Polecane

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr-Od ubóstwienia do ubestwienia

Czasami zdarza mi się, że mam wrażenie iż jestem nieomylny. I to wrażenie nie jest ani obrazoburcze, ani też nie jest megalomańskie. Jest prostą konsekwencją zasad logiki, myślenia, wnioskowania przyczynowo-skutkowego. Myślę, że podobnego wrażenia doświadcza też wielu innych.

Mogą tego wrażenia doświadczyć ci, którzy od lat zwracają uwagę na konsekwencje ideologii gender. Zwłaszcza w wymiarze uczelnianym, tam, gdzie pojawiają się gender studies wkrótce przychodzą także animal studies. Od studiów które dewastują płciowość człowieka do studiów, które równają osobę ludzką ze zwierzętami.
Tak naprawdę nie może to dziwić.

Niedawno przypomniałem sobie pewien znakomity artykuł księży profesorów Stycznia i Szostka „Liberalizm po marksistowsku”. Pokazywali w nim ideę wyzwolenia człowieka, której punktem wyjścia jest detronizacja Boga, a wraz z nią dewastacja obiektywnej prawdy i natury ludzkiej.  Postawiony na miejscu Boga człowiek ma się rozwijać, przekraczać siebie. Ale pytanie – w jakim kierunku? Wszak jest już na miejscu Boga. Zatem może się rozwijać ku temu, co go „stworzyło” według marksizmu, a więc ku stosunkom społeczno-ekonomicznym. Etycy z KUL kończyli swoje analizy wnioskiem, mówiącym o tym, że projekt ubóstwienia człowieka kończy się jego faktycznym ubestwieniem.

A jak wygląda liberalizm w ideologii gender? Odrzuca Boga i Jego akt stwórczy. Nowym twórcą człowieka w jego nie płci, ale jego „gender” jest kultura, środowisko, wychowanie. Ale ku czemu ten homo gender ma być wyzwolony? Tu nie trzeba wnikliwej analizy. Celem wyzwolenia jest podległość popędowi, temu co stanowi element czysto biologiczny. Ta uległość oznacza rezygnację z wolności, ze wstrzemięźliwości, czystości, czyli tego wszystkiego, co jest wartością, a co jest wyszydzone. Sprowadzenie człowieka do popędu staje się sprowadzeniem go do „animalia”, tego, co zwierzęce.
 A konsekwencją tego jest coraz bardziej nasilająca się walka z osobą ludzką w jej najbardziej bezbronnym wymiarze – człowieka nie narodzonego. Zarazem towarzyszy temu fizjologicznie zaciekła batalia o obronę zwierząt, ich „praw”, ich „godności”. Hasłem wiodącym staje się walka o ekologię, o klimat, o prawa zwierząt.

Jedna z prawicowych publicystek pisze: „Jeszcze niedawno nikt na poważnie nie brał słów Olgi Tokarczuk, która twierdziła, że za kilka dekad będziemy się wstydzić tego, że jedliśmy mięso. Dziś rozmawiają o tym międzynarodowe gremia polityczne, a Parlament Europejski traktuje takie pomysły jak konstruktywne postulaty”.

Dwie ideologie, a tak naprawdę jedna. Bo genderyzm i ekologizm to tylko maski neomarksizmu. Trzeba być tego świadomym. Zwolennicy tych ideologii oczywiście broniąc się, zarzucają nam, krytykom  błędne użycie słowa „ideologia”. Ale nie podają żadnych kontrargumentów, bo ich być nie może. Nie da się ani mocą nauki, ani doświadczenia egzystencjalnego zbanalizować znaczenia płci biologicznej. Nie da się dowieść wbrew jednej z kampanii reklamowych, że „zwierzę też człowiek”. Mądre średniowiecze mawiało „Człowiek jest położony pośrodku: ani zwierzę — ani bóg”.