Polecane

Czwarty rozbiór Polski

Wspominamy 81. rocznicę agresji Rosji sowieckiej na Polskę i naszych rodaków, którzy wtedy zginęli w obronie ojczyzny. Mieliśmy podpisany pakt o nieagresji z ZSRS, ale dla komunistów, obojętne jakiej narodowości, tego typu dokumenty to tylko skrawki papieru.

W nocy z 16 na 17 września, dokładnie o godzinie trzeciej, wiceminister spraw zagranicznych czerwonej Rosji – w komunistycznej nomenklaturze zastępca komisarza ludowego ds. zagranicznych – Władimir Potiomkin (tak, tak, to to samo nazwisko, co znanego współpracownika i faworyta carycy Katarzyny: biała Rosja ustąpiła czerwonej Rosji, ale nazwiska były te same) próbował przekazać ambasadorowi polskiemu w Moskwie Wacławowi Grzybowskiemu notę dyplomatyczną, która miała poprzedzić zbrojny atak na nasz kraj. Grzybowski tej noty nie przyjął.

Wiek XVIII czy XX – preteksty do napaści te same

W nocie tej zawarto kłamstwo o rzekomym rozpadzie państwa polskiego. Była też mowa o „ucieczce” rządu RP z terytorium Rzeczypospolitej oraz o… konieczności ochrony mienia i życia (sic!) zamieszkałych na Kresach Wschodnich RP Ukraińców i Białorusinów. W nocie znalazło się też stwierdzenie o, ni mniej ni więcej, uwalnianiu „ludu polskiego” od wojny. Cóż, ubrał się diabeł w ornat i na mszę ogonem dzwoni. Był to ze strony Moskwy szczyt hipokryzji, jakich mało. Związek Sowiecki napada zbrojnie na Polskę, ale oficjalnie ogłasza, że chce polski „lud”, a więc Polaków, chronić przed wojną, którą sam sprokurował.

Jako historykowi przypomina mi się sytuacja z końca XVIII w., gdy carska Rosja, uzasadniając pierwszy rozbiór Polski (1772), deklarowała, że czyni to w obronie... mniejszości religijnych żyjących na terytorium Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Politycznym skutkiem owej skandalicznej i pełnej kłamstw noty (ostatecznie Sowieci wysłali ją poranną pocztą do ambasady) był fakt, że Kreml uznał wszystkie układy zawarte wcześniej z naszym państwem, w tym m.in. traktat ryski z 1921 r. oraz pakt o nieagresji z 1932 r., za nieobowiązujące, bo zawarte z… nieistniejącym państwem.

Czwarty rozbiór i pseudosojusznicy

Swoistą metaforą tej wspólnej napaści na Polskę z dwóch stron i – jak to później określono – czwartego rozbioru Polski było to, co wydarzyło się osiem godzin po spotkaniu polskiego ambasadora z sowieckim urzędnikiem w Moskwie – tyle że już w Warszawie. Około godz. 11 na skutek ostrzału niemieckiej artylerii zapalił się Zamek Królewski...

Znacznie bliżej niż stolica terenów, na które wjeżdżały sowieckie czołgi i tankietki, był – dziś graniczny – Terespol, gdzie właśnie tego dnia, 17 września, polowa żandarmeria Wehrmachtu zamordowała (!) ok. 60 polskich jeńców. Jako historyk przypomnę uparcie forsowane mity o rzekomo rycerskim Wehrmachcie, który owszem, toczył wojnę z Wojskiem Polskim, ale broń Boże nie torturował, nie zabijał ludności cywilnej ani jeńców itd. Fakty historyczne przeczą tej niemieckiej propagandzie, znajdującej czasem w Polsce życzliwych komentatorów (za ile? po co?)

Wróćmy do drugiego okupanta: prezydent RP Ignacy Mościcki, naczelny wódz i marszałek Polski Edward Śmigły-Rydz oraz premier Felicjan Sławoj-Składkowski wraz z całym rządem po tym, jak pozyskali informacje o zbliżaniu się czołgów sowieckich do miasta Śniatyń na Kresach, w późnych godzinach wieczornych 17 września 1939 r. podjęli decyzję o przekroczeniu granicy polsko-rumuńskiej. Chodziło o przeniesienie siedziby władz polskiego państwa do Francji – sojusznika Polski.

Mieliśmy przed II wojną światową świetne relacje dwustronne z Bukaresztem – mimo naszych bliskich stosunków z Budapesztem! – i wspólnie ustaliliśmy, że Rumunia swobodnie przepuści polskie władze oraz żołnierzy WP wraz z kadrą dowódczą. Tymczasem, wbrew wcześniejszym umowom, prezydent, premier i Rada Ministrów zostali internowani przez Rumunów. Stało się tak pod naciskiem obu okupantów: sowieckiego i niemieckiego, a także, niestety, Francji, która uważała, że nowy polski rząd na emigracji, już bez sanacji, będzie bardziej profrancuski i stanie się wygodniejszym partnerem dla Paryża.

Tegoż 17 września polskie siły wycofują się z twierdzy brzeskiej, która pada łupem Niemców.

Nie sądźmy, że 17 września to data, która musi się kojarzyć wyłącznie z agresją Sowietów na odrodzone po przeszło 12 dekadach niewoli państwo polskie. Wycierpieliśmy również w tym dniu sporo od Niemców. I tak rok po napaści Związku Sowieckiego, 17 września 1940 r., 300 Polaków, więźniów osławionego niemieckiego więzienia na Pawiaku, zostało rozstrzelanych w Palmirach. W tych samych Palmirach, w których zginęli mistrz olimpijski w biegu na 10 km z igrzysk w Los Angeles w 1932 r., legendarny Janusz Kusociński, i były marszałek sejmu Maciej Rataj.
Dwa lata później, 17 września 1942 r., Niemcy wywieźli ok. 2300 polskich Żydów z Sokala (Kresy Wschodnie RP) do obozu śmierci w Bełżcu, przy czym 160 osób od razu zabito na miejscu.

Data nie tylko tragiczna?

Jednakże w polskiej historii data ta – 17 września – kojarzyć się powinna także z wieloma innymi, wcześniejszymi wydarzeniami. I tak 17 września 1374 r. polska szlachta otrzymała tzw. przywilej koszycki z rąk króla Ludwika Węgierskiego.

Kolejny król Polski, a jednocześnie już wielki książę litewski Kazimierz Jagiellończyk tegoż dnia w 1446 r. podpisał akt, który regulował na zasadzie równorzędności stosunki Korony i Wielkiego Księstwa. 16 lat potem, 17 września 1462 r., Polacy pokonują Krzyżaków w bitwie pod Świecinem w ramach wojny trzydziestoletniej.

Data ta jest też szczególna w historii dwóch polskich miast, przy czym jedno z nich nie leży już w granicach Rzeczypospolitej. W 1590 r. król Zygmunt III Waza (ten sam, który przeniósł stolicę z Krakowa do Warszawy) nadał prawa miejskie i herb Lidzie. Przed laty byłem w tym mieście na dawnych Kresach Wschodnich RP, gdzie wciąż Polacy, a nie Białorusini, stanowią większość.

Jest to jednak też dla historii Krakowa data niebagatelna: 17 września 1884 r. prezydentem tego królewskiego grodu został Feliks Szlachtowski. Ten absolwent Uniwersytetu Lwowskiego i jego doktor był później profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. To za jego czasów wybudowano Teatr Miejski – dziś Teatr im. Juliusza Słowackiego, zbudowano Collegium Novum UJ, a także Pocztę Główną oraz otwarto park miejski im. dr. Henryka Jordana. Sprowadzono także na Wawel prochy Adama Mickiewicza.

Wróćmy jeszcze do agresji Związku Sowieckiego na Polskę 17 września 1939 r. Formacją, która bohatersko broniła granic II Rzeczypospolitej, był Korpus Ochrony Pogranicza (KOP) – dziś jego kontynuatorem jest Straż Graniczna. Polskie władze, które właśnie 17 września 1924 r. utworzyły KOP, na pewno nie myślały, że 15 lat później formacja ta złoży tak wielką ofiarę krwi na ołtarzu ojczyzny...

Ryszard Czarnecki

za:niezalezna.pl

***

6 faktów o sowieckiej agresji na Polskę

1 września – Niemcy, 17 września – Związek Sowiecki. Atak dwóch totalitarnych mocarstw na Rzeczpospolitą rozpoczął tragiczny okres w naszych narodowych dziejach. Nie zawsze jednak pamiętamy o pewnych istotnych faktach dotyczących bolszewickiej agresji na naszą Ojczyznę.

1. Nóż w plecy

Atak Związku Sowieckiego na Polskę był agresją zadaną państwu broniącemu się od ponad 2 tygodni przed napaścią innego sąsiada – Niemiec. Mowa o „nożu wbitym w plecy” broniącej się Rzeczypospolitej jest jednak zasadna także z innego niż strategiczny względu. Oto bowiem w roku 1932 Polska i ZSRR zawarły pakt o nieagresji, który 17 września roku 1939 obowiązywał. Jakby tego było mało, wojnę jako środek rozwiązywania sporów wykluczały także inne traktaty międzynarodowe dobrowolnie zawarte tak przez Warszawę, jak i Moskwę, a granicę między państwami regulował – zawarty również bez przymusu – traktat ryski.

2. Sowieci: Wajna? Niet!

Atakując Polskę sowieci – mistrzowie kłamstwa i manipulacji – zastosowali perfidną propagandę. Ogłosili bowiem, że nie atakują Rzeczypospolitej, a jedynie wchodzą na ziemie „Zachodniej Ukrainy” i „Zachodniej Białorusi”, które pozostały bez obrony po rzekomym bankructwie polskiego rządu. Tym samym stawiali się w roli obrońcy narodów wschodniosłowiańskich oraz de facto winą za zaistniałą sytuację obarczali nasz kraj, przy okazji tłumacząc się przed całym światem ze złamania wielu traktatów. Tymczasem – wbrew bolszewickiej propagandzie – 17 września Polska ciągle walczyła, zaś Armia Czerwona nikogo nie wzięła w obronę, gdyż komunistyczne represje dotknęły także przedstawicieli niepolskich nacji zamieszkujących wschodnie województwa Rzeczypospolitej.

3. Polacy: Wojna? Chyba nie…

O ile jednak perfidna i obliczona na cele propagandowe gra sowietów mieści się w pokrętnej pseudo-logice praktyk totalitarnego mocarstwa kierowanego załganą ideologią, o tyle trudna do pojęcia jest postawa władz Polski. Nie ogłosiły one bowiem całemu światu, że nasz kraj znajduje się w stanie wojny ze Związkiem Sowieckim, który – pozostając w zmowie z hitlerowską III Rzeszą Niemiecką – zdradziecko na nas napadł. Dodatkowo Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz zalecił unikać walki z Armią Czerwoną. Owa absurdalna sytuacja okazała się brzemienna w skutkach w przyszłości.

4. Zbrodnie

Katyń, Charków, Miednoje, Piatichatki, Bykownia, Kuropaty… Nazwy tych miejsc budzą u Polaków grozę. A przecież to nie jedyne miejsca i nie jedyna zbrodnia dokonana przez sowietów na narodzie polskim. Wszak ponure refleksje przynosi na myśl wspomnienie lwowskiego więzienia NKWD i innych miejsc, w których bolszewicy mordowali osadzonych, zanim latem 1941 roku w popłochu uciekli przed swoimi niedawnymi sojusznikami, hitlerowskimi Niemcami. To jednak ciągle nie wszyscy, a precyzyjnej liczby sowieckich ofiar nie ustalimy nigdy. Gdyby jednak taka lista powstała, to trzeba by umieścić na niej wszystkich zamordowanych przez „czerwonego” sałdata czy przedstawiciela służb z własnej inicjatywy, wszystkich cierpiących z powodu przyniesionej przez ZSRR nędzy, wszystkie poranione psychicznie i fizycznie kobiety zgwałcone przez sowietów, wszystkich zesłanych w głąb Sajuza, a nawet – pośrednio – wszystkie ofiary II wojny światowej, jaka bez zgody Józefa Stalina wyrażonej w ramach układu z nazistowską III Rzeszą by nie wybuchła, przynosząc milionom cierpienie i śmierć, zaś części Starego Kontynentu wieloletnią komunistyczną niewolę… Atak z 17 września roku 1939 był bowiem realizacją zawartego kilka dni wcześniej porozumienia sowiecko-hitlerowskiego o podziale wpływów w Europie Środkowej i Wschodniej.

5. Granice

Choć po blisko dwóch latach wzorowej współpracy Niemiec i Związku Sowieckiego romans socjalistów narodowych i międzynarodowych został przerwany, a wyznaczone w Tajnym protokole do Paktu Ribbentrop-Mołotow strefy wpływów i granice przestały mieć rację bytu, to przynajmniej jedna rzecz przetrwała „próbę czasu”. To polska granica wschodnia. Oczywiście linia obowiązująca (z pewnymi korektami) od roku 1945 różni się nieco od granicy sowiecko-niemieckiej z lat 1939-1941, jednak jeden z jej fundamentalnych elementów pozostał w mocy na trwałe – chodzi o utratę przez Polskę wschodnich województw wraz z miastami stanowiącymi istotny element naszej narodowej tożsamości.

6. Obrona napastników

Choć współczesna Rosja nie jest krajem komunistycznym, to jej stosunek do sowieckiego dziedzictwa uznać należy za bardzo specyficzny… W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że w kraju Władimira Putina szanuje się wszystkie imperialne elementy historii Rosji, od prawosławnych carów-zdobywców po… sięgającą po Berlin Armię Czerwoną. Ów respekt, wręcz estyma, oznacza odwoływanie się do militarnego triumfu roku 1945, ale też przekłamywanie historii – i to także przez najważniejszych polityków Federacji Rosyjskiej. W tej propagandowej i jedynie luźno nawiązującej do faktów narracji wina za wybuch wojny spoczywa m.in. na Polsce. Czemu? Nasz wschodni sąsiad wielką uwagę zwraca na zajęcie w roku 1938 małej, zamieszkałej przez ludność etnicznie polską części Czechosłowacji – w ten sposób nasz kraj przejął tereny utracone w roku 1920 w konsekwencji haniebnej akcji rządu w Pradze. Fakt był jednak i taki, że nasze działanie z jesieni roku 1938 zostało dokonane w chwili poważnych problemów naszych południowych sąsiadów. Można powiedzieć, że tak jak oni w roku 1920 wykorzystali najazd bolszewików na Polskę, tak my skorzystaliśmy z agresji Niemiec. Czy to jednak oznacza, że to Warszawa – a nie Moskwa, oficjalny sojusznik Hitlera w latach 1939-1941 i partner w dzieleniu Europy – rozpoczęła II wojnę światową? Nic z tych rzeczy.

Michał Wałach

za: www.pch24.pl

***

Tak 81 lat temu Żydzi kolaborowali z Sowietami

Nie zapominając o tym, że sojusz Żydów i Rosjan to nie tylko realia dnia dzisiejszego (wsparcie Izraela dla rosyjskiej polityki historycznej gloryfikującej zbrodnie Armii Czerwonej, żydowskie wsparcie rosyjskiej agresji na Gruzję, obecność rosyjskojęzycznych Żydów w resortach siłowych Izraela, doskonałe stosunki Putina z Żydami), musimy pamiętać, że Żydów i Rosjan łączy wspólna historia zbrodni na narodzie Polskim, których elementem była kolaboracja Żydów z Rosją sowiecką po 17 września 1939 roku.

Choć wciąż brakuje opracowań opisujących zbrodnie na Polakach, jakie były dziełem Niemców, Rosjan, Żydów czy Ukraińców, to wiele ciekawych informacji o kolaboracji Żydów z sowietami, czytelnicy znajdą w wydanej przez wydawnictwo Rebis pracy Piotra Zychowicza „Żydzi” (w wywiadzie jaki autor książki przeprowadził z profesorem Jasiewiczem).

Pierwsza masowa kolaboracja Żydów z Rosją sowiecką miała miejsce w czasie wojny z bolszewikami w 1920 roku. „Polrewkom, czyli polski rząd kolaboracyjny, który bolszewicy zamierzali osadzić w Warszawie” prowadził swoje obrady w jidysz. Żydowskie partie polityczne działające na ziemiach polskich, nawet gdy nie były komunistyczne, to wspierały bolszewicką agresję na Polskę.

Według książki „Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów” autorstwa Krzysztofa Jasiewicza Żydzi, biorąc czynny udział w działaniach sowieckich organów terroru, nie porzucali swojej żydowskiej tożsamości (przykładem nie zatracania żydowskiej tożsamości przez oprawców było to, że emigrowali do Izraela, a Izrael zapewniał im bezkarność).

Dla polskich mieszkańców Kresów, którzy znaleźli się pod okupacją Rosji sowieckiej, codziennością był kontakt z Żydami wysługującymi się Rosjanom, to, że cierpienie, jakie było udziałem Polaków, było dziełem Żydów. Żydowska kolaboracja z sowiecką Rosją była powszechnym zjawiskiem. Według profesora Jasiewicza „aktywny udział w sowietyzacji wzięło co najmniej kilkanaście procent żydowskiej populacji” (zważywszy na odsetek dzieci i starców większość dorosłych Żydów). „Obojętność wobec upadku państwa polskiego była pełna i powszechna”.

Żydzi kolaborowali z Rosją sowiecka, bo zawsze chcieli mieć dobre relacje z władzami. Lojalność Żydów wobec Rosjan przejawiała się w aktywnym udziale Żydów w zbrodniach na narodzie Polskim. Pod sowiecką okupacją powszechne były donosy Żydów na Polaków, które pozwoliły Rosji sowieckiej wyłapać i wymordować polskich patriotów, a przez to uniemożliwiły powstanie sprawnej polskiej konspiracji na Kresach.

Kolaboracja Żydów z sowietami nie była wywołana strachem Żydów przed nazistami. Nazistowskie Niemcy były bowiem w 1939 roku sojusznikiem Rosji sowieckiej, a sami Żydzi próbowali się we wrześniu 1939 wkupić i w łaski Niemców (Niemcy jednak inaczej niż Rosjanie, nie byli zainteresowani współpracą z Żydami).

Wyrazem współdziałania Żydów i Rosjan był skład władz sowieckich. Według profesora Jasiewicza „między 1934 a 1937 aż 405 kadry centralnej i terenowej NKWD na czele z Henrykiem Jagodą stanowili Żydzi. To tak gigantyczna reprezentacja jakby personel Białego Domu w USA składał się w 90% z Polaków”.

Dziś przypominanie faktów o współdziałaniu Żydów i Rosjan, niebycie apologetami Żydów, wspominanie o cierpieniach innych nacji, kończy się dla historyków oskarżeniami o antysemityzm, dlatego historycy boją się badać okres sowieckiej okupacji na Kresach. Dodatkowo filosemicka cenzura jest powszechnie akceptowana. Zdaniem profesora Jasiewicza nie można akceptować sytuacji, gdy „każda uwaga krytyczna pod adresem Żydów jest automatycznie odbierana jako antysemicka. To dławi wolność naukową, wszelką swobodę myśli”. Taka cenzura prowadzi do frustracji i narodzin antysemityzmu.

Polityka ukrywania odpowiedzialności Żydów za zbrodnie podczas II wojny światowej jest świadomą polityką środowisk żydowskich. Profesor Jasiewicz, opisując to zjawisko, przypomniał instrukcje, jakie dawał Yehuda Bauer, który polecał innym historykom holocaustu „po pierwsze, cierpienia Żydów należy wyłączyć z losu innych narodów. Po drugie, ludzi należy podzielić na trzy kategorie: katów, patrzących obojętnie i ofiary. Kaci to ''naziści i ich kolaboranci'', patrzący z boku to Polacy, a ofiary to oczywiście Żydzi. Na żadne niuanse nie ma miejsca”. Kierując się tymi instrukcjami, żydowscy historycy na całym świecie prezentują antypolską kłamliwą narrację historyczną.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej 17 września 1939 roku na kresy wschodnie II RP Żydzi kolaborowali z sowietami i czynnie wzięli udział w sowieckiej eksterminacji Polaków. Po tym, jak sowieci zdławili polski opór, rozpoczął się okres komunistycznego terroru i wchłaniania Kresów wschodnich II RP do ZSRR. Żydzi nie mieli żadnego powodu do eksterminacji Polaków i walki z Polską, w II RP nie byli prześladowani.

Represje dotknęły między innymi 150.000 Polaków (z Białorusi Zachodniej), których deportowano w głąb ZSRR. Deportacja oznaczała dla Polaków śmierć z wycieńczenia. Żydzi tworzyli dla sowietów listy proskrypcyjne Polaków przeznaczonych do wywózki i eksterminacji. Pierwsza deportacja (wywózka) miała miejsce w nocy z 9 na 10 lutego 1949 roku. Sowieci wywieźli wraz z całymi rodzinami osadników wojskowych i cywilnych, leśników. Druga wywózka miała miejsce 13 kwietnia 1940, kiedy wywieziono żołnierzy Wojska Polskiego i policjantów. Trzecia deportacja miała miejsce 26 czerwca 1940. Z miast i miasteczek wywieziono tych, którzy chcieli przenieść się pod niemiecką okupację, w tym i część Żydów. Żydzi nie widzieli w Niemcach zagrożenia (17 września 1939 witali sowietów, bo nienawidzili Polski i wielbili ZSRR, a nie z powodu rzekomego strachu przed Niemcami). Czwartą deportację przerwał niemiecki atak na ZSRR. Pomimo to Polacy nie wykazywali entuzjazmu z niemieckiej okupacji. Niemiecka okupacja była dla Polaków ratunkiem od tortur i śmierci z ręki sowietów i ich żydowskich kolaborantów.

Terror sowiecki w pierwszych dniach agresji sowieckiej na Polskę był dziełem NKWD, Armii Czerwonej oraz miejscowej komunistycznej milicji składającej się w miasteczkach z Żydów. Miejscowa milicja aresztowała i mordowała Polaków przed i po wkroczeniu Armii Czerwonej. Żydzi zbrojnie wsparli sowiecką agresję, mordowali Polaków, zbrojnie walczyli z oddziałami Wojska Polskiego, zanim wkroczyła Armia Czerwona. Potem Polaków mordowały powołane przez sowietów: Gwardia Robotnicza, Milicja Obywatelska, Robotniczo Chłopska Milicja podległa NKWD.

Polacy nie brali udziału w sowieckim aparacie terroru, bywali tylko figurantami w dekoracyjnych „władzach lokalnych”. Młodzi Żydzi masowo garnęli się do sowieckiego aparatu terroru i sowieckiej administracji. Żydowskie milicje i czerwone gwardię weszły w skład NKWD. Żydzi aresztowali i wywieźli na pewną śmierć Polaków do ZSRR.

Nadreprezentacja Żydów w sowieckim aparacie terroru i administracji była szokująca, Żydzi stanowiący 8% populacji zajęli 50% miejsc w sowieckiej administracji i 70% posad w gospodarce. Sowieci prowadzili politykę rasowej dyskryminacji Polaków — Polakom odmawiano wszelkiej pracy, karano za mówienie po polsku. Żydzi znajdowali ogromną satysfakcję w pomiataniu Polakami, profanowaniu chrześcijańskich świątyń.

Podczas gdy Polacy byli ofiarami terroru, społeczność żydowska rozkwitała. Sowieci zapewnili Żydom awans społeczny, liczba studentów Żydowskich na Uniwersytecie Lwowskim wzrosła z 15% do 85% (przy 8% Żydów w populacji Kresów).

Sowieckie represje dotknęły w społeczności żydowskiej w pewien sposób. 70.000 żydowskich migrantów z terenów okupowanych przez Niemców, których sowieci przesiedlili w głąb ZSRR. Pomimo uprzywilejowania Żydzi szybko zniechęcili się do ZSRR, komunistyczny raj okazał się nieprzyjazny żydowskim handlarzom i rzemieślnikom.

Jan Bodakowski

za:www.fronda.pl
***

Wojska sowieckie. Jak witali je nasi żydowscy sąsiedzi

Związek Radziecki zapamiętałem wprowadzonym zaraz przez Armię Czerwoną głodem. Może powinienem napisać: głodem, rabunkiem i terrorem. Ale ja miałem wtedy 8 lat i 10 miesięcy prawie i zapamiętałem najlepiej głód, chociaż tak naprawdę to zabrane mi buty też doskonale pamiętam.

Kiedyś szedłem z zakupionym chlebem, a jezdnią pędzono polskich oficerów. Dobrze mówię: pędzono. Jak bowiem nazwać, gdy rannego w obie nogi oficera – nogi od kolan do palców nóg miał owinięte brudnymi zakrwawionymi bandażami – tego oficera zawiesili koledzy oficerowie jego ramionami na swoich barkach i pół nieśli, a pół może wlekli, popędzani przez brudnych czerwonoarmiejskich ciubaryków – kolbami. A na chodniku stał tłumek z czerwonymi opaskami, wiwatował na cześć dzielnej Armii Czerwonej pędzącej polskich wrogów ludu pracującego miast i wsi. Tłuszcza wrzeszczała: „Bit’ panow”. Miałem zawsze wrażenie, że gdzieś mignie mi twarz Ojca.

Ale Ojca nie było …

Za to jeden z podtrzymujących rannego w nogi – młody podporucznik zobaczył chleb w moich rękach i wyciągnął wolną rękę, w moim kierunku. Machinalnie podałem mu bochenek, ale ten, nim zdążył zmienić właściciela, został wybity karabinową kolbą w górę i zatoczywszy łuk powoli opadał. Wyciągnęło się z szeregów wiele rąk, ale chleb opadł na but żydowskiego milicjanta w skórzanej kurtce i z czerwoną opaską na rękawie. A potem znów łukiem wyleciał w powietrze, ale trzeci już raz nie pokazał się. Chyba schwytał go, któryś z jeńców.

Boję się przywoływać tamte czasy i obrazy, bo potem w głębokiej nocy przychodzą te obrazy we śnie i budzę się zlany zimnym potem.

Takie to odruchy wywołują powracające nocą obrazy – zmory tamtych dni, zanotowane w pamięci ośmio letniego dziecka. Obrazy strasznych dni, gdy zbrodnicza Armia Czerwona niosła nam głód, rabunek, terror i mord. Zabrakło nam Orłów i Orląt z pod Kaniowa, Lwowa, Westerplatte i Warszawy. Naszła nas dzicz bezbożna, żądna burżujskiej krwi. - Józef Bocheński (rocznik 1930, syn Józefa rocznik 1899)

"Wrogi stosunek części ludności kresowej, zwłaszcza białoruskiej i żydowskiej, wobec państwa polskiego przybierał różne formy, między innymi zbrojnych wystąpień przeciw jednostkom Wojska Polskiego i polskim władzom państwowym. Była to dywersja, która z powodu widocznej inspiracji sowieckich służb specjalnych oraz starannego przygotowania, przypominała działania niemieckiej Piątej Kolumny na zapleczu frontu niemiecko- polskiego. Po 17 września 1939 r. praktycznie we wszystkich powiatach ziem północno- wschodnich II RP (jeśli wcześniej nie wkroczyli tam Niemcy) powstały większe lub mniejsze grupy dywersyjne lub całkiem spore oddziały partyzanckie, które walczyły z oddziałami Wojska Polskiego. Ich celem było wsparcie Armii Czerwonej, posuwającej się w głąb terytorium RP.

Jeszcze przed nadejściem wojsk sowieckich tworzono strukturzy samozwańczej władzy (tzw. komitety rewolucyjne), które przejmowały władzę na danym terenie, powoływały namiastki administracji, uzbrojone bojówki zwane "milicją" czy "grupami samoobrony" lub oddziały partyzanckie do walki z większymi oddziałami WP. Równocześnie likwidowały resztki administracji polskiej, urządzały samosądy na osobach związanych blisko z państwem polskim, zajmowały obiekty o znaczeniu strategicznym itd.
Za: M. Wierzbicki, Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim. Stosunki polsko- żydowskie na ziemiach północno- wschodnich II RP pod okupacją sowiecką 1939- 1941, Warszawa 2007, s. 77-79.

"Profesor Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, wybitny sowietolog Mordechaj Altszuler, uważa, że wszystkie warstwy społeczeństwa żydowskiego na kresach- młodzi i starzy, bogaci i biedni, edukowani i niepiśmienni, religijni i ateiści, syjoniści i bundyści- jesienią 1939 r. otwarcie cieszyli się, gdy ta czy inna miejscowość znalazła się pod okupacją sowiecką, a nie niemiecką. Altshuler (tak w oryginale- Unicorn) powołuje się na własne doświadczenia. Opowiada jak 20 IX cała żydowska społeczność jego rodzinnego miasteczka Skidel [zob. to-Unicorn] (20 km na południowy wschód od Grodna), z miejscowym rabinem na czele, witała Armię Czerwoną jako wyzwolicielkę kwiatami, w bramie triumfalnej. Podobna reakcja lokalnych społeczeństw żydowskich obficie jest prezentowana w książce Lewina (D.Levin, The Lesser of two evils. Eastern European Jewry under Soviet rule 1939-1945, Philadelphia-Ierusalem 1995, s. 31-37-przypis dwudziesty-Unicorn)."

Z zestawienia przygotowanego przez Oddział II Sztabu Naczelnego Wodza:

"Wszystkie niemal relacje są zgodne co do pewnego uprzywilejowania Żydów w stosunku do Polaków i Ukraińców. Zasadniczo Żydzi- za wyjątkiem sfer bogatszych są zwolennikami okupantów sowieckich. Rolę Żydów określa się jako haniebną. Niemal na całym obszarze Żydzi owacyjnie i ostentacyjnie witali wojska sowieckie. Początkowo większość milicjantów i władz miejscowych rekrutowała się z Żydów. Stali się oni podporą w działalności NKWD (donosiciele itp.). Żydzi dali się we znaki Polakom i Ukraińcom do tego stopnia, że wszędzie panuje wielka do nich nienawiść. (...) Trzeba nadmienić jednak, iż zdarzało się sporo wypadków okazania przez Żydów pomocy naszym zbiegom. Należy je jednak raczej zaliczyć do wyjątków."

Za: A. Suchcitz, Żydzi wobec upadku Rzeczypospolitej w relacjach polskich z Kresów Wschodnich 1939- 1941 [w:] Świat niepożegnany. Żydzi na dawnych ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej w XVIII- XX wieku, red. K. Jasiewicz, Warszawa 2004, s. 259.

O urzędnikach: "miejsca mają jeszcze ci, których nie mogli dotąd zastąpić sowieckimi urzędnikami, których przybywa coraz więcej i najgorszymi elementami żydowskich komunistów."

Ibidem, s. 260.

Entuzjazm: "W Nowogródku młodzież żydowska witała kwiatami; w gminie Szczarskiej witała kwiatami i wywieszono czerwone chorągwie; we wsi Paniemuń, gm. Szczorse, jak również w Burdyjrowszczyźnie, gm. Poczajów- wybudowano bramę wjazdową.

(...)Wkroczenie Armii Czerwonej spotkało się z przyjęciem Żydów i poszczególnych komunistów i przestępców.

(...)W dniu wkraczania wojsk sowieckich do Nowogródka ludność chrześcijańska nie brała żadnego udziału w spotkaniu wkraczających wojsk sowieckich. Natomiast ludność żydowska, szczególnie młodzież miasta ostentacyjnie, z kwiatami, spotkała oddziały zmotoryzowane.

[Kpt. Gołębiowski zauważył] (...)olbrzymią pomoc, jaką bolszewicy mieli wszędzie w bandach dywersyjnych. Miejscowa ludność- biedni Żydzi i chłopi białoruscy uzbrojeni walczyli z wojskiem na każdym kroku." Ibidem, s. 261.

Poniżej charakterystyka mniejszości żydowskiej i zachowania:

"Jedna częśc tego społeczeństwa, najbiedniejsi wyrobnicy, rzemieślnicy przyjęli bolszewików z niekłamanym entuzjazmem. Oni witali. Oni obrzucali kwiatami, wręczali podarunki, stawiali bramy, z ich też grona jest dzisiaj najwięcej "urzędników." Do nich należy zaliczyć niewielki odłam inteligencji i narodowych komunistów z czasów Polski. Ci przylgnęli bez zastrzeżeń do nowego reżimu. Druga grupa- stan średni- zajęła stanowisko wyczekujące, raczej jednak bierne. Trzymali się zasady "zobaczymy w przyszłości"- lepiej się obecnie trzymać w rezerwie i na uboczu. Trzecia grupa wreszcie to "grosiści", możni kupcy, właściciele ziemscy, oni zajęli od razu stanowisko wobec bolszewizmu zdecydowanie wrogie i okazywali i okazują sympatię dla Polski i naprawdę szczerze pragną powrotu Polski.

Wracam jednak do tych pierwszych, najliczniejszych, gdyż stanowią przecież poważny odłam spoleczeństwa żydowskiego. Oni dają się najwięcej we znaki ludności. Z nich są najlepsi informatorzy i konfidenci. Oni są sprawcami licznych aresztowań, rewizji, wyrzucania z domów. Oni roznoszą wszystkie wezwania władz, oni są członkami milicji. Widzimy ich w każdym urzędzie, na każdej placówce. Polaków zwalnia się masowo, ich zaś miejsce zajmują Żydzi z tej grupy, często 14- letnie dziewczęta. Są specjalistkami od dokuczania, prowadzenia rewizji. Gdyby nie oni, bolszewicy byliby bezsilni, nie posiadając informacji o miejscowych stosunkach. Ci naprawdę przylgnęli do bolszewików, bez żadnych zastrzeżeń, tu nie może być dwóch zdań co do ich wartości i stosunku do Państwa Polskiego. Mszczą się z wyrachowaniem i satysfakcją na swoich wczorajszych wrogach tak Polakach, jak i Rusinach."

Ibidem, s. 261- 262.

Ze wspomnień córki osadnika: "Po wkroczeniu Armii Czerwonej wszystkie urzędy w gminie objęli Białorusini, Żydzi i sowieci, a polskich urzędników aresztowali. Komitetczyki nie czując władzy nad sobą rabowali osadników, odbierali im różne rzeczy jak rowery, młockarnie itd. Bardzo często robili u osadników rewizje , po takiej rewizji ginęły różne drogie rzeczy, przeważnie z biżuterii."

Za: J. Stobniak- Smogorzewska, Osadnicy wojskowi a ludność żydowska na Kresach Wschodnich 1920- 1940, op. cit., s. 567.

Aresztowania obywateli polskich w pierwszych tygodniach radzieckiej okupacji, choć liczne, miały jednak charakter indywidualny. Najogólniej można stwierdzić, że objęły rzeczywistych i domniemanych przeciwników systemu komunistycznego. Chodziło przy tym nie tylko o usunięcie znanych osobistości z ważnych stanowisk w polskiej administracji państwowej, samorządowej, w organizacjach politycznych, społecznych i kulturalnych oraz z życia gospodarczego. Oprócz bowiem dążenia do pozbawienia tych lokalnych liderów bezpośredniego wpływu na społeczeństwo, uniemożliwienia im zawiązania akcji niepodległościowej (gen. dyw. Marian Januszajtis), władzom radzieckim zależało także na psychicznym złamaniu obywateli polskich i uczynieniu z nich bezwolnego narzędzia dla swoich poczynań.

Wykazy osób przewidzianych do aresztowania sporządzano, posługując się miejscowymi informatorami (komitety rewolucyjne, zarządy tymczasowe, milicja ludowa, ludzie załatwiający porachunki osobiste) oraz wykorzystując dokumentację przejętą w polskich archiwach, urzędach, instytucjach, przedsiębiorstwach i organizacjach i zdobytą podczas rewizji w mieszkaniach.

(...)
Podczas pierwszej fali aresztowań (wrzesień-październik 1939 r.) najczęściej nie dysponowano żadnymi prawnie uzasadnionymi powodami. Dokonywano ich żywiołowo i czasami przypadkowo — wśród praktycznie wszystkich społecznych oraz narodowych grup ludności. Nowy aparat represji traktował to jako działania prewencyjne, skierowane przeciwko tym, którzy byli aktywnie zainteresowani w utrzymaniu niepodległego bytu państwa polskiego. Jedynym "przestępstwem" obywateli okazywało się to, że ktoś pracował dotychczas w policji, bankowości, w sądownictwie, czy w prokuraturze, był urzędnikiem państwowym lub samorządowym, posłem albo senatorem, posiadał własne przedsiębiorstwo bądź dużą posiadłość ziemską, należał do partii politycznej, organizacji społecznej, był działaczem harcerskim, pracownikiem wojska, dyrektorem, strażnikiem więziennym, kupcem, osadnikiem."

A. Głowacki, Organizacja i funkcjonowanie więziennictwa NKWD na Kresach Wschodnich II Rzeczpospolitej w latach 1939- 1941, [w:] Zbrodnicza ewakuacja więzień i aresztów NKWD na Kresach Wschodnich II Rzeczpospolitej w czerwcu- lipcu 1941, red. A. Skrzypek, Warszawa 1997, s. 18- 21 i 30-33.

za:www.fronda.pl
***

Historycy o 17 września 1939 roku

Napaść Rosji Radzieckiej na Polskę 17 września 1939 roku, która była dla Polski od dwóch tygodni toczącej wojnę z hitlerowskimi Niemcami symbolicznym "wbiciem noża w placy", od lat budzi wiele emocji, ocen historyków i pytań o reakcję świata na ten akt agresji, o daleko idące skutki tej napaści dla losów Polski, losy II wojny światowej i losy świata.

We Francji nie uczymy o 17 września 1939 r. i ataku ZSRR na Polskę. Mówienie o Katyniu, czy pakcie Ribbentrop-Mołotow było do 1991 r. uważane za ideologiczne, dziś koncentrujemy się na Holokauście i rządach Vichy. Komunizm w Polsce był narzucony przez ZSRR i antykościelny, we Francji szczycił się udziałem w ruchu oporu przeciwko Niemcom- powiedział w rocznicowej rozmowie z Polską Agencją Prasową francuski socjolog i historyk dr Yves Santamaria.

***

Patrząc tylko z militarnego punktu widzenia sowiecka agresja na Polskę w 1939 r. nie zmieniła jej sytuacji w walce z Niemcami, która i tak byłaby przegrana, ale bez niej może nie byłoby szeregu innych tragicznych dla Polski skutków, takich jak wymordowanie kadry oficerskiej, czy wywózki do gułagów– mówi PAP brytyjsko-polski historyk Adam Zamoyski, pisarz i publicysta, autor kilkunastu książek poświęconych historii Polski oraz historii Europy w XIX w.

17 września 1939 r. wojska sowieckie, realizując ustalenia tajnego protokołu do paktu Ribbentrop – Mołotow, bez wypowiedzenia wojny weszły na wschodnie tereny II Rzeczpospolitej. W trakcie inwazji do niewoli wzięły one ok. 300 tys. polskich żołnierzy, kolejne setki tysięcy obywateli polskich zostało w trakcie okupacji zabitych lub wywiezionych w głąb Związku Sowieckiego. Większość z zajętych wówczas terenów na mocy powojennych ustaleń między mocarstwami włączono do Związku Sowieckiego.

Gdyby nie inwazja sowiecka, to bardzo możliwe, że niektóre zgrupowania mogłyby się utrzymać na słabo zaludnionych, dość dzikich terenach wschodniej Polski dłużej i tam prowadzić obronę jeszcze parę tygodni, ale bez jakiejś pomocy z Zachodu, to by dużo nie dało. Bo jeśli się weźmie pod uwagę przewagę sił niemieckich i fakt, że Polska w tym momencie już nie posiadała funkcjonującego rządu czy dowództwa, byłaby to w zasadzie już wojna partyzancka. Siły polskie nie były w stanie w 1939 r. oprzeć się mającym druzgocącą przewagę siłom Rzeszy Niemieckiej, której potem Francja i Anglia też nie były w stanie się oprzeć– mówi Zamoyski. Zaznacza jednak, że gdyby nie inwazja sowiecka mogłoby nie dojść do późniejszych konsekwencji w postaci okupacji sowieckiej, wymordowania kadry oficerskiej i wywiezienia setek tysięcy Polaków do gułagów.

Historyk podkreśla, że sowiecka inwazja była zupełnym zaskoczeniem dla polskich władz i polskich sił zbrojnych i ten brak przygotowania do takiego scenariusza jest zdumiewający.

Jeśli nie należało się tego spodziewać, to szczególnie po wizycie ministra spraw zagranicznych Joachima von Ribbentropa w Moskwie przynajmniej trzeba było brać pod uwagę taki scenariusz, że się porozumieją– mówi Zamoyski, przypominając, że już od kilku lat trwała współpraca niemiecko-sowiecka.

Jak wskazuje, zaskoczenie było tak duże, że kiedy wojska sowieckie weszły do Polski, część polskich oddziałów nie wiedziała nawet jak ich traktować, jako sojuszników w walce z Niemcami, czy też jako najeźdźców, z którymi też należy się bić, zwłaszcza, że w tym okresie linie komunikacyjne były już zerwane i większość polskich jednostek nie miała już kontaktu ze sztabem i rządem. Stąd też niewiele oddziałów podjęło walkę z wojskami sowieckimi i stąd niewielkie straty, jakie zdołano im zadać.

Gdyby od początku, kiedy tylko wkroczyli Sowieci było wiadomo że są wrogo nastawieni, można było o wiele więcej ludzi ewakuować przez Rumunię czy Węgry, albo spróbować zapobiec, by nie wylądowali w sowieckiej niewoli– mówi Adam Zamoyski.

Jako jedną z przyczyn tego zaskoczenia historyk wskazuje fakt, że Polacy po zwycięstwie w 1920 r. trochę lekceważyli siły sowieckie, co uśpiło czujność. Dodaje on też, że choć Stalin biorąc udział w rozbiorze Polski kierował się sowiecką racją stanu, ale jego osobiste, negatywne doświadczenia z wojny 1920 r. mogły wpłynąć na późniejsze decyzje w kwestii Polski, np. odnośnie tego, by nie wysyłać polskich oficerów do gułagu, lecz ich wymordować.

Zamoyski podkreśla, że sowiecka inwazja – i pretekst podany jako jej uzasadnienie – wprowadził w zakłopotanie również zachodnich sojuszników Polski, bo Wielka Brytania i Francja gwarantowały integralność terytorialną państwa polskiego, ale tylko dotyczyło to ewentualnej wojny z Niemcami.

Tymczasem Rosjanie oficjalnie weszli nie jako sojusznicy Niemców, tylko pod takim dwuznacznym pretekstem, że bronią słowiańskich braci przed Niemcami, bo państwo polskie nie jest już w stanie tego zapewnić, co stworzyło bardzo niejasną sytuację dla polskich sojuszników. Stalin lubił utrzymywać takie dwuznaczności-wyjaśnia.

/.../

Amerykanie nie przejmowali się zbytnio losem Polski. Wynikało to do pewnego stopnia z niewiedzy o Polsce, a także urojonego przekonanie Franklina Delano Roosevelta, że Stalinowi można ufać – twierdzi z kolei amerykański profesor Mieczysław Biskupski. Dodaje, że polityczna lewica w USA, w tym co istotne przemysł filmowy, była w tym okresie bardzo prorosyjska.

Historyk z stanowego uniwersytetu w Connecticut CCSU zwraca uwagę na izolacjonistyczne skłonności amerykańskiej opinii publicznej, a nawet rządu, co już wcześniej przejawiało się m.in. odmową przystąpienia do Ligi Narodów w 1919 roku.

Sowiecka inwazja (na Polskę) wymaga kontekstualizacji. Amerykanie mieli długą historię życzliwego zainteresowania Rosją. W słynnych 14 punktach z 1918 roku Wilson był oczywiście bardziej zainteresowany ochroną interesów rosyjskich niż polskich. Dziwna sprawa, biorąc pod uwagę, że Rosja miała już komunistyczny rząd – akcentuje historyk. Jak przypomina, „New York Times” początkowo powtarzał twierdzenia Moskwy, że przygotowania wojskowe były obronne. Gazeta przytaczała nawet ataki „Prawdy” na Polaków w związku traktowaniem mniejszości ukraińskiej.

Prasa amerykańska poświęciła co prawda pierwsze strony rosyjskiej inwazji 17 września i wyraziła współczucie dla trudnej sytuacji Polski. Uwagi na temat działań sowieckich były jak najbardziej krytyczne. Jednak zainteresowanie Amerykanów zgodnie z tradycją wkrótce osłabło – dodał Biskupski.

Zauważył, że w 1933 roku Roosevelt uznał ZSRR, przy ogromnym poparciu społecznym. Ocenił to jako podejście praktyczne. Rosja mogłaby być przydatna w przeciwstawieniu ekspansji Japonii, a biorąc pod uwagę kryzys, perspektywa handlu sowiecko-amerykańskiego była atrakcyjna.

Odnosząc się do późniejszych stosunków Waszyngtonu z Moskwą naukowiec uwypuklił fakt, że ambasador Roosevelta, Joseph Davies, był żarliwie prosowiecki i pro-stalinowski, a jego raporty, często zawierały naiwne brednie.

Historyk z CCSU zarzuca też głównemu korespondentowi amerykańskiemu w Związku Sowieckim, Walterowi Duranty’emu, nieustanne kłamstwa. Wyciąga wniosek, że prezentując amerykańskiej opinii publicznej pozytywny wizerunek Moskwy sprawił, że przed 1939 rokiem amerykańska opinia publiczna była przychylna Rosjanom.

Biskupski przyznaję, że USA nie były przygotowane przed 1941 rokiem do poważnych działań zbrojnych. Dopiero wstrząs wywołany atakiem na Pearl Harbor w grudniu 1941 r. przekonał opinię publiczną do poparcia dla działań wojennych.

za:idziemy.pl

***

Prof. Wacław Leszczyński: w rocznicę napaści Sowietów na Polskę pamiętajmy, że skutki tego odczuwamy do dziś

Hasło marksizmu: „proletariusze wszystkich krajów łączcie się” miało wyeliminować z życia społecznego i państwowego narody, zastępując je „klasą robotniczą” całego świata, przekształconą potem w jeden „naród radziecki”. Wzorcem tego miała być „ojczyzna komunizmu”, Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. W ideologii komunistycznej istnienie państw narodowych było złem, gdyż opierało się na solidaryzmie wszystkich klas danego społeczeństwa. Szczególnie znienawidzonym przez komunistów było Państwo Polskie, stojące Sowietom na drodze do Europy Zachodniej. Na rozkaz Moskwy, polscy komuniści już po pierwszej wojnie światowej dlatego postulowali przyznanie Śląska Niemcom i sprzeciwiali się Traktatowi Wersalskiemu, bo to by miało osłabić Polskę.

Sukces Polski w wojnie 1920 r. z bolszewikami jeszcze wzmocnił nienawiść komunistów do „pańskiej Polski” i powodował dalsze próby jej osłabienia. Pakt Ribbentrop-Mołotow i wspólna z Niemcami napaść na Polskę – pamiętajmy: 17 września rocznica! – i podzielenie się nią w 1939 r., a potem Jałta, były etapami realizacji tego samego planu, którego skutki odczuwamy do dziś. Wprawdzie Powstanie Warszawskie przeszkodziło w przyłączeniu Polski do ZSRR, ale nie mogło zapobiec, by rządzili naszym krajem narzuceni przez Moskwę komunistyczni agenci. Po 50 latach niewoli Polska odzyskała suwerenność dzięki niezłomnej postawie Polaków i zwycięstwu „Solidarności”.

Jednak w wyniku układu przekazujących władzę komunistów z neomarksistowskimi i liberalnymi działaczami części „Solidarności”, powstała siła, kontynuująca walkę z narodem i patriotyzmem polskim. Postkomuniści sięgnęli po media, władzę i pieniądze, dzięki czemu zdobywali zwolenników w różnych środowiskach, także w pewnych kręgach katolickich i u części kleru (chodzi zwłaszcza o szpicli SB).

Następnie „zafundowano” narodowi polskiemu „pedagogikę wstydu” oskarżając go podle i kłamliwie o mordowanie Żydów, prześladowanie Niemców i innych mniejszości narodowych. Wmawiano mu ciemnotę, nieumiejętność samodzielnego rządzenia i zacofanie oraz „nacjonalizm”, czyli „faszyzm” oraz „fanatyzm religijny”. Bo wrogowie narodu polskiego zdają sobie sprawę, że Kościół Katolicki był i jest czynnikiem łączącym Polaków. Dlatego, śladem nazistów i komunistów uderzono w Kościół. Oskarża się więc biskupów i kapłanów o pedofilię, chciwość, gromadzenie wielkich bogactw, a są to argumenty, choć fałszywe, najlepiej przemawiające do ludzi o niskim poziomie intelektualnym i moralnym.

W walce przeciw narodowi polskiemu połączono się ze wszystkimi antypolskimi ruchami, jak np. z „autonomistami” Śląska  (takimi jak ci z „Goralenvolk” tworzonym przez hitlerowców), głoszącymi w ślad za nazistowską propagandą, że Ślązacy są odrębnym narodem i że istnieje nie gwara, ale „język śląski” (tegoż „narodu”).

Ostatnio w walce z Polakami i Kościołem posłużono się „mniejszością LGBT”. Mając poparcie marksistów-genderowców na Zachodzie i wielkie środki finansowe, organizują oni manifestacje, zwane demagogicznie (jak to u marksistów) „Marszami równości”, na których profanowane są symbole religijne katolicyzmu i patriotyczne narodu polskiego. W tych antypolskich manifestacjach uczestniczą działacze obecnej „totalitarnej” opozycji; odbywają się one pod ich patronatem.

Słabość i nieudolność aparatu sprawiedliwości, zapewniająca bezkarność osobnikom dopuszczającym się tych ohydnych czynów, jeszcze ich rozzuchwala. W wyniku tego, doszło do pobicia ludzi i zniszczenia mienia przez „idola” opozycji, osobnika podającego się za „Matkę Boską” (zdjęcia w tej roli w Internecie). A kiedyś to leczono... Mnożą się też napady na kapłanów i niszczenie kościołów. A wszystko to się dzieje pod hasłem „pokojowej” walki o „tolerancję” dla homoseksualistów!

Opozycja w walce o władzę nakłania do awantur wszelkie środowiska, jakoby przez Polaków krzywdzone i dyskryminowane. Wcześniej w sposób ohydny wykorzystała do tego niepełnosprawne dzieci, za co organizatorkę tego nagrodziła poselskim mandatem. Teraz popiera wojnę grupy niecywilizowanych wandali, przeciw cywilizacji europejskiej. Za tym stoją obce agentury, pracujące nad osłabieniem Państwo Polskiego. Można spodziewać się kolejnych „marszów” organizowanych np. przez „mniejszość rudych”. Oni też są „prześladowani”, bo: „rudy wlazł do budy…”, czy „Brzydula i rudzielec, niby nic, a znaczy wiele…”.

Po opozycji spodziewać się można wszystkiego. Pod tym względem jest niezawodna. Ale zawsze postępuje zgodnie z zasadami marksizmu. Nie protestuje więc przeciw trzymaniu w sejmowej szufladzie obywatelskiego projektu ustawy „Stop aborcji”. A część polityków opozycji mieni się katolikami, w czym im nie przeszkadza ani reklama LGBT, ani to, że codziennie ginie troje polskich dzieci, bo mogłyby być chore, gdyby się narodziły. Wszystko, co „groziłoby” moralną odnową Polaków, jest niebezpieczne dla wrogów naszej Ojczyzny. Sprzedajni księża też o to się nie starają, by polskość nie triumfowała, walcząc z religią i Episkopatem, przy „dziwnej tolerancji” („lawenda”?, TW SB?) ich zwierzchników.

Opozycja popiera ustawę o ochronie zwierząt, bo ona budzi protesty społeczne. „Totalsi”  szkodzą Polsce, jak tylko mogą. Wraz z Rosją sprzeciwiają się przekopowi Mierzei Wiślanej, by „chronić czystość Bałtyku”, ale spływ tysięcy ton do niego ścieków z Warszawy im nie szkodzi. Obrażają ofiary Holocaustu, porównując je do LGBT. Kłamią w Europarlamencie o prześladowaniu LGBT w Polsce i chcą dla swojego kraju kar finansowych. Popierają Niemca, co chciałby mordować Polaków. Twierdzą, że w Polsce nie mogą być takie sądy, jak w Niemczech, bo Polacy nie mają „kultury prawnej”.

I mimo takich działań, wciąż jeszcze mają zaślepionych nienawiścią zwolenników! Jakim cudem? Bo mają media, które urabiają miliony ludzi w sposób coraz doskonalszy

za:bialykruk.pl