Krzysztof Nagrodzki-Modlitwa

Starą Świątynię z dala gwaru
Otula rozłożystość drzew
Słonecznych nitek poplątanie
Cichnący przedwieczorny śpiew
Przez okna zmierzchem akacjowym
Spływa łagodnie resztka dnia
W witraży szepcie kolorowym
I wielkiej nawie ciszy
                                  trwa

W tej ciszy pełnej rozmodlenia
Z chęci nadziei nie bez trwogi
Przyklęknął człowiek w skraju cienia
By porozmawiać ze swym Bogiem

Czas mu posrebrzył całe skronie
(Nielekki ten szlachetny metal)
Wyrzeźbił pejzaż drobnych dłoni
Rozdzielił z najbliższym kobietą

Bywał wspomnieniem zamyśleniem
Bywało myśli w głazie tworzył
Przychodził smutkiem powątpieniem
I w pustkę nocy do snu łożył


Panie
Czyż tak jest kruche światło
Które nam dajesz w pięknie życia
Czyż tak blask jego zgubić łatwo
Gdy los uderzy nas z ukrycia

Czyż takie musi być istnienie
Czy wszystko dzieje się z Twej woli

jak wytrwać z życzliwością w sercu
Gdy boli
       Panie
          bardzo boli


Wybacz mi Panie czas słabości
Ciemne godziny małej wiary
Wybacz te myśli bez mądrości
Wyobrażenia lichej miary
Chcę wierzyć Panie w złudę chwili
A pokój wieczny sprawiedliwych
Wierzyc że drogę nie pomylę
Że się nie stanę świata chciwym

Siłę też chcę mieć by znieść godnie
Czasu naszego przemijanie

Daj mi te siłę
Uczyń godnym,
Daj mi tę łaskę Wiary

      Panie


A Pan
Wysłucha słów prawdziwych
I rzeknie
Niechaj tak się stanie

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Inne wiersze: http://www.katolickie.media.pl/index.php/polecane-ksiki-naszych-autorow/4563-na skraju-k-nagrodzki