Piotr Lisiewicz- List do partii Razem, która niestety zmierza ku salonom
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Piotr Lisiewicz- List do partii Razem, która niestety zmierza ku salonom

Trudno o bardziej orwellowski obrazek niż członkowie partii Razem stojący z transparentem „Polska jest państwem prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej” w czasie manifestacji przeciwko PiS w obronie… sędziów. Nie ma w Polsce miejsc, gdzie z większą bezwzględnością pomiata się biednymi niż polskie sądy. To liderzy kasty sędziowskiej zasiadają w Trybunale Konstytucyjnym czy Sądzie Najwyższym. Oczywiście warszawka z kawusią ze Starbunia nie ma pojęcia, o czym piszę - ironizuje Piotr Lisiewicz w „Gazecie Polskiej”.

Mój „List z sekty smoleńskiej do partii Razem”, opublikowany 29 października w „Gazecie Polskiej” i na portalu Niezależna.pl, wywołał sporo ciekawych reakcji po obu stronach. Internauci na Niezależnej częściej mnie krytykowali, niż chwalili. Ale jednocześnie wiele osób po naszej stronie uznało, że właśnie takie działania w poprzek ideologicznych podziałów są najgroźniejsze dla establishmentu.

Jak Adrian Zandberg felietonistą „GPC” nie został

Przypomnijmy, że list ten zacząłem od stwierdzenia:

„Cel obozu niepodległościowego powinien być bardziej ambitny niż objęcie władzy przez PiS. Musi być nim wyeliminowanie postkomunistycznej oligarchii z całej sceny – od prawa do lewa. Tak, by miejsce skorumpowanych marionetek zajęli uczciwi kontynuatorzy najważniejszych polskich tradycji politycznych. Dlatego upadek postkomunistów i sukces partii Razem to bardzo dobra wiadomość”.


Reakcje zwykłych członków partii Razem były w większości przychylne. Potwierdza to wywiad z liderami Razem na portalu „Krytyki Politycznej”, gdzie jej redaktor Jakub Dymek pytał z niepokojem:

„Widziałem w waszym środowisku podekscytowanie pochlebnymi artykułami »GPC« i Niezależnej.pl”.


Adrian Zandberg odpowiadał:

„Pytasz, czy cieszy mnie to, że ze środowisk odmiennych politycznie płynie coś innego niż »hurr-durr Razem to nowy Stalin«? Tak, cieszę się. Wolę nie mieć po przeciwnej stronie paranoika, który widzi we mnie kogoś, kim nie jestem, ale kogoś, kto poświęcił czas, żeby zajrzeć do programu Razem. Ale nie widzę też powodu, żebym miał się z tego tłumaczyć”.


Przy okazji Zandberg zastrzegał: „Nie planujemy zostać felietonistami »Gazety Polskiej Codziennie«” i zaznaczał:

„Widzimy siebie równie daleko od tej nóżki establishmentu, która teraz rządzi, jak i od tej, która rządziła wcześniej”.


Równie interesujące wydaje się to, komu tekst się nie spodobał. Bartosz Machalica, szef Biura Programowego SLD, wyraził na portalu Trybuna.eu nadzieję, że członkowie Razem „szybko dadzą czarną polewkę prawicowym zalotnikom z »sekty smoleńskiej«”.

Z kolei prawicowy bloger Coryllus stwierdził, że Lisiewicz do spółki z Zandbergiem chce zbudować nowy establishment i zaliczył mnie przy tej okazji do zwolenników budowy „kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem komisarycznym”.

Najbardziej zaś mój list nie spodobał się Monice Olejnik, która w „GW” doniosła mi, bym uważał z tą partią Razem i podchwytliwie zapytała:

„Czy aby na pewno zajrzeliśmy do teczek dziadów i pradziadów członków partii Razem?”.


Nie dajmy się napuszczać na siebie


Idea mojego listu była dość czytelna. Na scenie politycznej pojawiło się ugrupowanie lewicowe, w którym bezspornie działa duża grupa ideowców. Już samo to w kraju postkolonialnym, gdzie większość sceny politycznej, od prawa do lewa, jest teatrzykiem reżyserowanym przez oligarchię, wydaje się faktem godnym odnotowania.

Jest jasne, że mamy odmienne poglądy na rolę Kościoła, uchodźców, sojusz z Ameryką itp. niż partia Razem. Natomiast skoro i my, i ona dąży do skasowania oligarchii, w pewnych sprawach powinniśmy się wspierać, a nie dawać się na siebie wzajemnie napuszczać. W ten sposób obie strony zyskują większe szanse na realizację swoich celów.

Wskazałem jeszcze, że przed partią Razem stoi wybór:

„Albo idziemy z establishmentem przeciwko temu, co nazywane jest u nas prawicą, albo, pozostając w naturalnej kontrze wobec prawicy, walczymy z establishmentem”.


To dlatego Monika Olejnik i Tomasz Lis nie byli z mojego listu zadowoleni. Dla nich pełnią szczęścia byłaby Polska, w której młodzi kibole biją się na ulicach ze swoimi rówieśnikami z partii Razem. Z kibiców (silniejszych) zrobi się wtedy w mediach kryminalistów, a z lewicowców ofiary faszyzmu i przytuli do siebie tak mocno, że aż zapomną, iż chcieli obalić jakiś system. No i bunt młodych zarówno z lewa, jak i z prawa establishment ma z głowy.

Początek równi pochyłej

Partia Razem dość długo opierała się dyktaturze mediów. Odnotowywałem z uznaniem wszystkie odmowy występów w medialnych spektaklach. Odmawiała, odmawiała, aż… przestała odmawiać. Przełomem stała się sprawa Trybunału Konstytucyjnego.

Liderzy Razem na początku owej awantury robili wiele, aby wykręcić się od manifestowania w tej sprawie. „Ludzi nie obchodzi Trybunał Konstytucyjny, bo państwo już dawno ich zawiodło. Państwa nie było, gdy pracodawca nie wypłacał im pensji, zatrudniał na czarno albo na śmieciówce” – mówiła Marcelina Zawisza.

Ale presja na Razem narastała: były dyscyplinujące wywiady na portalu Krytyki Politycznej, tekst rozczarowanego aktywisty na stronie tygodnika „Polityka” itp. Oskarżenia były ciężkie: jak to, straszny PiS wprowadza dyktaturę, a wy nic nie robicie? To może wy popieracie ten PiS?!

Takimi to oskarżeniami okładano partię Razem, aż ta wymiękła i zgodziła się manifestować przed sejmem. Oczywiście oddzielnie, z własnymi – słusznymi! – postulatami, by zapisy konstytucji chroniące biednych naprawdę zaczęły obowiązywać.

Zapewne w Razem pomyślano: a w sumie co nam szkodzi? Przecież Prawa i Sprawiedliwośći też nie lubimy, więc możemy wykorzystać medialne zamieszanie do tego, żeby ludzie nie zapomnieli o naszym istnieniu. No i udało się: posypały się zaproszenia z TVN, „GW” czy radia TOK FM.

Twierdzę, że tak się najprawdopodobniej skończyła historia Razem jako ugrupowania antyestablishmentowego. Teraz czeka ją już równia pochyła: skoro dziennikarze mediów oligarchii nas dobrze traktują, to z czasem niektórzy z nich staną się naszymi kolegami. Występujemy we wspomnianych mediach w roli pozytywnych bohaterów, więc nasi szeregowi członkowie coraz bardziej im wierzą. Skoro manifestacje antypisowskie dają popularność, to je organizujemy. Skoro organizujemy, to przyciągamy ludzi, których antypisowskość jest inna od naszej, czyli lemingów wychowanych przez TVN i „GW”. I oni współtworzą nasze środowisko. Tym samym z czasem odchodzą z naszych szeregów ludzie najbardziej ideowi.

Dlaczego bezrobotny kuchcik ucinał głowę kieszonkowym nożem

Po której stronie stanęła Razem, biorąc udział w proteście przed sejmem, może łatwo przekonać się, odpowiadając na pytanie, kto się ucieszył, a kto zmartwił jej postawą.

W poprzednim liście pisałem o lewicowych tradycjach w pierwszej Solidarności. No więc nie byliście z Zofią Romaszewską, z Joanną i Andrzejem Gwiazdami, z bohaterami Solidarności z 1980 r., którzy żyją dziś z głodowych emerytur. Nie potrafię sobie za to wyobrazić ani jednego oligarchy, który nie kibicowałby antypisowskim manifestacjom.

Zawsze gdy do władzy dochodzą politycy obozu niepodległościowego, następuje jego starcie z sądami. I dowiadujemy się z mediów, że w Polsce istnieją niezawisłe, sprawiedliwe sądy, które chce zawłaszczyć zły Jarosław Kaczyński. Dlaczego? Bo to kandydat na nowego Hitlera, co chce pełni władzy nad krajem.

No to czas na osobiste wyznanie. Od czasu wejścia do języka polskiej polityki słowa „hejt” bardzo modne stało się zarzucanie nienawiści przeciwnikom. To oni nas nienawidzą, my zaś jesteśmy wzorem umiaru.

To ja dokonam swoistego coming outu. O ile politycy innych obozów nie budzą we mnie nienawiści, a raczej znudzenie, o tyle gdy patrzę na sitwy sędziowskie, czuję dziką wściekłość. To uczucie, o którym Andrzej Bobkowski pisał w „Szkicach piórkiem”:

„Rozumiem dziś, dlaczego bezrobotny kuchcik z taką zimną krwią ucinał kieszonkowym nożem głowę komendantowi Bastylii, de Launay. On nie ucinał głowy człowiekowi, lecz Bastylii, systemowi”.


Dość poezji, do konkretów. Np. taki konkret: biznesmen Henryk Stokłosa, który swoich pracowników trzymał w prywatnym więzieniu w piwnicy, jest dziś na wolności. Za to do więzień i szpitali psychiatrycznych (tak!) trafiają tysiące zwykłych Polaków, bo zadarli z lokalnymi sitwami, obciążyły ich fałszywe zeznania policjantów albo po prostu nie mieli kasy na adwokata.

Wymiar sprawiedliwości sprzed 1989 r. miał cechy zorganizowanej grupy przestępczej, której celem było niszczenie aspiracji wolnościowych Polaków. Po 1989 r. środowisko sędziowskie było jedynym, które do dziś nie przeszło żadnej weryfikacji.

Jednocześnie środowisko to zamknęło się, dokooptowując do siebie głównie potomków sędziów z czasów PRL i tworząc wielopokoleniową sitwę, w ramach której dziedziczono nazbyt często także mentalność rodziców.

Ma to dziś skutki dwojakie. Po pierwsze, wymiar sprawiedliwości, przeżarty korupcją i dawną komunistyczną bezpieką, stoi dziś na straży bezkarności oligarchów międzynarodowych i lokalnych, wszystkich Stokłosów i im podobnych.

Po drugie, skutkiem tego jest tragedia tysięcy uboższych Polaków, których sądy traktują z niespotykaną pogardą.

Skąd dobrze znam ten temat? Bo organizując przez lata w Poznaniu happeningi, miałem w sądzie dziesiątki spraw, przeważnie o wykroczenia, nielegalne zgromadzenia itp. (policyjny repertuar znany manifestantom od prawa do lewa). Radziłem sobie, traktując owe instytucje jako obiekt do wyśmiania, co wychodziło mi wcale zgrabnie.

Ale setki godzin na sądowych korytarzach pozwoliły mi poznać innych ludzi, którzy tracili tam czas. Oni nie umieli robić happeningów. Oni przeżywali prawdziwe tragedie. Ci ludzie podchodzili do mnie, prosząc: „Pan sobie tak dobrze z tą bandą radzi, może mógłby mi pan coś wytłumaczyć”. I tu otwierali grube teczki z kopiami akt.

Posiadanie takiej teczki kosztowało ich niemało. Ksero jednej strony akt – złotówka. Strona uwierzytelniona – 6 zł. Dlaczego ksero w sądzie nie kosztuje 10 gr, jak po drugiej stronie ulicy? Bo biedni to frajerzy. Nic nam zrobić nie mogą, to będziemy ich łupić.

Oczywiście ci, którzy mieli dobrych adwokatów, płacić nie musieli. Adwokaci znali się z paniami z sekretariatu, które za drobny prezencik pozwalały wynieść akta do normalnego ksero.

No więc podsądny niemający adwokata czytał kodeks i coś próbował zrozumieć ze swojej teczki, a potem często trafiał przed oblicze sędziego, który akt nie czytał, a na jego dukanie i nerwy patrzył z politowaniem. Za to słysząc pełen paragrafów gładki wywód prokuratora, kiwał głową z uznaniem.

Broniliście liderów sitwy, która krzywdzi biednych

Popytajcie najwybitniejszych profesorów psychiatrii, ile spośród ludzi umieszczonych dziś w Polsce w psychiatrykach nigdy nie powinno się tam znaleźć. Oficjalnie powiedzą, że mniej niż 10 proc. Po cichu, anonimowo, że ponad 20 proc.

Dlaczego? Bo to, czy biegli psychiatrzy zarobią, zależy od sądu i prokuratury, którzy wybranym psychiatrom zlecają ekspertyzy taśmowo, np. setki rocznie. Oczywiście ich rzetelność jest katastrofalna. No a poza tym biegli wiedzą, jaką ekspertyzę trzeba wydać, gdy podsądny np. obraził sędziego.

Nic lepiej nie pokazuje mentalności środowiska sędziowskiego niż sprawa wyroków nakazowych. Idea wyroków nakazowych była słuszna: ktoś w sobotni wieczór upił się na mieście no i – zdarza się najlepszym – wybił szybę kamieniem. Został złapany na gorącym uczynku. Wytrzeźwiał, przyznał się, wyraził skruchę. Sąd przysłał mu wyrok nakazowy.

No więc według kodeksu wyroki nakazowe miały być wydawane, gdy „wina nie ulega wątpliwości”. Jak zrozumieli to prezesi sądów? Że to okazja, by dokonać „czyszczenia półek”. Czyli każdemu, kto został oskarżony w drobnych sprawach, wyślemy wyrok nakazowy. Skazujący oczywiście.

Wczujmy się w zwykłego niewinnego obywatela, który dostaje taki wyrok. Czyta, że jego wina nie budzi wątpliwości. Czyli nie ma się po co odwoływać. Poza tym słyszał, bo to opinia powszechna, że „z nimi nie wygrasz”. Lepiej się nie rzucać. Że przez wspomnianych sędziów ten obywatel znienawidził własne państwo? A co ich to obchodzi?

To nie są przypadki, to jest system. Na jego czele stoją zaś przyprószeni siwizną, pozujący na dostojeństwo starsi panowie z profesorskimi tytułami.

Prześledźcie sondaże zaufania do sądów na przestrzeni ostatnich lat. Według najnowszego ufa im 27 proc. Polaków, a nie ufa 48 proc. Partia Razem wraz z warszawką znalazła się wśród tych 27 proc.

Czy nie ma innych, porządnych, kompetentnych sędziów? Ależ jasne, że są. I warto byłoby ich bronić. Tyle że oni są na dole, a strażnicy sitwy na górze, w najważniejszych sądach, trybunałach, radach wydziałów prawa.

Głosowałem na PiS, żeby rozwalił sędziowskie sitwy

To był długi wtręt, ale niezbędny. Bo kiedy usłyszałem, że partia Razem, widząc niewłaściwą postawę zarówno PiS, jak i PO w sprawie Trybunału, wyraża zaufanie do władzy sądowniczej, a Adrian Zandberg mówi w TVN: „Mam nadzieję, że na grudniowych posiedzeniach Trybunał tę zabawę przetnie”, zrozumiałem, że równia pochyła się zaczęła.

Bo ja głosowałem na PiS właśnie dlatego, że wierzyłem, iż rozwali sitwy sędziowskie. Jeśli PiS nie spróbuje tego zrobić, więcej mojego głosu nie dostanie. Bo tylko rozwalenie sitwy stworzy lepszą perspektywę dla sędziów uczciwych.

Nie zarzucam Razem, że nie chce zmiany w Polsce. Zarzucam brak zrozumienia mechanizmów, których oligarchia używa do obrony własnych przywilejów.

Razem jest w swoich deklaracjach największym wrogiem oligarchii, ale gdy oligarchia przybiera konkretną twarz tego czy innego przyjaciela „Gazety Wyborczej”, „Polityki” albo TVN, szybko wymięka. I tłumaczy się, że chce tylko osłabić establishment głównie dlatego, iż jego niechęć do dzielenia się z innymi grozi najgorszą katastrofą, czyli wzmocnieniem PiS albo jakichś nacjonalistycznych skrajności.

W ostatnich wywiadach liderom Razem bardzo łatwo przechodzą przez usta słowa o tym, że PiS wycofuje się ze swoich socjalnych obietnic. Zdaje się, że innych dowodów niż medialne wrzutki oligarchii, notabene wzajemnie sprzeczne, na to nie ma. Po prostu za wcześnie, by to stwierdzić. Natomiast ekspresowe przegłosowanie 70-procentowego podatku od odpraw prezesów spółek skarbu państwa jest faktem. Czy wasi sojusznicy w walce o demokrację zrobiliby coś takiego?

Dlaczego jeszcze głosowałem na PiS? Zapowiedział on podatek od marketów i sklepów wielkopowierzchniowych. To oznacza dla najbogatszych gigantyczne straty. I mam zaufanie do Jarosława Kaczyńskiego, że nawet za wielomilionową łapówkę nie zrezygnuje z owego podatku. Straszny „Kaczor” z psychopatą Macierewiczem i „przestępcą” Mariuszem Kamińskim nie odpuszczą. A czy wy możecie powiedzieć to samo o sędziach Trybunału Konstytucyjnego? I w ogóle o sędziach w Polsce?

To jest demontaż postkomunizmu

To się obudźcie: to jest kraj postkomunistyczny. To jest istota panującej w nim patologii. Wszelkie inne lobby, polskie i międzynarodowe, działają w warunkach postkomunizmu, gdzie w owym „układzie zamkniętym” dawna bezpieka rozdaje karty.

Każda próba zdemontowania któregokolwiek z mechanizmów, dzięki którym oligarchia trwa, tak jak w przypadku sądów skończy się wrzaskiem, że to pogwałcenie wolności, praworządności, a Kaczor to Hitler. Po której będziecie stronie?

Piotr Lisiewicz

za:niezalezna.pl/73730-list-do-partii-razem-ktora-niestety-zmierza-ku-salonom

Copyright © 2017. All Rights Reserved.