Polecane

Ks.prof.Paweł Bortkiewicz TChr - Obcego nie zawsze się przyjmuje

„Humanitarna i ewangeliczna reakcja na problemy związane z migrantami i uchodźcami nie może być nigdy ograniczana czy zawieszana przez jakąkolwiek jurysdykcję. Gościnność względem obcego jest jednym z wyznaczników naszej wiary”. Te słowa napisał przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Migracji i Pielgrzymek w komunikacie w sprawie uchodźców docierających do Polski.

Oczywiście, kiedy porównamy te słowa ze wskazaniami Chrystusa Pana ze sceny Sądu Ostatecznego, kiedy Jezus mówi „byłem obcy a przyjęliście Mnie”, to porównanie nakazuje nam podjęcie konkretnych kroków i działań pomocowych. Warto jednak i trzeba koniecznie zastanowić się nad pojęciem owego „obcego”.
Przepraszam za niezbyt taktowne porównanie, ale kiedy we wrześniu 1939 roku naszą granicę najpierw zachodnią, a później wschodnią przekraczali obcy - to przecież powinnością moralną nie było udzielanie im gościnności. Powinnością moralną był zdecydowany odpór obcych.

Zdaję sobie sprawę z pewnej niestosowności tego porównania. Ale jego celem jest pokazanie, że „obcość” zarówno kiedyś, jak i dziś usytuowana jest bardzo mocno w kontekście społeczno-politycznym. Dlatego też zresztą posługujemy się całym szeregiem określeń precyzujących ową „obcość”. W narracji politycznej i medialnej, która dzisiaj się pojawia w odniesieniu do naszej wschodniej granicy z Białorusią, padają często słowa mówiące o „uchodźcach” porzuconych, przebywających na „ziemi niczyjej” między Białorusią a Polską. To zdanie zawiera w sobie przynajmniej dwa przekłamania.

Po pierwsze, jak permanentnie podkreślają przedstawiciele Straży Granicznej, nie ma „ziemi niczyjej”. Jest ziemia białoruska i jest ziemia polska. Grupa próbująca przedostać się do polski znajduje się na terenie Białorusi. Nie jest zatem porzucona, nie znajduje się w zawieszeniu.

Po drugie, ta grupa ludzi nie jest dla nas, Polaków grupą uchodźców. Nie próbuje przekroczyć naszej granicy z państwa dotkniętego pożogą wojny, nie ucieka przed prześladowaniami ani przed represjami. Jeżeli tego nawet dokonała (bo kim są i dlaczego tam są możemy spekulować) to owo przekraczanie „uchodźcze” zakończyło się w momencie stanięcia tych ludzi na ziemi białoruskiej. W tej chwili ci ludzie są dla nas emigrantami.

Kościół akcentując prawo do migracji wskazywał niezmiennie, że nie odpowiada mu symetryczny obowiązek państw do przyjmowania migrantów.

Dobitnie wyraził to św. Jan Paweł II w swojej adhortacji o Europie:

„W obliczu zjawiska migracji pojawia się problem zdolności Europy do wypracowania form roztropnego przyjmowania i gościnności. […] Każdy musi przyczyniać się do rozwoju dojrzałej kultury otwartości, która ma na uwadze jednakową godność każdej osoby i należytą solidarność z najsłabszymi, domaga się uznania podstawowych praw każdego migranta. Do władz publicznych należy sprawowanie kontroli nad ruchami migracyjnymi, z uwzględnieniem wymogów dobra wspólnego. Przyjmowanie migrantów winno zawsze odbywać się w poszanowaniu prawa, a zatem, gdy to konieczne, towarzyszyć mu musi stanowcze tłumienie nadużyć”.