Polecane

YouTube usuwa popularny katolicki kanał

Popularny katolicki kanał YouTube prowadzony przez wspólnotę religijną "Dom Matki" został 3 listopada usunięty przez YouTube z powodu rzekomego naruszenia zasad platformy dotyczących spamu, nieuczciwych praktyk i oszustw.  Anglojęzyczny kanał zatytułowany "HM Television” był najbardziej znany z niezwykle popularnego filmu dokumentalnego "Wszystko albo nic".

Film opowiada historię siostry Clare Crockett, młodej irlandzkiej zakonnicy, która porzuciła karierę aktorską, aby rozpocząć życie zakonne. Crockett zginęła w 2016 roku w trzęsieniu ziemi podczas swojej posługi w Ekwadorze. Dokument miał miliony wyświetleń, zanim został usunięty wraz z resztą z setek filmów dostępnych na tym kanale.

YouTube usuwa kanał

 W rozmowie z 22 listopada z Catholic News Agency siostra Kristen Gardner, należąca do Zgromadzenia Sióstr Służebnic Domu Matki i autorka książki o życiu s. Clare Crockett powiedziała, że siostry były szczególnie zasmucone usunięciem filmu dokumentalnego. Mimo że właściciele kanału odwołali się od tej decyzji, Gardner stwierdziła, że kanał "pozostaje usunięty”.

– Dokument o siostrze Clare wypadł bardzo dobrze – stwierdziła Gardner, dodając, że "pomógł on wielu ludziom wrócić do wiary katolickiej, a także wyrwać ich z przeciętności w życiu wiarą”.

Kanał prowadzony był przez należącą do Wspólnoty Domu Matki "Fundację EUK Mamie", multimedialny katolicki apostolat z siedzibą w Hiszpanii, który był także producentem wspomnianego filmu dokumentalnego. Według s. Gardner, apostolat skierowany jest przede wszystkim do młodych ludzi, rodzin i dzieci i zrodził się z pragnienia "wnoszenia wkładu w nową ewangelizację”.  Siostra Gardner powiedziała, że YouTube przed usunięciem kanału nie ostrzegł, że narusza on zasady platformy.

– 3 listopada zauważyliśmy, że wiele naszych osadzonych filmów, w tym film o siostrze Clare Crockett, wyświetlało komunikat o błędzie – wyjaśniła. – Próbowaliśmy zalogować się na kanał, na którym znajdowały się te filmy… i, co zaskakujące, kanału już nie można było znaleźć – dodała.

EUK Mamie natychmiast odwołała się od decyzji o usunięciu i otrzymała szybką odpowiedź z YouTube, w której stwierdzono, że kanał naruszał zasady dotyczące spamu, nieuczciwych praktyk i oszustw".

za:dorzeczy.pl


***

Paweł Lisicki pozwał Google. Sąd zasłania się "mową nienawiści"

Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo red. nacz. "Do Rzeczy" Pawła Lisickiego w postępowaniu przeciwko Google. Chodzi o usunięcie przez serwis YouTube dwóch odcinków programu "Wierzę. Magazyn katolicki" z 2019 roku. Program emitowany był na antenie telewizji internetowej wSensie.tv. W audycji redaktor naczelny "Do Rzeczy" Paweł Lisicki i redaktor naczelny wSensie.pl Marek Miśko przedstawiali nauczanie Kościoła na temat ideologii ruchu LGBT. Jak się okazało, według administracji portalu, programy miały rzekomo szerzyć "mowę nienawiści". Nie sprecyzowano jednak, czego dokładnie dotyczy ten zarzut.

Lisicki pozywa Google

Prawnicy Ordo Iuris skierowali do firmy Google pozew o ochronę dóbr osobistych Pawła Lisickiego. Wskazano, że decyzja o usunięciu odcinków powodowała "przypisanie jego twórczości określeń sugerujących ich negatywny charakter". Podkreślono również, że ta decyzja uderza w wolność słowa. Oprócz przywrócenia obu odcinków prawnicy domagali się cofnięcia blokady kanału wSensie.tv. oraz zaprzestania oznaczania programów prowadzonych przez Pawła Lisickiego, jako "szerzących nienawiść".

Sąd jednak stwierdził, że programy miały promować "mowę nienawiści". Problem w tym, że sąd nie przytoczył żadnej definicji tego terminu. Zdaniem sądu poglądy przedstawiane przez Lisickiego i Miśko były "wyjątkowo szkodliwe" (przypomnijmy, że publicyści prezentowali stanowisko Kościoła katolickiego).

"Tzw. mowa nienawiści staje się wytrychem"

Wiemy, że instytut Ordo Iuris wystąpi o pisemne uzasadnienie wyroku, a następnie zdecydują co do dalszych działań procesowych.

– Obserwujemy odejście przy wyrokowaniu od norm prawnych, na rzecz orzekania według indywidualnego systemu wartości wyznawanego przez sędziów. Ideologia ruchu LGBT cieszy się szczególną ochroną sądów, a jej krytyka jest coraz częściej niemożliwa. To w oczywisty sposób prowadzi do ograniczenia wolności wyznania i swobody słowa. Wypowiedzi Pawła Lisickiego stanowiły zwykłe przytoczenie zasad wyznawanej przez niego religii katolickiej. Powoływanie się na tzw. "mowę nienawiści" bardzo ułatwia tego typu orzeczenia, ponieważ jako pojęcie niezdefiniowane jest niezwykle obszerne i staje się wytrychem do ograniczenia podstawowych praw i wolności osobistych – stwierdził Bartosz Malewski z Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris.

Lisicki: To przykład łamania zasady wolności słowa

Tak w 2019 po ocenzurowaniu programu komentował działanie administracji Google Paweł Lisicki – W oczywisty sposób, jeżeli zostaje zdjęty program, który jest wydawany cyklicznie, to mamy do czynienia z cenzurą. Jest to zamknięcie ust krytykom ideologii LGBT. Myślę, że trzeba szukać innych kanałów czy sposobów dotarcia do ludzi - te doświadczenia wskazują na to, iż "pętla" się zaciska – ocenił prowadzący programu "Wierzę". Dodał, że blokada publicystycznego programu jest ze strony mediów społecznościowych nadużyciem.

– W tym momencie jakaś bliżej niezdefiniowana grupa ludzi będzie decydowała o tym, co jest mową nienawiści, a co nią nie jest. Wcześniej istniała zasada, że tylko w sytuacjach ewidentnych - ataku, czy nawoływania do przemocy - można było usunąć takie treści i to było zasadne. Teraz to zostało nadużyte i krytyczne opinie ogólne są zdejmowane. To przykład łamania zasady wolności słowa – zaznaczył Paweł Lisicki.

za:dorzeczy.pl

***

Wspólny mianownik

Odebranie immunitetu czworgu europosłom i być może czekające ich trzy lata więzienia tylko za to, że „polubili” w internecie antyimigracyjny spot, notabene przygotowany legalnie przez ich partię – a wszystko z prywatnego powództwa złożonego przez człowieka mającego kolizję z wymiarem sprawiedliwości. Młody student UW, który za swoje wpisy – fakt, mało empatyczne, ale niekolidujące z prawem – pozostaje z wpisaną

do akt naganą. I wreszcie profesor, znany ongiś dziennikarz, który oficjalnie domaga się zemsty personalnej na wszystkich osobach związanych z „reżimem PiS”. Do tego skazanie nielubianych przez sądy dziennikarzy za nieładne nazwanie innego
dziennikarza i jednoczesne uniewinnienie pisarza za obrażanie prezydenta… Prawdopodobnie w momencie, kiedy Państwo czytają te słowa, do tej listy doszły kolejne przewiny. Jaki jest tu wspólny mianownik, oprócz wręcz atawistycznej chęci zemsty i odegrania się na wszystkich mających jakikolwiek związek z odchodzącą władzą?

Obawiam się, że idą czasy, w których karana będzie myślozbrodnia, a planowany zakaz używania mowy nienawiści stanie się Orwellowskim ministerstwem prawdy. Tak więc nasze wewnętrzne spory i podziały mogą przybrać niecodzienne rozmiary i przynieść koszmarne efekty. Oby nie, bo chyba nadal zbyt mało osób zdaje sobie sprawę z faktu, że dwa lata temu weszliśmy w stan bezpośredniego zagrożenia suwerenności Polski, bezpieczeństwa nas samych i naszego terytorium. Stan ten prawdopodobnie potrwa jeszcze wiele lat. Stopień zagrożenia będzie się zmieniał. Jednak w dużej mierze od nas samych zależy, czy będzie wysoki, czy uda nam się go zniwelować, wykorzystując własną siłę do ustabilizowania regionu.

Piszę te słowa tuż po 11 listopada i nasuwających się analogiach do ponownego zagrożenia naszej wolności. Również tuż po wczytaniu się we fragment Ewangelii mówiący o tym, że każdy z nas zawsze może się nawrócić. Może ten stan zagrożenia też jest na razie dzwonkiem alarmowym, by zwrócić się ku Bogu i przejść odnowę moralną? Zacznijmy od nas samych. A później pójdzie z górki.

Krzysztof Ziemiec

za:www.idziemy.pl