Katolicy w Rosji z wielkim przejęciem przeżywali wczorajszy akt poświęcenia ich kraju Niepokalanemu Sercu Maryi. Jak przypomina wikariusz generalny katolickiej archidiecezji Moskwy, ks. Kirył Gorbunow, patriarchat moskiewski zawsze z wielką podejrzliwością podchodził do objawień w Fatimie, a w szczególności do tego, co Matka Boża mówiła o Rosji i potrzebie jej nawrócenia.
Tym niemniej można mieć nadzieję, że ogół wiernych nie odbiera tej konsekracji jako zakwestionowania wiary prawosławnych Rosjan, lecz jako zaproszenie do wspólnej modlitwy za ich ojczyznę.
Ks. Kirył Gorbunow zauważa, że zanim jeszcze Papież podjął decyzję o konsekracji, wielu rosyjskich katolików zwracało się z prośbą do swych biskupów, by poświęcili Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi. Widzą w tym bowiem wyraz głębokiego zaufania do Maryi jako naszej matki – zaznaczył w wypowiedzi dla Radia Watykańskiego ks. Gorbunow.
„W tym akcie konsekracji wyraża się najgłębsza nadzieja naszych wiernych. Wierzymy, że ten akt doprowadzi do przemiany ludzkich serc i pozwoli znaleźć pokojowe rozwiązanie tej tragedii. Wszyscy w Rosji, nie tylko katolicy, są wstrząśnięci, zaszokowani tym, co się dzieje. Nikt, naprawdę nikt, się nie spodziewał, że coś takiego może się wydarzyć. Oczywiście jako katolicy wierzymy, że wola Boża względem tych wydarzeń jest jasna, Objawienie mówi nam co jest złe, a co dobre. Ufamy w głębi serca, że Pan nas poprowadzi i ukarze nam pośród tych ofiar, które niestety mają miejsce, konieczność pokoju, dialogu i zrozumienia, że jak mówi Ojciec Święty, żyjemy w jednym małym świecie, którego nie wolno dzielić i żywić wrogości względem siebie nawzajem“ – powiedział papieskiej rozgłośni wikariusz generalny archidiecezji Matki Bożej w Moskwie.
za:pch24.pl
***
Ukraina/ Metropolita Epifaniusz: dziesiątki parafii odchodzą z Patriarchatu Moskiewskiego
Dziesiątki parafii i kilka monastyrów wystąpiło już z Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego i przeszło do Cerkwi Prawosławnej Ukrainy (CPU) – podała w niedzielę agencja Ukrinform, cytując metropolitę CPU, biskupa Epifaniusza.
Według Ukrinformu chodzi o parafie w obwodach lwowskim, iwanofrankowskim, chmielnickim, zakarpackim, tarnopolskim, rówieńskim, wołyńskim, kijowskim i czerkaskim oraz monastyry w obwodzie lwowskim. CPU apelowała wcześniej do wiernych Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego, by odchodzili ze wspólnoty podlegającej kanonicznemu zwierzchnictwu Rosji.
"Z miłością przyjmujemy naszych braci i siostry do rodziny Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej. Jesteśmy przekonani, że to tylko początek, a wielu duchownych i wiernych +otworzy oczy+, w tym także ci, którzy wciąż są oszukiwani, pozostają pod władzą Moskwy i mają za patriarchę kogoś, kto teraz błogosławi rosyjskich żołnierzy" – podkreśliła
za:www.niedziela.pl
***
Putin wykorzystywał ekologów przeciw Zachodowi
Wojna na Ukrainie pokazała wyraźnie, jak bardzo Europa stała się zależna od rosyjskiej ropy i gazu. Próby samodzielnego wydobycia gazu ziemnego często kończyły się niepowodzeniem z powodu protestów organizacji broniących klimatu, wspieranych pieniędzmi z Moskwy - pisze "Die Welt".
Interesy zachodnich obrońców klimatu i rosyjskiego dyktatora Władimira Putina były zbieżne, choć ich motywacje była odmienna - ocenia niemiecki dziennik.
Od lat pojawiają się sygnały, że Moskwa - chcąc sama sprzedawać więcej gazu i ropy - wspiera aktywistów w USA i Europie w ich walce z paliwami kopalnymi - zauważa "Die Welt" w opublikowanym w czwartek artykule. Dodaje, że w różnych źródłach pojawiały się informacje o finansowaniu przez Rosję różnych organizacji pozarządowych.
"Rosyjski rząd przekazał 82 miliony euro europejskim stowarzyszeniom ochrony klimatu, których celem jest zapobieganie produkcji gazu ziemnego w Europie" - pisze gazeta. Zaznacza, że były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen informował w 2014 roku, że Rosja wspierała organizacje ekologiczne "w celu utrzymania europejskiej zależności od rosyjskiego gazu". Zarzuty te odpierał wtedy m.in. Greenpeace.
Europa, podobnie jak USA, posiada ogromne zasoby gazu łupkowego. Na początku pierwszej dekady XXI wieku duże firmy energetyczne w Europie były gotowe do rozwoju eksploatacji tych pokładów. "Ale zasoby pozostały w ziemi, presja aktywistów klimatycznych na firmy i rządy doprowadziła do odwrócenia się inwestorów" - podkreśla "Die Welt", powołując się na ustalenia dzienników "Financial Times" i "New York Times". Dodaje, że wtedy załamały się poszukiwania nowych złóż gazowych w Europie.
Eksperci zastanawiali się nad "nagłym" pojawieniem się dobrze zorganizowanych grup, zajmujących się zwalczaniem procesu szczelinowania w Europie Wschodniej, gdzie Rosja sprzedaje swoją energię - zauważa niemiecki dziennik.
Wielki sprzeciw wobec wydobycia gazu ziemnego w Europie sprawił, że gaz z Rosji stał się atrakcyjny. Europa radykalnie ograniczyła wydobycie gazu ziemnego konwencjonalnymi metodami - 15 lat temu wydobywano więcej gazu, niż eksportowała Rosja. Kontynent europejski pokrywa obecnie około 40 proc. swojego zapotrzebowania na gaz ziemny dostawami z Rosji - wylicza "Die Welt".
W ostatnich latach szczególnie Niemcy uzależniły się od energii z Rosji. Wycofując się z energetyki jądrowej, zaplanowały dziesiątki nowych elektrowni gazowych, gdzie głównym dostawcą surowca miała być Rosja - podkreśla gazeta.
"Kiedy były prezydent USA Donald Trump oświadczył w 2018 roku, że Niemcy uzależniły się od Rosji w zakresie dostaw energii, niemieccy dyplomaci wyśmiewali to. Jednak rosyjska inwazja na Ukrainę bezlitośnie ujawniła tę zależność Niemiec. Kanclerz Olaf Scholz przyznał wprost, że Niemcy są uzależnione od rosyjskiego gazu" - zaznacza "Die Welt".
Jak podsumowuje gazeta, walka z wydobyciem gazu ziemnego w Europie i USA nie posłużyła ostatecznie ochronie klimatu. Gaz ziemny jest nadal spalany, tyle że pochodzi z Rosji. Elektrownie jądrowe zostały zamknięte na rzecz energetyki opartej na gazie. Wojna na Ukrainie spowodowała wzrost cen gazu ziemnego, przez co rośnie zapotrzebowanie na węgiel - a to powoduje wzrost emisji CO2. Z powodu braku alternatywy dla rosyjskiego gazu Niemcy biorą pod uwagę przedłużenie funkcjonowania elektrowni węglowych - zauważa "Die Welt".
za:info.wiara.pl
***
Boże, chroń… Putina – rosyjskie dzieci rozpoczną lekcje od obowiązkowej modlitwy
Doradca Władimira Putina Władimir Miedinski zaproponował szczególną reformę rosyjskiej edukacji. Dzieci w rosyjskich szkołach mają rozpoczynać dzień od modlitwy – i to nie byle jakiej, mają się bowiem modlić o chwałę i pomyślność Rosji.
Po akcjach spod znaku “Z” – przymusowego ustawiania uczniów w kształt litery “Z” będącej symbolem “specjalnej operacji” prowadzonej przez rosyjskie wojska w Ukrainie, przyszła kolej na dalsze kroki w uświadamianiu młodym Rosjanom, co mają myśleć. Doradca Putina zaproponował, by najmłodsi wsparli Rosję duchowo – poprzez obowiązkową modlitwę przed lekcjami. Uczniowie mają się modlić za Rosję.
Miedinski powołał się przy tym na praktyki stosowane – jego zdaniem – w szkołach amerykańskich: “We wszystkich państwowych i prywatnych szkołach USA na przestrzeni ostatnich 150 lat lekcje zaczynają się od krótkiej modlitwy o pomyślność Ameryki, jej symboli i flagi (…). 150 lat!” – podkreślił. Problem w tym, że w amerykańskich szkołach nie prowadzi się wspólnych modlitw od kilkudziesięciu lat. Uczniowie mają prawo jedynie do modlitwy prywatnej. Zgodnie z decyzjami Sądu Najwyższego w szkołach nie wolno organizować wspólnych modlitw, nie prowadzi się też lekcji religii.
Propozycja Miedinskiego, przedstawiona na posiedzeniu komisji ds. oświaty historycznej, została przyjęta jednogłośnie (choć niezależne media zwracają uwagę, że nie wszyscy członkowie komisji podnieśli ręce w znak aprobaty). Teraz projekt zostanie skierowany do dalszych prac. Biorąc pod uwagę, że wszelkie projekty dot. propagandy i cenzury wojennej są aktualnie przyjmowane w Rosji w trybie ekspresowym, już niedługo modlitwa rosyjskich dzieci rozbrzmi we wszystkich rosyjskich szkołach.
za:www.stefczyk.info
***
Morawiecki o ataku na Lwów: to wyraźny sygnał, że Rosjanie będą się posuwać dalej
Jest to bardzo wyraźny sygnał Rosjan, że będą się posuwać dalej i my sobie z tego zdajemy sprawę, dlatego wzmacniamy wschodnią flankę NATO - powiedział w sobotę premier Mateusz Morawiecki pytany o rosyjski atak rakietowy na Lwów.
W sobotę premier Mateusz Morawiecki był pytany o ocenę rosyjskiego ataku rakietowego na Lwów, do którego doszło w tym samym czasie, kiedy w Warszawie na placu Zamkowym przemawiał prezydent USA Joe Biden.
"Jest to bardzo wyraźny sygnał Rosjan, że będą się posuwać dalej i my sobie z tego zdajemy sprawę, dlatego wzmacniamy wschodnią flankę NATO, czyli wschodnią część Polski, amerykańskich żołnierzy jest tutaj coraz więcej, już ponad 10 tys. To też jest siła realna wojskowa, oprócz tego rozmawiamy z naszymi sojusznikami o wsparciu w postaci najnowocześniejszego sprzętu i ten sprzęt też do Polski przybył, więc już wzmacniamy nasze bezpieczeństwo" - powiedział premier Mateusz Morawiecki.
Dodał, że dzisiaj najważniejsze jest to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, gdzie na szańcach i barykadach wznoszonych na ulicach "Ukraińcy biją się za naszą wolność".
"Oni tam walczą za nas, a my pomagamy im tutaj, ale też pomagamy w Brukseli, w Waszyngtonie i także przez takie wizyty, jak ta pana prezydenta Bidena w Warszawie" - powiedział premier.
za:info.wiara.pl
***
Niemcy/ Media: Biden w Warszawie powiedział gorzką prawdę
Joe Biden czasami mówi rzeczy, których nie powinien mówić, a przynajmniej nie publicznie. Podczas sobotniego przemówienia w Warszawie powiedział, że Putin powinien być odsunięty. Ze strony Bidena nie była to groźba, ale raczej spontaniczna, gorzka prawda – ocenia w niedzielę "Sueddeutsche Zeitung".
"Na litość boską, ten człowiek nie może pozostać przy władzy" - to jedno zdanie amerykańskiego prezydenta wywołało wiele dyskusji i komentarzy. Wiadomo, że nie było go w zapisie przemówienia i najwyraźniej stanowiło improwizację Bidena – podkreśla gazeta.
Po przemówieniu zastanawiano się, czy "była to polityczna zapowiedź prezydenta Stanów Zjednoczonych i ujawnienie zamiarów (...) Innymi słowy: czy Biden chce zmiany reżimu w Moskwie? A może jego celem jest faktyczne doprowadzenie do zmiany reżimu poprzez presję gospodarczą, polityczną, a nawet militarną?" – zastanawia się "Sueddeutsche Zeitung" (SZ).
Biały Dom zaledwie kilka minut po przemówieniu przyznał, że Biden powiedział coś nieplanowanego i sprecyzował, że prezydentowi chodziło o podkreślenie faktu, że "nie można pozwolić Putinowi na sprawowanie władzy nad sąsiednimi krajami lub regionem". W ocenie niemieckiej gazety jest to "najwyżej połowa prawdy, bo oczywiście Biden mówił o rządach Putina w Rosji i nad Rosją. Zdanie to nie mogło być inaczej zrozumiane".
"Rząd USA rozumie, że paranoidalnemu dyktatorowi z problemami militarnymi i grożącemu użyciem broni nuklearnej nie należy dawać powodów do obaw, gdzy chodzi o przetrwanie polityczne lub osobiste. Pozwolenie Putinowi na myślenie, że USA chcą, by skończył jak Saddam Husajn w Iraku czy Muammar Kaddafi w Libii, nie jest mądrym pomysłem" – zauważa SZ. Z drugiej strony nie widać wyjścia z kryzysu, związanego z osobą Putina. "I na pewno nie ma powrotu do normalności. (Putin) wyraźnie dał do zrozumienia, że chce zburzyć filary porządku, które gwarantowały pokój w Europie od zakończenia zimnej wojny i wciągnąć kontynent z powrotem w ciemne, niebezpieczne czasy. I że dosłownie chce kroczyć po trupach, nie tylko rosyjskich dysydentów, ale także ukraińskich dzieci" - dodaje gazeta i zastanawia się, gdzie zatrzyma się ostatecznie Putin i czy, nim osiągnie cel, "będą musieli ginąć także Polacy, Francuzi lub Amerykanie".
"Wypowidedź Bidena nie była groźbą pod adresem Putina, nie była też przypadkowym przyznaniem się, że Stany Zjednoczone w istocie pracują nad obaleniem rosyjskiego prezydenta (nawet, jeśli zwolennicy spisku twierdzą, że tak właśnie jest)" – pisze "SZ". Przypomina, że w przypadku konfliktu rosyjsko-ukraińskiego Biden a priori wykluczył możliwość interwencji amerykańskiej, jak to miało miejsce w Iraku czy Libii.
"Zamiast tego (Biden) wypowiedział w Warszawie prawdę prostą i zarazem gorzką, z której każdy rząd musi wyciągnąć własne wnioski: Dopóki Władimir Putin będzie u władzy, Europa nie będzie mogła żyć w pokoju" - podsumowuje "Sueddeutsche Zeitung".
za:www.gosc.pl
***
Rosjanie mordują ludzi na Ukrainie, Auchan cieszy się z obrotów... „Będziemy nadal działać w Rosji"
To już 33. dzień, kiedy Ukraina walecznie broni swojego kraju przed rosyjskimi najeźdźcami. Po wybuchu inwazji, setki firm wycofało się z Rosji, nie chcąc finansować ludobójstwa na Ukrainie. Tymczasem zdaniem dyrektora generalnego Auchan Yves Claude, wyjście tej firmy z Rosji odbyłoby się ze szkodą dla rosyjskich konsumentów oraz pracowników. Przedstawianie takich argumentów, podczas gdy giną niewinni ludzie, jest co najmniej niepoważne...
Na naszym portalu opublikowaliśmy listę firm, które nadal prosperują w Rosji i nie mają zamiaru wycofania się z jej terytorium. Jak widać, morderstwa dokonywane przez Kreml nie robią na nich żadnego wrażenia...
Auchan, Leroy Merlin i Decathlon należą do jednego francuskiego holdingu. Władze Ukrainy od wielu dni, a nawet tygodni apelują do przedstawicieli tych spółek, aby wycofali się z rynku rosyjskiego agresora.
„Odmawiając zaprzestania działalności w Rosji, Auchan dokonuje świadomego wyboru na rzecz dalszego sponsorowania rosyjskich okrucieństw na Ukrainie i osiągania krwawych zysków. Wzywam wszystkich klientów i partnerów na całym świecie do bojkotu firm Auchan, Alcampo, Leroy Merlin i Decathlon” - napisał ostatnio minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba na Twitterze.
W kolejnym wpisie, dzień później, Kułeba wyraźnie zaapelował o bojkotowanie firmy Auchan za to, że przykłada rękę do ludobójstwa na Ukrainie.
"Najwyraźniej utrata pracy w Rosji jest ważniejsza niż utrata życia na Ukrainie. Jeśli Auchan zignoruje 139 ukraińskich dzieci zamordowanych w tym miesiącu rosyjskiej inwazji, zignorujmy Auchan i wszystkie ich produkty." - oznajmił.
Co na to zarząd francuskiego koncernu?
Głos w sprawie zabrał sam dyrektor holdingu - Yves Claude.
W wywiadzie dla gazety „Journal du Dimanche” oznajmił, że wycofanie Auchan z Rosji „i przeniesienie jego aktywów do podmiotu trzeciego w tym kraju wzmocniłoby jedynie lokalny ekosystem finansowy, co nie przyniosłoby pokoju”.
"Jeśli Auchan opuści Rosję, pozbawimy pracy 30 tysięcy osób” - powiedział Yves Claude. Podkreślił przy tym, że firma jednocześnie pozostaje obecna w Ukrainie, gdzie zatrudnia około 6 tys pracowników. Przejaw hipokryzji? Tak można to określić.
"To nie jest łatwa decyzja, ale jestem przekonany, że jest to decyzja słuszna. Wspierają mnie właściciele firmy, pracownicy i nasi partnerzy. Ale oczywiście nasze marki są narażone na ryzyko (w związku z bojkotem konsumentów - red.), doświadczamy krytyki w portalach społecznościowych" – powiedział Yves Claude.
Dyrektor koncernu oszacował, że sprzedaż Auchan w Rosji wyniosła w 2021 roku aż 3,2 mld euro. „Czyli 10 proc. naszego globalnego obrotu” – powiedział.
Ocenił przy tym, że wyniki nie są tu najważniejsze, bo w bieżącym roku firma i tak przewiduje straty.
Zełenski kontra Auchan
W tym miejscu należy przypomnieć, że w ubiegłą środę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przed Zgromadzeniem Narodowym Francji apelował, by francuskie firmy wycofały się z Rosji i nie finansowały „wojennej machiny Putina”.
"Francuskie firmy muszą opuścić rosyjski rynek. Renault, Auchan, Leroy Merlin muszą przestać sponsorować machinę wojny Putina. Muszą przestać finansować zabijanie kobiet i dzieci oraz gwałty. Wartości są ważniejsze niż korzyści" – stwierdził ukraiński prezydent.
za:niezalezna.pl
***
Fińskie koleje i dwaj producenci piwa rezygnują ze współpracy z Rosją. Czy sankcje są w stanie zakończyć wojnę na Ukrainie?
Słynny pociąg „Allegro” kursujący pomiędzy stolicą Finlandii Helsinkami a Petersburgiem już nie pojedzie do Rosji. To nowa sankcja nałożona na Moskwę z powodu jej bestialskiej napaści na Ukrainę; ma ona wymowną symbolikę, bowiem dokładnie 12 lat temu ten supernowoczesny pociąg wyruszył w swoją pierwszą trasę do Petersburga z Władimirem Putinem na pokładzie; towarzyszyła mu wówczas jako gospodarz ówczesna pani prezydent Finlandii Tarja Halonen. Pierwszy kurs „Allegro” miał być symbolem odnowienia europejsko-rosyjskich relacji; co ciekawe, ta linia kolejowa funkcjonowała nawet podczas Zimnej Wojny! Rząd Finlandii, po zamknięciu ruchu samolotowego na teren Federacji Rosyjskiej, zdecydował się na odcięcie ostatniej linii komunikacyjnej łączącej Finlandię z Rosją. Z tego powodu w Finlandii „utknęli” liczni obywatele rosyjscy, którzy nie mają obecnie możliwości powrotu do Rosji, pomimo tego, że jak na razie lądowa granica pomiędzy Rosją a Finlandią pozostaje otwarta.
Z Rosji wycofuje się także producent piwa Heineken, uważanego za jedno z najbardziej lubianych przez Rosjan piw. Producent przewiduje przeniesienie działalności na inny rynek. „Jesteśmy zszokowani i głęboko zasmuceni trwającą wojną na Ukrainie. Już wcześniej ogłosiliśmy, że wstrzymujemy nowe inwestycje i eksport do Rosji, obecnie natomiast kończymy sprzedaż i produkcję na terenie Rosji. Nie będziemy czerpać żadnych korzyści finansowych ze współpracy z Rosją; to już rozdział zamknięty. Heineken rezygnuje także ze swojego przedstawicielstwa na terenie Federacji Rosyjskiej”, brzmi oficjalny komunikat firmy Heineken N.V.
Także duński koncern browarniczy Carslberg zdecydował się na zerwanie współpracy handlowej, produkcyjnej i inwestycyjnej z Rosją; tym samym piwo tej marki także będzie dla Rosjan niedostępne: „Podjęliśmy trudną i natychmiastową decyzję o całkowitym pozbyciu się naszej działalności w Rosji”, oświadczył oficjalnie prezes Carlsberga, Ceesat Hart. „Nadal stanowczo potępiamy rosyjską inwazję, która doprowadziła do tak wielu ofiar śmiertelnych, zniszczeń i tragedii ludzkich”, dodaje biznesmen.
Biorąc pod uwagę rozpacz pewnej rosyjskiej nastoletniej influencerki, która, głośno płacząc... powyrzucała na śmietnik swoje buty i ubrania marek, które w ramach sankcji opuściły rynek rosyjski, ciekawe, czy brak ulubionego przez wielu Rosjan piwa wywoła równie rozpaczliwe reakcje.
za:bialykruk.pl
***
Symboliczny los rosyjskiej flagi
Internet obiegło zdjęcie wykonane przed stadionem Łużniki w Moskwie po wiecu-koncercie w 8. rocznicę zajęcia przez Rosję Krymu. Był to spęd 90 tys. ludzi mający być demonstracją poparcia dla napaści na Ukrainę. Na zdjęciu widać śmietnik pełen rosyjskich flag, które uczestnicy prawdopodobnie dostali przed wejściem na stadion. To bardzo wymowny widok.
W każdym normalnym kraju na świecie ludzie szanują swoją flagę i kochają ojczyznę (poza marginesem głośnych performerów, którzy lubią prowokować). Tu jest inaczej – Rosjanie nie szanują ani swojego kraju, ani ojczyzny, co najwyżej nienawidzą innych krajów, a poza tym są konformistami. Na tym daleko się nie zajedzie. Po klęsce na Ukrainie, która prędzej czy później jest nieunikniona, Rosja wpadnie w kłopoty wewnętrzne. Trzeba będzie Rosjanom mądrości, hartu ducha i miłości ojczyzny, żeby zapobiec upadkowi ich kraju. Ale wspomniany obrazek pokazuje, że tego tam nie ma. Każdy myśli tylko o sobie. Dlatego Rosjanie po prostu nie będą bronili swojego kraju przed upadkiem. Prędzej z niego uciekną. Już zresztą co bardziej rozsądni i mądrzejsi z niego uciekają.
Marcin Herman
za:niezalezna.pl
***
Witold Waszczykowski: konfrontacja z Rosją jest nieunikniona
Do konfrontacji z Rosją na pewno dojdzie, dlatego lepiej żeby odbyła się na naszych warunkach, uważa europoseł PiS Witold Waszczykowski.
– Można Rosję nie tyle pokonać, ile nawet wypchnąć z Ukrainy, tylko problem polega na tym, że europejscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych tego nie chcą (…) dziś Europa mogłaby zamknąć wszelkie kanały współpracy z Rosją. Ale Europa tego nie chce. Prezydent Macron mówi o tym, że nie użyłby takich słów jak Joe Biden. Niemcy otwarcie przyznają, że nie stać ich na rezygnację z rosyjskiego gazu. Rosjanie nadal mogą wyjeżdżać na Zachód, uczestniczyć w wydarzeniach sportowych, kulturalnych i naukowych – zauważa były minister sprawiedliwości.
Jego zdaniem, mimo wielu nałożonych sankcji, społeczeństwo nie czuje kosztów poparcia Putina, ponieważ nie udało się przeforsować tych najważniejszych. Co więcej, Zachód cierpi wobec Rosji na „fetysz dialogu”, skutkujący przekonaniem, że Kreml chce rozwiązywać sprawy dzięki wysiłkom dyplomatycznym.
– Dzisiaj skłonienie do rozmów pokojowych spowoduje, że znaczna część Ukrainy znajdzie się pod rosyjską okupacją. Setki tysięcy cywilów będzie deportowane, porywane w głąb Rosji. Dlatego ja jestem zdania, że prędzej czy później dojdzie do konfrontacji z Rosją, bo Rosja tej konfrontacji chce. Jeżeli więc ma do niej dojść to lepiej na warunkach polskich niż rosyjskich – przekonuje Waszczykowski.
Przykładem takiego nastawienia są, w jego ocenie, liczne bombardowania na cele związane z siłami państw zachodnich, np. znajdującego się blisko granicy centrum szkoleniowego wykorzystywanego do operacji pokojowych m.in. przez instruktorów NATO. – To był jasny sygnał już wtedy, że Rosja nie respektuje żadnych granic. A teraz bombardowanie rakietowe Lwowa, w czasie, gdy Biden przebywa w Polsce pokazuje jednocześnie intencje rosyjskie, że oni się nie zatrzymają – zaznacza.
– Dlatego powtarzam raz jeszcze, jeżeli ma dojść do tej konfrontacji, to lepiej żeby ona odbyła się na naszych warunkach – konkluduje Waszczykowski.
za:pch24.pl
***
Kraje G7 odrzucają żądanie Rosji, by płacić w rublach za dostawy gazu
Państwa grupy G7 zdecydowanie odrzucają żądanie rosyjskiego przywódcy Władimira Putina, który domaga się płatności w rublach za dostawy gazu. "Próba Putina, aby nas podzielić, jest oczywista" - skomentował federalny minister gospodarki Robert Habeck po spotkaniu, przeprowadzonym w formie zdalnej ze swoimi odpowiednikami z krajów G7.
"Nie damy się podzielić, a odpowiedź krajów G7 jest jasna: będziemy przestrzegać umów. Żądanie zapłaty w rublach jest jednostronnym i wyraźnym naruszeniem już istniejących umów"" - powiedział Habeck, cytowany przez poniedziałkowy "Bild". "Zawarte umowy są obowiązujące, a podmioty których dotyczą - muszą przestrzegać umów. Oznacza to, że płatność w rublach jest niedopuszczalna".
Po decyzji podjętej przez ministrów G7, rosyjski deputowany Iwan Abramow miał zagrozić wstrzymaniem dostaw gazu, o czym poinformowała rosyjska państwowa agencja informacyjna Ria. Abramow jest członkiem Komitetu Ekonomicznego - wyjaśnia "Bild".
Obecnie Niemcy przewodniczą grupie państw G7, do której należą także Francja, Włochy, Japonia, Kanada, USA i Wielka Brytania. Jak dodał Habeck, w tej rundzie rozmów wzięli też udział przedstawiciele krajów UE.
Władimir Putin ogłosił w zeszłym tygodniu, że dostawy gazu do "nieprzyjaznych Rosji państw" będą rozliczane tylko w rublach. Miałoby to pomóc rosyjskiej walucie, której wartość spadła znacznie od czasu wprowadzenia sankcji gospodarczych. Do tej pory dostawy gazu Niemcy opłacały m.in. w euro - opisuje "Bild".
Habeck dodał, że bierze pod uwagę opcję, że "Putin mógłby zakręcić kurek z gazem". "Jesteśmy przygotowani na wszystkie scenariusze" - podkreślił minister i dodał, że żądanie szefa Kremla pokazuje, że "został on przyparty do muru".
za:info.wiara.pl