Czy w piękne letnie miesiące powinno się poruszać trudne tematy dotyczące życia i śmierci? Czyż to nie czas relaksu i regeneracji sił, tak fizycznych, jak psychicznych? Owszem, ale właśnie w czasie letnich wakacji i urlopów trudno nie myśleć o życiu i śmierci, kiedy media donoszą o kolejnych wypadkach, utonięciach czy innych tragicznych wydarzeniach, w których ludzie tracą życie. Nie podają jednak, ilu ludzi umiera, zanim jeszcze zdąży się narodzić.
W ubiegłym roku wskutek aborcji uśmiercono 44 miliony istnień ludzkich, co oznacza wzrost o 1,4 miliona ludzi w stosunku do roku poprzedniego. Aborcja, która odpowiada za 40 proc. wszystkich zgonów, jest tym samym pierwszą przyczyną śmierci w skali światowej, a dopiero na drugim miejscu są nowotwory.
W ubiegłym tygodniu departament zdrowia Anglii i Walii poinformował o 17-procentowym wzroście usług aborcyjnych, co obrońcy życia nazwali „tragedią narodową”. To jednak nie jest temat odpowiedni na żadną porę roku. Natomiast sama aborcja, jako tzw. prawo kobiety, które próbuje się przeforsować jako prawo człowieka, to już owszem – temat dobry w każdym czasie.
Dokładnie dwa lata temu Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której dostęp do bezpiecznej i legalnej aborcji nazywa prawem człowieka. Rezolucja ta wezwała wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej do „potępienia wszelkich prób ograniczenia dostępu” do usług aborcyjnych. Trudno było nie zauważyć, że apel ten, choć nie wiążący, skierowany był szczególnie do Polski i Malty, w których istnieje znaczące ograniczenie procederu aborcyjnego.
W ubiegłym roku z kolei, obejmując prezydencję w Unii Europejskiej, prezydent Francji Emmanuel Macron stwierdził, że prawo do aborcji powinno zostać wpisane do Karty praw podstawowych UE. Karta, przyjęta w 2000 r., określa prawa i wolności obywateli Unii i ma moc wiążącą, w przeciwieństwie do rezolucji PE. Tym samym francuski prezydent otworzył publiczną debatę na temat decydowania o życiu i śmierci drugiego człowieka tylko dlatego, że on sam nie ma prawa głosu.
W ubiegłym tygodniu mocny głos w tej kwestii zabrała komisja etyczna działająca przy Komisji Konferencji Biskupów Unii Europejskiej (COMECE). W oświadczeniu pt. „Etyczna niedopuszczalność podstawowego prawa UE do aborcji” komisja przekonuje, że Unia Europejska nie ma właściwych kompetencji, by regulować kwestię aborcji. Ponadto przypomina, że Europejski Trybunał Praw Człowieka zadeklarował, że istnieje prawo do życia i można w państwach członkowskich wprowadzać ochronę prawną dzieci nienarodzonych. COMECE podkreśla zresztą, że w ogóle nie istnieje coś takiego jak „prawo do aborcji”.
Mówił o tym wielokrotnie papież Benedykt XVI, który jeszcze w 2018 r. w niepublikowanym wcześniej tekście o prawach człowieka ostrzegał przed nową koncepcją tychże praw, w których nie ma odniesienia do Boga Stwórcy. Papież emeryt przyznał, że mnożenie praw człowieka prowadzi do rozkładu idei prawa i w konsekwencji do ich zanegowania. „Aborcja, samobójstwo, produkcja człowieka stają się prawami człowieka, a zarazem je negują” – napisał. Nie można więc nazwać prawem człowieka czynu, który odbiera życie drugiemu człowiekowi. A chociażby nawet taki czyn zakwalifikowano jako prawo człowieka, to jego etyczna ocena się nie zmieni: pozostanie on moralnie zły. Z kolei prawa człowieka wywodzące się z jego przyrodzonej i niezbywalnej godności – a takim jest prawo do życia – nigdy nie powinny być przedmiotem debaty, dyskusji czy referendum.
Anna Meetschen
za:www.idziemy.pl