Polecane

Paweł Lisicki-Polacy i ci drudzy

Chcę być prezydentem wszystkich Polaków. Jestem otwarty na współpracę i do tej współpracy zachęcam” – mówił 6 sierpnia prezydent Andrzej Duda.
I dodawał: „Spór polityczny nie zniknie, bo jest częścią demokracji, ale trzeba zrobić wszystko, by obniżyć jego temperaturę. Potrzeba nam więcej

serdeczności, więcej uśmiechu. […] Ważne jest, by nawet po największych sporach podać oponentowi rękę. Dlatego zaprosiłem Rafała Trzaskowskiego do Pałacu Prezydenckiego. Chciałem, żeby to był nowy zwyczaj w polskiej polityce, i mam nadzieję, że będzie”.

Cóż, chciałoby się powiedzieć, że nadzieja umiera ostatnia. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że takie słowa – o potrzebie pojednania, o wyciszeniu emocji – są w ustach głowy państwa czymś naturalnym. Wbrew swoim krytykom Andrzej Duda wykonał zarówno w ostatnich latach, jak i podczas kampanii takich gestów otwarcia całkiem sporo. Jednak, obawiam się, nie doprowadzą one do tego, żebyśmy – nadzieja na to pojawiła się w prezydenckim przemówieniu – pięknie się różnili.

/.../ ...w obecnej Polsce mamy do czynienia nie z wojną dwu plemion, ale z obroną polskiego narodowego dziedzictwa przed motłochem, polskiej kultury przed hołotą. Zderzamy się z buntem barbarzyńskich mas....


Cały felieton dostępny jest w 33/2020 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”