Pomijając spór o to, kto ma rację na Bliskim Wschodzie, skala „ubogacenia kulturowego” w Wielkiej Brytanii, we Francji i w Niemczech poraża i przeraża. Propalestyńskie protesty to jedno, drugie – lewacka fantazja, że szczególnie dziś, w Europie przesiąkniętej islamizmem i islamistami, łatwo da się oddzielić zły antysemityzm od „dobrego antysyjonizmu”. Trzecie – jawna przemoc w krajach Europy Zachodniej, która rozlewa się falą.
Rozemocjonowani muzułmanie i ich sojusznicy eskalują akty przemocy w europejskich miastach wobec diaspory żydowskiej. Ale łatwo wyobrazić sobie, że za dekadę lub dwie zaczną stawiać emocjonalne żądania polityczne wobec spychanych do narożnika, starzejących się Europejczyków.
Polska nie była dla nich tak atrakcyjnym krajem jak Niemcy czy Francja. To się zmienia. Unia Europejska chętnie ten proces mocno przyspieszy.
Krzysztof Wołodźko
za:niezalezna.pl