tu mówić, patrzmy na tych wyklętych, którzy ginęli po wioskach i więzieniach na Podlasiu, Mazowszu czy Podhalu. Ta pamięć przetrwa i wiem, że młodych ona interesuje.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
za: www.fronda.pl/news/