W jednym z biuletynów amerykańskich przeczytałem w tych dniach ciekawą refleksję.
Autor, ks. John A. Perricone zaczyna swój felieton od zdań: „Prawdopodobnie myślisz, że Korea Północna jest tysiące mil stąd. Właściwie jest tak blisko, jak najbliższy uniwersytet. W zasadzie większość naszych uniwersytetów i college'ów stała się małymi Koreami Północnymi - zamkniętymi enklawami represyjnej ideologii, stłumionej mowy i sztywnej kontroli myśli. […]
Victor Hugo kiedyś zuchwale zauważył: ‘Człowiek może uczynić swoją duszę sanktuarium lub ściekiem’.
To samo można powiedzieć o naszych uniwersytetach i szkołach wyższych.
Niegdyś dumne sanktuaria prawdy stały się kanałami agitacji napędzającymi chaotyczną przemianę Ameryki”.
Dalej Autor tej refleksji zauważa, że w aktualnej sytuacji rebelii w Stanach Zjednoczonych, „połowa uczestników zamieszek to białe dzieci karmione przywilejami i uprawnieniami, wychowane w klauzurowych wyspach bogactwa kastowego.
Skąd ta zaciekła niechęć tych dzieci do Ameryki, a nawet do samych filarów zachodniej cywilizacji?”.
Przywołuję te refleksje z kilku względów.
Po pierwsze, w pełni podzielam obawy Autora o tworzenie świata „zamkniętych enklaw represyjnej ideologii”.
Po drugie, podzielam myśl, że ten świat jest tworzony w ośrodkach akademickich.
Doświadczenie ostatnich lat wskazują w naszych polskich realiach, ze ten proces nie tylko się zaczął, ale trwa.
Represje wobec niepokornych ludzi nauki, szykanowania profesorów, instytucje komisji dyscyplinarnych, odnawiane procesy…
Nie wobec tych spośród profesorów, którzy nawoływali do legalizacji kazirodztwa, do uznania zwierząt domowych za obywateli, a zwierząt dzikich za uchodźców, nie wobec tych, którzy szerzą kłamstwa na temat rzekomego udziału Polaków w Holocauście.
Nie, ci „uczeni” nie byli i nie są represjonowani. Represje spotykają ich krytyków.
Po trzecie, utożsamiam się z refleksją, że dawne „dumne sanktuaria prawdy” stały się i stają kanałami agitacji.
Jeśli mamy do czynienia z ludźmi młodymi, wylegającymi na ulice, by wykrzyczeć swoje poglądy, swój światopogląd słowami, których cytacja wymaga stosowania pojedynczych spółgłosek i gwiazdek, by nie narazić się na zarzut wulgaryzmów, to nie jest to tylko i wyłącznie ich wina.
Odpowiedzialność spoczywa także na ludziach uniwersytetów, które zaangażowane w wyścig o zaszczytny tytuł uczelni badawczej i nowe granty, zapominają o misji uczelni.
Trzeba przecież zdroworozsądkowo stwierdzić, że manifestacje, które wylegają na ulice wielkich miast przejdą do historii jako najbardziej bezrozumne w dziejach świata.
Po czwarte, jestem świadom powagi fundamentalnego pytania postawionego przez ks. Perricone: „Parafrazując - skąd ta zaciekła niechęć tych dzieci do Polski, do chrześcijaństwa, do samych filarów zachodniej, a więc europejskiej cywilizacji?
Wiem, że dopóki tych pytań nie postawimy na poważnie, dopóki nie zmobilizujemy sił państwowych, kościelnych i społecznych będziemy osuwać się w nicość.
Dokonywać anihilacji naszego bytu.
Choćby został uratowany dobrostan futrzaków.