Polecane

Ks. prof.Paweł Bortkiewicz TChr-Ja, mięsożerca

W ostatnich dniach kilkakrotnie zetknąłem się z tematem świat zwierząt. Byłem przez jakąś chwilę w Myczkowcach, niedaleko Soliny. Piękny ośrodek Caritasu. W nim konie, jelenie, daniele, a także koty-przybłędy, kilka psów… Trudno jest nie odczuć różnych emocji patrząc na te zwierzęta. Trudno nie dostrzec, że są to stworzenia istotowo człowiekowi najbliższe.

W czasie tego pobytu czytaliśmy w liturgii fragment Księgi Daniela ze opisem słynnego postu Daniela – on i jego towarzysze w niewoli babilońskiej zrezygnowali z jedzenia mięsa i picia wina, zadowalając się jedynie wodą i jarzynami. Post Daniela jest – jak wiadomo – bardzo dzisiaj popularny.

Oczywiście, byłoby nieludzkim brak wrażliwości na zwierzęta, brak jakiejś podstawowej empatii. Ale cała istotowa bliskość zwierząt i człowieka nie zaciera istotowej, fundamentalnie istotowej różnicy między człowiekiem a zwierzęciem. Pięknie wyraża to prastary opis biblijny prezentujący samotność pierwszego człowieka w raju. Kiedy ten pierwszy człowiek ma przed sobą defiladę zwierząt, nazywa każde z nich „istota żywa”, ale nie znajduje stosownej, adekwatnej dla siebie pomocy. Potrzebny jest akt stwórczy drugiego człowieka – kobiety dla mężczyzny. Fakt, że człowiek nazwał zwierzęta, w mentalności semickiej, biblijnej, oznacza to, że wziął je w posiadanie. Pokazał, że on jest podmiotem, a one są w stosunku do niego przedmiotami. Oczywiście, nie znaczy to, że może nimi dowolnie dysponować, że może się znęcać, pastwić, zadawać zbędny ból. Ale może je hodować, bawić się nimi, zabijać je i jeść.
Daniel, jeśli zrezygnował z jedzenia mięsa, to nie dlatego, że był wegetarianinem, tylko dlatego, że był człowiekiem wiernym prawu żydowskiemu. Nie chciał jeść zwierząt i pić napojów, które były nieczyste, lub co do których mógł nie mieć pewności.

Dzisiaj obserwuję ze zdziwieniem jakiś przedziwny rozwój wegetarianizmu, weganizmu, zoopersonalizmu. Wiem, że są to zróżnicowane postawy, zróżnicowane działania, ale mają w sobie coś wspólnego. Szacunkowi dla zwierząt towarzyszy milczenie w stosunku do braku szacunku dla człowieka. Czy ktoś z nas mógłby przywołać jakiś przykład uczestników pikiety przeciw kurzym fermom, rzeźniom czy korridzie, którzy po zakończeniu szczytnego boju wyrazili swój sprzeciw wobec abortowanych dzieci?

Podejmuję ten  temat, bo kwestie zwierząt stają się dzisiaj z jednej strony tematem politycznym, a z drugiej strony przypominają budowanie jakiejś panreligii czcicieli Gai i wołu rzeźnego pospołu z kurą domową. Chcę wyraźnie powiedzieć, nie odnoszę się do diety w takiej czy innej postaci, odnoszę się do eko-religii czy zoo-religii. Bo jak inaczej określić zdanie, która najkrócej streszcza katechizm tej wiary, zdanie wypowiedziane niedawno przez jednego z aktywnie ewangelizujących świeckich katolików: „Bo mnie zwierzęta, które spotkałem w życiu będą sądzić na Sądzie Ostatecznym. Ludzie i zwierzęta! Świat mnie będzie sądzić! Stworzenie mnie będzie sądzić!”.
Przyznam się, że mimo „wstrząsu” tym sądem sięgam po steka…