Jan Gać - CZY JEZUS RZECZYWIŚCIE ZMARTWYCHWSTAŁ?
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

Publikacje członków OŁ KSD

Jan Gać - CZY JEZUS RZECZYWIŚCIE ZMARTWYCHWSTAŁ?

Czy Jezus rzeczywiście zmartwychwstał?

Co do tego nigdy nie miałem wątpliwości. Moje przekonanie bazuje na kilku przesłankach. Po pierwsze, na powszechnej wierze Kościoła. Czy jest w ogóle do pomyślenia, by w tej kwestii mogły się mylić owe miliony chrześcijan, którzy od dwóch tysiącleci podzielają pewność swej wiary? Jaka musi być próżność, a może i pycha tych, którzy w imię zasad racjonalizmu i zdrowego rozsądku odrzucają możliwość zmartwychwstania, przywołując na potwierdzenie swych tez jakże często karkołomne, a czasem wręcz infantylne argumenty!

Po drugie, przekaz ewangeliczny jest tak krzycząco realistyczny w tej kwestii, iż gdyby podważyć to, co mają do powiedzenia autorzy czterech Ewangelii o zmartwychwstaniu, należałoby zakwestionować prawdziwość i wiarygodność samych Ewangelii jako źródła historycznego. A postępując tak, konsekwentnie należałoby zakwestionować prawdziwość i wiarygodność wszystkich tekstów, jakie wydała starożytność. Przecież żaden z tych antycznych tekstów nie został poddany tak dogłębnej i tak wszechstronnej analizie badawczej jak zastosowano to w odniesieniu do Ewangelii.

Po trzecie, za prawdą o powstaniu Jezusa z martwych przemawia niewiara Jego uczniów. Wszyscy oni milcząco przyjmowali do wiadomości czynione przez Jezusa od pewnego czasu aluzje, że coś takiego jak zmartwychwstanie ma nastąpić. Nie rozumieli jednak, co mogło znaczyć to wyrażenie. Kiedy ujrzeli Jezusa żywego po śmierci,  byli zakłopotani, a nawet przerażeni. Postawa niewiary uczniów odnotowana w zapisie ewangelicznym jest tak mocnym argumentem za zmartwychwstaniem, iż to samo już przemawia za jego prawdziwością.

Wreszcie o zmartwychwstaniu mówią trzy materialne świadectwa, Całun Turyński, chusta z Oviedo i tkanina z Manopello. Odwołajmy się w tych sprawach do zapisu Jana Ewangelisty, naocznego świadka i uczestnika pogrzebu. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim (za Janem). Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także  i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył (J 20,6-8).

Są to intrygujące słowa apostoła, iż po wejściu do grobowca ujrzał i uwierzył. Cóż takiego skłoniło go do tak radykalnej zmiany postawy ze sceptycznej do fideistycznej? Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych (J 20,9).  Jan, jako jedyny z apostołów, który był przy pogrzebie, uwierzył, bo ujrzał leżące w środku grobu płótna, w które owinięte było ciało Jezusa, płótna nienaruszone, a nie było już w nich Jego ciała. Musiał Jezus przez nie przeniknąć, nie rozwiązał się, nie wydostał się na zewnątrz tak, jak wychodzi się ze śpiwora. Nie usiadł na krawędzi grobowej ławy, jak to niekiedy wyobrażali sobie dawni malarze. Przeniknął przez te płótna, jakby „wyparował”. Pozostały dwa wymiary tych płócien, długość i szerokość, brakowało trzeciego wymiaru - wysokości. I widok w takim stanie zachowanych płócien, leżących płasko jakby uszło powietrze z piłki, był dla Jana koronnym i jedynym argumentem na zmartwychwstanie, a nie pusty grób.

A co z ową chustą, która była na Jego głowie, która leżała osobno, zwinięta. Przez jakiś czas nie mogłem sobie poradzić z tym szczegółem, widocznie dla Jana istotnym, skoro poświęcił tej sprawie sporo uwagi. Próbowałem odtworzyć w świadomości wygląd wnętrza grobowca na wszelkie możliwe sposoby i nie znajdowałem wytłumaczenia w odniesieniu do owej chusty. Dlaczego leżała osobno, i to zwinięta, czyli starannie poskładana. Jak to możliwe, skoro była na głowie Jezusa? Kto ją poskładał? W jakich okolicznościach?

Wszystko wydaje się bardziej zrozumiałe, gdy istnienie Całunu Turyńskiego uzupełnimy o istnienie chusty z Oviedo. Otóż w kaplicy z relikwiami katedry w Oviedo na północy Hiszpanii przechowuje się od VIII wieku niezwykłą tkaninę, na której widnieje odciśnięte oblicze tej samej osoby, którą owinięto w płótno przechowywane w kaplicy katedry w Turynie. Ostatnie wszechstronne badania naukowe potwierdziły ponad wszelką wątpliwość, iż oba płótna, to z Turynu – duże, owijające całe ciało dorosłego mężczyzny - i to z Oviedo – małe, w które owinięta była sama tylko głowa, dotyczą tej samej osoby.

Spróbujmy zrekonstruować zdarzenia zaistniałe tuż po śmierci Jezusa. Ta nastąpiła około godziny trzeciej. Do rozpoczęcia paschalnego szabatu pozostawało jeszcze około czterech godzin. W tym czasie należało dobić żyjących jeszcze skazańców, zdjąć ich ciała z krzyży i je usunąć. Gdyby nie Pascha, ciała ukrzyżowanych zapewne pozostawiono by na krzyżach dłużej, być może nawet aż do ich rozdziobania przez ptaki. Z powodu świąt, na wyraźną prośbę starszyzny żydowskiej, Piłat pozwolił na przyspieszenie zgonu skazańców. Po dobiciu dwóch przestępców przetrąceniem żelaznym drągiem ich goleni poniżej kolan, Jezusa setnik przebił włócznią, bo w tym czasie On już nie żył, więc zbędne było łamanie Jego kości. Z kolei do Piłata udał się teraz Józef z Arymatei, prosząc o wydanie martwego ciała Jezusa. Piłat wyraził zgodę. W międzyczasie z Kalwarii powrócili do swych kwater żołnierze, pozostawiając troskę o ciała skazańców ich bliskim, bądź sympatykom.

To najprawdopodobniej Jan Ewangelista, który wraz z Matką Jezusa stał do końca pod krzyżem, wspiął się po drabinie i owinął twarz Jezusa chustą, zapewne dla powstrzymania krwotoku z nosa i ust. Mógł też przykryć Jego  nagość przepaską na biodrach.

W tym czasie nadszedł Józef z Arymatei z wydanym przez Piłata pozwoleniem na pogrzebanie zwłok. Przy zdejmowaniu ciała z krzyża uczestniczyło najmniej trzech mężczyzn, Józef z Arymatei, Nikodem, czyli ten, który na pogrzeb zakupił wonności, oraz Jan. Podczas tej operacji chustę z głowy Jezusa zapewne zdjęto, by później, już na ziemi, powtórnie owinąć nią głowę na czas przenoszenia ciała do grobu. Świadczą o tym odciśnięte na płótnie przesunięcia śladów krwi i odbić lewej połowy twarzy.

To przesunięcie śladów sugeruje, że po śmierci Jezusa Jego głowa opadła bezwładnie na krzyżu na prawe ramię.
Należało się spieszyć z pogrzebem, bo – jak zauważa Łukasz – już szabat się rozjaśniał (Łk, 23,54), czyli w domach zapalano pierwsze świece paschalne. Nie było ani czasu, ani sposobności na poszukiwanie właściwego miejsca do złożenia zwłok. Żaden z apostołów nie zadbał o grobowiec dla swego Mistrza, wszak nikt z nich nawet nie pomyślał, że czwartkowe aresztowanie Jezusa zakończy się następnego dnia Jego śmiercią.

Miejsce na pochówek odstąpił Jezusowi Józef z Arymatei, który zapobiegliwie zadbał o grobowiec dla siebie już za życia, dopiero co wykuty na stoku skalnym. Tam to złożono ciało Jezusa, bez należytego mycia, pospiesznie, zaledwie namaszczając je mirrą i aloesem, po czym owinięto je w zakupione na targu płótno, zapewne przez Nikodema. Płótno mierzyło dwie długości dorosłego mężczyzny, tak aby można nim było owinąć całe ciało zmarłego, zarówno od strony pleców, jak i piersi. Z pewnością bezpośrednio na twarz położono jeszcze niewielką chustkę, prawie przezroczystą, utkaną z delikatnego jak pajęczyna bisioru. Tymczasem chusta, która chwilowo pozostawała na głowie Jezusa, teraz zbędna, została starannie złożona i położona na boku, osobno, w głębi grobowca. To o niej pisze Jan.

Zachowała się jeszcze jedna tkanina związana z pogrzebem Jezusa – Chusta z Manopello. Od 1638 roku jest przechowywana w klasztornym kościele kapucynów na obrzeżach wioski Manopello na południe od Pescary w prowincji Abruzji. Niewielka tkanina o wymiarach 17 x 24 cm jest zamknięta za szkłem w srebrnej monstrancji wystawionej na tyłach głównego ołtarza.  Można ją oglądać i adorować z obu stron.

Twarz żyjącego Człowieka z szeroko rozwartymi oczami jest utrwalona na chuście utkanej z bisioru, w starożytności uchodzącego za najdelikatniejszy, najrzadszy i najdroższy materiał. Bisior tkano z wydzielin ślimaka żyjącego w wodach wokół Sardynii. Na tak delikatnej tkaninie o przezroczystym wątku nici nie można nic namalować. Tymczasem na Chuście z Manopello widnieje wizerunek twarzy Człowieka, jak stwierdzono metodami naukowymi, niemożliwy do wykonania żadną z dostępnych nam technik. Gdy nałoży się twarz Człowieka z Manopello na twarz Człowieka z Całunu Turyńskiego obie twarze się idealnie pokrywają w najdrobniejszym szczególe, tak co do samej budowy twarzy, proporcji, jak i utrwalonych na niej zranień. Badający Chustę z Manopello profesor Andreas Resch z Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego orzekł: oblicza obu Całunów wykazują stuprocentową zgodność, która wyklucza jakąkolwiek przypadkowość.

Różnica między nimi zachodzi tylko jedna: twarz z Całunu Turyńskiego oddaje dostojeństwo twarzy Człowieka tuż po śmierci, twarz na Chuście z Manopello ukazuje oblicze Człowieka żyjącego, pozostającego jakby w zachwycie, w ekstazie. Z tego powodu niektórzy komentatorzy są skłonni sądzić, że jest ono świadkiem zmartwychwstania Jezusa.

Jan Ewangelista nie wymienia tej tkaniny, bo po wejściu do grobu nie była widoczna, znajdowała się bowiem wewnątrz pogrzebowego płótna Jezusa. Była to chusta, którą według żydowskich  zwyczajów pogrzebowych kładziono umarłemu bezpośrednio na twarz przed zawinięciem zwłok w całun grzebalny.  

Włoska mistyczka i wizjonerka, Maria Valtorta, zapisała w swoim Dzienniczku pod datą  22 lutego 1944 roku następujące słowa Jezusa: Połóżcie płótna jedno na drugim, a zobaczycie, że się pokrywają. To ja jestem. Ja, który wam chciałem pokazać, kim byłem i czym dla was z miłości się stałem. Gdybyście nie należeli do ślepych, te dwa płótna wystarczyłyby wam, by przywieść was do miłości, do żalu, do Boga. Zapis ten powstał na długo zanim niemiecki pisarz, Paul Badde, rozsławił swoimi książkami Chustę z Manopello na cały świat.
Chusty z Manopello nie należy mylić z chustą niewiasty, która w trakcie drogi na Kalwarię wyrwała się z tłumu i podbiegła do Jezusa, aby otrzeć Mu z krwi i potu twarz, który to czyn współczucia i miłosierdzia tradycja chrześcijańska przypisała św. Weronice.

Jest rzeczą wprost niewyobrażalną, aby ci dwaj apostołowie po wyjściu z grobowca i udaniu się do siebie mogli pozostawić wszystkie owe płótna na pastwę losu w pustym grobie. Zabrali je ze sobą jako najdroższą pamiątkę po Jezusie, chociażby po to, by pokazać je pozostałym uczniom. I niepodobna, by chrześcijanie kolejnych pokoleń mogli zapomnieć o tych drogocennych relikwiach.

Copyright © 2017. All Rights Reserved.