Polecane

Tęczowe prowokacje

Nie ustają próby profanowania figury Chrystusa przed bazyliką Świętego Krzyża w Warszawie. Wierni podjęli modlitwę ekspiacyjną i ochronę świątyni Chociaż minął już miesiąc od wydarzenia, gdy przedstawiciele środowisk lgbt zawiesili tęczową flagę na figurze Chrystusa stojącą przed stołeczną bazyliką Świętego Krzyża, sytuacja się nie uspokoiła.

Jak alarmuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. Zygmunt Robert Berdychowski CM, proboszcz świętokrzyskiej parafii, od tamtego czasu aktywiści przychodzą tam prawie codziennie. W mniejszych lub większych grupach stają na chodniku pod świątynią z tęczowymi flagami i wyzywającymi napisami, prowokują przechodniów.

– Kilkukrotnie próbowali także wtargnąć na schody, by ponownie dopuścić się profanacji – ubolewa kapłan. Dochodzi do zakłóceń nabożeństw, zdarzały się niepokojące incydenty podczas Mszy Świętych. – To tylko potwierdza domysły o dokładnie zaplanowanym charakterze tych prowokacji – wskazuje ks. Berdychowski. Nie ma wątpliwości, że tu nie chodzi o „niewinną zabawę”, „wygłupy” zagubionej młodzieży.

– To zaplanowane działania przeciwko Kościołowi katolickiemu pod pozorem wolności i tolerancji. Trwa próba sił, na ile jeszcze mogą sobie pozwolić – podkreśla ks. proboszcz. Istotą sporu cały czas jest to to samo. Określonym środowiskom zależy na tym, aby Kościół przestał przypominać, że akty homoseksualne są grzeszne, żeby przestał piętnować demoralizaję i obsceniczne zachowania kojarzone z osobami spod znaku tęczowej flagi. Ma tego świadomość wielu młodych ludzi z różnych grup duszpasterskich. Dlatego organizują modlitwę, czuwają, aby pokazać, że nie tylko policja broni tego miejsca.

– Nasza obecność, jako osób broniących wiary, jest w tych czasach bardzo potrzebna – podkreśla Paweł Jaworski ze wspólnoty Żołnierze Chrystusa. – Jeżeli teraz nie wyrazimy zdecydowanie sprzeciwu, przyszłe pokolenia oraz przetrwanie wiary w naszym Narodzie będą bardzo zagrożone – akcentuje.

za:naszdziennik.pl

***

Apel do ministra sprawiedliwości ws. zwiększenia kar za profanacje symboli religijnych

Centrum Życia i Rodziny wystosowało apel do ministra sprawiedliwości, aby zapobiec przyszłym profanacjom i znieważeniom, dokonywanym przez lewicowych aktywistów. Autorzy petycji domagają się zdecydowanego zwiększenia kar za ataki na symbole religijne i miejsca stanowiące dziedzictwo narodowe.

Inicjatywa Centrum Życia i Rodziny jest odpowiedzią na liczne prowokacje, profanacje i wszelkie ataki ze strony lewicowych aktywistów, które obserwowaliśmy w ostatnim czasie. Autorzy petycji zwracają się do ministra sprawiedliwości z apelem o podjęcie działań mających na celu zwiększenie kar dla wandali, którzy dopuszczają się znieważania pomników, miejsc kultu czy monumentów, szczególnie ważnych dla katolików i historii Polski. Apel można podpisać na stronie www.stopwandalom.pl.

Fundacja przypomina. że na początku sierpnia w Warszawie miały miejsce akty profanacji i znieważenia wielu monumentów, w tym historycznej figury Chrystusa Ukrzyżowanego znajdującej się przed Bazyliką Świętego Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu, „Tamte wydarzenia dały początek fali podobnych prowokacji w całej Polsce – narzucania ideologicznych barw na pomniki bohaterów i świętych. Obecnie już bez takiego rozgłosu dokonują się kolejne ideologiczne demonstracje przed pomnikami. I nadal godzą w uczucia milionów Polaków” - czytamy w apelu.

Centrum Życia i Rodziny domaga się zwiększenia kar za profanacje, wandalizm i niszczenie miejsc ważnych dla katolików i polskiej historii. Organizacja chce także wprowadzenia zmian w prawie, które uniemożliwią prowokacje w tych miejscach. „Niskie sankcje karne za wandalizm, znieważenia i profanacje rozzuchwalają potencjalnych prowokatorów. Aby zatem skutecznej chronić nasze dziedzictwo narodowe i religijne i zapobiec przyszłym aktom znieważenia czy profanacji, musi zmienić się prawo” – zauważają autorzy petycji.

Fundacja podkreśla, że w Polsce może mieć miejsce podobna sytuacja jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie w ostatnim czasie dochodziło do licznych profanacji pomników. „Apelujemy do ministra sprawiedliwości o zdecydowane działanie i szybkie zainicjowanie zmian w prawie, które zabezpieczą nasze dziedzictwo narodowe i religijne przed aktami wandalizmu, profanacji i znieważania. Jesteśmy przekonani, że niskie kary dla sprawców – najczęściej aktywistów LGBT – jedynie ich rozzuchwalają, a sprawcy czują się bezkarni. Wierzymy, że zdecydowane zaostrzenie kar za takie czyny będzie odstraszało potencjalnych agresorów” – mówi Paweł Ozdoba, prezes Centrum Życia i Rodziny.

za:www.niedziela.pl

***

"Margot" jak Matka Boska. Strzeżek składa doniesienie do prokuratury

Wicerzecznik Porozumienia Jarosława Gowina złożył doniesienie do prokuratury na autorów grafiki, na której aktywista LGBT Michał Sz. ps. "Margot" został przedstawiony jako Matka Boska.

 Zawiadomienie zostało złożone z art. 196kk mówiącego o obrazie uczuć religijnych. "Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".

"Dotrzymuję słowa! Złożyłem doniesienie do prokuratury z Art. 196kk w związku z obrzydliwą grafiką przedstawiająca Michała Sz. jako Matkę Boską. Mam nadzieje, że prokuratura znajdzie autorów tej grafiki, ukrywających się za stroną w internecie, a sąd nie będzie pobłażliwy" – napisał na Twitterze Jan Strzeżek.

"Polska ty hóju"

Sąd zwolnił Michała Sz. vel Małgorzatę "Margot" Sz. z aresztu tymczasowego. Agresywny aktywista LGBT został zatrzymany 7 sierpnia w związku z zarzutami o naruszenie nietykalności cielesnej oraz zniszczenie mienia. Już wczoraj na facebookowym profilu "Stop bzdurom" opublikowano jego zdjęcie. Wykonuje na nim wulgarny gest.

Agresywny aktywista LGBT dzieli się swoimi wrażeniami z aresztu i komentuje wydarzenia, które w tym czasie miały miejsce.

"Było... głównie nudno, będę opowiadać na dniach. Ale dowiaduję się o wszystkim co wyczyniałyście w ciągu ostatnich tygodni i jestem pełna podziwu! Dziękuję za te DZIKIE ilości wyrazów solidarności. Jesteście wspaniałe społeczności queer - nie wątpcie w swoją siłę" – dodano.

za:dorzeczy.pl

***

Zło w białych rękawiczkach

Michał Sz. wyszedł z aresztu m.in. po tym, jak poręczyło za niego 12 osób godnych zaufania, w tym Halina Bortnowska czy ks. Adam Boniecki. Trudno zrozumieć, co skłoniło ich do tak kuriozalnego i szkodliwego kroku. Wątpliwe, by nie znali chuligańskiego wybryku i nie wiedzieli, za kogo ręczą.

W każdym razie wkrótce mogli zobaczyć jedno z oblicz „męczennika” LGBT, który zamieścił na Twitterze słowa: „POLSKO TY H**U PRZESTAŃ MI MARGOT ARESZTOWAĆ” i „Koledzy z więzienia kazali przekazać, że Ziobro jest jeb*** ch****. Niniejszym to czynię”, po których poręczyciele powinni spalić się ze wstydu. Poręczenie ma nie tylko wymiar prawny, związany z faktem, że osoba, która się pod nim podpisuje, jest pewna, że podejrzany nie będzie utrudniał postępowania. Ma też, nawet ważniejszy, wymiar medialno-społeczny, który sprowadza się do opowiedzenia się po stronie usprawiedliwiania przemocy do obrony swoich poglądów. Mahatma Ghandi powiedział, że „dobro i zło muszą istnieć obok siebie, a człowiek musi dokonywać wyboru”. Gorzej, gdy „autorytety” zacierają przez niemądre wybory granice między dobrem a złem.

Leszek Galarowicz

za:niezalezna.pl

***

Gozdyra i „Margot”, czyli rewolucja pożera własne dzieci

Niektórzy przedstawiciele polskiej lewicy nie chcą poddać się nowomodnemu terrorowi poprawności politycznej i nazywać kobietą Michała Sz., czy też pochwalać jego wulgarnych wybryków. Agnieszka Gozdyra, Monika Jaruzelska czy Waldemar Kuczyński krytykują „Margot”… i obrywają za to solidnie po głowie od młodych rewolucjonistów spod znaku LGBT.

Michał Sz., ps. Margot, kilka dni temu został wypuszczony z aresztu tymczasowego. Aktywista LGBT postanowił przypomnieć o sobie polskiej opinii publicznej publikując na Twitterze wpis z wulgarnym zdjęciem, na którym obraził Polskę i epatował seksualnością. Rzecz została przez internautów różnie przyjęta. Wśród komentatorów krytycznie nastawionych do aktywności Michała Sz. znalazła się dziennikarka Polsat News, Agnieszka Gozdyra, zresztą nastawiona dość lewicowo i feministycznie.

„Symbole są bardzo ważne. Symbolem jest Anna Grodzka, Ewa Hołuszko. Stoi za nimi biografia, historia. Twierdzę, że Margot jako symbol walki o prawa LGBT wyrządzi więcej szkody niż pożytku” - napisała dziennikarka, komentując wulgarne zdjęcie Michała Sz.

„Mam wobec postaci Margot wątpliwości wynikające nie tylko z tego zdjęcia, wulgarnego i głupiego. Co nie zamyka dyskusji o proporcjonalności zastosowanych środków” - dodała.

W efekcie spotkała ją fala niechętnych czy zgoła nienawistnych komentarzy. Zwolennicy ideologii LGBT zarzucali Gozdyrze, jakoby obrażała Michała Sz. oraz środowiska homoseksualne i bratała się z tymi, którzy chcieliby - według lewicowej narracji - oprymować osoby pokroju Michała Sz.

W odpowiedzi na krytykę Gozdyra stwierdziła między innymi, że podczas gdy inni mogą na zdjęciu Michała Sz. widzieć „wspaniałego aktywistę”, to ona widzi po prostu „wulgarną osobę, której sodówka uderzyła do głowy”. Gozdyra zapowiedziała też, że nie ma zamiaru nazywać Michała Sz. kobietą.

„Szczerze? Dość tego. Osoba niebinarna nie ma określonej płci. Za to Margot każe się nazywać "ona", choć poza tym w żaden sposób nie upodabnia się do kobiety. A kto nazwie inaczej, ten faszysta i cham. Albo wszyscy właśnie są wkręcani, nie wiem. Uprzejmie proszę się opamiętać” – napisała.

„Jeśli osoba niebinarna nie odnajduje się w żadnej płci i sama używa wobec siebie określeń męskich i żeńskich, to ja mam być obrażana, gdy zastosuję formę męską? Co się dzieje się światem? Któryś dzień jadą po mnie obrońcy kogoś, kto sam nie ma oporów w obrażaniu, serio dość już” - dodała.

Co ciekawe, z Gozdyrą zgodziło się też kilka innych tuzów polskiej lewicy. Uczyniła to na przykład Monika Jaruzelska. „Ten gest, mam nadzieję, zapoczątkuje prawdziwy stop bzdurom. Pani redaktor @AGozdyra - dziękuję za mądry, odważny i wyważony komentarz” - napisała.

W podobnym tonie wypowiedział się Waldemar Kuczyński. „Popieram Pani Agnieszko i też nie będą ulegać dziwacznemu terrorowi. Sędzia zgłupiał skazując "ono" na areszt i robiąc idola. Niech się ma za kogo chce, jest wolnym człowiekiem, ale ja też jestem wolnym człowiekiem i nie zgadzam się na nakładanie mi smyczy przez jakąś poprawność” - napisał na Twitterze.
 
Wygląda jednak na to, że ani Gozdyra, ani Jaruzelska ani Kuczyński nie są w stanie przekonać do krytyki Michała Sz. młodych lewicowców. Dziś feminizm już im nie wystarcza; nowi rewolucjoniści chcą iść naprzód – i nie wahają się przy tym symbolicznie „zamordować” tych, którzy przed laty torowali im drogę. I tak kolejny raz sprawdza się myśl zgilotynowanego w 1794 rewolucjonisty francuskiego, Georgesa Dantona: rewolucja pożera własne dzieci.

za: www.pch24.pl

***

Grzywna za nazywanie Michała Sz. mężczyzną? Represyjne projekty ustaw autorstwa lobby LGBT!

Sprzeciw wobec szaleństw ideologii LGBT to nawet nie kwestia określonego światopoglądu czy religii. To kwestia zdrowego rozsądku oraz elementarnego pojęcia wolności i swobód demokratycznych. Warto, choćby w kontekście niedawnych wydarzeń związanych z tęczową agresją, spojrzeć na inny rodzaj działalności w wydaniu aktywistów tej ideologii, związnych choćby z projektami restrykcyjnych regulacji prawnych, jakie lobby LGBT, po zdobyciu odpowiedniego politycznego poparcia, chciałoby przeforsować także w Polsce. Niektóre z pomysłów nabierają smaczków właśnie dzisiaj.

Mamy oto ubiegłoroczną warszawską "Deklarację Kongresu LGBT" wraz z projektami konkretnych ustaw, które lobby LGBT chciałoby przeforsować w Sejmie (tego rodzaju twórczości jest wiele, niektóre projekty zostały złożone, niektóre przepadły). Na część z absurdów zwracano już uwagę. Chciabym tutaj skupić się na tym, co aktywiści LGBT proponują w części zatytułowanej "Zdrowie". Zasadniczy przekaz tej części Deklaracji brzmi: należy wprowadzić zakaz praktyk konwersyjnych oraz ich promowania. Do haseł dołączony został także projekt stosownej Ustawy. Czytającemu tekst projektu regulacji prawnych, które chce wprowadzić lobby LGBT, przychodzi od razu na myśl kwestia właściwych terapii konwersyjnych, związanych ze zmianą preferencji seksualnych. Do tego problemu jeszcze wrócimy, jednak należy zwrócić uwagę, że za projektem Ustawy kryje się znacznie więcej.

MÓWIĄ O TOLERANCJI I PRAWACH, DOMAGAJĄ SIĘ ZAKAZÓW

Warto zatem poczytać bliżej, jakie regulacje, właczając w to określenie czynów karalnych oraz sankcji za nie, lobby LGBT zamierza wprowadzić do porządku prawnego. Wato także przyjrzeć się zawartym w projekcie definicjom i spojrzeć na potencjalne konsekwencje tego rodzaju inicjatywy.

Zacytujmy kluczowy fragment projektu Ustawy, a konkretnie Artykułu 3:


"Art. 3.

1. Kto, nawet za zgodą zainteresowanego:

1) stosuje praktyki konwersyjne,

2) oferuje stosowanie praktyk konwersyjnych,

3) prowadzi reklamę lub promocję praktyk konwersyjnych,

4) wskazuje osoby lub podmioty stosujące, oferujące, prowadzące reklamę lub promocję praktyk konwersyjnych w kraju lub za granicą, w celu umożliwienia zastosowania tego rodzaju praktyk

- podlega karze grzywny nie niższej niż 1000 zł.

2. Jeżeli sprawca czynu, określonego w art. 3 ust. 1 jest profesjonalistą, o którym mowa w art. 2 pkt 6 ustawy, - podlega karze grzywny nie niższej niż 2000 zł.

3. Usiłowanie, podżeganie i pomocnictwo są karalne."

Czy w przypadku "praktyk konwersyjnych" chodzi po prostu o terapię? Jak sugeruje nawet lektura samego Art. 3, właściwej terapii dotyczy jedynie ust. 2, gdzie mowa jest o profesjonaliście (co najmniej 2000 zł grzywny). Spójrzmy jednak na zawarte w projekcie definicje. Interesujące nas pojęcie "praktyk konwersacyjnych" jest tu rozumiane niezwykle szeroko. Praktyki takie zdefiniowane zostały jako "każde oddziaływanie, które ma na celu zmianę lub stłumienie orientacji seksualnej, tożsamości płciowej lub ekspresji płciowej".

A więc nie tylko terapia, ale takie właśnie "każde oddziaływanie" miałoby być - zdaniem ideologów LGBT - "praktyką konwersyjną" i jako taka podlegać penalizacji. Grzywna za jakiekolwiek działanie, które zmierzałoby do stłumienia czyjejś ekspresji płciowej! Robi się naprawdę ciekawie! Choć to na razie początek. Dopiero, gdy wczytamy się w definicje zastosowanych pojęć, ujawni się nam ich sens wraz z listą kategorii czy podkategorii czynów penalizowanych.

LOGIKA I PRAWO WEDŁUG LGBT

Warto zresztą czytać uważnie, gdyż w tego rodzaju tworzonych w ramach ideologii LGBT projektach, na każdym kroku mamy do czynienia z ideologicznymi manipulacjami i zmienianiem utrwalonych znaczeń. Pomińmy w tym momencie pojęcie "orientacji seksualnej" (również pretensjonalne i zideologizowane, jednak znane).

O ile definicja "praktyk konwersyjnych" w omawianym projekcie niezwykle rozszerza to pojęcie, przyjrzyjmy się dla przykładu przypadkowi oddziaływania mającego na celu zmianę lub stłumienie ekspresji płciowej. Otóż ekspresja płciowa to wg definicji w projekcie Ustawy "sposób wyrażania i komunikowania własnej tożsamości płciowej, w szczególności poprzez zachowania, ubiór lub makijaż".

Dla zrozumienia powyższej definicji konieczne jest rozumienie pojęcia "tożsamości płciowej" w myśl ideologii LGBT. Nie jest ono związane z płcią biologiczną, ale pojmowana zgodnie "z perspektywą genderową", w sposób zrelatywizowany i zdefiniowane w omawianym dokumencie jako: "utrwalone, intensywnie odczuwane doświadczanie i przeżywanie własnej płciowości, która odpowiada lub nie płci wpisanej do aktu urodzenia".

Tak więc, w myśl projektu Ustawy, "praktyką konwersyjną" i czynem karalnym zarazem byłaby de facto każda próba zmian lub stłumienia ekspresji... subiektywnych odczuć w zakresie tożsamości płciowej. Jeżeli dodamy, że takich tożsamości płciowych wyznawcy ideologii gender-LGBT wyliczają kilkadziesiąt, to nawet trudno dociec, co autorzy takich pomysłów, jak tenże projekt Ustawy, mieli na myśli.

LOBBY LGBT CHCE KRYMINALIZOWAĆ... KRYTYKĘ MAKIJAŻU?

Jeżeli, jak akcentuje projekt Ustawy, owo wyrażanie i komunikowanie tak kontrowersyjnie pojmowanej tożsamości miałby w szczególności odbywać się poprzez ubiór lub makijaż, to grożenie sankcjami za "każde oddziaływanie" zmierzające do "zmiany lub stłumienia" owej odzieżowej lub makijażowej ekspresji brzmi tu naprawdę orwellowsko. Nie wiem jak jest dzisiaj, ale sam pamiętam ze szkoły, gdy nauczyciele, z trudem powstrzymując rozbawienie groteskowymi makijażowymi eksperymentami koleżanek, bezceremonialnie wysyłali delikwentki do szkolnej łazienki z poleceniem umycia się. W przypadku przeforsowania genderowego szaleństwa nauczyciel nie mógłby w podobnej sytucji zwrócić uwagi ewentualnym chłopcom malowanym, subiektywnie acz intensywnie (jak chce projekt Ustawy) odczuwającym swoją żeńską tożsamość i podkreślającym ją przy pomocy makijażu. W tym wypadku polecenie zmycia makijażu zgodnie z logiką Ustawy autorstwa LGBT byłoby zresztą "praktyką konwersyjną"! Gdyby forsowane przez LGBT regulacje prawne miały wejść w życie, samo zasugerowanie przez managera w firmie, że pracownik firmy mógłby stonować nieco nazbyt wybujałe "ekspresje płciowe", byłoby podstawą do represji wobec szefa. Pomijam już, że ci sami ideolodzy, którzy forsują tego rodzaju pomysły, przy innych sytuacjach deklarują walkę ze stereotypami, kojarzącymi płeć żeńską z makijażem czy określonym ubiorem. Ale tego rodzaju ideologie, przy wszystkich swoich dogmatach, lubią także sprzeczności.

GRZYWNA ZA NAZWANIE FACETA FACETEM?

Jak zwróciliśmy już uwagę, projekt Ustawy mnoży kategorie czynów, podpadających pod pojęcie "praktyk konwersyjnych". Skoro niejaki pan Michał w myśl pojmowanej zgodnie z projektem Ustawy "własnej tożsamości płciowej" postrzega sam siebie i chce być określany jako Małgorzata, to nazywanie go Michałem jest chyba jak najbardziej - w myśl ideologiczego projektu Ustawy - takim właśnie oddziaływaniem, tłumiącym ekspresję płciową tejże "osoby LGBT" i spełniającym kryterium "praktyki konwersyjnej".

Pojawiają się zresztą kontrowersje: podobno zresztą pan Michał czasem się o to nie obraża, a i sam używa wobec siebie zarówno żeńskich, jak i męskich form, a więc możnaby powiedzieć, że nazywanie Michała Michałem odbywa się za jego zgodą. Przypomnijmy, że projekt Ustawy wskazuje wyraźnie: nie można "oddziaływać" wbrew "tożsamości płciowej" czy "ekspresji płciowej" nawet za zgodą zainteresowanego. Grzywna?

Notabene, gdyby forsowane przez LGBT Ustawy zostały wprowadzone, można sobie wyobrazić ewentualne procesy i cały sądowy cyrk, jak choćby pracę biegłych, którzy (w kontekście kwiatków zawartych w Ustawie) określaliby czy pan Michał swoją małgorzatowatość odczuwa intensywnie lub nieintensywnie.

TERAPEUTYCZNA ZMIANA NIECHCIANYCH SKŁONNOŚCI? LGBT CHCE TEGO ZAKAZAĆ

Wróćmy do praktyk konwersyjnych we właściwym sensie, a więc terapii psychologicznych, przez które rozumie się proces ukierunkowany na zmianę preferencji seksualnych. W pierwszym rzędzie omawiany atak lobby LGBT wymierzony jest właśnie przeciw tego rodzaju terapiom.

Terapie takie są prowadzone z różną skutecznością (co zresztą można powiedzieć o jakimkolwiek procesie terapeutycznym), co związane jest z wieloma przyczynami. Jak wiadomo, tendencje homoseksualne w przypadku różnych osób mogą być głębsze lub słabsze.

Faktem jest więc, że terapia reparatywna w wielu przypadkach przynosi skutek pożądany, w wielu innych zmiana preferencji seksualnych okazuje się niemożliwa. Skuteczność takich terapii wg dostępnych powszechnie danych wynosiła 30-60%. Jeżeli spojrzeć w sposób rzetelny, obiektywny, bez uprzedzeń, zarówno problem terapii jaki w ogóle problem przyczyn homoseksualizmu to interesujący problem badawczy z olbrzymim polem do dyskusji.

Lobby LGBT nie wdaje się jednak w takie dyskusje, ale idzie w zaparte, ośmieszając - w imię rzekomej "naukowości" - zarówno sam proces terapeutyczny, jak i poddające się mu osoby. Jednak "argumenty naukowe LGBT" sprowadzają się do selektywnego doboru opinii niektórych badaczy (sprzyjających tej ideologii) przy pomijaniu opinii innych i ignorowaniu niewygodnych dla lobby LGBT wyników badań naukowych.

Lobby LGBT nagłaśnia także przypadki terapii źle prowadzonych, niefachowych, dokonywanych przez szarlatanów, starając się stworzyć wrażenie, że każda terapia konwersyjna wygląda tak, jak przedstawił ją np lewicowy autor prowokacji dziennikarskiej. Ot, typowy marksistowski "światopogląd naukowy", z nauką skądinąd nie mający wiele wspólnego. W przedstawionym projekcie Ustawy, lobby LGBT chciałoby takich terapii zabronić.

CO NAJMNIEJ 2000 ZŁ GRZYWNY ZA TERAPIĘ KONWERSYJNĄ

Proponowana przez aktywistów LGBT sankcja w wypadku prowadzenia takiej terapiii to grzywna w wysokości co najmniej 2000 zł.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że przecież nikt nikogo w Polsce nie zmusza do zmiany preferencji seksualnych o których mowa, staje się wyraźne, że aktywiści chcą po prostu zakazać dobrowolnych terapii psychologicznych, których celem jest zmiana niechcianych przez daną osobę skłonności homoseksualnych.

Takie działanie lobbystów, chcących decydować wbrew woli osób i domagających się wprowadzania do systemu prawnego represji, jest szczególnie szokujące i najbardziej wymownie wskazuje na totalitarne ciągoty prezentowane przez LGBT. Wyobraźmy sobie chociażby osobę biseksualną, która chce wyzbyć się tendencji homoseksualnych i wejść w poważny związek heteroseksualny. Dlaczego takiej osobie miano by ustawowo uniemożliwić uzyskanie pomocy ze strony terapeuty i dlaczego sam prowadzący terapię miałby być zagrożony karą grzywny ?

Co z młodzieżą, która przeżywa kryzysy tożsamościowe i wahania dotyczące swoich preferencji seksualnych? Seksedukatorzy LGBT bardzo chętnie taką młodzieżą się "zaopiekują", co jednak, gdy taka młodzież po przejściu okresu dojrzewania, "równościowej edukacji" oraz ewentualnych eksperymentach, chciałaby jednak mimo wszystko udać się później do terapeuty?

LGBT sprawia nieraz wrażenie pseudoreligii ze swoimi dogmatami. Najważniejszym wydaje się być dogmat o "orientacji seksualnej" jako jakości absolutnej i niezmiennej. Głoszony jest on przy równocześnie wyznawanym dogmacie o względności płci, którą można dowolnie rozmydlić, zmienić, ­­­­zanegować. Skoro powyższe tezy nie są tezami ideologicznymi, to czym są?

za:www.fronda.pl


***

Skandaliczna akcja w Szczecinie. Pojawiło się wezwanie do fizycznej likwidacji księży

W przestrzeni publicznej w Szczecinie pojawiły się napisy nawołujące do fizycznej likwidacji księży katolickich. Nie wiadomo kto jest inicjatorem skandalicznej akcji. Sprawa zostanie zgłoszona do prokuratury.

O sprawie poinformował Dariusz Matecki, szczeciński radny PiS, który w mediach społecznościowych umieścił fotografię dokumentującą skandaliczną akcję.

Jak wynika z jego informacji, na jednym ze słupów ogłoszeniowych ktoś wymalował hasła wzywające do fizycznej likwidacji księży Kościoła katolickiego. Wśród nich – jak można odczytać na zdjęciu: „księża są jak stonka tępmy ich”, „biskup największym trofeum łowieckim” czy nawołujące do brutalnego rozliczenia się z „kościelnymi pedofilami”.

Radny Matecki zadeklarował, że podejmie w tej sprawie działania i sprawa zostanie zgłoszona do prokuratury. Jak dodał, teren parku, na terenie którego pojawiły się skandaliczne hasła, powinien być objęty monitoringiem.

za:www.pch24.pl

***

Wezwanie do przemocy w Szczecinie, jad nienawiści w „GW”. Chcą zrobić z Kościołem „porządek”

„I nie mówcie mi, że są dobrzy księża. Nie ma. Każdy, kto dobrowolnie jest w organizacji, która niszczy ludzi, odpowiada za to. Dobrzy księża to ci, którzy już dawno z niej wystąpili”, tymi słowami redaktor Eliza Michalik puentuje swój paszkwil pt. „Prawdziwego Kościoła katolickiego w Polsce już nie ma”. Tekst został opublikowany we wtorek na łamach „Gazety Wyborczej”.  Warto zwrócić uwagę na niepokojącą koincydencję. Otóż -  zapewne przez przypadek - materiał lewicowej publicystki poszedł do druku w czasie, kiedy w przestrzeni publicznej w Szczecinie ujawniono napisy nawołujące do fizycznej likwidacji księży katolickich.

W środowiskach lewicowych, zwykle mających usta pełne frazesów o zatrzymaniu fali nienawiści i hejtu, zapanowała zgodna cisza. Nie ma głosów oburzenia na namowy na traktowanie biskupów jak cennego trofeum łowieckiego. Za to jak na zawołanie pojawiła się napastliwa publikacja wymierzona w Kościół i księży, upatrująca „przyszłości” Kościoła w Jego całkowitym upadku, bo w swego rodzaju protestantyzacji, której to scenariusz już kreśli Autorka paszkwila.

 Bo powiedzieć, że wynurzenia Elizy Michalik są przesiąknięte nienawiścią, to zbyt mało. To treści z pogranicza totalnej pogardy i swoistego amoku. Co tak zbulwersowało Michalik? Czy chodzi o naukę Chrystusa nakazującą „miłować bliźniego jak siebie samego”? Nie! A może redaktor sprzeciwia się przykazaniom Dekalogu jak „Czcij ojca swego i matkę swoją”, „Nie zabijaj” czy „Nie kradnij”? Też nie! Może więc przeszkadza jej Prawda Wiary, która mówi, że „Pan Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło – karze”? Z tym prawdopodobnie Michalik również nie ma problemu, a przynajmniej o tym nie wspomina. Problemem jest – jakże by inaczej – nauka Kościoła dotycząca małżeństwa, moralności, seksualności oraz tzw. ideologii gender i LGBT.

Michalik sugeruje, że Kościół wymyśla sobie „grzechy”, aby przez to wzmacniać nienawiść wśród Polaków, „tworzyć w ludziach sztuczne poczucie oddzielenia, różnic, kreować wrogów”. Wszystko to, aby straszyć wiernych, że w przeciwnym razie „nie będzie zbawienia”. W rzeczywistości, jak sugeruje lewicowa publicystka, nie chodzi o żadne zbawienie, tylko „fizyczne przetrwanie” Kościoła, jako instytucji, która „ma dużo kasy i władzy”.

Co ciekawe: to właśnie pieniądze, jakie mają wylewać się z kieszeni kapłanów i przywileje czyniące z Kościoła Katolickiego w Polsce instytucję totalnie uprzywilejowaną są drugą kwestią, która „boli” Elizę Michalik. Jej zdaniem odebranie ich Owczarni Chrystusa z miejsca zmieniłoby podejście duchownych do homoseksualizmu, ponieważ jest on według redaktor „normalną rzeczą”. A tak „szarlatani w sutannach”, jak określa księży Michalik, nie robią nic innego, tylko „zaglądają innym pod kołdrę” i chcą „zajmować się życiem innych”.

To jednak nie wszystko! W ocenie Michalik odebranie pieniędzy i przywilejów Kościołowi miałoby jeszcze jeden „pozytywny skutek”, mianowicie – likwidację spowiedzi. Ludzie nie znaliby wówczas pojęcia „grzechu”, a co za tym idzie żyli by sobie „normalnie (…), popełniając czasem błędy i ucząc się na nich”.

Jeśli ktokolwiek myśli, że na tym koniec, ten jest w błędzie. Michalik twierdzi, że Kościół Katolicki nawołuje do przymusowego leczenia tzw. osób LGBT i jest to tak naprawdę jedyne, co trzyma przy nim zdecydowaną większość wiernych. Gdyby nie „postulat”, to z miejsca wszystkie świątynie katolickie w Polsce stałyby się puste.

„Ludzie nie potrzebują do niczego gromady dziwnych facetów w sukienkach, którzy żyją w męskiej komunie, oderwani od rzeczywistości, tworząc sobie jakiś dziwny, zamknięty, skoszarowany świat, pełen ciemnych zaułków ich własnych obsesji, zboczeń i wynaturzeń, krzywdząc innych i usiłując wmawiać każdemu, że z nim coś nie tak”, pisze. Następnie nazywa kapłanów „gromadką hipokrytów”, a hierarchów „kilkunastoma smutnymi starszymi panami, często z nałogami lub brudami zamiecionymi pod dywan”. Dodaje, że gdyby wierni w końcu się zbuntowali, to okazałoby się, że „zdanie księży nikogo nie obchodzi”.

Odnosząc się do kwestii leczenia homoseksualistów, co mają tak mocno popierać polscy kapłani, Michalik rzuca kolejne wyzwiska, które kwituje stwierdzeniem, iż „polski kler jest niedouczony i w wielu przypadkach po prostu zwyczajnie głupi” i dlatego wzywa, aby „zrobić z Kościołem porządek”, czyli „odciąć go od wpływu na życie publiczne i stanowienie ustaw”, „odebrać przywileje”, usunąć lekcje religii ze szkół” etc. „To zgniła moralnie, do cna skorumpowana politycznie instytucja, która od dziesiątek lat obok przyzwoitości nawet nie przechodziła i prawdopodobnie nie rozpoznałaby jej, nawet gdyby dostała od niej kopniaka w cztery litery”, dodaje.

Na koniec Michalik stwierdza, że „wszystkie rytuały, obrzędy, kadzidła, dzwony, procesje, wypasione kiecki liturgiczne” napawają ją obrzydzeniem, ponieważ są niemoralne i sprzeczne z naturą, nie to co homoseksualizm, który zdaniem redaktor jest czymś „normalnym”.

„Mam już szczerze dość tych kościelnych hipokrytów i faryzeuszy i uważam, że jedyne lecznice, jakie powinny w Polsce powstać – i to szybko – to te, które wyleczą ich samych ze skrajnego egoizmu i głupoty oraz oduczą szczucia, pokazując straszne i często nieodwracalne skutki przemocy, jakiej dopuszczają się od dawna na polskim społeczeństwie. I na taką lecznicę się zrzucę i za terapeutów dla katolickich księży zapłacę”, podsumowuje Michalik.
 
Napastliwy tekst Elizy Michalik musi budzić niepokój. Zapewne przypadkowo, niemniej poszedł on do druku w czasie, kiedy w przestrzeni publicznej w Szczecinie ujawnione zostały napisy nawołujące do fizycznej likwidacji księży katolickich.

za: www.pch24.pl


***

Przecież to oczywista oczywistość-jak mawia pewien mój znajomy-iż za takim, aż takim wejściem w stan psychicznego wzmożenia stoi Zło. Właśnie Zło pisane z dużej litery.
Żal ludzi, ale pomagać nieustająco trzeba. Na różne sposoby.
kn