Jan Gać - KAZIMIERZ BISKUPI
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Publikacje członków OŁ KSD

Jan Gać - KAZIMIERZ BISKUPI

Czy jest uprawnione twierdzenie, że i w Polsce chrześcijaństwo wyrastało na glebie zroszonej krwią męczenników? W jakimś stopniu tak było, jakkolwiek nie na taką skalę, jak to miało miejsce w Imperium Rzymskim. 31 lat po chrzcie Mieszka I został zabity w Prusach św. Wojciech. 12 lat później, czyli w 1009 roku, także w Prusach,  poniósł śmierć męczeńską inny biskup, Brunon z Kwerfurtu, a wraz z nim osiemnastu towarzyszących mu misjonarzy. 30 lat od tej tragedii, czyli w 1039 roku, śmierć dosięgła wielu duchownych podczas łupieżczego najazdu czeskiego księcia Brzetysława na Gniezno, Poznań i okoliczne grody.

Upłynęło kolejnych 40 lat, kiedy 1079 roku został zabity z rozkazu króla Bolesława Śmiałego biskup krakowski, Stanisław ze Szczepanowa. Do grona wczesnych polskich świętych  należy wpisać również Pięciu Braci Męczenników zamordowanych w 1003 roku.

Spośród dwóch miejscowości - Międzyrzecza i Kazimierza Biskupiego - pretendujących do miejsca ich męczeństwa, udałem się do tej drugiej z nadzieją znalezienia jakichś widocznych wątków dotyczących ich śmierci, chociażby przechowanych w ludzkiej pamięci. I nie zawiodłem się w swych oczekiwaniach. Co więcej, nie tylko tradycja ludowa okazała się żywa, a nawet świeża, ale i architektura sakralna nawiązuje do tragicznych zajść sprzed tysiąca lat.

Kazimierz Biskupi to niezbyt ludna miejscowość gminna nieco na północny-zachód od Konina, szeroko rozrzucona pośród pól i lasów w uroczej oprawie mniejszych i większych jezior Pojezierza Kujawskiego.  Pierwszy człon nazwy tej miejscowości nawiązuje do imienia Kazimierza Odnowiciela, który w pierwszej połowie XI wieku przystąpił do naprawiania szkód, jakie w kraju Polan wyrządził niszczycielski i grabieżczy najazd Brzetysława. A dokonał tego głównie po to, aby skraść relikwie św. Wojciecha i relikwie Pięciu Braci Męczenników.
Kim zatem byli ci drudzy? Ich sylwetki  przybliżył nam biskup z Kwerfurtu, Brunon, ów męczennik z Prus, który na krótko przed śmiercią zdążył skreślić ich żywot. Trzech z nich, Benedykta  rodem z Benewentu, Jana pochodzącego z Wenecji i Barnabę o nieustalonej ojczyźnie, poznał przyszły biskup w pustelni Pereum pod Rawenną, gdzie przez jakiś czas sam przebywał i gdzie z benedyktyńskiej wspólnoty wyodrębniała się nowa, surowsza gałąź ascetów i eremitów pod okiem św. Romualda z Camaldoli, ojca duchowego kamedułów. To właśnie do Pereum dotarł także cesarz Otton III z nieśmiałym pragnieniem porzucenia zaszczytów tego świata i dołączenia do braci, jak to uczynił doża wenecki, Piotr I Orseolo, który potajemnie opuścił swój urząd, zbiegł z Wenecji i ukrył się w leśnych ostępach. Młodziutki Otton III nie mógł sobie jeszcze pozwolić na podobny krok, trzymały go bowiem państwowe obowiązki. Niemniej zdołał nakłonić owych trzech mnichów, Benedykta, Jana i Barnabę, aby udali się do kraju Słowian, zapewne myśląc o wsparciu w misyjnych wysiłkach swego przyjaciela, Bolesława Chrobrego, którego zaledwie przed kilkunastoma miesiącami, zanim powrócił do ukochanej Italii, odwiedził przy grobie św. Wojciecha w Gnieźnie w roku 1000.  I owi trzej mnisi, już w kamedulskich białych habitach, nie w czarnych, w jakie przyodziewali się benedyktyni, przybyli do misyjnego kraju Polan. Był rok 1002, rok,  w którym Otton III, król niemiecki i cesarz rzymski, dotknięty zarazą, niespodziewanie dokonał żywota, opłakiwany przez wielu, a już chyba najszczerzej przez księcia Bolesława, jak zauważył biskup Brunon z Kwerfurtu.

Dla białych mnichów z dalekiej Italii Bolesław Chrobry wzniósł pustelnię i zaopatrzył ją w rzeczy najbardziej niezbędne do życia. Do maleńkiej wspólnoty dołączyli dwaj nowicjusze z kraju Polan, rodzeni bracia, Izaak i Mateusz, których siostry również wstąpiły na wyłączną służbę Bożą. Sam książę przydzielił im do posług młodzieńca imieniem Krystyn. Rozpalone przez cesarza ambicje księcia, by co rychlej sięgnąć po koronę królewską, mogły nieumyślnie przyczynić się do tragicznej śmierci zakonników.

Oto Bolesław Chrobry wyposażył ich w skarb wagi 10 funtów srebra na drogę do Rzymu, by ci Italczycy poparli u papieża sprawę księcia. Misja nie powiodła się, mnisi zwrócili pieniądze księciu i pozostali w swojej pustelni. Tymczasem wieść o domniemanym skarbie dotarła do uszu rabusiów, którzy powodowani chęcią łatwego łupu napadli na pustelnię i zamordowali wszystkich pięciu zakonników. Ocalał tylko Barnaba, który w tym czasie pozostawał poza eremem. Stało się to w nocy z 10 na 11 listopada 1003 roku, w wigilię św. Marcina z Tours. Zbrodnia do głębi poruszyła Bolesława Chrobrego. Męczenników pochował biskup poznański Unger, zaś rodzący się dopiero w kraju Polan Kościół uznał ich za świętych. Biskup Brunon z Kwerfurtu w tych słowach wyraził swój lament: opuściwszy swą ojczyznę, daremnie weszli w obcy kraj leżący pod innym słońcem, z wielkim trudem nauczyli się nieznanego języka. I w ten oto tragiczny sposób przyszło im zejść z tego świata zanim jeszcze przystąpili do nawracania polańskich pogan.

Pamięć męczenników w Kazimierzu Biskupim utrwalają trzy kościoły. Najstarszy, datowany na XII stulecie, został poświęcony nie komu innemu, jak tylko samemu św. Marcinowi z Tours, jakby patronowi owej tragicznej nocy. Wielokrotnie naprawiony przechował jeszcze romańskie elementy architektury w apsydzie i w prezbiterium. Drugi kościół, dedykowany św. Janowi Chrzcicielowi i owym Pięciu Braciom Męczennikom, stoi w pobliżu pierwszego i wchodzi w skład dawnego klasztoru bernardynów, ufundowanego przed 1520 rokiem z zasobów poznańskiego biskupa Jana Lubrańskiego, humanistę, wielkiego mecenasa sztuki i męża stanu. Wreszcie tradycję kamedulskiego życia pustelniczego w nawiązaniu do męczenników podjęli w okolicznych lasach Bieniszewa biali mnisi, ci sami, którzy posiadają klasztor na Bielanach pod Krakowem. Przebywając w Pradze, Jan Lubrański uprosił tamtejszego biskupa o przydanie mu zagrabionych przez Brzetysława relikwii męczenników. Ten nie odmówił. Fragmenty kości Pięciu Braci Męczenników zostały rozdzielone pomiędzy Międzyrzecz, Kazimierz Biskupi i Bieniszewo. Zaś srebrny relikwiarz z czaszką mnicha  Benedykta trafił w ojczyste strony do włoskiej Ascoli w prowincji Marche.

Copyright © 2017. All Rights Reserved.