Temida Stankiewicz-Podhorecka: Co z nas będzie?
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Temida Stankiewicz-Podhorecka: Co z nas będzie?

Zapomniany, niezwykle rzadko goszczący na scenach dramat Mickiewicza [Konfederaci Barscy] możemy oglądać dzięki studenckiemu Teatrowi "Dobry Wieczór" z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. I to nie tylko w Toruniu. Ponieważ spektakl jest znakomity, wiele miejscowości w całej Polsce chce gościć teatr u siebie.

Był także w Warszawie - pisze Temida Stankiewicz-Podhorecka w Naszym Dzienniku.

«Adam Mickiewicz napisał "Konfederatów barskich" w Paryżu w 1836 r., w języku francuskim, na tamtejsze sceny teatralne. Zachowały się jedynie dwa pierwsze akty z pięciu. Te fragmenty, zwłaszcza pierwszy akt, stanowią niepodważalną część dorobku literackiego, artystycznego i historycznego Mickiewicza.

W dramacie poeta podnosi sprawę patriotycznego zrywu polskiej szlachty, która w 1768 r. w Barze na Podolu zawiązała konfederację barską w obronie naszej wiary i wolności Ojczyzny. Był to sprzeciw polskich patriotów wobec narzuconego nam "traktatu wiecznej przyjaźni", który Rzeczpospolita, przymuszona przez Katarzynę II, podpisała z Rosją w 1768 r. i który powodował, iż staliśmy się protektoratem rosyjskim.
Dramat Mickiewicza ukazuje konfederatów w końcowej fazie ich działalności, tuż przed pierwszym rozbiorem Polski. Bohaterowie, łącznie z postaciami historycznymi (Kazimierz Pułaski, ks. Marek Jandołowski, francuski pułkownik de Choisy) prowadzą rozmowy dotyczące zdobycia Krakowa, Wawelu. Drugi wątek dramatu osnuty jest wokół postaci Wojewody współpracującego z konfederatami, jego córki Hrabiny (w której kiedyś był zakochany Pułaski), rosyjskiego generała-gubernatora.

Trudno uwierzyć, że w roku jubileuszowym odzyskania przez Polskę niepodległości, a także w uchwalonym przez Sejm roku konfederacji barskiej (mija 250 lat od jej zawiązania) teatry w Polsce nie są zainteresowane tą tematyką. Jak widać, wszystkie wysiłki skupiły na sprawach żydowskich i dokładaniu Polakom, Kościołowi katolickiemu z różnych stron. A jeśli już prezentowana jest na scenach polska szlachta, to niemal wyłącznie w karykaturze, w wizerunku najbardziej ohydnym, obrzydliwym, przynoszącym jedynie wstyd. Pozytywny obraz okazuje się dziś niepoprawny politycznie.

Własnym głosem

Zapomniany, niezwykle rzadko goszczący na scenach dramat Mickiewicza możemy oglądać dzięki studenckiemu Teatrowi "Dobry Wieczór" z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. I to nie tylko w Toruniu. Ponieważ spektakl jest znakomity, wiele miejscowości w całej Polsce chce gościć teatr u siebie. Był także w Warszawie. Spektakl prezentowany w podziemiach katedry praskiej cieszył się niebywałym, wręcz entuzjastycznym przyjęciem widzów w wypełnionej po brzegi sali. To szczególne miejsce prezentacji spektaklu przydało mu specjalnego klimatu.
Spektakl rozpoczyna dobywający się z offu (z nagrania) znakomity wstęp mówiony głosem reżysera o. Dariusza Drążka. To rodzaj prologu dość szeroko nakreślającego kontekst wydarzeń historycznych. Rzecz ważna i świetnie pomyślana, bo wprowadzając widza w temat, ukazuje tło historyczne dramatu.

"Konfederaci barscy" to duże wyzwanie twórcze i artystyczne dla reżysera i aktorów. Ci młodzi ludzie, przecież studenci, a nie zawodowi aktorzy, podołali zadaniu wyśmienicie. A już postaci Hrabiny w wykonaniu Aleksandry Kopycińskiej i Generała granego przez Adama Bąkowskiego to role tak doskonale poprowadzone, że śmiało mogłyby pojawić się na zawodowych scenach teatralnych w najlepszym zespole aktorskim. Aleksandra Kopycińska prezentuje znakomite warunki aktorskie, ma wspaniałą urodę, umiejętność poruszania się na scenie z gracją przynależną szlachciance, Hrabinie, którą gra. Wszystkie role w tym spektaklu są wiarygodne, wyraziste. Reżyser tak dobrał zespół, by każda postać miała swój własny rys charakterologiczny, własną osobowość, charakter, temperament. Nawet epizodyczna rola starej szlachcianki w wykonaniu Moniki Ratuskiej została zagrana wybornie jako postać charakterystyczna zarówno w sposobie mówienia, jak i ułożenia sylwetki. Starościna Aleksandry Miklas, czekająca na przyjęcie jej przez Hrabinę, aby ta wstawiła się za jej synem, patriotą uwięzionym przez carskiego gubernatora, przypomina nieco Rollisonową z trzeciej części "Dziadów". Jej scenicznego męża, Starostę, wyraziście gra Szymon Malinowski.

Ważne przesłanie

Są tu sceny doprawdy tak perfekcyjnie poprowadzone, że trudno uwierzyć, iż to są studenci. Na przykład scena rozmowy Doktora z Generałem. Doktor jest szpiegiem. Konrad Kujawski gra go jako wyzbytą jakichkolwiek emocji, w pełni wyrachowaną postać. Na zimno obserwuje wydarzenia i ludzi, nastawiony jest na donoszenie Generałowi. Konrad Kujawski od początku do końca jest konsekwentny w prezentowaniu postaci Doktora szpiega. Doskonała rola. W scenie rozmowy z Generałem swoim zachowaniem zdecydowanie różni się od swego pryncypała. Generał w wykonaniu Adama Bąkowskiego jest wszak cholerykiem, którego obyczaje odbiegają od kanonów cywilizacji łacińskiej. Jest impulsywny, nadekspresywny, ma w sobie coś z prymitywnej, dzikiej azjatyckości. Podczas gdy szpieg kontroluje swoje zachowanie, ma twarz skupioną, wzrok chytry, w pełni panuje nad emocjami, nie ufa nikomu, podejrzewa wszystkich Polaków.
Także wyraziście rozegrane są sceny rozmowy Wojewody, którego gra Michał Gala, uwypuklając dostojeństwo tej postaci, z Kazimierzem Pułaskim, w wyrazistym i skupionym na roli wykonaniu Szymona Kamysza oraz z pułkownikiem francuskim de Choisy (tę rolę na sporych emocjach gra wyraziście Jarosław Martyna). Także rolę księdza Marka interesująco i chwilami przejmująco (zwłaszcza podczas modlitwy "Ojcze nasz") poprowadził Patryk Olewiński. To trudna rola, wymaga pewnej dyscypliny, wszak to postać historyczna, łącząca kapłaństwo, patriotyzm i przywództwo duchowe konfederatów.

Także pozostałe role: Karol Kupczyk jako Adolf, Bartosz Zbucki w roli Burmistrza czy nawet epizodyczna rola Magdaleny Madej jako służącej - wszystkie te postaci poprowadzone są profesjonalnie i w pełni przekonywająco. A kiedy już scena i widownia niemal jednym głosem zabrzmiały w "Pieśni Konfederatów" ze znanymi słowami: "Nigdy z królami nie będziem w aliansach", na niejednej twarzy widać było silne wzruszenie. Doskonała reżyseria, czytelnie przeprowadzona myśl inscenizacyjna i przesłanie czyni ten spektakl zarówno artystycznie pięknym, jak i głębokim, ważnym myślowo, edukacyjnie. Wspaniale pomyślany finał: przejęty góral Zbroja (Karol Nosek), wychodząc na proscenium ku publiczności, wypowiada ostatnie słowa: "Co z nas będzie?" i pytanie nagle urywa się, kończąc spektakl. Zapada cisza, scena pogrąża się w całkowitej ciemności, dosłownie w czerni. A my pozostajemy z pytaniem: co z nas będzie? Niech to pytanie wybrzmi i dziś.
________________________________________
"Konfederaci barscy" Adama Mickiewicza, reż. o. Dariusz Drążek, Teatr "Dobry Wieczór" (studenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu).»
"Co z nas będzie?"
Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik nr 98/28-29 kwietnia
28-04-2018       
       
e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego     

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/258409,druk.html

Copyright © 2017. All Rights Reserved.