red. Krzysztof Nagrodzki
Witamy serdecznie na stronie internetowej Oddziału Łódzkiego
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Mamy nadzieję, że ułatwimy Państwu docieranie do rzetelnej informacji. Tutaj chcemy prezentować wielkość oraz problemy naszego Kościoła, zagadnienia społeczne, cywilizacyjne, publikacje członków Stowarzyszenia, stanowiska w ważnych kwestiach. Nie będziemy konkurować w informacjach bieżących z innymi portalami (niektóre z nich wskazujemy w odnośnikach), natomiast gorąco zapraszamy do lektury wszystkich tekstów - ich aktualność znacznie przekracza czas prezentacji na stronie głównej. Zachęcamy do korzystania z odnośników: "Publikacje" i "Polecane". Mamy nadzieję na stały rozwój strony dzięki aktywnej współpracy użytkowników. Z góry dziękujemy za materiały, uwagi, propozycje.
Prosimy kierować je na adres: lodz@katolickie.media.pl

III Konferencja KSD

red. Krzysztof Nagrodzki

Referat wprowadzający sekretarza Zarządu Oddziału Łódzkiego KSD, koordynatora zespołu organizacyjnego konferencji camera

- red. Krzysztofa Nagrodzkiego

Granice kompromisu, granice wolności

Najczcigodniejsi Księża Biskupi! Szanowny Panie Prezydencie! Czcigodni Kapłani i Siostry! Znakomici prelegenci! Drodzy Państwo, którzy przyjęliście zaproszenie na trzecią Konferencję organizowaną przez nasz – Łódzki Oddział Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy – dziękujemy za Państwa obecność.
Tradycyjnie ciepło witam Koleżanki i Kolegów dziennikarzy, których praca i których postawy wobec prawdy mają tak wielki wpływ na kształtowanie opinii publicznej, a w efekcie znaczący współudział w formowaniu człowieka, rodziny, społeczeństwa, narodu, cywilizacji. I jeżeli dostrzegamy – bo jakże zamykać oczy na realia – że wbrew kolportowanym obiegowym hasłom o wolności wypowiedzi, ta sfera poddawana jest szczególnie starannemu oglądowi i ukierunkowanemu nadzorowi – to powinniśmy się zgodzić, że powinna być granica której nie godzi się przekraczać. Granica – jakby to nie zabrzmiało...egzotycznie - przyzwoitości. Granica- jakby to nie zabrzmiało... odlegle - wolności.

***

Podczas pierwszej konferencji z cyklu „Dziennikarz – między prawdą a kłamstwem” w 2007 roku chcieliśmy wyeksponować pojęcie „prawdy”, dewastowanej przez postmodernizm, przez postępowe kombinacje myślowe... i inne, zwane czemuś filozofią; czemuś - ponieważ prawdziwa filozofia z definicji jest umiłowaniem mądrości w identyfikowaniu realnych bytów na drodze do pełnej Prawdy. Do Prawdy, którą teraz mają zastąpić jako obowiązujące kryteria: „Postęp” tudzież „prawa człowieka”; plastyczne tworzywa ugniatane w przeróżnych formach indoktrynacji: Od prymitywnego sekciarskiego prania mózgów, po wysublimowane, wybiórcze, formy odsamodzielniania.
Chcieliśmy przypomnieć czym prawda jest i jak powinien, jak może, wykonywać swój obowiązek w wierności prawdzie dziennikarz. Dziennikarz uwikłany w realia codzienności.

Na ubiegłorocznym etapie rozważań dotknęliśmy podstawowej prerogatywy człowieczeństwa - „godności”. Godności przynależnej każdemu z samej racji istnienia. Godności poddawanej rozlicznym zranieniom, zbrukaniu przez fałszywe ideologie, zwodzenia, nieprawości czynione również pod płaszczykiem prawa stanowionego a odrywanego od fundamentów prawości w tak niszczącym procesie, iż w pewnym momencie człowiek staje się autodestruktorem. I jeszcze jest z tego dumny.
Przynajmniej do odczuwalnych objawów rozkładu.
A – bywa – i mimo tego...

Na trzecim spotkaniu, niejako z naturalną konsekwencją, przychodzi zastanowić się, gdzie są rubieże, które w obronie prawdy, wiary, w obronie godności, w obronie społeczeństwa, w obronie cywilizacji, w obronie człowieczeństwa, przekraczać nie można. Dlatego wybrany został bardzo trudny motyw wiodący: „Granice kompromisu”. Granice kompromisu, których we własnym - rzec można - interesie przekraczać nie wolno.

***

Tą analizę powinno się poszerzyć rozważaniami o koncepcjach polityki, o niesłychanych zagrożeniach wynikających z biotechnologii, o metodach manipulacji, ale jednodniowe spotkanie nie daje szans na wszystkie spełnienia. A ponieważ kadencja obecnego zarządu naszego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy kończy się z upływem tego roku, inicjatywy w tym zakresie będą leżały już w rękach nowych władz stowarzyszenia.
A właśnie analiza metod i skutków manipulacji mogłaby być koniecznym uzupełnieniem rozważań cyklu „Dziennikarz – między prawdą a kłamstwem”
*
Wróćmy teraz jednak do owego „własnego interesu”, o którym przed chwilą wspomniałem. Ten „interes” ma znacznie rozleglejsze horyzonty, trudne czy wręcz niemożliwe w całym swym bezkresie do ogarnięcia przez nasz umysł. A po wędrówce, przez dłuższy bądź krótszy czas ziemskimi szlakami, kiedy staniemy poza jego kresem, kresem czasu, nadzy i bosi, ale za to z odkrytym całym bagażem uczynków - wtedy okaże się ile jest w nim dobra i zła; i zła - demonicznego towaru za który się płaci.
Jak za każdy towar.
Nawet jeżeli płatność jest odraczana.
I tu kompromisy są śmiertelnie niebezpieczne.

***

A skoro mówimy o szlakach, muszę poprosić o zgodę na pewną dygresję:
Oczywiście, można negować weryfikowalność Objawienia zapisanego w Ewangelii. Tyle tylko, że do tej pory nie spotkałem nikogo – nawet posiadającego tytuł naukowy i zobowiązania z tego tytułu wynikające - kto zechciałby podjąć prośbę, o zmierzenie się z logicznym wywodem wyśmienitego - cenionego przez Ojca Świętego Jana Pawła II włoskiego publicysty i pisarza – Vittorio Messoriego, wywodem przedstawionym w trylogii: „Opinię o Jezusie”, „Pod Ponckim Piłatem” i „Mówią, że zmartwychwstał”, w której autor z erudycją i logiką udowadnia, iż fałszywek, hagiografii, baśni, nie pisze się tak, jak została napisana Ewangelia. Myślę, że warto sięgnąć – szczególnie zwracam się do ludzi wątpiących – po tą lekturę i sprawdzić jej jakość własnym, niewątpliwym, intelektem, np. w urlopowym czasie, kiedy szef i obowiązki nieco się oddalają a poszerza obszar wolności. Ale łatwiej, oczywiście, dywagować „na tle”, tworząc swoje „odkrycia” i swoje prawdy. – Takie infantylne alibii...
Jeżeli kogoś uraziło słowo „infantylne”, to przepraszam, ale z „alibi” nie wycofam się.
- Vittorio Messori: „Opinie o Jezusie”, „Pod Ponckim Piłatem” i „Mówią, że zmartwychwstał”. Jestem przekonany, że nie będzie to czas stracony. Ale jednocześnie trzeba ostrzec: droga od rozumu do serca, od myśli do czynu, może być bardzo trudna. Ale niezbędna do przebycia. Bo to droga do Prawdy.

***

Ojciec Święty Benedykt XVI, któremu w ubiegłym roku nie pozwolono wygłosić na włoskim uniwersytecie La Sapienza wykładu, zawarł w nim m.in. takie ostrzeżenie: „Zagrożenie świata zachodniego polega na tym, że człowiek mimo iż towarzyszy mu świadomość potęgi swej wiedzy i swych możliwości, kapituluje wobec pytań o prawdę”.

*

Dopowiedzmy: Kapituluje świat tzw. postępu, który jakby ogarnięty jakimś samobójczym amokiem, niszczy fundamenty swej cywilizacji, a nawet swoje człowieczeństwo, relatywizuje prawdę, stawia na hedonizm z rozbuchanym seksizmem, na cynizm, na „pragmatyzm” w walce o wpływy, kasę, władzę; a odwieczne i klasyczne mądre reguły - zbyt wymagające, zbyt kategoryczne, za mało plastyczne – świat ten skreśla, unieważnia. Ten świat, który trud nauki i logikę zastępuje powierzchownością – często zdobioną błyskotkami w przybraniu z erystyki i emocji. Świat, który degeneruje rozum, ożywia demony.
„O ile w starożytności helleńskiej i hellenistycznej rozum pełnił rolę poznawania świata, to obecnie występuje przede wszystkim w roli przekształcania świata i tworzenia sztucznego świata, a nawet niejako sztucznego człowieka, człowieka czysto technicznego: homo technicus” Tak pisał x. prof. Czesław Bartnik. (Nostalgia, Lublin 2006) Jakże to współbrzmi z ostrzeżeniami Papieży, Kościoła, z ostrzeżeniem Bierdiajewa....To ten rosyjski myśliciel, wiek bez mała temu, przestrzegał: „To co się dzieje na świecie nie jest kryzysem humanizmu, czyli wiary w człowieka. O to chodzi, czy istota, do której należy przyszłość, nadal, tak jak dotychczas nazywać się będzie człowiekiem. Jesteśmy świadkami procesu dehumanizacji we wszystkich sferach życia. Człowiek nie zechciał być obrazem i podobieństwem Boga, i stał się obrazem i podobieństwem maszyny.” (N. Bierdiajew –Sud`ba czełowieka w sowremiennom mirie, Paris 1934) /s.77/
Istoty programowanej – psychicznie, ale i w niedalekiej przyszłości biotechnologicznie - na proste animistyczne czynności podtrzymujące życie. Coraz bardziej kierowanej zaborczym pożądaniem, którego wygasanie ma dawać alibi do nowych, wciąż nowych poszukiwań i sycenia ego – zniewolonego, nabrzmiałego, potworniejącego i... przerażonego.
Czyż nie podobnie opisywał stan choroby Sören Kierkegaard wielki filozof XIX wieku: "Statek świata jest już w rękach kucharza, już nie w rękach kapitana, ale w rękach okrętowego kucharza. I to, co przekazuje, to już nie dane o kursie statku, ale wiadomość o tym, co jutro będziemy jeść"...

I dlatego należy bardzo rozważnie, ale i odważnie, ważyć granice cywilizacyjnych kompromisów, aby zyskując mało i chwilowo, nie stracić wiele, bądź nawet wszystko.

***

Nasze spotkanie zostało podzielone umownie na kilka bardzo ważnych segmentów, które w sumie mają nam dać przynajmniej wyraźny szkic obszaru możliwych kompromisów. Użyte zostało pojęcia „kompromis” po rozważeniu także funkcjonującego powszechnie słowa „tolerancja”.
„Tolerancja” na przestrzeni ostatniego stulecia przeszła zdumiewającą matamorfozę (zresztą nie tylko to pojęcie zostało okrutnie zdeformowane i przedefiniowane) – od biernego: „znoszenia, cierpienia, zezwalania (por. Słownik Języka Polskiego, Jan Karłowicz, Adam Kryński, Władysław Niedźwiedzki, Warszawa 1919), po zmuszanie do: „szacunku dla innych poglądów” (M. SŁ. Języka Polskiego PWN 1997.) Zwróćmy uwagę: Szacunek nie do człowieka, ale dla jego poglądów, niezależnie od ich jakości.
„Kompromis” jest pojęciem bardziej stabilnym, mimo, że i tu mogą wystąpić pewne wątpliwości, jako że słownik niesie takie oto wyjaśnienia: „ugoda, polubowne załatwienie sporu osiągnięte w drodze wzajemnych ustępstw” ale i - uwaga! – „odstępstwo od zasad dla praktycznych korzyści”. (Sł. Wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego z 1968 roku)

*

Jak widać, materia jest wielce delikatna, zmuszająca do definiowania i analizowania owych „praktycznych korzyści”, ponieważ kompromisy ze światem innych cywilizacji, światem innych pryncypiów, światem „ketmaństwa”, niosą ogromne trudności, a według prof. Feliksa Konecznego nie są w ogóle możliwe, ponieważ jedna cywilizacja stara się zawsze całkowicie zdominować drugą, tak jak zły pieniądz wypierać dobry.
- Jak bowiem prowadzić dialog i ustalać kompromisy z tymi, którzy tworzą aintelektualny dogmat, iż każdy może mieć swoją prawdę; a po przedefiniowaniu zrozumiałych, klasycznych pojęć, stawiają się w roli jedynych tłumaczy miedzy próbującymi porozumiewać się stronami? A jest to nieodzowne, kiedy prawda może być - „złem”, kłamstwo - „dobrem”, „tolerancja” - wymuszaniem akceptacji, w okrutnej, pełnej pogardy dyktaturze oszołomionego rozumu

-Jak budować płaszczyznę społecznego kompromisu, kiedy werbalna, uargumentowana, obrona przemyśleń, nie mówiąc już o próbie obrony ładu i sensu, spotyka się z aintelektualnymi porywami emocji, życzeniowymi konkluzjami, jakimś quasi politycznym cwaniactwem, szokującą nieraz agresją – od słownej po fizyczną, przybierającą nawet różnorakie postacie terroryzmu? Przez poniżanie, sekowanie ekonomiczne, przez kuriozalne wyroki sądowe, utratę pracy, domu, więzienie, do maltretowania fizycznego i mordów.

-Jak ustalać kompromisy pomiędzy zamysłem nastawionym na rozwój osobowy człowieka – jego moralności, intelektu, zdolności twórczych a działaniami redukującym, niszczącymi ten rozwój? Jak godzić się na kradzieże... pamięci?
-Na czym ma polegać kompromis miłości dającej – caritas i pokory z rwactwem i butą?
-Kompromis myślenia, analizowania, kontroli intelektu i woli z rozbuchanymi, dominującymi emocjami – niszczycielami dusz...
I jak ma wyglądać praktyka kompromisu w czasach, kiedy ofiary bywają już tak oszołomione, że nie zdają sobie sprawy w którą stronę idą i odmawiają ratunku?...A przecież nie może zginąć pamięć, że wszyscy jesteśmy bliźnimi, braćmi i siostrami w człowieczeństwie, dziećmi tego samego Boga.

***

No tak, zakreślanie i objaśnianie granic kompromisów to bardzo trudna sprawa. Ale to już zadanie dla naszych znakomitych prelegentów i uczestników dyskusji, analizujących owe granice kompromisu w aspekcie wiary, spotkań religii, życia społecznego, w rodzinie i narodzie i wreszcie syntetyzując – w kontekście pojęć i pryncypiów cywilizacyjnych, definiowanych przez profesora Konecznego jako metody ustroju życia zbiorowego.
Może zbliżymy się do zrozumienia dlaczego katolicy, dlaczego chrześcijanie, dlaczego humaniści - ludzie dobrej woli, tak często zgadzają się – w ramach tzw. kompromisu i tzw. tolerancji - zamieniać umiejętność wzlatywania na wyścigi w pełzaniu?... Pełzaniem do wolności?...
I jak by to nie zabrzmiało „niedzisiejszo”, infantylnie, egzaltowanie, niepoprawnie – czy jak to nazwać - trzeba postawić jeszcze to pytanie: Czy w kompromisach jest wolność? Czy w kompromisach, w krzątaninie, w walce o władzę, kasę, wpływy jest wolność? Czy właśnie w bezkompromisowej wierności Prawdzie – tej Prawdzie, która jest Absolutna, która Jest, która jest wyzwoleniem !

*

Oczywiście mamy świadomość ograniczonych ram czasowych dla pogłębionego ujęcia problemów, ale wiemy również, że powierzamy ich wyraźne zarysowanie w nie byle jakie ręce. To są mistrzowskie dłonie.

***

I na koniec: Docierają do nas głosy o konieczności uwzględniania w naszych spotkaniach przede wszystkim elementów wziętych z ekonomii, gospodarki, z praktyki codzienności. Tak, to jest potrzebne, ale nie sposób włączyć wszystkich postulatów w jednodniowe sympozjum. Nic nie stoi na przeszkodzie – poza względami właśnie praktycznymi - materialnymi - żeby stworzyć i takie forum.
Wychodzimy jednak z założenia, że obszar dewastacji i przedefiniowań podstawowych pojęć kształtujących człowieka jest tak duży, że trzeba położyć szczególny nacisk na przywracanie stabilności fundamentom budowli.
Kiedy wciąż wtłaczane jest przekonanie, iż byt kształtuje świadomość, trzeba nam z uporem przypominać, że to jednak świadomość jest jego matką, piastunką i przewodniczką po trudnych szlakach codzienności. Trzeba tą pamięć przywracać z determinacją w czasach, kiedy pokolorowane drogowskazy wabią coraz natrętniej ku ciemnym zaułkom cywilizacji .
I to jest również zadaniem dla dziennikarzy. Dla otwartych na mądrość, świadomych, prawych ludzi.

 

Copyright © 2017. All Rights Reserved.