Polecane

Amerykański Sekretarz Stanu zapomniał, że Polska nie jest częścią USA? Chce decydować o polskim prawie!

Szef dyplomacji USA Antony Blinken odniósł się do przyjętej przez polski Sejm nowelizacji ustawy medialnej zwanej przez jej przeciwników „lex TVN”, jak również do sprawy nowelizacji kodeksu postępowania administracyjnego.

„Jesteśmy głęboko zaniepokojeni, że polski parlament przyjął dziś ustawę drastycznie ograniczającą proces ubiegania się o restytucję mienia ocalonych z Holokaustu niesprawiedliwie skonfiskowanego podczas okresu komunistycznego w Polsce” – napisał w oświadczeniu Antony Blinken.

Polityk odniósł się również do środowego głosowania w polskim sejmie w sprawie ustawy medialnej. Jego zdaniem przyjęcie jej „ogranicza wolność słowa w Polsce”.

Blinken stwierdził, że przegłosowana przez Sejm w środę nowelizacja ustawy medialnej „znacząco osłabiłaby środowisko medialne, które Polacy budowali tak długo”.

„Wolne i niezależne media czynią nasze demokracje silniejszymi, czynią sojusz transatlantycki bardziej odpornym i są fundamentalne dla naszych relacji dwustronnych”, stwierdził szef dyplomacji USA w oświadczeniu cytowanym przez RMF FM.

„Te akty legislacyjne są sprzeczne z zasadami i wartościami, na których zbudowane są nowoczesne i demokratyczne państwa. Apelujemy do polskiego rządu, by zademonstrowały swoje przywiązanie do tych wspólnych zasad nie tylko w słowach, ale i czynach”, podkreślił amerykański dyplomata.

Przypomnijmy, że 24 czerwca Sejm uchwalił nowelizację Kodeksu postępowania administracyjnego. Zgodnie z nowymi przepisami po upływie 30 lat od wydania decyzji administracyjnej niemożliwe będzie postępowanie w celu jej zakwestionowania.

Tuż po decyzji Sejmu w mediach społecznościowych ambasady Izraela pojawił się szokujący komunikat. „Procedowana obecnie zmiana ustawy w rezultacie uniemożliwi zwrot mienia żydowskiego, lub ubieganie się o rekompensatę za nie, ocalonym z Zagłady i ich potomkom oraz społeczności żydowskiej, dla których Polska przez stulecia była domem. To niepojęte” – napisano.

„To niemoralne prawo poważnie uderzy w stosunki między naszymi państwami. Z powagą podchodzimy do próby uniemożliwienia zwrotu prawowitym właścicielom mienia zagrabionego w Europie Żydom przez nazistów i ich kolaborantów. Polska wie, co jest właściwym krokiem w tej sprawie” – podkreśla ambasada Izraela.

I tak oto historia zatoczyła koło. Polska nadal jest uważana przez Zachód oraz „starszych i mądrzejszych” za „barachło”, a Polacy to dla nich „dzicz i niewolnicy” jak pisał o naszej ojczyźnie i naszych rodakach w przededniu Bitwy Warszawskiej brytyjski lord Edgar Vincent D’Abernon. Okazuje się, że według Blinkena i ludzi, którym sekunduje Polacy nie mają prawa być gospodarzami we własnym kraju i sami decydować, co dla nich dobre, a co złe, a każda zmiana przed wprowadzeniem musi zyskać akceptację ludzi, którzy wiedzą „jak powinno być”.

za:pch24.pl

***

Premier odpowiada sekretarzowi stanu USA: „Zapraszamy do przeanalizowania przepisów”

Premier Mateusz Morawiecki odpowiedział na wątpliwości sekretarza stanu USA, który wczoraj na Twitterze zamieścił wpis wyrażający "głębokie zaniepokojenie" z powodu m.in. nowelizacji ustawy medialnej. - Nie ma tutaj żądnych zamiarów wobec konkretnej telewizji - uciął spekulacje Morawiecki.

Szef dyplomacji USA Anthony Blinken wyraził wczoraj "głębokie zaniepokojenie" z powodu uchwalenia przez Sejm RP nowelizacji tzw. ustawy medialnej oraz zakończenie prac parlamentarnych nad nowelą Kodeksu postępowania administracyjnego. Jak zaznaczył, "te akty legislacyjne są sprzeczne z zasadami i wartościami, na których zbudowane są nowoczesne i demokratyczne państwa". Zaapelował też do polskiego rządu, by zademonstrował "swoje przywiązanie do tych wspólnych zasad nie tylko w słowach, ale i czynach".

Premier Mateusz Morawiecki powiedział dziś, że nowelizacja Kpa wynika z konieczności wykonania wyroku TK. "Nie ma to nic wspólnego z obawami kierowanymi pod naszym adresem przez naszych amerykańskich przyjaciół" - podkreślił.

Jak wyjaśnił, rząd nie chce, "by dochodziło do takich patologii jak te, które miały miejsce w Warszawie i nie tylko".

- Odnajdywanie gdzieś 130-letnich, żyjących w Ameryce Południowej jeszcze przedwojennych właścicieli, których - o zgrozo - polskie sądy akceptowały jako rzeczywiście żyjących, (...) podpisujących dokumenty notarialne. To była kpina z prawa, kpina ze sprawiedliwości i wszyscy o tym wiedzieli - tłumaczył premier.

Nowelizacja Kpa zmienia przepisy nakazujące uznawanie decyzji administracyjnej za nieważną z powodu "rażącego naruszenia prawa" - bez względu na fakt, jak dawno ją wydano. Zapisy noweli oznaczają m.in., że po upływie 30 lat od wydania decyzji administracyjnej niemożliwe będzie wszczęcie postępowania w celu jej zakwestionowania, np. w sprawie odebranego przed laty mienia. Uchwalenie noweli w połowie czerwca spotkało się m.in. z ostrą reakcją strony izraelskiej. Polskie MSZ tłumaczyło, że u podstaw nowelizacji leży "potrzeba zapewnienia zaufania obywateli do państwa i realizacji zasady pewności prawa". "Możliwość podważenia decyzji władz publicznych nie może być nieograniczona czasowo" - podkreślał resort.

Blinken wyraził też "głębokie zakłopotanie" przegłosowaną przez izbę niższą parlamentu nowelizacją tzw. ustawy medialnej, która może dotknąć telewizji TVN, "najczęściej oglądanej niezależnej stacji informacyjnej, która jest też jedną z największych amerykańskich inwestycji w kraju".

Morawiecki podkreślił, że nowelizacja tzw. ustawy medialnej nie jest wymierzona w konkretną stację. "Nie ma tutaj żądnych zamiarów wobec konkretnej telewizji, tylko jest zamiar uszczelnienia przepisów po to, aby nie mogło dochodzić do takiej sytuacji, żeby firmy spoza UE kupowały sobie dowolnie w Polsce media" - mówił szef rządu.

    "Pokazujemy w ten sposób dobre intencje, ale zarazem powagę państwa polskiego. Nie możemy się zgodzić, żeby ktoś z zewnątrz bez naszej wiedzy mógł w dowolny sposób nabywać udziały i kapitał w polskich mediach"

za:niezalezna.pl

***

Jaki o TVN: ordynarne łamanie prawa

Po przegłosowaniu przez Sejm nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji (zwanej także "lex TVN") europoseł Patryk Jaki zamieścił w internecie nagranie, na którym skrytykował prawne uwarunkowania istnienia stacji. Wypowiedział się także na temat materiałów publikowanych przez stację.

- TVN kupiła firma, która znajduje się w 100 proc. poza Europejskim Obszarem Gospodarczym. Oni o tym dobrze wiedzieli, więc założyli sobie firmę-kogucik z siedzibą na lotnisku w Amsterdamie, która nie zatrudnia żadnego pracownika. Ta firma udaje, że jest firmą europejską. To ordynarne łamanie prawa - uważa Jaki.

Jaki skrytykował także materiały produkowane przez TVN i zarzucił im brak "obiektywizmu" i "niezależności".

Zdaniem Jakiego TVN jedynie próbuje zaprezentować się jako "niezależne i obiektywne medium".

- To, co budowało zawsze siłę polskości, to był kościół katolicki, osoby, autorytety, które formowały wiele pokoleń Polaków, jak Jan Paweł II czy kard. Stefan Wyszyński. (...) Dzisiaj w TVN przedstawia nasze autorytety, jako osoby co najmniej kryjące pedofilię. (...) Patriotyzm jest przedstawiany jako nienormalność. Ludzie idący w Marszu Niepodległości są pokazywani jako faszyści wariaci - wskazał Jaki.

W ocenie Jakiego TVN ponosi odpowiedzialności za "reedukację" Polaków i "rozwalenie autorytetów". Europoseł podkreślił także bezkrytyczny stosunek TVN do Unii Europejskiej.

- TVN tak kształtuje młodych ludzi – jeśli chcesz być wielkomiejskim inteligentem, to musisz w ciemno popierać to, co mówi Unia Europejska - dodał.

za:www.fronda.pl


***

 Prof. J. Kawecki o ustawie medialnej: W TVN i innych publikatorach podaje się, że jest to ograniczenie wolności słowa, działanie przeciwko pluralizmowi, a tymczasem to dostosowanie do wymagań, które obowiązują od 2004 roku


W programach TVN, ale także w różnych innych publikatorach podaje się, że jest to działanie na ograniczenie wolności słowa, działanie przeciwko pluralizmowi itd. Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie. Jest to dostosowanie do wymagań, które obowiązują od 2004 roku w Ustawie o radiofonii i telewizji – mówił prof. Janusz Kawecki, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, w czwartkowej audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.  

Sejm przyjął ustawę medialną, która może wymusić zmiany własnościowe w stacji TVN. Projekt poparli politycy Kukiz’15. Aby odeprzeć zarzuty o zamykanie niewygodnych mediów Prawo i Sprawiedliwość zgłosi w Senacie poprawkę, w myśl której granica 49 proc. kapitału spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego, nie będzie obejmowała koncesji satelitarnej. [czytaj więcej]

Gość Radia Maryja wskazał, że grupa posłów skierowała do Sejmu projekt ustawy o zmianie Ustawy o radiofonii i telewizji i jest on objęty drukiem nr 1389.

    – Projekt był w kolejnych czytaniach i został przyjęty przez Sejm. Następnie został skierowany do Senatu. Dlaczego budzi takie emocje? Wśród tych, którzy próbowali obchodzić przepisy (tak wynika z dotychczasowych zapisów) i nie realizowali w pełni zapisów ustawowych, jest właściciel programu, którego wniosek obecnie jest objęty badaniem przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji o kolejny okres koncesji. Obecna koncesja kończy się 26 września 2020 roku. Wniosek był badany przez KRRiT od momentu, od którego mógł być badany tzn. od początku października 2020 roku. Jeśli byśmy sięgnęli do dokumentów, kiedy po raz pierwszy był on na posiedzeniu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji to 8 października 2020 roku. Z badania, które jest dość obszerne, z otrzymywania od nadawcy coraz to nowych i potrzebnych materiałów (bo poprzednie nie dawały wszystkich informacji), stwierdziliśmy, że wymagania zapisane w ustawie w dotychczasowym ujęciu o udziale kapitału właścicielskiego, mogą być nie większe niż 49 proc., jeśli beneficjent w strukturze kapitałowej znajduje się poza Europejskim Obszarem Gospodarczym. Jest to Discovery i w 100 proc. jest właścicielem stacji TVN – powiedział prof. Janusz Kawecki.   

Członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji podkreślił, że dlatego jest to niespełnienie wymagań.

    – W programach TVN, ale także w różnych innych publikatorach podaje się, że jest to działanie na ograniczenie wolności słowa, działanie przeciwko pluralizmowi itd. Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie. Jest to dostosowanie do wymagań, które obowiązują od 2004 roku w Ustawie o radiofonii i telewizji – wskazał gość Radia Maryja.    

Prof. Janusz Kawecki zwrócił uwagę, że praktycznie sprawdzanie i ocenianie dotyczy części kapitałowej.

    – Procedura wygląda tak, że najpierw jest złożony wniosek, potem są czytania, projekt trafia do komisji i pojawiają się nowe propozycje uzupełnień. I rzeczywiście jak się patrzy na te uzupełnienia, które są wprowadzane do tego projektu jako poprawki, to widać, że np. ostatnia poprawka, która była głosowana, dotyczyła procesu dostosowawczego dla tych, którzy omijali prawo. A ponieważ obecnie rozpatrywana jest koncesja TVN24 w związku z tym, dopatrzono się, że jest to projekt zwany Lex TVN – zaznaczył gość audycji „Aktualności dnia”.

    – To nie tylko dotyczy TVN. Można zaobserwować, że widać różne drogi, którymi chcą podążać także niektórzy inni nadawcy. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że przedstawiciel wnioskodawców grupy posłów na posiedzeniu Sejmu w środę informował o tym, że jeszcze jest jedna poprawka, która się zawieruszyła i będzie chęć, żeby na drodze senackich rozważań jeszcze ją wprowadzić. Wtedy już będzie widać wyraźnie, że przesunięcia terminowe na czas dostosowania wiążą się z obecnie rozważanymi nadawcami, którzy tego wymagania ustawowego nie spełniają. To są ci, którzy są własnością TVN – powiedział członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.  

Należy pamiętać, że okres dostosowawczy ma 7 miesięcy i jest on po to, by pozbyć się tych 51 procent.

    – Bardzo istotna jest ochrona kapitału polskiego szczególnie w zakresie własności mediów. Ważne jest to, kto będzie właścicielem mediów, które kształtują. Media są opiniotwórcze, reprezentują opinie, więc to nie jest to samo, co w umowach gospodarczych pomiędzy państwami. Niektórzy powołują się na umowy gospodarcze, które są np. między Stanami Zjednoczonymi a Polską. Tam wyraźnie jest zaznaczenie, że nie odnosi się to do mediów. Ktoś nie chce pokazać, że wcześniej naruszane było prawo obowiązujące w Polsce, wobec tego używa innych argumentów, które mówią o jakiejś wolności słowa, pluralizmie. Przecież wolność słowa i pluralizm będą dalej zachowane, tylko że ten, kto decyduje o danym medium, jeśli znajduje się poza Europejskim Obszarem Gospodarczym (do którego weszliśmy w 2004 roku, wstępując do Unii Europejskiej), powinien dostosować się do tego, że od tamtego czasu w stosunku do tych, którzy znajdują się poza tym obszarem, ich udział właścicielski w danym medium kapitałowo nie jest decydujący – podsumował gość Radia Maryja.        

za:www.radiomaryja.pl

***

D. Sośnierz o ataku na niego przed Sejmem: Gdyby coś takiego wydarzyło się na Marszu Niepodległości, że jakaś posłanka Lewicy, czy poseł PO byłby napadnięty przez uczestników, to na drugi dzień w Sejmie byłby wniosek o delegalizację wszystkich organizacji na prawo od PiS

Strona lewicowa zbyt łatwo usprawiedliwia przemoc po swojej stronie; to może doprowadzić do tragedii, jeśli nie zejdą z tej ścieżki – mówił w czwartek poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz, który został dzień wcześniej zaatakowany podczas protestu przed Sejmem.

W środę wieczorem kilkaset osób protestowało przed Sejmem przeciwko przyjęciu przez Izbę noweli tzw. ustawy medialnej, która zdaniem wielu komentatorów wymierzona jest w TVN. Gdy poseł Sośnierz wyszedł z terenu Sejmu, grupa osób zaczęła go otaczać, wykrzykując „wyp…laj, wyp…laj”. Ostatecznie poseł opuścił teren wokół Sejmu w asyście policji.

    „Trudno powiedzieć, do czego mogło dojść. Wojenna retoryka może skończyć się tragedią, należy się wystrzegać takich emocji politycznych” – podkreślał Dobromir Sośnierz w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie w czwartek.

Przyznał, że po wieczornych głosowaniach był przed Sejmem popychany i kopany. Nie był jednak umyślnie oblany, jak sądził początkowo, gdyż – jak relacjonował – okazało się, że to herbata posłanki Urszuli Zielińskiej, która ruszyła mu z pomocą, zasłoniła go sobą, ale miała kubek w ręku.

    „Zachowała się bardzo odpowiedzialnie i porządnie w tej sytuacji. I za to szacunek” – podkreślił poseł Konfederacji.

Dobromir Sośnierz mówił, że napierający tłum, krzyczący „wyp…laj”, skojarzył mu się ze sforą psów.

    „Jest też taki efekt, że jak psy przez siatkę na siebie szczekają, to gdy siatka się kończy, to są mniej agresywne. Tam największe rozjuszenie zaczęło się, kiedy policja nas oddzieliła. Bo wtedy już wiedzieli, że mogą bezpiecznie szczekać, bo już im policja nie pozwoli nic zrobić” – relacjonował.

Przyznał, że wtedy też „większy pan, bardzo agresywnie się wypowiadał i przechodził do gróźb karalnych”.

    „To była małpiarnia, i ci ludzie przynieśli tylko wstyd tej stronie sporu” – ocenił.

Dodał jednak, że gorsze od agresji manifestantów było dla niego zachowanie obecnych na miejscu niektórych posłów.

    „Niektórzy posłowie niezbyt kategorycznie się od tego odcięli, albo w ogóle, a początkowo dolewali oliwy do ognia” – ocenił. Wskazał na „słabe” komentarze Magdaleny Filiks oraz zachowanie Marzeny Okły-Drewnowicz, posłanek Koalicji Obywatelskiej.

Mówił o nich także poseł Robert Winnicki podczas czwartkowej konferencji prasowej w Sejmie, gdy zapowiedział skierowanie przez Konfederację wniosków do komisji etyki poselskiej oraz do policji, „o ukaranie, o ściganie posłów zaangażowanych w ten haniebny, barbarzyński atak hołoty na naszego posła”.

    „Poseł Marzena Okła-Drewnowicz chwaliła się potem atakiem na Dobromira Sośnierza w mediach społecznościach (napisała: »Do posła Sośnierza przemówił Naród« i później usunęła swój wpis – PAP), natomiast na miejscu obecna poseł Magdalena Filiks podżegała tłum do bezpośrednich, fizycznych ataków na posła Dobromira Sośnierza” – powiedział Robert Winnicki.

Posłanka Magdalena Filiks stanowczo odcięła się od zarzutów Winnickiego, jakoby miała „podżegać tłum”.

    „To jest stek bzdur” – podkreśliła.

    „Jak tam przyszłam, to nie było tam już żadnej przemocy. Stał pan Sośnierz otoczony kordonem policji” – mówiła posłanka.

Sośnierz, pytany o wykorzystane przez Roberta Winnickiego określenia „podżeganie”, przyznał, że „podżeganie, to rzeczywiście byłoby złe określenie”.

    „Raczej (było to) podgrzewanie atmosfery” – ocenił.

    „Przede wszystkim pani poseł powinna zacząć od przeprosin. Ona wiedziała o tym od razu, i ja sam ją o tym informowałem, i o tym rozmawialiśmy, a ona to nagrywała. Więc niech to pokaże. (…) Na pewno nie jest tak, że dopiero pół godziny później dowiedziała się, że doszło do szarpaniny i przemocy. Wiedziała o tym od razu i sam jej o tym mówiłem” – zaznaczył.

Jak dodał, „jej komentarze były właśnie w rodzaju »ho, ho ho, proszę jak panu tutaj naród odpowiada«”.

    „Jeśli to mieliby być przedstawiciele narodu, którzy krzyczą wyzwiska, to raczej byłoby obraźliwe dla narodu, gdyby to miała być jego adekwatna reprezentacja. Więc pani poseł nie dość, że obraziła naród, to jeszcze próbowała to bagatelizować” – powiedział.

Pytany, czy spodziewa się uspokojenia nastrojów po apelach wielu liderów politycznych, a wśród nich premiera Mateusza Morawieckiego, przyznał, że jest co do tego sceptyczny, bo – jak mówił – „co oni mają powiedzieć w takiej sytuacji”.

    „Scena polityczna żyje konfliktem, wszyscy próbują jak najbardziej podgrzewać swój elektorat, jak najbardziej go mobilizować takimi emocjami, co oczywiście jest bardzo niebezpieczne; ale też wątpię, aby apele o zdrowy rozsądek zwyciężyły nad bieżącą kalkulacją polityczną” – ocenił Dobromir Sośnierz.

Podsumowując przyznał, że na każdym proteście „znajdują się durnie”, ale – jak podkreślił – „gdyby coś takiego wydarzyło się na Marszu Niepodległości, że jakaś posłanka Lewicy, czy poseł Platformy Obywatelskiej byłby napadnięty, kopany, przez uczestników, to na drugi dzień w Sejmie byłby wniosek o delegalizację pewnie wszystkich organizacji na prawo od PiS”.

Jak dodał, „i na pewno nie byłoby ze strony Konfederacji jakiejkolwiek próby usprawiedliwiania, naigrywania się z tego, tylko jednoznaczne potępienie”.

    „Strona lewicowa zbyt łatwo usprawiedliwia przemoc po swojej stronie, i to może doprowadzić do tragedii, jeśli nie zejdą z tej ścieżki. Nie. Naprawdę nie idźcie tą drogą” – apelował.

Dobromir Sośnierz podczas głosowania nad nowelizacją tzw. ustawy medialnej wstrzymał się od głosu. Za przyjęciem nowelizacji ustawy głosowało 228 posłów, przeciw było 216, wstrzymało się 10 osób.

za:www.radiomaryja.pl

***

Pracownik Polsatu wśród osób, które zaatakowały Sośnierza

Okazuje się, że w grupie osób, które dopuściły się skandalicznego ataku na posła Konfederacji, był pracownik stacji Polsat.

 Jako pierwszy informację podał serwis medianarodowe.com. "Mediom Narodowym udało się zidentyfikować tożsamość jednego z napastników. Postawny mężczyzna, widoczny w okolicy 30 sekundy opublikowanego w mediach społecznościowych nagrania z zajścia to pracownik telewizji Polsat" – czytamy.

Tożsamość mężczyzny potwierdził dziennikarz Marcin Dobski z seriwsu salon24.pl: "Tu jakaś nieprawdopodobna sytuacja. Wśród atakujących posła Sośnierza był pracownik, realizator z Polsatu, Mateusz Groc. Napisałem do niego i potwierdził (w bluzie z kapturem)".

 "Jest on synem polityka związanego z Kukiz’15 i PSL. Ojciec agresora, Artur Groc w wyborach samorządowych w 2018 r. bez powodzenia kandydował do sejmiku województwa lubuskiego z ramienia Kukiz’15. Następnie, również bez sukcesu, w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 kandydował na europosła z list KWW Kukiz’15. Wreszcie w wyborach parlamentarnych w 2019 roku kandydował do Sejmu z list PSL. Posłem jednak także nie został. W przeszłości pracował w telewizji Superstacja" – podają medianarodowe.pl.

"Może się skończyć tragedią"

– Trudno powiedzieć, do czego mogło dojść. Wojenna retoryka może skończyć się tragedią, należy się wystrzegać takich emocji politycznych – podkreślał Dobromir Sośnierz w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie. Przyznał, że był przed Sejmem popychany i kopany.

Sośnierz mówił, że napierający tłum, krzyczący "wyp...laj", skojarzył mu się ze sforą psów: – Jest też taki efekt, że jak psy przez siatkę na siebie szczekają, to gdy siatka się kończy, to są mniej agresywne. Tam największe rozjuszenie zaczęło się, kiedy policja nas oddzieliła. Bo wtedy już wiedzieli, że mogą bezpiecznie szczekać, bo już im policja nie pozwoli nic zrobić.

za:dorzeczy.pl


***

-Jak to jest, że o czołowych " obrońcach demokracji" najwięcej informacji można było przeczytać u Jerzego Roberta Nowaka w "Czerwonych dynastiach" albo u Kani, Marosza i Targalskiego w serii "Resortowe dzieci"?
-Jak to jest że  owe "wolne media obrońców demokracji" są głównymi bohaterami tomu "Media" z serii "Resortowe dzieci"?

TVN jest nawet bohaterem osobnego rozdziału w tym tomie. Dodatkowo TVN jet także bohaterem raportu Komisji Likwidacyjnej WSI. Wymowne też jest to, że tylko PiS  spośród istniejących partii politycznych jedyny nie miał ludzi na Liście Nizińskiego. A PiS wyrósł z PC jedynej partii, która nie miała ludzi na listach Macierewicza i Milczanowskiego /p/.