Polecane

Ks.prof.Paweł Bortkiewicz TChr-Świat mądrych i głupich

Uczciwie wyznam, że w jakim stopniu uczestniczyłem w poprzedniej reformie szkolnictwa wyższego, w opracowywaniu tak zwanej „Konstytucji dla Nauki”. Uczciwie przyznam, że w różny sposób wyrażałem swój sceptycyzm wobec proponowanych reform. W chwili ogłaszania „Konstytucji” przed kilku laty na Kongresie w Krakowie komentowałem ją na bieżąco w rozmowie w Radiu Maryja. Niepokój budziło wtedy

wiele spraw – na przykład przedziwny priorytet umiędzynarodowienia nad tym co jest właściwe dla polskiej myśli naukowej. Oznaczało to ryzyko pomniejszenia bądź niedowartościowania osiągnięć badań dotyczących polskiej historii, kultury, myśli filozoficznej, regionalizmów. Wątpliwości było więcej. Krótko i ironicznie ujmując je, można było się zastanawiać - czy trzeba będzie w ramach badań humanistycznych aplikować o projekty badawcze dotyczące „prześladowań czarnych lesbijek na Podhalu w XIX wieku” by uzyskać jakiekolwiek fundusze naukowe na badania regionalne. Pytanie nie jest tak bardzo bezpodstawne. Ostatnie lata wciąż przynoszą bowiem zaskakujące wydarzenia, które kultywowały i kultywują istnienie ideologii w przestrzeni uniwersyteckiej, promowanie wysoko punktowanych czasopism stanowiących oręż owej ideologii, a jednocześnie bezpardonowe szykanowanie tych, którym przypisywało się etykietę homofobów – myślozbrodniarzy.

Działalność obecnego Pana Ministra stanowiła i stanowi niewątpliwie przełom. Istotą tego przełomu jest próba dania odporu głupocie na rzecz mądrości. Wiemy, że słowo „głupota” jest słowem nie popularnym i cenzurowanym, za które to słowo sam miałem wytoczony proces dyscyplinarny. Wiem, że słowo „mądrość” stało się dzisiaj słowem archaicznym i anachronicznym. A ten stan rzeczy jest właśnie konsekwencją panoszenia się głupoty w życiu publicznym.
Swoistą ilustracją tego zjawiska stała się wrzawa wokół pojęcia „cnoty”. Pojęcia. które stanowiło i powinno stanowić fundament naszej kultury, fundament myślenia o człowieku, myślenia o ludzkiej działalności i aktywności w różnych obszarach życia.

Pojęcie cnoty tak bardzo wyszydzone oznacza w gruncie rzeczy pojęcie sprawności służącej osiągnięciu celu. Problemem jednak jest to, że samo pojęcie „celu” jest dzisiaj, w dobie postmodernizmu, bardzo niepopularne. Chyba, że ten cel zostaje sprowadzony do doraźnej korzyści, użyteczności. Wtedy tak taki cel jest do przyjęcia. Ale cel nastawiony na przykład na dobro przyszłych pokoleń, cel związany z cnotą długomyślności (no właśnie, cnotą!), taki cel jest nierozumiany, niepopularny, a w związku z tym wyszydzony i wykupiony.

Dyskusja wokół krótkiego słowa „arete” – „cnota” jest w gruncie rzeczy dyskusją wokół wielkiego pojęcia, jest dyskusją wokół rozumienia człowieka i jego działania. Jest także dyskusją, która bardzo wyraźnie, granicznie oddziela świat mądrych, to znaczy posiadających cnotę rozumienia rzeczywistości od świata głupich, którzy tej sprawności nie nabyli i nie chcą jej nabyć. To stwierdzenie nie jest odkrywcze, ale trzeba je przypominać.