Jan Gać - GRÓB JEZUSA
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Publikacje członków OŁ KSD

Jan Gać - GRÓB JEZUSA

Grób Jezusa, czczony już nie jako miejsce Jego pochówku, lecz zmartwychwstania, stał się obiektem adoracji nawiedzanym przez pielgrzymów. Od 44 roku, kiedy Herod Agryppa I podjął budowę trzeciego odcinka murów obronnych wokół Jerozolimy, grób ten znalazł się w obrębie rozszerzonego obszaru miejskiego.

Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał (Łk 24,5). Słowa te zostały wypowiedziane przez anioła do zalęknionych i zdezorientowanych kobiet, które w pierwszy dzień po szabacie, a zatem wtedy, gdy można już było opuścić dom po świętach Paschy, przybyły do grobu Jezusa, aby dopełnić powinności pogrzebowych. Okoliczność, że grób jest pusty, że nie ma już w nim ciała Ukrzyżowanego, wprowadziła niemałe zamieszanie w gronie apostołów, uczniów i sympatyków Jezusa. Ale także spowodowała zaniepokojenie Jego oponentów, arcykapłanów i starszych, którzy na wieść o tej niewiarygodnej historii po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: Rozpowiadajcie tak: jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu (Mt 28, 12-14).

Najdziwniejsze zdarzenia miały dopiero nadejść w zdezorientowanej Jerozolimie, która w tamtym czasie o niczym innym nie rozprawiała, jak tylko o sprawie Jezusa, o Jego niezwykłej śmierci, o towarzyszących kaźni niewytłumaczalnych zjawiskach, o zakłopotaniu żydowskiego establishmentu, w końcu o ukazywaniu się Zmarłego wielu ludziom. I nie był to bynajmniej Jego duch, lecz On sam, we własnej osobie, chociaż występujący już w odmienionej postaci.  Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało (Łk 24,18), popadli w niemałe zdumienie idący do Emaus dwaj uczniowie, wprost zaszokowani ignorancją towarzyszącego im w drodze Wędrowca. Dopiero już we wsi, przy wspólnej kolacji, spostrzegli, że tym wędrowcem był sam Jezus. Tak jest, Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi (Łk 24,34). Świadectwu Piotra zaprzeczyć już nikt nie był w stanie. A później i doświadczeniu Tomasza, który w ranę w boku po włóczni musiał włożyć swój palec. Tak zatem opowieści kobiet, które pierwsze ujrzały Zmartwychwstałego, nie były czczą gadaniną (Łk 24,11), ani doświadczeniem zbiorowej halucynacji.

Od tego pierwszego dnia po szabacie, owego kwietniowego dnia 30 roku, kiedy wszystko to się działo, pusty grób Jezusa, dotąd własność członka Sanhedrynu, Józefa z Arymatei, stał się miejscem masowych odwiedzin. W jakże wielką musiała popaść irytację żydowska starszyzna, kiedy ani groźbami, ani siłą nie potrafili powstrzymać rozpowszechnianiu się wieści o Jezusie, jako o prawdziwym Mesjaszu. Zakazaliśmy wam surowo – kolejny raz ostrzegł Piotra i pozostałych apostołów arcykapłan – abyście nie nauczali w to imię, a oto napełniliście Jerozolimę waszą nauką i chcecie ściągnąć na nas krew tego człowieka (Dz 5, 28).
 
Trzydzieści sześć lat po śmierci Jezusa, w 66 roku, wybuchło pierwsze powstanie Żydów przeciwko panowaniu Rzymian w Palestynie, powstanie o podłożu mesjanistycznym. Niebawem przerodziło się w otwartą wojnę, która trwała cztery lata i skończyła się bezprzykładną klęską powstańców i tragedią narodu. Tak jak  zapowiedział Jezus, Jerozolima została zniszczona, Świątynię spalono, jej dzielni obrońcy polegli w desperackiej walce, a ci, którzy przeżyli, zostali uprowadzeni w niewolę, by ginąć od dzikich zwierząt na arenach, przy budowie rzymskiego Koloseum, czy w kopalniach Sardynii. Tak przepadło całe pokolenie Żydów z Judei i Świętego Miasta za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia ( Łk 19,44).

Klęskę narodową przeżyli tylko ci Żydzi, którzy uznali w Jezusie Mesjasza i odpowiedzialnie potraktowali Jego ostrzeżenie, by na widok zbliżających się legionów uchodzić czym prędzej z Jerozolimy, a nie szukać w jej murach ratunku. I uszli za rzekę Jordan, do wolnych miast Dekapolu. To ci ludzie, którzy dali początek bujnemu rozwojowi chrześcijaństwa w tych dziesięciu miastach o kulturze grecko-rzymskiej, pielęgnowali żywą pamięć o wszystkich pamiątkach związanych z życiem Jezusa. Wielu z nich, jako już judeochrześcijanie, kilka lat po katastrofie roku 70 powróciło do Jerozolimy, by być bliżej drogich ich wierze miejscom. Ta powracająca ludność stała się siłą motoryczną dźwigającej się ze zgliszcz Jerozolimy. Była zaczynem odradzającej się wspólnoty chrześcijańskiej.

Grób Jezusa, czczony już nie jako miejsce Jego pochówku, lecz zmartwychwstania, stał się obiektem adoracji nawiedzanym przez pielgrzymów. Od 44 roku, kiedy Herod Agryppa I podjął budowę trzeciego odcinka murów obronnych wokół Jerozolimy, grób ten znalazł się w obrębie rozszerzonego obszaru miejskiego. W tym czasie nie poczyniono przy grobie żadnych zmian topograficznych ani architektonicznych, gdyż nie sprzyjały temu żadne okoliczności ze strony władz żydowskich, sprawujących władzę w mieście do 70 roku, a po tej dacie władz rzymskich. Tak zatem pamięć o lokalizacji grobu Jezusa nie była przerwana. Przeciwnie, była pielęgnowana, zaś sam grób był czczony i troskliwie chroniony. Od Jakuba Mniejszego, kuzyna Jezusa, który w Świętym Mieście sprawował godność pierwszego biskupa, aż do 135 roku pasterzami gminy jerozolimskiej pozostawali chrześcijanie wywodzący się ze środowiska Żydów, których w liczbie piętnastu wymienia po imieniu Euzebiusz z Cezarei, pierwszy historyk Kościoła. A zatem do 135 roku, czyli do upadku drugiego powstania Żydów przeciwko Rzymianom, pamięć o miejscach związanych z życiem Jezusa nie mogła być przerwana. Ale i po tej dacie, oznaczającej kres żydowskiej Jerozolimy i początek rzymskiej, niewiele zmieniło się w powszechnej świadomości tamtejszych chrześcijan. W tym czasie władze rzymskie Palestyny rozróżniały już wyznawców Mojżesza i wyznawców Chrystusa.

Nakaz opuszczenia Świętego Miasta przez tych pierwszych wcale nie musiał dotyczyć tych drugich, w znacznej mierze rekrutujących się już z samych Greków i Rzymian. Na czele gminy jerozolimskiej stanął po 135 roku Marek, pierwszy biskup Jerozolimy wywodzący się spoza środowiska żydowskiego.
Powstające na ruinach żydowskiej stolicy nowoczesne miasto rzymskie z rozkazu cesarza Hadriana – Aelia Capitolina – zostało zaprojektowane w sposób zrywający z planem przestrzennym obowiązującym dotąd od setek lat. Rejon Golgoty został włączony  w jego nową strukturę urbanistyczną.

I tak na miejscu śmierci, pochówku i zmartwychwstania Jezusa stanęła jedna z rzymskich świątyń, dedykowana bogini Wenus, celowo tam zlokalizowana, ażeby – jak w przypadku miejsca narodzenia Jezusa w Betlejem – zatrzeć pamięć o wydarzeniach będących przedmiotem chrześcijańskiego kultu, już wtedy traktowanego podejrzliwie w kontekście rzekomego braku lojalności chrześcijan w odniesieniu do oficjalnej, państwowej religii rzymskiej.

Należy przecież pamiętać, że działo się to po dwóch pierwszych seriach prześladowań chrześcijan, podjętych  za panowania cesarzy Nerona i Domicjana. Tak zatem, budując na drogim chrześcijanom miejscu pogańską świątynię, mniemano, że w ten sposób położy się kres zjawisku pielgrzymowania do grobu Jezusa. Sytuacja taka utrzymywała się przez dwa następne stulecia. W tym czasie przeminęło kilka pokoleń chrześcijan i nikt już nie pamiętał, jak w rzeczywistości wyglądały najdroższe ich sercu pamiątki, przykryte strukturą pogańskiej świątyni. To tę świątynię Wenus, na rozkaz Heleny, matki Konstantyna Wielkiego, usunęli w pierwszej kolejności robotnicy, odsłaniając pod jej fundamentem i zwałami ziemi nienaruszone miejsca święte.

Kierując się ich lokalizacją, cesarscy architekci zaprojektowali kościół w taki sposób, aby w jego obrębie znalazły się skała Kalwarii i grób Jezusa. Za centrum świątyni i punkt odniesienia uznano Grób Pański, wokół którego zgrupowano wszystkie elementy z rozmachem zaplanowanej, ogromnej bazyliki. Do środka wchodziło się od głównej ulicy cardo, w tym wypadku od strony wschodniej poprzez atrium, czyli obwiedziony kolumnadą dziedziniec. Stąd prowadziły trzy portale do właściwej bazyliki o pięciu nawach – czterech bocznych i głównej pośrodku, dwukrotnie szerszej od pozostałych i odpowiednio podwyższonej. Bieg tej nawy wieńczył ołtarz w owalnej apsydzie. Tymczasem bieg naw bocznych kończył się systemem podwójnych przejść prowadzących na otwarty dziedziniec, podobnie jak atrium otoczony portykiem. W południowo-wschodnim narożniku placu, kilka metrów nad poziom gruntu, wypiętrzała się skała Kalwarii, niczym niezadaszona, otwarta na niebo. Dziedziniec połączony był z cylindryczną budowlą, w której centrum znajdował się Grób Jezusa – Anastasis – przykrytą kopułą. Cały ten kompleks obwiedziony został murem zewnętrznym na planie prostokąta, poprzedzonym przylegającymi doń licznymi pomieszczeniami o przeznaczeniu nie tylko liturgicznym, ale i mieszkalnym.
 
Bazylikę konsekrowano w 336 roku, ale prace przy odcięciu Grobu Pańskiego od zbocza litej skały trwały nadal, aż do 384 roku. Ten ogromny i piękny kościół nie oparł się Persom, którzy w 614 roku wtargnęli do Jerozolimy, zdewastowali i ograbili miasto, niszcząc jego liczne już wtedy kościoły, zaś Grób Święty sprofanowali, unosząc ze sobą nad rzekę Tygrys i Eufrat czczony na Kalwarii krzyż Chrystusa. Po pokonaniu Persów przez cesarza Herakliusza i odebraniu im Krzyża Świętego, najpilniejsze naprawy wokół bazyliki poczynił patriarcha Modestus, ten sam, który w 638 roku zaprosił wkraczającego do Jerozolimy Omara na wspólne modły przy Grobie Pańskim. Kalif wspaniałomyślnie odmówił, motywując tę postawę niebezpieczeństwem utraty przez chrześcijan ich najdroższego przybytku. Zasadnie przewidywał, że miejsce modlitwy Omara mogliby zawłaszczyć muzułmanie i z czasem kościół zamienić na meczet.

Bazylika poważnie ucierpiała w 1009 roku na skutek nieodwracalnych zniszczeń dokonanych z rozkazu egipskiego kalifa Hakima, kiedy to muzułmanie kilofami rąbali Grób Pański. Nieliczna już wtedy i uboga wspólnota miejscowych chrześcijan nie była w stanie przeciwstawić się tej agresji fanatyzmu muzułmańskiego, ani nie stać ją było na ponoszenie kosztów najpilniejszych napraw. Odbudowy podjął się dopiero cesarz bizantyński Konstantyn Monomach w 1042 roku. W  trakcie kosztownych prac cały wysiłek skupiono na uratowaniu zachodniej części kościoła, kryjącej w swych murach skałę Kalwarii i Grób Pański. Całkowicie pominięto zaś jego wschodnią część, czyli właściwą bazylikę i atrium, które przepadły na zawsze. Krzyżowcy, którzy zdobyli Jerozolimę w 1099 roku, w swych pracach restauracyjnych nawiązali do świątyni o połowę skróconej przez Bizantyńczyków i wprowadzili własne modyfikacje, które nadały kościołowi charakter i wygląd z grubsza niezmieniony do dzisiaj.

W oparciu o wszystkie okoliczności natury topograficznej, historycznej, urbanistycznej, architektonicznej oraz na podstawie nigdy nie przerwanej tradycji, znajdująca się pośrodku dzisiejszej Jerozolimy Bazylika Grobu Pańskiego niepodważalnie świadczy, że w obrębie jej zmęczonych wiekami murów znajduje się prawdziwy grób Jezusa i skała Kalwarii.

Copyright © 2017. All Rights Reserved.