Jan Gać - BOŻE NARODZENIE 2017 ROKU
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Publikacje członków OŁ KSD

Jan Gać - BOŻE NARODZENIE 2017 ROKU

W okresie Bożego Narodzenia warto głębiej rozważyć lapidarny zapis Łukasza Ewangelisty odnośnie okoliczności narodzenia Jezusa Chrystusa. Chodzi o to, że również w tym kontekście Ewangelia, a więc prawda objawiona, poucza nas, że jest się człowiekiem już w momencie poczęcia, a nie w którymś okresie rozwoju ludzkiego płodu w łonie kobiety.

Wsłuchajmy się zatem w to, co się  wydarzyło w Ain Karem pod Jerozolimą, gdzie mieszkali krewni Maryi, Elżbieta i jej mąż, Zachariasz. W chwili Zwiastowania, które było również momentem poczęcia Jezusa, Maryja otrzymała z ust Archanioła Gabriela radosną wieść:  A oto również krewna twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego (Łk 1,36-37).

Wiadomość ta była konkretem, czymś, co można było łatwo zweryfikować. Skoro takie słowa padły z ust anioła, Maryja z dnia na dzień postanowiła wyruszyć w kilkudniową wędrówkę z Nazaretu do wsi pod Jerozolimą. Udała się tam nie po to, by sprawdzać wiarygodność słów boskiego posłańca - w ich prawdziwość nie wątpiła -  przybywała, by starszej już wiekiem kobiecie, z którą łączyły Ją więzy krwi, pomagać w codziennych zajęciach i  by towarzyszyć jej aż do chwili  powicia dziecka, a tym dzieckiem miał się okazać w przyszłości Jan Chrzciciel.

Po kilku dniach wędrówki z Galilei przez ziemię Samarytan, albo też doliną Jordanu, przybyła Maryja do Ain Karem, pokonawszy niezliczone, wprawdzie niewysokie, ale strome, trudne do wspinaczki pagórki Samarii i Judei. Była najwyżej od kilkunastu dni w ciąży. Żadne objawy zewnętrzne w Jej ciele na to jeszcze nie wskazywały. I oto stało się coś nadzwyczajnego, trudna do pojęcia atmosfera spotkania się obu niewiast, wiekowej Elżbiety i młodziutkiej Maryi. Ta pierwsza aż wykrzyknęła ze zdumienia na widok swej krewnej z odległego Nazaretu, przekraczającej próg swego domu: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc twojego łona. A skądże mi to – zdziwiła się zaskoczona wizytą Elżbieta – że matka mojego Pana przychodzi do mnie? (Łk 1, 42-43).

Warto wsłuchać się bliżej w słowa Elżbiety. Jest w nich zawarta odpowiedź na wątpliwości, jakie również w naszym kraju nurtują wielu ludzi w odniesieniu do określenia początków życia człowieka w łonie kobiety. Jak można wysnuć z chronologii zdarzeń,  Maryja była brzemienną od kilkunastu dni, na zewnątrz tego nie było widać, niemniej Elżbieta, z natchnienia Bożego, rozpoznała, że i Ona sama jest już matką, i to matką samego Boga. Skoro Elżbieta mówi o moim Panu, ma przecież na myśli nie kogo innego, jak tylko samego Jahwe, Boga Abrahama, Izaaka, Jakuba. W kontekście tej konwersacji obu kobiet, tekst biblijny wyraźnie sugeruje, że w pełni człowiekiem jest się od momentu poczęcia, a nie od chwili narodzenia. I to przesłanie, płynące z Ewangelii, winno być mocno wpisane w świadomość współczesnych ludzi, tak nieodpowiedzialnie podchodzących do tej fundamentalnej  kwestii egzystencji człowieka.

I jeszcze jedno: czyż okoliczność spotkania się obu niewiast nie była tym momentem, kiedy Maryja uświadomiła sobie, że w Jej łonie zaistniało dziecko, wszak do tej pory ta sprawa pozostawała  w sferze Jej wiary i zaufania. To Elżbieta wyjawiła Jej tę prawdę. Maryja nie pojmowała jeszcze, bo pojąć nie mogła, iż jest – by użyć biblijnego zwrotu – owym naczyniem wybranym przez Boga, które było nieodzowne dla przyjęcia i przejścia płodu Jezusa przez wszystkie etapy wewnętrznego rozwoju człowieka w łonie matki aż do Jego narodzin.

W którymś miejscu Łukasz powie, że Maryja wszystkie te niepojęte rzeczy przechowywała w swoim sercu i je rozważała. Na wczesnym etapie Jej formowania i dorastania do powierzonej Jej misji bycia matką Boga, z nikim się Maryja nie dzieliła swoją tajemnicą, nawet z Józefem, przyrzeczonym Jej małżonkiem. Możemy tak sądzić na podstawie sugestii podsuniętych nam pod rozwagę  przez Mateusza. Kolejny Ewangelista pisze, że Józef, z którym Maryja nie mieszkała jeszcze pod wspólnym dachem w chwili Zwiastowania, na widok brzemiennej małżonki, która właśnie powróciła z Ain Karem do Nazaretu po trzech miesiącach nieobecności w domu, nie bardzo wiedział, jak w takich okolicznościach ma postąpić. Zarysowujący się już brzuszek Maryi nie pozostawiał wątpliwości. Zapewne zaszła w ciążę będąc poza rodzinnym domem. Z kim? Zakłopotany, ale i zrozpaczony Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić jej na zniesławienie, zamierzał oddalić ją potajemnie (Mk 1, 19). Trudno orzec, czy byłaby to najrozsądniejsza decyzja mężczyzny, niemniej kolejna ingerencja anioła rozwiała słuszne wątpliwości Józefa: nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w niej poczęło (Mt 1,20).

Od tej zatem chwili Józef swoją obecnością mężczyzny u boku Maryi niejako firmował naturalny bieg kształtującej się rodziny. Zarówno najbliżsi w Nazarecie, gdzie małżonkowie zamieszkali, jak i ich sąsiedzi,  postrzegali tę parę jak każdą inną, z radością oczekującą dziecka. Przecież będą się dziwić za kilkadziesiąt lat na widok dorosłego Jezusa, który publicznie wystąpił ze swą nauką: Skąd u niego ta mądrość i cuda? – popadali w zdumienie – Czyż nie jest on synem cieśli? Czy jego matce nie jest na imię Mariam … (Mt 13, 55). Aż do tej chwili sprawa poczęcia Jezusa pozostawała tajemnicą Maryi i Józefa. I tylko ich obojga.

Dziś Ain Karem jest zachodnią dzielnicą Jerozolimy. Niegdysiejsza wieś została wchłonięta przez ekspansywne miasto. Potrafiła jednak zachować coś z atmosfery intymności, skupienia i ducha medytacji, może dlatego tak się dzieje, że na stromych zboczach rozsiadło się kilka kościołów należących tak do katolików, jak i do prawosławnych. I każda z tych świątyń za wysokim murem została otoczona ogrodem o bujnej roślinności.

Franciszkanie z Kustodii Ziemi Świętej opiekują się dwoma kościołami, Nawiedzenia i Narodzenia Jana Chrzciciela. Zachowane w ich strukturze fragmenty murów ze świątyń najwcześniejszych epok,  bizantyńskiej, a później i krucjat, nie pozostawiają wątpliwości co do autentyczności miejsca,  swą obecnością firmują najdawniejszą tradycję, tę z czasów apostolskich.  

Jan Gać

Copyright © 2017. All Rights Reserved.