Damy sobie radę, jak zawsze
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Damy sobie radę, jak zawsze




WYWIAD Z KONRADEM TOMASZEWSKIM, dyrektorem generalnym Lasów Państwowych, rozmawia JACEK LIZINIEWICZ



Jeśli chodzi o nabycie drewna poklęskowego, zgłaszają się firmy z całego świata – od Malezji, Chin, Argentyny po Niemcy, Austrię i inne państwa UE. Chcieliby kupić, ile się da, transportować potem koleją, ciężarówkami, statkami. Grzecznie dziękujemy za zainteresowanie – mówi nam dr Konrad Tomaszewski, z którym rozmawiamy o sytuacji Lasów Państwowych po największym w historii huraganie.

Leśnicy coraz częściej mówią, że z 11 na 12 sierpnia mieliśmy do czynienia z „huraganem stulecia”. Czy rzeczywiście dla Lasów Państwowych to tak wielka klęska?

W 93-letniej historii Lasów Państwowych to bezprecedensowy kataklizm naturalny. Oczywiście szkody spowodowane wiatrem nie są dla nas niczym nowym. Na przykład w lipcu w Nadleśnictwie Rudy Raciborskie wichura zniszczyła 1,5 tys. ha lasu, wywracając ok. 300 tys. m sześc. drzew. Mniejszych zdarzeń tego typu nie brakuje. Był też huragan w 2002 r. w Puszczy Piskiej i okolicy, gdzie uszkodzone zostały w sumie ok. 33 tys. ha lasów, a w nich 3,3 mln m sześc. drzew. Ale skala tej klęski przyćmiewa wszystko, co leśnicy pamiętają.

Jak wyglądają najnowsze szacunki szkód w lasach?

Wciąż trwają, a liczby niestety rosną. Oceniamy dziś, że na Kaszubach, Kujawach i w Wielkopolsce, tzn. na terenach regionalnych dyrekcji LP w Toruniu, Gdańsku, Szczecinku i Poznaniu, mamy prawie 80 tys. ha uszkodzonych lasów, z tego 40 tys. ha całkowicie. Lasy padły na powierzchni półtora razy większej niż obszar całej Warszawy. W kilkadziesiąt minut huragan powalił i połamał 9,8 mln m sześc. drzew. Niektóre leśnictwa w zasadzie zniknęły. Nic dziwnego, że tam nawet starsi i bardzo doświadczeni leśnicy nie kryją łez.

Dziś trwa wielkie rozliczanie służb, władz samorządowych i państwowych z akcji ratunkowej po huraganie. Co zrobili leśnicy?

Jeszcze przed świtem 12 sierpnia na miejscu stawił się, kto tylko mógł – od strażników leśnych, zabezpieczających obszar klęski, żeby nie było dalszych ofiar, przez pracowników terenowych i biurowych, po pracujących na umowach z nadleśnictwami robotników z prywatnych zakładów usług leśnych (tzw. ZUL). Każda służba ma swoje zadania, ale w naszej sytuacji zajęcie się lasami musieliśmy odłożyć na później. Priorytetem było usunięcie zwalonych drzew z dróg publicznych, najważniejszych dróg leśnych, w tym dojazdów przeciwpożarowych, oraz spod linii energetycznych, żeby odpowiednie służby mogły dojechać do poszkodowanych z pomocą i przywrócić dostawy prądu. To były setki kilometrów. Ściągnęliśmy dostępny w okolicy sprzęt należący do LP, od pilarek po harwestery, oraz wszystko, czym dysponują pracujące na zlecenie nadleśnictw ZUL-e. Po niecałych dwóch tygodniach to zadanie zostało wykonane, przedwczoraj zakończyło się udrożnianie ostatnich odcinków najważniejszych dróg i linii energetycznych nawet w najmocniej zniszczonych nadleśnictwach jak Lipusz, Rytel czy Czersk. Pracownicy firm usług leśnych i leśnicy wykonali ogromną robotę w piekielnie trudnych warunkach. Przez ponad 40 lat pracy w leśnictwie wiele klęsk widziałem, ale to, co zobaczyłem na miejscu np. w Nadleśnictwie Rytel, nawet na mnie zrobiło piorunujące wrażenie.

Co robicie dalej?

Musimy teraz się zająć naszymi podstawowymi obowiązkami, czyli lasem – w pierwszej kolejności rozpocząć uprzątanie zdewastowanych przez huragan powierzchni oraz zagospodarować drewno z wiatrołomów i wiatrowałów, póki może zostać jeszcze wykorzystane na potrzeby ludności oraz przedsiębiorców, co jest naszą powinnością jako zarządcy majątku skarbu państwa. Odblokowanie dróg w porównaniu z tym było pestką, teraz będziemy potrzebowali na miejscu np. nawet kilkuset harwesterów pracujących przez rok z okładem. W dalszej perspektywie musimy przywrócić las tam, gdzie został zniszczony. Od początku działają w naszych jednostkach sztaby kryzysowe, co tydzień organizuję wideokonferencję z dyrektorami regionalnymi, by koordynować działania i aktualizować dane, trwa też szacowanie strat na podstawie oblotów i wykonywanych ortofotomap, zdjęć satelitarnych lub w terenie, tam, gdzie da się już wejść. Oczyszczenie, zagospodarowanie i odnowienie terenów poklęskowych będzie długotrwałą, ogromną operacją pod względem logistycznym, finansowym, a nawet legislacyjnym, gdyż potrzebne są różne uregulowania wewnętrzne w LP i w prawie powszechnym.

Czy uporanie się z tym nie przekracza nawet możliwości LP? Będą Państwo szukali wsparcia zewnętrznego?

To kataklizm o skali wpływającej na całe Lasy Państwowe i ich otoczenie, nie tylko na bezpośrednio dotknięte nadleśnictwa. Ale damy sobie radę, jak zawsze, bez uciekania się do kredytów lub zewnętrznych środków pomocowych. Po to właśnie LP zostały stworzone jako samofinasujący się podmiot poza sektorem finansów publicznych, który nie korzysta z pieniędzy podatników, a na wypadek nadzwyczajnych zdarzeń ma posiadać własne rezerwy. Może ta sytuacja przekona niektórych, jeśli nie zrobiły tego poprzednie klęski, o zaletach takiego rozwiązania. Jesteśmy dobrze przygotowani, nie tylko po minionych klęskach, ale też dzięki mechanizmowi tzw. stanu siły wyższej, który uregulowałem zarządzeniem w ub.r. i już wtedy przetestowaliśmy go po potężnych wichurach w czerwcu 2016 r., które najsilniej uderzyły w nadleśnictwa w Puszczy Knyszyńskiej. Dlatego 16 sierpnia podpisałem decyzję o wprowadzeniu stanu siły wyższej o zasięgu ponadlokalnym na terenie 25 najmocniej zniszczonych przez huragan nadleśnictw z dyrekcji toruńskiej, gdańskiej, poznańskiej i szczecineckiej.

Co to w praktyce oznacza?

To dokument, który pozwala nam uporządkować całą operację: skoordynować działanie wielu jednostek LP, określić zadania do wykonania, kolejność ich realizacji i dokładny harmonogram, sposób ich sfinansowania. Pozwala dyrektorom regionalnym zapewnić nadleśnictwom „klęskowym” wszelkie wsparcie sprzętem i ludźmi z pozostałych nadzorowanych przez nich nadleśnictw i zakładów, kupować maszyny, zwiększyć tam, gdzie to niezbędne, obsadę jednostek. Wskazuje też mnóstwo prac planistycznych i urządzeniowych do wykonania lub zlecenia. Huragan wywrócił lasy, ale też plany, na podstawie których leśnicy nimi zarządzają. Konieczna będzie weryfikacja m.in. obowiązujących planów urządzenia lasu dla „klęskowych” nadleśnictw, umów zawartych wcześniej przez nie z zakładami usług leśnych albo nabywcami drewna, również założeń do prowizorium planów finansowo-gospodarczych na 2018 r. itd. Potrzebne będą aneksy albo zupełnie nowe plany czy umowy, bo w wielu wypadkach ich przedmiot przestał po prostu istnieć albo zakres zleconych prac musi być zmieniony. Wyznaczyliśmy sobie na to wszystko termin do końca czerwca 2019 r. – do tego czasu tereny mają być oczyszczone i zagospodarowane, gotowe do rozpoczęcia odnowień.

Ucierpiały też lasy prywatne, a ich właściciele nie mają takich sił i środków, by uporządkować swój teren.

Prawda, że koszty są poważne i przekraczają możliwości właścicieli nawet większych kawałków lasów, o tych kilkuhektarowych nie wspominając. Lasy prywatnych właścicieli podlegają nadzorowi starostów, ale Lasy Państwowe nie pozostawią ich bez pomocy. Tak jak zadeklarowałem podczas spotkania z panią premier Beatą Szydło 19 sierpnia w Chojnicach, przeznaczamy na ten cel 35 mln zł z funduszu leśnego. Podpisałem już stosowną decyzję, która umożliwi nam udzielenie tego wsparcia zgodnie z prawem, bez naruszania przepisów o pomocy publicznej. Środki te za pośrednictwem starostów trafią do właścicieli, którzy uprzątną swoje lasy – co potwierdzą starostowie i eksperci z LP – jako swoista rekompensata za wyręczenie administracji publicznej w obowiązku przywrócenia bezpieczeństwa publicznego. Połamane i zwalone drzewa w lasach prywatnych też zagrażają przecież ludziom, mogą tarasować drogi itp.

Nie wszyscy mówią jednak o wielkiej klęsce w lasach. Pojawiły się głosy aktywistów ekologicznych, że nic takiego się nie stało, bo to tylko strata gospodarcza. Wiatr zniszczył bezwartościowe przyrodniczo sosnowe monokultury.

Ręce opadają, jak się słyszy takie rzeczy

/.../

zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

za: http://gpcodziennie.pl/67768-damysobieradejakzawsze.html

Copyright © 2017. All Rights Reserved.