Komentarze i pytania

Nie byli przygotowani na przylot prezydenta?

/.../
Jak podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" jeden z pilotów latających na Tu-154, bardzo nieprawdopodobne jest, że do katastrofy doprowadził błąd pilota, zwłaszcza tak doświadczonego jak prezydencki. Tym bardziej że piloci obsługujący tupolewa znali smoleńskie lotnisko, które testowali jeszcze dwa dni wcześniej. - Ja w to nie bardzo wierzę - mówi. Nasz rozmówca, który pragnie zachować anonimowość, podkreśla ponadto, iż tragedii można było z całą pewnością uniknąć, gdyby lotnisko w Smoleńsku posiadało na stałe system nawigacyjny ILS, wspomagający lądowanie w warunkach ograniczonej widoczności i niskiego zachmurzenia. - Gdyby taki sprzęt był, w stu procentach tragedii tej można by uniknąć. Samolot wylądowałby wówczas bezpiecznie i nie byłyby potrzebne żadne krążenia nad lotniskiem - mówi. - Przy ILS, gdyby podchodzili do lądowania, byliby cały czas w ścieżce schodzenia, nie byłoby obniżenia lotu poniżej ścieżki, i byliby nadal na bezpiecznej wysokości - dodaje wspomniany pilot.
/.../ ILS został ustawiony na smoleńskim lotnisku dopiero w momencie, gdy przylatywał na nie premier Władimir Putin, by odwiedzić miejsce katastrofy. /.../
Odnosząc się z kolei do informacji podawanych przez świadków katastrofy o przechyleniu samolotu nawet o 45 stopni, nasz rozmówca zaznacza, iż mogło to wynikać z awarii sterów. Pilot zauważa także, że wyjaśnić to może już tylko analiza ostatnich minut rozmów pilotów, która została zapisana na czarnych skrzynkach. - Musiały tam paść słowa, które to wyjaśnią. A to, jakie one były, czy: "padł silnik", czy też: "poleciało ciśnienie sterowania i nie mamy czym sterować", to możemy się dowiedzieć już tylko z zapisów czarnych skrzynek - zauważa nasz rozmówca. Tymczasem strona rosyjska odmawia ujawnienia tych zapisów, podkreślając, że zawierają one "intymne rozmowy". Zastanawiające jest jednak, co za "intymne" słowa mogą padać w obliczu zbliżającej się katastrofy, kiedy piloci za wszelką cenę starają się w pierwszej kolejności ratować maszynę i pasażerów.
Wiele dodatkowych wątpliwości pojawiło się także po zamieszczeniu w internecie amatorskiego nagrania z kilku minut po katastrofie Tu-154. Naczelna Prokuratura Wojskowa postanowiła w związku z tym poddać film szczegółowym analizom, dzięki którym będzie można stwierdzić, czy jest on autentyczny. Jeśli okaże się, że nagranie jest prawdziwe, może ono dużo wnieść do sprawy. - Nie mogliśmy zbagatelizować tego nagrania - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" rzecznik NPW płk Jerzy Artymiak.
/.../
Marta Ziarnik

za: NDz z 16.4.10 (kn)