Żyjemy, jak wiadomo w bardzo ciekawych czasach.
W stulecie Cudu nad Wisłą, przeżywamy smród nad Wisłą.
W czterdziestolecie powstania „Solidarności”, mamy „Nową Solidarność”, która fekaliami płynie z Warszawy do Gdańska.
W tę samą rocznicę robotniczego ruchu, zrodzonego rok po wstrząsie, jakiego doświadczyliśmy jako naród za sprawą św. Jana Pawła II, jakiś tłuścioch, na którego żona chyba nie jest w stanie nałożyć koszuli, ogłasza siebie stwórcą i zbawcą ludzkości, a z pewnością Polaków.
Pewna posłanka, nie mogąc go co prawda przebić w samozachwycie wyznaje ze zbolałą miną, że w czasie studiów (które kończyła w 1997 r.) buntowała się przeciw panującemu w jej czasie systemowi komuny (zakładam, że pani Joanna studiowała wówczas historię i politologię w jednym pakiecie).
Ktoś dzisiaj przysyła mi maila z zachętą podpisania petycji o nie zabijanie ptaków. Spoglądam na stronę internetową i „ambasadorów” kampanii i… zaczynam szukać najbliższego koła łowieckiego…
Może jednak to wszystko jest błędem mojego myślenia i wartościowania.
„Sposób, w jaki traktujemy zwierzęta, jest miarą naszego człowieczeństwa”.
Nie, to nie jest parafraza cytatu pana Hołowni, który stwierdził onegdaj, że będziemy na Sądzie Ostatecznym sądzeni z naszego stosunku do zwierząt.
Nie, to słowa wypowiedziane przez Michała Moskala w rozmowie dla tygodnika „Do Rzeczy”.
Pan Moskal jest szefem młodzieżówki PiS.
Twierdzi, że skoro nie da się zapewnić dobrego traktowania zwierząt przez hodowców, więc pozostaje tylko zakaz. „Kraje rozwinięte muszą przestrzegać podstawowych zasad humanitaryzmu. […] Prędzej czy później nasze społeczeństwo będzie musiało zrozumieć, że ochrona zwierząt jest koniecznością”.
Intrygująca jest zawsze dla mnie miara humanitaryzmu jaką jest stosunek do zwierząt, ich życia, cierpienia, z pominięciem stosunku do … człowieka. Jego życia, jego cierpienia…
Działacz młodzieżówki PiS przyznał także, że współczesna kultura jest dziś tworzona przez globalne korporacje, choćby Netflixa. I w tym miejscu wyraził zdanie: „Wiadomo, że treści mogą nam się nie podobać, ale nie sposób zawrócić pewnych tendencji. Nie uczynimy nagle kultury prawicową. Nie ma sensu wojna kulturowa z lewicą tu i teraz, trzeba działać w długofalowej perspektywie”.
Otóż, ma z tym ogromny problem.
Absurdem jest dla mnie, ale i – jak się orientuje – dla bardzo wielu ludzi – wojna ekologiczna, z pominięciem walki o człowieka, o jego życie. Jeśli ktoś godzi się na wojnę kulturową, przyznając, że ona jest, ale nie ma sensu się w nią angażować, to jest to bezrozumność, albo tchórzostwo, albo cynizm.
Żadnej z tych postaw nie szanuję.
Nie wiem, czy obóz rządzący, któremu wciąż ufam, zdaje sobie sprawę z tego, że takie wypowiedzi służą wyłącznie podważeniu zaufania.
Nie wiem, czy milczenie w sprawie dymisji łódzkiego kuratora jest sensowne.
Nie wiem, czy codzienne powtarzanie przypuszczeń w sprawie nadużyć i niekompetencji prezydenta Warszawy może dla kogoś być równoznaczne z autentyczną sprawiedliwością (skoro są nadużycia dlaczego są bezkarne?).
Stąd mój (i nie tylko mój) niepokój.