Niemal na całym świecie chrześcijanie doznają odrzucenia, są wyśmiewani i spychani na margines. Są jednak regiony, w których prześladowanie jest szczególnie intensywne, a wyznawcy Chrystusa płacą nieustannie cenę własnej krwi za wierność Ewangelii.
W zeszłotygodniowym felietonie na temat tragicznego losu naszych braci w Górnym Karabachu George Weigel zwracał uwagę na kolejne regiony, w których chrześcijanie od wielu lat są ofiarą czystek etnicznych i religijnych, przy cichym przyzwoleniu władz i milczeniu świata. Wymienił wśród nich Benue, Południową Kadunę, Manipur i stan Karen. Czy słyszałeś o tych miejscach? Czy potrafiłbyś je wskazać na mapie? Czy wiesz, co się tam dzieje?
Benue
Chrześcijanie żyjący w Nigerii, której częścią jest stan Benue, doświadczają stałej presji ze strony muzułmanów, ograniczających ich prawa, odbierających im odziedziczone po przodkach ziemie, a nierzadko uciekających się do fizycznej przemocy. Szczególnie dramatyczna sytuacja jest właśnie w Benue. Biskup Wilfred Anagbe z diecezji Makurdi tak opisywał ją, zwracając się do papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie:
„W Dolinie Benue i mojej diecezji Makurdi przez długi czas ataki islamskich bojowników nie tylko zabiły tysiące, ale także wysiedliły miliony, które obecnie znajdują schronienie w obozach rozrzuconych po całym stanie. Zniszczone zostały szkoły, kliniki, kościoły, targi i inne miejsca użyteczności publicznej”.
Biskup Anagbe wskazuje na taktykę islamskich bojówek, które podszywają się pod miejscowych pasterzy. W ten sposób usiłują motywacje religijne ukryć pod pozorami lokalnych utarczek plemiennych. Ostatecznie chodzi jednak nie o miejscowe spory o ziemię, ale o totalną czystkę religijną, precyzyjnie skalkulowane ludobójstwo. Rząd Nigerii nie reaguje na rugowanie chrześcijan z ich ziem i masowe morderstwa. Milczą także organizacje międzynarodowe:
„Przygnębiające jest to, że od początku okrucieństw nie słyszano o żadnych poważnych konsekwencjach wyciągniętych wobec sprawców. Nasz krajowy rząd nie wykazał rzeczywistego zaangażowania w zakończenie zabójstw. Bezczynność i milczenie na temat naszej trudnej sytuacji zarówno ze strony rządu, jak i wpływowych interesariuszy na całym świecie skłania mnie do wniosku, że istnieje zmowa milczenia i silne pragnienie, aby islamiści mogli po prostu patrzeć, jak ludobójstwo w stanie Benue i innych częściach Nigerii uchodzi im na sucho”.
Aby zrozumieć to, co dzieje się w Nigerii, trzeba sięgnąć do roku 1989, kiedy to zgromadzenie muzułmanów w Nigerii przyjęło dokument znany dziś jako „Deklaracja Islamska z Abudży”. Nakreśla ona wizję roli islamu w nigeryjskim społeczeństwie i wzywa do ustanowienia Państwa Islamskiego w Nigerii. Deklaracja Islamska z Abudży jest pod silnym wpływem idei egipskiego bractwa muzułmańskiego i irańskiej rewolucji. Deklaracja twierdzi, że islam jest kompletnym sposobem życia, który powinien kierować wszystkimi aspektami społeczeństwa, w tym polityką, ekonomią i kulturą. Wzywa do wdrożenia prawa szariatu jako podstawy systemu prawnego w Nigerii oraz do ustanowienia państwa islamskiego. Historycznie rzecz biorąc, to właśnie od czasu tej deklaracji Nigeria jest świadkiem nieustannego wzrostu wpływów islamskich fundamentalistów, a krwawe ataki na chrześcijan są jej bezpośrednią konsekwencją.
Południowa Kaduna
Podobna sytuacja ma miejsce w innym nigeryjskim rejonie, Południowej Kadunie, z tą wszakże różnicą, że tam prześladowanie chrześcijan ma jeszcze bardziej otwarty charakter i jest oficjalną polityką miejscowych władz. Rozwiązały one chrześcijańskie struktury plemienne i samorządowe ludu Adara, a w ich miejsce utworzyły muzułmański emirat, z odgórnie nominowanym emirem, choć chrześcijanie stanowią 85-procentową większość w regionie. Wyznawcy Chrystusa są niemal nieustannie atakowani przez miejscowe bojówki islamistyczne (głównie Fulani), a osoby, które ośmielą się sprzeciwić polityce władz gubernatoratu są aresztowane.
Sytuacja ludnościowa w Południowej Kadunie jest bardzo złożona – żyje tam około sześćdziesięciu różnych grup etnicznych, posługujących się kilkunastoma językami. Niektóre raporty porównują ten region do europejskich Bałkanów, wskazując jednocześnie, że nasilanie się napięć etnicznych może wywołać proces analogiczny do bałkanizacji – społeczności, które dotąd egzystowały obok siebie w sposób pokojowy wciągnięte zostaną w polityczne i religijne spory, prowadzące ostatecznie do wojny domowej i czystek etnicznych. I tak właśnie dzieje się w chwili obecnej, jak relacjonują mieszkańcy jednej z wiosek zniszczonych przez islamskie bojówki:
Przed Bożym Narodzeniem w wiosce Mallagum świąteczny nastrój przytłumiały pogłoski, że bojownicy Fulani zamierzają przeprowadzić atak. Ciężko uzbrojone bojówki Fulani zaatakowały już dwie inne wioski w pobliżu, zabijając i raniąc głównie chrześcijańskich mieszkańców oraz paląc ich domy. Mieszkańcy Mallagum nie wiedzieli, czy pozostać na miejscu, czy uciekać w obawie o swoje życie. Ale wielu z nich nabrało otuchy, gdy żołnierze pojawili się w swoich pojazdach wojskowych, jak wspomina Esther Nathan: "Każdego dnia byli w pobliżu, jeździli w górę iw dół po naszej wiosce, a ludzie mówili: "Uratują nas". Byliśmy bardzo szczęśliwi".
Żołnierze mówili, że są głodni, więc mieszkańcy wioski dawali im jedzenie. Jeden był chory i wieśniacy mu pomogli. Mieszkańcy wioski planowali zabrać dzieci do pobliskiego szpitala na wypadek przybycia Fulani. Ale żołnierze powiedzieli: „Nie, nigdzie nie idźcie. Po prostu odpocznijcie. Nic wam się nie stanie. Jesteśmy tu, by was chronić". Esther odetchnęła z ulgą. Być może teraz będą mogli spokojnie przygotować się do Świąt Bożego Narodzenia.
Ale o 10 rano w niedzielę 18 grudnia mieszkańcy wioski zdali sobie sprawę, że zostali zdradzeni. Fulani zaatakowali. I zamiast ich chronić, mężczyźni w mundurach żołnierzy dołączyli do strzelaniny. „Byli razem", powiedziała Esther. „Mieszali się ze sobą". Przybyło więcej mężczyzn ubranych w wojskowe mundury, ale zamiast ratować mieszkańców wioski, dołączyli do Fulani. „Spalili nasze domy – wszystko. Działali razem”.
W tej jednej wiosce zginęło 29 chrześcijan. W całej Nigerii rocznie mordowanych jest ponad tysiąc wyznawców Chrystusa, a wielokrotnie więcej rugowanych jest ze swych ziem, stając się wewnętrznymi uchodźcami w przeludnionych miastach. Rząd Nigerii nie reaguje.
Manipur (Indie)
Tak jak w krajach muzułmańskich głównym powodem prześladowań chrześcijan jest coraz silniejszy fundamentalizm islamski, tak też w Indiach coraz mocniej do głosu dochodzą fundamentalistyczne ugrupowania hinduistyczne, łącząc retorykę religijną z narodowościową. Według nich w Indiach nie ma miejsca na przedstawicieli jakiejkolwiek religii poza hinduizmem. W ostatnich miesiącach trendy te doprowadziły do niezwykle krwawych prześladowań chrześcijan w regionie Manipur, stamtąd zaś rozprzestrzeniają się na sąsiednie stany w północno-wschodnich Indiach. Od początku antychrześcijańskich zamieszek zabito już ponad 180 wiernych, zniszczono zaś cztery i pół tysiąca chrześcijańskich budynków, w tym czterysta kościołów. Ponad pięćdziesiąt tysięcy chrześcijan zmuszonych zostało do ucieczki ze swoich domostw. Dochodzą do tego liczne gwałty dokonywane na chrześcijańskich kobietach.
Podobnie jak w Nigerii tego rodzaju zbrodnie nie byłyby możliwe, gdyby nie milcząca aprobata władz. Premier Indii Narendra Modi chętnie ucieka się do nacjonalistyczno-religijnej retoryki i nie widać żadnych oznak, aby on sam, czy też jego partia, miały zamiar przeciwstawić się prześladowaniu chrześcijan. W tej sytuacji miejscowe władze czują się rozgrzeszone, gdy nie reagują na działania ekstremistów, podburzających tłumy i skłaniających miejscową ludność do dokonywania niezliczonych aktów terroru wymierzonego w wyznawców Chrystusa. Można wręcz założyć, że władze centralne prowadzą podwójną grę: na forum międzynarodowym deklarują poszanowanie praw mniejszości religijnych; w rzeczywistości jednak milcząco popierają prześladowanie chrześcijan, aż do całkowitej anihilacji ich społeczności w poszczególnych regionach.
Karen (Birma/Mjanma)
Lud Karen, mieszkający na terenie Birmy (Mjanma), stanowi odrębną etnicznie grupę. Była to pierwsza grupa ludnościowa, która przyjęła chrześcijaństwo na tych terenach, na skutek misji prowadzonych przez amerykańskich baptystów w XIX wieku. Obecnie szacuje się, że około 20-30 procent tego ludu wyznaje chrześcijaństwo, pozostali zaś – buddyzm lub animizm. Za czasów kolonialnych Karenowie cieszyli się względną autonomią, przyznaną im przez Brytyjczyków. Od momentu uzyskania przez Birmę niepodległości (1948) ich autonomia była stale ograniczana, a szczególnie surowe i krwawe prześladowania rozpoczęły się wraz z objęciem władzy przez reżim wojskowy (1962-2011). Dziesięć lat względnego spokoju (2011-2021) przerwane zostało przez kolejny wojskowy przewrót i od tego czasu prześladowania nasiliły się ponownie.
Tatmadaw (armia i związane z nią wojskowe struktury władzy) podobnie jak rząd Indii chętnie ucieka się do religijno-nacjonalistycznej retoryki. W odróżnieniu od indyjskiego nie posługuje się jednak tłumem dla osiągnięcia swych celów, ale bezpośrednio atakuje chrześcijan. Brutalność żołnierzy, publiczne egzekucje, dziesiątkowanie całych wsi, zbiorowe gwałty są niemal na porządku dziennym.
Patrick Klein, chrześcijański działacz zajmujący się pomocą prześladowanym braciom tak opisuje to, co dzieje się w Birmie:
„Wioski są otaczane i wystrzeliwane są rakiety. Następnie reżim Myanmaru wkracza z karabinami maszynowymi i wybija wszystkich, którzy jeszcze żyją, a później pali wszelkie dowody swych zbrodni. Istnieją doniesienia, że blokują również wioski, aby ludzie nie mogli wyjść i zdobyć jedzenia; donosi się również, że kobiety są gwałcone, a mężczyźni podpalani za życia. Teraz także zatruwają źródła wody pitnej”.
Świadkiem tego rodzaju wydarzeń był Benedict Rogers, przewodniczący zespołu Christian Solidarity Worldwide w Azji Wschodniej. Widział, jak żołnierze podpalali domy i miejscowy kościół, plądrowali i niszczyli klinikę, palili uprawy. Kościoły są często pierwszymi celami ataków na wioski etniczne, podczas gdy świątynie buddyjskie pozostają nietknięte, ponieważ Tatmadaw podszywa się pod buddyzm i podsyca antychrześcijańskie nastroje.
Niezależnie od tego, czy pierwotną inspiracją prześladowania chrześcijan jest religijny fundamentalizm, jak w przypadku Nigerii, czy też państwowy totalitaryzm, wykorzystujący religię jako pretekst, ostatecznie prowadzi to do cierpienia naszych braci w wierze na niewyobrażalną skalę i wyniszczenia całych populacji chrześcijańskich w wielu regionach świata. Pozostaje pytanie: czy my, jako wierzący w Chrystusa, poczuwamy się do solidarności z naszymi cierpiącymi braćmi i siostrami i co robimy, aby tę solidarność wyrazić? Czy modlimy się za nich? Czy wstawiamy się za nimi w międzynarodowych organizacjach? Czy mamy odwagę mówić o ich losie w mediach, na międzynarodowych konferencjach i spotkaniach? Czy może tak już zobojętnieliśmy lub daliśmy się uwieść pięknym deklaracjom na temat rzekomej wolności religijnej wygłaszanym na forach międzynarodowych, że wszystko nam jedno?
za:opoka.org.pl
***
Koniec Górskiego Karabachu. Dlaczego chrześcijanie milczą?
Ormianie zamieszkiwali teren Górskiego Karabachu od tysięcy lat. Pod koniec września Azerbejdżan zaatakował i zniszczył tę chrześcijańską enklawę, powodując exodus jej mieszkańców. Tymczasem chrześcijanie na całym świecie milczą.
Joel Veldkamp z Christian Solidarity International, piszący na łamach First Things, nie może pojąć, jak to możliwe, że zajęcie przez Azerów terytorium Górskiego Karabachu spotkało się z niemal całkowitym brakiem reakcji na całym świecie, a w szczególności – w USA, gdzie zamieszkuje sporo osób pochodzenia ormiańskiego.
„19 września Azerbejdżan zaatakował. Atak wojskowy wypędził połowę ludności regionu z domów i zalał stołeczny szpital rannymi, dla których zabrakło środków medycznych. Odnotowano powszechne okrucieństwa, w tym najwyraźniej celowe zbombardowanie grupy uciekających dzieci. Pięć dni po rozpoczęciu ataku Ormianie z Karabachu przyjęli rosyjską ofertę ewakuacji swojej ludności do sąsiedniej Republiki Armenii. Za jednym zamachem jedna z najbardziej brutalnych dyktatur świata zniszczyła jedną z najstarszych społeczności chrześcijańskich na świecie. Mało tego, dyktatura ta otrzymuje amerykańską pomoc wojskową i jest uważana za «cenionego partnera» USA.”
Veldkamp pyta więc: „Jak konserwatywni chrześcijanie w Stanach Zjednoczonych – członkowie największej, najbardziej wolnej, najbogatszej i najbardziej wpływowej społeczności chrześcijańskiej na świecie – zareagowali na czystki etniczne swoich współwyznawców przez sojusznika USA? Niemal całkowitym milczeniem.”
Co najbardziej zadziwia, to że od lat dziewięćdziesiątych XX wieku w Stanach Zjednoczonych działa prężny i głośny ruch na rzecz prześladowanych chrześcijan za granicą. Już znacznie wcześniej Amerykanie potrafili reagować na tego rodzaju prześladowania: podczas ludobójstwa Ormian w latach 1915-1923 amerykańscy chrześcijanie zmobilizowali się, by pomóc ofiarom ludobójstwa, jak nigdy dotąd w historii. Zebrali sumę 100 milionów dolarów na pomoc humanitarną, pomagając około dwóm milionom uchodźców.
Obecnie jednak większość Amerykanów nie wie nawet, co oznacza słowo „Ormianin”. Skąd bierze się taka ignorancja, a być może także niechęć do zaznajomienia się z faktami? Veldkamp zwraca uwagę na jeden, szalenie istotny czynnik: wchłonięcie chrześcijańskiej energii organizacyjnej i politycznej w ruch na rzecz „międzynarodowej wolności religijnej”. W ciągu ostatnich trzech lat działacz wielokrotnie słyszał z ust chrześcijan, pracujących w organizacjach zajmujących się pomocą prześladowanym pytanie: „Ale czy tu naprawdę chodzi o wolność religijną?”
Dlaczego jest to problemem? Otóż od czasu zakończenia zimnej wojny, koalicja chrześcijańskich i żydowskich organizacji zdecydowała się ująć swą działalność w ramy dyskursu praw człowieka. W szczególności skupili się na jednym prawie człowieka: prawie do „wolności religijnej” zapisanym w artykule 18 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Czy nie jest to jednak zbyt wąskie ujęcie problemu? Czy każde prześladowanie religijne pasuje do tego „wzorca”? Jak zauważa Veldkamp „najgorszy przypadek antychrześcijańskich prześladowań w XX wieku, ludobójstwo Ormian, nie pasuje do kategorii «wolności religijnej». Architekci ludobójstwa nie próbowali przecież powstrzymać Ormian przed oddawaniem czci Jezusowi, budowaniem kościołów czy czytaniem Biblii. Podobnie jak dziś w Azerbejdżanie, próbowali oni eksterminować ludność chrześcijańską, którą (...) zaczęli postrzegać jako zagrożenie dla swojej władzy”.
Trudno nieraz rozdzielić motywację polityczną, etniczną i religijną w przypadku prześladowań i czystek etnicznych. Czy to oznacza jednak, że należy milczeć, gdy chrześcijanie są mordowani i masowo wypędzani są ze swych ziem?
Błędny paradygmat, skupiony jedynie na prawie do wolności religijnej, sprawia, że organizacje i aktywiści tracą z pola widzenia jedne z najgorszych przypadków prześladowań chrześcijan. Ten paradygmat jest też przyjęty przez władze USA – Veldkamp zwraca tu uwagę na dokument z 1998 r. – „Ustawę o Międzynarodowej Wolności Religijnej”, w którym nie jest nawet użyte słowo „prześladowanie”, a jedynie „naruszenie wolności religijnej”.
Niestety – dla osiągnięcia doraźnych celów – chrześcijańscy działacze przeciwko prześladowaniom dostosowali się do preferencji rządu. Miało to swoją cenę. Instytucje utworzone przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników w celu promowania wolności religijnej zaczęły wpływać niezwykle mocno na to, jak chrześcijanie prowadzili swoje działania i na co zwracali uwagę. Dobitnym przykładem jest tu postawa wpływowego czasopisma Christianity Today, które po atakach na ormiańskich chrześcijan opublikowało tylko jeden artykuł. Co gorsza, zamiast skupić się na meritum problemu, artykuł ten był dyskusją z sześcioma „ekspertami od wolności religijnej” na temat tego, czy konkretnie chrześcijańskie poparcie dla Ormian byłoby właściwe.
Veldkamp stawia więc bardzo konkretny postulat: konieczne jest wyzwolenie się z tego błędnego, zbyt ograniczonego paradygmatu „międzynarodowej wolności religijnej” i ponowne odnalezienie biblijnego powołania do solidarności z całym ciałem Chrystusa. Jeśli tego nie uczynimy, chrześcijanie będą wycinani w pień lub wypędzani z kolejnych regionów: w pierwszej kolejności z Syuniku (to najbardziej wysunięta na południe prowincja Republiki Armenii, na którą chciwie spoglądają Turcja i Azerbejdżan), a następnie z innych miejsc w rejonie Kaukazu, Bliskiego Wschodu i Afryki, z Papui Zachodniej, Benue, Południowej Kaduny, Manipury i ze stanu Karen.
Jeśli ty, jako chrześcijanin nie słyszałeś o większości tych miejsc, to świadczy to tylko o jednym: głos naszych cierpiących braci odbija się o mur błędnego paradygmatu, który każe nam przymykać oczy na to, co dzieje się na całym świecie, jeśli tylko nie pasuje to do naszego zawężonego myślenia w kategoriach „wolności religijnej”.
za:opoka.org.pl