Polecane

Wyborcze scenariusze

Wcześniejsze wybory parlamentarne to jeden ze scenariuszy, które obecnie są rozważane w partii rządzącej. Czy zmieniłaby się scena polityczna, gdyby do nich doszło?

Zasadniczo zapewne nie, ale sporo nazwisk nie znalazłoby się w nowym parlamencie. Warto przypomnieć, że Zjednoczona Prawica w umowie koalicyjnej nie ma zapisu o wspólnym, z jednej listy, starcie w następnych wyborach. A to oznacza, że nie wszyscy, którzy dotychczas kandydowali z list PiS, ponownie się na nich znajdą.

Dotyczy to zarówno Sejmu, jak i Senatu – wcześniejsze wybory mogą się okazać lodowatym prysznicem dla tych, którzy chcieli wygodnie umościć się w polityce. Kolejny scenariusz dotyczy wyborów prezydenckich – jeśli Trybunał Konstytucyjny uzna, że marszałek Sejmu Elżbieta Witek może ponownie ogłosić nowy termin wyborów, najpewniej odbędą się one 23 maja. Bez względu na to, czy opozycja będzie wzywała do ich bojkotu, czy też nie. Bo logicznie rzecz biorąc, opozycja wzywa do bojkotu konstytucji, która precyzyjnie określa termin wyborów (między 100. a 75. dniem przed końcem kadencji prezydenckiej). To też pokazuje totalną hipokryzję totalnej opozycji: najpierw szermuje konstytucją, by później wyrzucić jej zapisy do kosza.

Dorota Kania

za:niezalezna.pl

***

Potwierdza się to, o czym pisaliśmy wielokrotnie: opozycji pasuje tylko taki termin wyborów, w którym przegrywa Andrzej Duda

Wyborów 10 maja nie będzie. Nie będzie ich w ogóle w tym miesiącu. Jak zakładają politycy Zjednoczonej Prawicy, odbędą się one w lipcu, a jeżeli się uda, to może nawet w czerwcu.

Wiemy już, że do ustawy o wyborach korespondencyjnych zostaną wprowadzone poprawki, które m.in., jak zapowiedział Jarosław Gowin, przywrócą właściwą rolę Państwowej Komisji Wyborczej w organizacji wyborów. Głosowanie odbędzie się w najbezpieczniejszy z możliwych obecnie sposobów, czyli drogą korespondencyjną. Opozycja takie rozwiązanie powinna przyjąć w ciemno, bo przecież od tygodni nie mówiła o niczym innym, jak tylko o przesunięciu terminu wyborów. Jest jednak inaczej. Okazuje się, że dopiero teraz „demokracja umarła”. Skąd ta wściekłość?

Wygrał zdrowy rozsądek

Bo wygrał zdrowy rozsądek, który nie pozwolił na rozbicie Zjednoczonej Prawicy, co w dalszej perspektywie doprowadziłoby zapewne do przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Taki scenariusz musiałby zakończyć się katastrofą. Na szczęście liderzy Zjednoczonej Prawicy mają tego świadomość i zdecydowali się zrobić krok w tył i poszukać porozumienia. Opozycja jednak do samego końca liczyła na jakiś wyłom w obozie władzy. Może nawet nie na jakąś nową większość, ale na trwałą destabilizację obozu władzy, która przedstawiana byłaby przez opozycję, jako główny argument za tym, aby zmienić prezydenta, a w niedalekiej przyszłości również rząd. Wątpię, a potwierdzają to również słowa Bogdana Zdrojewskiego, że opozycja chciałaby w tym momencie przejmować władzę. Czas jest zbyt trudny, aby ktoś kto nie jest przygotowany nawet do tego, aby „rządzić” piaskownicą, brał się za rządzenie Polską. A dziś, jeżeli opozycja ma budować jakąś tarczę czy raczej tamę, która powstrzyma czy zniweluje skutki pandemii, to raczej gdzieś na plaży, z piasku, w krótkich spodenkach, na urlopie. Niestety, ale tak to dziś wygląda.

Żaden z tych planów jednak się nie udał. Zjednoczona prawica nadal jest zjednoczona, a wybory odbędą się za kilka tygodni, a nie jesienią, gdy wygrana Andrzeja Dudy wcale nie byłaby taka pewna. I dobrze, że obóz rządzący poszedł tą drogą, podpowiedzianą zresztą przez Marka Domagalskiego, bo już dziś widzimy, że i wybory 10 maja mogły zostać zrealizowane, gdyby nie panika związana z pandemią, ale przede wszystkim obstrukcja ze strony Senatu. Nie ma więc potrzeby, aby przekładać je na jesień.

Jeżeli teraz TVN w popłochu szuka odpowiedzi na pytanie, kto jest odpowiedzialny za to, że wyborów 10 maja nie będzie, to odpowiedź przynosi sam marszałek Tomasz Grodzki.

Senat przez to, że porządnie wykonał swoją pracę legislacyjną przyłożył się do tego, że ta farsa wyborcza 10 maja się nie odbędzie

„Każdy grał w grę polityczną”

Bo nie o kwestię związaną z bezpieczeństwem zdrowotnym Polaków tutaj chodziło, a wyłącznie o politykę i partykularne interesy poszczególnych partii. O tym, że wybory, nawet w lokalach wyborczych, mogły zostać zorganizowane, mówił niedawno nawet Jacek Żakowski. Ulegliśmy zbiorowej panice i dziś ponosimy tego konsekwencje. Decyzje jednak już zapadły i jesteśmy w innej rzeczywistości.

Obserwując dzisiejsze wzmożenie TVN-u i opozycji, pamiętajmy, że choć te partie domagały się przesunięcia wyborów, to de facto, były za tym, aby je przeprowadzić. „Lekko” na „nie” była Platforma, ale i ona by do nich parła, gdyby nie skompromitowana Małgorzata Kidawa-Błońska. Przyznał to zresztą w dzisiejszej „Rozmowie Piaseckiego” w TVN24 Krzysztof Gawkowski, który na uwagę, że Lewica chciała brać udział w tych wyborach odpowiedział:

A kto nie chciał? A kto się wycofał z tych wyborów? Może Platforma? Może Hołownia się wycofał? Może się wycofał PSL? Ktoś się wycofał? (…) Nikt się nie wycofał, każdy opowiadał dyrdymały. (…) Nie opowiadajmy, że ktoś się wycofał, bo nikt się nie wycofał, każdy grał grę polityczną—pytał Gawkowski.

„Każdy grał w grę polityczną” i grać w nią nadal będzie. Niestety, trudno oczekiwać od opozycji działań pro-państwowych. Czekają nas raczej kolejne tygodnie politycznego wzmożenia i podpalania kraju.

Przypomnę, że wielokrotnie pisaliśmy na naszym portalu, że opozycja będzie bojkotować i krytykować każdy termin wyborów, który nie będzie jej służył. Dziś się to wszystko potwierdza. Opozycja liczy tylko i wyłącznie na swój zysk. Można to różnie oceniać, bo w końcu to polityka. Nie dajmy sobie jednak mydlić oczu histerycznymi hasłami o konstytucji i demokracji.

Kamil Kwiatek

za:wpolityce.pl

***

Nie o termin wyborów idzie

Czas powiedzieć opinii publicznej, że obecny spór o datę wyborów w Polsce jest dużo ważniejszy niż się wydaje.

 Przede wszystkim w tym sporze nie idzie o sam termin czy sposób glosowania. Idzie o obalenie rządu w trakcie pandemii i podczas kryzysu ekonomicznego. Nie mamy zatem do czynienia z dążeniem do roszad personalnych lecz z próbą destabilizacji państwa polskiego. Obecne podziały wewnątrz ugrupowań opozycyjnych są tak silne, że wykluczają powołanie nowego rządu. Niechęć do Jarosława Kaczyńskiego to zbyt mało by zbudować inną większości rządową. Polska wkroczy zatem w okres paraliżu państwa w czasie kiedy obywatele i gospodarka bardzo potrzebują sprawnej władzy.
Polska nie leży na pustyni

Jak wiadomo Polska nie leży na pustyni lecz w określonym położeniu w Europie. Szkoda, że na co dzień politycy opozycyjni o tym zapominają. Nie wszystkie państwa w Europie są nam przychylne. W niektórych stolicach odkąd PiS wygrał wybory jesienią 2015 roku marzą o przywróceniu do władzy w Warszawie tych sił politycznych, które były posłuszne wobec Berlina i Moskwy. W ostatnich latach obserwowaliśmy, że pewne państwa jawnie wspierają opozycje w Polsce. Pewne państwa organizowały nagonkę na Polskę na arenie międzynarodowej używając do tego kłamstw, wielkich pieniędzy i agentury. Na temat rządu PiS w Polsce opublikowano w międzynarodowej prasie tysiące kłamliwych artykułów. Przegrane wybory parlamentarne przez opozycje jesienią 2019 roku i nędzne notowania kandydatów opozycji w trakcie kampanii prezydenckiej 2020, skłaniają ośrodki zagraniczne do podjęcia kolejnej próby zmiany władzy w Polsce przez destabilizacje naszego państwa.

W przeciwieństwie do wielu komentatorów obecnej sytuacji nie uważam za konieczne wnikanie w psychikę Jarosława Gowina. Myślę, że nie jest racjonalnym i samodzielnym politykiem. Jest narzędziem. W tym wypadku nie jest jedynie narzędziem opozycji lecz staje się obrońcą obcych interesów, którym obecna silna Polska od ponad 4 lat bardzo przeszkadza.


Destabilizacja państwa

Destabilizacja Polski w 2020 roku nie tylko zmieni władze w Warszawie, naszą politykę społeczną i gospodarczą. Nowy układ polityczny będzie złożony z ludzi ekipy Tuska. Oni chcą wrócić do władzy, by wróciła dawna polityka. Znów złodzieje VAT będą mieli w Polsce eldorado a społeczeństwo będzie ograbiane z efektów swej pracy. Polska przestanie prowadzić politykę bilateralnego sojuszu z USA i zacznie opierać swe bezpieczeństwo o plany Unii Europejskiej. Trójmorze zostanie projektem fasadowym. Bez wsparcia z Polski i bez silnego Trójmorza pozycja USA w Europie zostanie ograniczona. Nasze bezpieczeństwo zacznie zależeć od polityków z Niemiec i z Francji, którzy preferują interesy i relacje z Rosja. Nasz kraj znajdzie się w sytuacji prowincji, którą dyrygują komisarze z Brukseli i naczelnicy z Berlina. Bo jak mówiła euro-posłanka Platformy Obywatelskiej Julia Pitera „Polska nie należy do Polaków”.

Reasumując: debata o trybie wyborów w Polsce w tej chwili, to spor o nowy układ sił w Europie, na którym Polska może tylko stracić. Nie wierze by tych konsekwencji nie dostrzegali posłowie i senatorowie. Myślę, że mamy w tej chwili do czynienia z ingerencją sił zewnętrznych w nasze życie polityczne. Opór jaki stawia PiS wobec nacisków Brukseli, obecność wojsk USA w Polsce, zaopatrywanie Polski w gaz i ropę spoza Rosji, to dostateczna motywacja do wspierania przez zagranicę przewrotu politycznego w Warszawie.

Akcji rozbijania rządu nie traktuję jako przejawu wybujałego ego posła Gowina. Posłowie „Porozumienia” (świadomie lub nie) są dziś czyimś narzędziem. Nie walczą o własny interes, nie idzie im także o dobro Polski. Swym działaniem mogą doprowadzić do zmiany układu sił nie tyle w Polsce lecz w Europie. Słabe wpływy USA w Europie to słabsza Unia Europejska. Polityka zagraniczna z czasów Tuska to nie jest dla Polaków dobre rozwiązanie. To była polityka zależności naszego państwa od obcych interesów. Najkrócej mówiąc, rezultatem polityki bezpieczeństwa z tamtych czasów, była katastrofa pod Smoleńskiem. Czy chcemy by te czasy wróciły?

Nad tym pytaniem będą za chwilę głosować posłowie i senatorowie.

Jan Parys

za:dorzeczy.pl

***

Dr P. Więckowski: Komuniści bojkotując wybory w 1919 r. nie uznawali niepodległego państwa polskiego. Czy dla współczesnej opozycji jest to wzór do naśladowania?


Komuniści bojkotując wybory w 1919 r. nie uznawali niepodległego państwa polskiego. Nie uznawali wolnej i suwerennej Polski, na którą z utęsknieniem czekało przez 123 lata pięć pokoleń Polaków. Czy to jest dla współczesnej opozycji wzór do naśladowania? – zaznaczył dr Paweł Więckowski z Instytutu Historii Wojskowej Akademii Sztuki Wojennej podczas audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.

Dr Paweł Więckowski oceniając środową debatę prezydencką na antenie Radia Maryja, wskazał, że tylko jeden kandydat właściwie się zaprezentował.

    – Pan prezydent doskonale wiedział, po co tam przyszedł, co chciał przedstawić wyborcom, w jaki sposób chciał się zaprezentować. Pozostali kandydaci niestety wypadli bardzo blado. Mówię niestety, bo chciałbym poznać konkretne podstawy programowe każdej z tych osób – rozpoczął gość Radia Maryja.

Zdaję sobie sprawę, że 60 sekund to jest oczywiście zbyt mało, aby rozwinąć swoją wypowiedź, ale jakieś zalążki można już przedstawić. Niestety nie dowiedziałem się niczego konkretnego – powiedział dr Paweł Więckowski.

    – Dowiedziałem się jednej rzeczy: że marszałek Małgorzata Kidawa-Błońska, która jest kandydatką Koalicji Obywatelskiej na ten zaszczytny urząd, przyszła kompletnie nieprzygotowana. Podejrzewam, że poseł Borys Budka modlił się przez całe 70 minut, aby pani Małgorzata Kidawa-Błońska nie popełniła jakiejkolwiek gafy czy też lapsusu językowego. Taki pojawił się wraz z nazwą Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Marszałek powiedziała „porska grupa zbronieniowa”. Cieszę się, że nie powiedziała „perska grupa zbronieniowa” (…). Małgorzata Kidawa-Błońska twierdziła, że w tarczy antykryzysowej powinno znaleźć się zwolnienie przedsiębiorców z ZUS. Pani marszałek najwidoczniej nie doczytała programu tarczy antykryzysowej, bo zwolnienie z podatku ZUS już jest  – wskazał.

Niektórzy z kandydatów grozili bojkotem debaty prezydenckiej. Wcześniej Małgorzata Kidawa-Błońska zachęcała także do nie uczestnictwa w samych wyborach. Ekspert przypomniał przy tym analogiczną sytuację z 1919 roku.

    – Nieco ponad 100 lat temu, w trakcie pierwszych  po odzyskaniu niepodległości wyborów, które miały na celu wyłonienie Sejmu Ustawodawczego, do ich bojkotu namawiała wszem i wobec Komunistyczna Partia Robotnicza Polski. A więc komuniści „polscy”, którzy po 1925 roku zmienili nagle nazwę na Komunistyczną Partię Polski, która została zlikwidowana z rozkazu Stalina w 1938 roku, a jej niedobitki w czasie II wojny światowej zostały przeszkolone przez NKWD (…). Następnie, po utworzeniu tzw. grupy inicjatywnej – w skład której weszło kilkunastu „polskich” komunistów – ta grupa została zrzucona w grudniu 1941 r. w miejscowości Wiązowna pod Warszawą, aby na początku stycznia 1942 r. utworzyć Polską Partię Robotniczą, czyli główny trzon późniejszej PZPR. Czy to jest dla współczesnej opozycji wzór do naśladowania? – pytał gość „Aktualności dnia”.

Zwłaszcza dla tych, którzy mają na sztandarach wypisane hasła „wolność” i „demokracja”? – kontynuował.

    – Ci komuniści bojkotując wybory w 1919 r. nie uznawali niepodległego państwa polskiego. Nie uznawali wolnej i suwerennej Polski, na którą z utęsknieniem czekało przez 123 lata pięć pokoleń Polaków. Tysiące z nich walczyło o niepodległość Polski z orłem na piersi, z szablą i różańcem w dłoni. Tysiące oddawało swoje życie albo w bitwach powstań narodowych: listopadowego lub styczniowego, albo mordowanych przez zaborców np. na stokach Warszawskiej Cytadeli. Komuniści dążyli do bojkotu wyborów przez większość społeczeństwa po to, aby podważyć na arenie międzynarodowej legalność polskich władz, w tym samo istnienie dopiero co odrodzonej Rzeczypospolitej. Mi jako historykowi działalność współczesnej opozycji nasuwa się z posunięciami komunistów nad Wisłą ponad wiek temu. Nie porównuje ich do członków Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, ale swoim zachowaniem chcieli doprowadzić do szalenie niebezpiecznej sytuacji. Sytuacji, w której doszłoby do upadku rządu, do niemożności wybrania przed 6 sierpnia  prezydenta, a tym samym doszłoby do przerwania ciągłości władzy w Rzeczypospolitej – podkreślił dr Paweł Więckowski.

za:www.radiomaryja.pl