Jan Gać - Jezus jako emigrant, czyli rozmyślanie w Grocie Mlecznej
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Publikacje członków OŁ KSD

Jan Gać - Jezus jako emigrant, czyli rozmyślanie w Grocie Mlecznej

Trudno o cichy zakątek w murach Bazyliki Narodzenia, pozwalający w skupieniu otworzyć się na mowę Betlejem. Miejsce stwarzające warunki do kontemplacji znalazłem kilkaset kroków dalej, poza obrębem tego szacownego kościoła, w sanktuarium Matki Bożej Karmiącej.

Owszem, i tu zaglądają pątnicy, zwykle na krótko, gdyż ze szkodą dla siebie ciągle trwają w pośpiechu, tymczasem w podziemiach sanktuarium można dostąpić mowy tamtego czasu, o co tak trudno w rozdeptywanej i hałaśliwej Bazylice Narodzenia.

Mateusz Ewangelista, we fragmencie dotyczącym Mędrców ze Wschodu, co zostało zawarte w drugim rozdziale jego Ewangelii, śpieszy nam donieść, że owi bliżej nieznani przybysze z dalekiego, pogańskiego świata, poinformowani równie tajemniczą gwiazdą o narodzinach nowego króla żydowskiego, w końcu znaleźli dom, w którym Niemowlę przebywało. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z matką Jego, Maryją; upadli na twarz i złożyli Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę (Mt 2,11).

Dużo już zostało na temat tego fragmentu Ewangelii powiedziane. Nie chcę się powtarzać. Pragnę się skupić na owym wyrażeniu: dom. Co to słowo oznacza? O jaki dom chodziło Mateuszowi? O dom murowany, taki, jaki był dostawiony z czasem do Groty Zwiastowania w Nazarecie, po wiekach cegła po cegle rozebrany i przetransportowany przez krzyżowców statkami do Loreto i tam na powrót złożony w całość? A może sklecony z desek, biorąc pod uwagę ciesielskie zdolności Józefa? Mogła to być też zwykła dobudówka  z suszonych na słońcu cegieł przylegająca do naturalnej groty, coś takiego, co do niedawna można jeszcze było oglądać na zboczu Silwan, stromo opadającej ku Dolinie Cedronu arabskiej dzielnicy Jerozolimy.
 
I rozwiązaniu tego zagadnienia nie jesteśmy w stanie podołać. Zresztą nie jest to aż tak istotne. Ważniejsza jest sugestia zawarta w Mateuszowym zapisie, że Święta Rodzina sposobiła się do pozostania w Betlejem, być może już na stałe.  Możemy się domyślać, że obrotny i zaradny Józef postarał się dla swej małżonki i Jej Dziecka o godny dom, jaki by on nie był. Zapewne nie odstawał wygodą od pozostałych domów Betlejem. Nie trzeba się było wstydzić ubóstwa, kiedy pod dach owego domu niespodziewanie zawitali przybysze z opływającego w bogactwa Wschodu.

I oto znajdujemy się w owej Grocie Mlecznej, w ostatnich latach przebudowanej, powiększonej i zamienionej przez franciszkanów w przepiękne i jakże wymowne sanktuarium Matki Bożej Karmiącej. Jego istotą jest naturalna grota o wielu bocznych odgałęzieniach,  drążonych przez pustelników w okresie tak bujnie rozwijającego się monastycyzmu palestyńskiego począwszy od IV wieku - pustelników pragnących przebywać w pobliżu mieszkania Świętej Rodziny. Bo najstarsza tradycja tę właśnie grotę identyfikuje z Ich betlejemskim domem, dokąd młodzi Małżonkowie sprowadzili się po narodzinach Jezusa w grocie obudowanej stojącą tam po dziś dzień ogromną Bazyliką.

To właśnie w tym domu-grocie, w środku nocy, zerwał anioł ze snu Józefa i nakazał mu jak najszybsze opuszczenie Betlejem: Wstań, weź Dziecię i Jego matkę i uchodź do Egiptu (Mt 2,13).
Jakżeż bardzo przydało się owo złoto na podróż w nieznane, dar od Mędrców ze Wschodu! Na kartach  Starego Testamentu Egipt pojawia się często. Dla Żydów pozostawał ziemią azylu, miejscem schronienia, na przełomie er, starej i nowej, istniała tam potężna, dobrze zorganizowana, wielce uczona diaspora żydowska, by wspomnieć tę z Aleksandrii. Owszem, w tradycji żydowskiej Egipt zawsze kojarzył im się z „domem niewoli”, skąd Mojżesz wyprowadził Hebrajczyków, przez czterysta lat zamieszkujących nad Nilem. Józef udawał się zatem do kraju wcale nie tak znów Żydom obcego, na pewno był to kraj bezpieczny pod panowaniem Rzymian. Jakże wzruszające są jeszcze dziś owe miejsca, pokazywane pielgrzymom i turystom na obrzeżach Kairu, w starym Fustat, gdzie Święta Rodzina miała znaleźć przytułek. Na tych miejscach stoją do dziś kościoły, dzielne kościoły Koptów w morzu islamu.

A co w międzyczasie działo się w Jerozolimie, gdy Mędrcy ze Wschodu, znów poinformowani we śnie przez anioła o podstępie Heroda,  zignorowali zaproszenie tyrana, by wskazać mu miejsce narodzenia nowego króla żydowskiego,  lecz omijając jego dwór, traktem pustynnym udali się do swego kraju. Szalony król dał upust swej niegodziwości: wpadł w straszny gniew, powie Mateusz. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców (Mt 2,16).

Czy okrutna zbrodnia, tak sugestywnie wzięta na paletę przez całe zastępy  chrześcijańskich malarzy, mogła się w ogóle wydarzyć? Niech tę ponurą postać żydowskiego władcy przybliży nam Józef Flawiusz. Król Herod, któremu historia nadała przydomek Wielki, zapewne w odniesieniu do jego odważnych przedsięwzięć budowlanych, jawi się na kartach tego wybitnego historyka z I wieku jako człowiek nieobliczalny w swym okrucieństwie, wręcz niepoczytalny. Nie znosił najmniejszego oporu. Swych politycznych przeciwników bezwzględnie usuwał. Opętany manią prześladowczą czyhających na swoje życie spiskowców widział wszędzie, nawet w gronie własnej rodziny. To z tego oskarżenia o próbę ojcobójstwa wydał na śmierć przez uduszenie dwóch własnych synów, Aleksandra i Arystobula. Trzeciego, Antypatra, typowanego na swego następcę na judzkim tronie, w przypływie gniewu również przyprawił o śmierć. Nie oszczędzał nikogo, kto raz wszedł mu w drogę, nawet członków żydowskiej elity, faryzeuszów i starszych ludu. Świadom zbliżającej się śmierci, powziął iście opętańczą myśl. Sprosił do siebie, do Jerycha, Żydów ze wszystkich znakomitszych rodów, zamknął ich podstępnie w tamtejszym hipodromie, zobowiązawszy swą siostrę, Salome, do dopilnowania ich egzekucji w momencie swej śmierci. A wszystko po to, by po kraju niosła się rozpacz i lament, jeśli już nie w związku ze śmiercią tyrana, to przynajmniej po stracie swych bliskich.

Kiedy Święta Rodzina udawała się na emigrację polityczną do Egiptu, Herod miał jeszcze przed sobą kilka lat życia. Ciężko już wtedy chorował. Noszono go w lektyce do gorących źródeł Kalliroe po przeciwległej stronie Morza Martwego z nadzieją ulżenia w niewyobrażalnych cierpieniach, jakie go dręczyły, skłaniających króla do prób samobójczych.

W tym kontekście może pojawić się pytanie: czy Pan Bóg nie mógł przyśpieszyć śmierci okrutnika, by zaoszczędzić na obczyźnie poniewierki własnemu Synowi? Mógł, ale nie uczynił tego. Widocznie wolą Boga było, by Jezus doświadczył wszystkich udręk losu ludzkiego, a te od pierwszych dni Jego narodzin wpisywały się w Jego zbawczą misję. Z faktu tego wypływa pouczenie i dla nas, kiedy bezradnie, a niekiedy i buntowniczo protestujemy: dlaczego Pan Bóg przyzwolił na taką czy inną tragedię? Dlaczego nie zapobiegł temu czy innemu nieszczęściu? Dlaczego dochodzi do masowych mordów na całych narodach? Dlaczego tyle wokół cierpienia? Czy mamy prawo się uskarżać, znając cierpienie Boga w osobie Jezusa Chrystusa?

I jeszcze jedno. Święta Rodzina na stałe nie pozostała na emigracji w Egipcie. Kto wie, może wiodła by tam łatwiejsze życie, może bardziej dostatnie? Na pewno bezpieczniejsze pod rzymską praworządnością. Ale nie o to przecież chodziło. Jezus miał do wypełnienia misję w swym ojczystym kraju. Wstań, weź Dziecię i Jego matkę - po kilku latach pobytu nad Nilem znów usłyszał Józef nakaz z ust anioła - i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia (Mt 2,20).

                                                                          ***
Jezus był emigrantem. To prawda. Należy jednak rozróżnić emigrację polityczną od emigracji powodowanej wszelkimi innymi racjami. Możemy współczuć współczesnym nam Syryjczykom, cierpiącym na skutek trwającej w ich kraju od lat wojny domowej. Mają prawo szukać schronienia w sąsiednich krajach od okrucieństw wojny. Mają prawo oczekiwać od nas, bogatszych społeczeństw, pomocy w odbudowie ich kraju. Błędem jest natomiast przyzwolić na niekontrolowaną, żywiołową, kierowaną przez zakamuflowane ośrodki emigrację.

Jakżeż innego wymiaru nabiera masowa wędrówka ludów do Europy z odległych krajów Azji i Afryki, często pod pretekstem rzekomych prześladowań i wojen, ludów innej, obcej Europie formacji kulturowej.  Ta współczesna wędrówka ludów, podstępnie i cynicznie napędzana przez wrogie chrześcijaństwu kręgi, ma na celu przekształcenie Europy z chrześcijańskiej w islamską. I dzieje się to już na naszych oczach.

Proces wprowadzania islamskich praw dokonuje się w niektórych krajach dekadenckiej Europy Zachodniej błyskawicznie. Można podnieść z ruin kraj zdewastowany przez wojnę, jak Niemcy po drugiej ich klęsce, ale nigdy nie naprawi się już szkód wyrządzonych Europie przez ludy najeźdźcze, które nie chcą się integrować z kulturą europejską, przeciwnie – rzucają jej wyzwanie. A wypłukana z głębszych wartości, zagubiona w poszukiwaniu swej tożsamości Europa Zachodnia, jakby ubezwłasnowolniona, potulnie na to przystaje w imię opatrznie pojętej tolerancji i  zwodniczych prawideł tak zwanej poprawności politycznej.

Boże Narodzenie 2017   

Copyright © 2017. All Rights Reserved.