Polecane

Odnalazły się dzieci z Michałowa

Dzieci wzbudzające nie tak dawno temu tyle histerycznej troski obrońców nie granicy RP, a „Zielonej granicy” Agnieszki Holland, ponoć wtedy uzyskały możliwość wyjazdu do wyśnionych Niemiec, a teraz... wróciły.Może nie do końca z własnej woli, ale za to najwyraźniej z rodzinami.

Skąd ten zaskakujący wniosek? A jak inaczej interpretować fakt, że zanim jeszcze pakt o dyslokacji niechcianych imigrantów na Wschód oficjalnie wszedł w życie, Niemcy już po cichu deportują do Polski tysiące imigrantów, którzy rzekomo uprzednio nielegalnie przeniknęli do naszego zachodniego sąsiada? Zapytane w tej kwestii polskie MSW plącze się w zeznaniach, a tymczasem dziennikarka Aleksandra Fedorska doszukała się już ponad 3 tys. podarowanych nam z Niemiec migrantów, o których nic nie wiadomo – ani kim są, ani skąd się przed wypchnięciem stamtąd znaleźli rzekomo w naszych granicach, ani... gdzie są teraz. Nasze celebrytki nie histeryzują, nie biją na alarm i, jak widać, te pushbacki są, w odróżnieniu od tych na białoruskiej granicy, w porządku.

Jerzy Lubach

za:niezalezna.pl


***

Niebywałe! Niemcy przerzucają do Polski tysiące migrantów

Jak podała publicystka Aleksandra Fedroska, podczas konferencji prasowej z udziałem wojewody lubuskiego z Platformy Obywatelskiej, strona polska miała potwierdzić, że Niemcy miały wydalić do Polski już tysiące migrantów.

Fedroska zamieściła w mediach społecznościowych wpis, w którym poinformowała, że podczas konferencji prasowej, jaka miała miejsce w Gorzowie Wielkopolskim z udziałem wojewody lubuskiego Marka Cebuli z PO, potwierdzono, że z Niemiec wydalono do Polski już tysiące migrantów.

„Strona polska przyznała, że do Polski wydalonych z Niemiec do Polski zostało 7500 osób” – podaje w swym wpisie Aleksandra Fedorska.

Tymczasem regionalny portal chojna24.pl poinformował, że dostał zgłoszenie od czytelnika o tym, iż radiowóz niemieckiej policji przekroczył przejście graniczne w Osinowie Dolnym i po polskiej stronie zostawił rodzinę imigrantów z Bliskiego Wschodu.

„Do zdarzenia doszło w piątek 14 czerwca około godziny 9:00. Policyjny radiowóz z Niemiec zaparkował na parkingu, wysiadło z niego kilka osób pochodzenia bliskowschodniego - dwie dorosłe osoby i trójka dzieci. Według relacji świadków radiowóz odjechał a pozostawione osoby zaczepiały przechodniów i udały się w kierunku jednego z dużych dyskontów” – czytamy na portalu.

Migranci posuwają się dalej: uszkodzili karetkę wojskową

W piątek doszło do kolejnego incydentu, w którym uszkodzona została karetka wojskowa. Informacje na ten temat przekazało Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych, podkreślając, że żołnierze codziennie stają w obliczu agresji.

Incydent miał miejsce w rejonie Dubicz Cerkiewnych, gdzie karetka wojskowa została trafiona ciężkim przedmiotem, rzuconym z terytorium Białorusi przez niezidentyfikowaną osobę. Na szczęście w wyniku tego zdarzenia nikt nie odniósł obrażeń.

Sytuacja na granicy z Białorusią od kilku tygodni jest nieustannie napięta. Polskie służby notują wzmożone działania migracyjne i regularne ataki na funkcjonariuszy granicznych oraz żołnierzy. Przypomnijmy, że 6 czerwca zmarł żołnierz, który został ciężko ranny w wyniku ataku jednego z migrantów w okolicach Białowieży.

W dniu dzisiejszym, w odpowiedzi na narastające zagrożenie RCB wprowadziło tzw. strefę buforową, która obowiązuje od czwartku i będzie obowiązywać przez kolejne 90 dni. Decyzja ta ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa na granicy oraz ochronę przed nielegalnym przekraczaniem jej przez migrantom.

Z najnowszych danych Straży Granicznej wynika, że tylko w czwartek odnotowano 100 prób nielegalnego przekroczenia granicy polskiej ze strony białoruskiej. W tym czasie za pomocnictwo w nielegalnym przekroczeniu granicy zatrzymano trzy osoby. Wiele z tych incydentów wiąże się z agresywnymi działaniami, takimi jak rzucanie kamieniami czy konarami drzew w kierunku polskich patroli.

Błaszczak: Bardzo niepokojące doniesienia ws. nielegalnych migrantów. Czy rząd jeszcze panuje nad sytuacją?

Były minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak zaapelował do rządu o podjęcie „zdecydowanych działań” w związku z niepokojącą sytuacją dotyczącą napływem do Polski nielegalnych migrantów zarówno przez wschodnią, jak i zachodnią granicę.

Sołtys miejscowości Czerlonka w gminie Białowieża przy granicy z Białorusią alarmuje, że całymi dniami na miejscowym przystanku autobusowym przesiadują imigranci, którym udało się nielegalnie przedostać przez polską granicę, co skutkuje tym, że dzieci boją się korzystać z tego przystanku w oczekiwaniu na przyjazd szkolnego autobusu.

„Bardzo niepokojące doniesienia z Białowieży. Mieszkańcy alarmują o gromadzeniu się nielegalnych migrantów, głównie młodych mężczyzn, którzy korzystają z pomocy jednej z organizacji od lat utrudniającej służbę żołnierzy i funkcjonariuszy Straży Granicznej” – napisał w mediach społecznościowych Mariusz Błaszczak, dodając, że „z kolei na zachodzie Polski pojawia się coraz więcej doniesień o wypychaniu na naszą stronę granicy migrantów, którzy znaleźli się w Niemczech”.

„Czy ktoś jeszcze nad tym panuje? Rząd musi obudzić się z letargu zanim będzie za późno. Walka z nielegalną migracją wymaga zdecydowanych działań, a nie pustych deklaracji. Do roboty!” – skonkludował były szef MON.

Niemcy wywożą do Polski tysiące migrantów? Poseł Matecki zapowiada kontrolę na granicy

Poseł Dariusz Matecki z Suwerennej Polski udaje się na granicę polsko-niemiecką, aby przeprowadzić tam interwencję poselską. To reakcja na kolejne doniesienia dot. działalności niemieckich służb, które mają przywozić do Polski tysiące nielegalnych migrantów.

Portal chojna24.pl podzielił się wczoraj niepokojącymi informacjami od czytelnika. Wedle jego relacji, przejście graniczne w Osinowie Dolnym przekroczył niemiecki radiowóz i pozostawił po polskiej stronie rodzinę migrantów z Bliskiego Wschodu. Zdarzenia miało mieć miejsce wczoraj około godziny 9.

- „Według relacji świadków radiowóz odjechał a pozostawione osoby zaczepiały przechodniów i udały się w kierunku jednego z dużych dyskontów” - czytamy.

Od kilkunastu dni o niemieckich pushbackach donosi za pośrednictwem mediów społecznościowych Aleksandra Fedorska.

- „Dowiedziałam się, że na konferencji prasowej z udziałem @marek_cebula w Gorzowie Wielkoplskim strona polska przyznała, że do Polski wydalonych z Niemiec do Polski zostało 7500 osób” - napisała wczoraj dziennikarka.

Do sprawy odniósł się poseł Suwerennej Polski Dariusz Matecki, który komentując zdarzenie w Osinowie Dolnym alarmuje, że „wzdłuż całej granicy dochodzi do podobnych sytuacji”.

- „W przyszłym tygodniu ruszam na polską granicę, będę realizować interwencję poselską, pytać, dlaczego do takich sytuacji dochodzi” - zapowiedział.

Tymczasem równie niespokojnie jest na wschodniej granicy. Profil Służby w akcji poinformował o sytuacji w Czerlonce (gm. Białowieża), gdzie cudzoziemcy, którzy nielegalnie przedostają się na terytorium Polski, przesiadują na przystanku.

- „Czyli zaczęło się. Tak to właśnie wyglądało na Węgrzech w 2015 roku. Byłem, widziałem. Następny krok to koczowiska w miastach” - komentuje te informacje wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.

- „Państwo, które nie broni się skutecznie przed masową migracją zostanie zasiedlone. Na świecie ponad miliard ludzi, żyje w znacznie gorszych warunkach niż my. Z tego miliarda bez trudu zrekrutuje się wiele milionów, które może nas tu zastąpić, jeśli się nie ogarniemy.”  - przestrzega polityk Konfederacji.

Kolejny incydent na granicy z Białorusią. Zniszczono karetkę

Dowództwo Generalne Sił Zbrojnych poinformowało o kolejnym incydencie, który miał miejsce na granicy z Białorusią. Tym razem uszkodzono wojskowy pojazd.

Pilnujący granicy żołnierze niemal codziennie muszą mierzyć się z agresją ze strony nielegalnych imigrantów, którzy próbują dostać się do naszego kraju. Regularnie dochodzi do ataków na nich. DGRSZ poinformowało w komunikacie, że w piątek miał miejsce kolejny.

Tym razem uszkodzono jeden z wojskowych pojazdów. “W rejonie Dubicz Cerkiewnych, karetka wojskowa została uszkodzona ciężkim przedmiotem, który został rzucony przez niezidentyfikowaną osobę z terytorium Białorusi. Na szczęście nikt nie odniósł obrażeń” – poinformowano w komunikacie.

Tylko w czwartek odnotowano sto prób nielegalnego przekroczenia granicy. DGRSZ poinformowało, że w kierunku polskich patroli rzucano kamieniami i konarami drzew. Trzy osoby zostały zatrzymane za pomocnictwo. Dzień wcześniej prób przedarcia się przez granicę było 150.

za:www.fronda.pl
***

Migranci przesiadują na przystanku koło Białowieży. "Ludzie boją się wyjść na ulice"

W sieci pojawiły się niepokojące doniesienia z okolic Białowieży. Chodzi o migrantów, którym udało się nielegalnie przekroczyć granicę."Zgłosiła się do nas radna sołecka i sołtys Czerlonki w gm. Białowieża, poprosiła nas o pomoc w nagłośnieniu tematu, bo nikt im nie chce pomóc" – informuje na platformie X profil Służby w akcji, który nagłaśnia sprawy istotne dla bezpieczeństwa.

"Praktycznie codziennie, przez większość dnia na przystanku przesiadują imigranci, którym udało się nielegalnie przedostać przez granicę. Ludzie boją się wyjść wieczorami na ulice, a przez to, że przystanek jest ciągle okupowany, dzieci boją się tam stanąć, by zabrał ich autobus szkolny" – czytamy.

Według relacji przedstawicieli władz Białowieży, to efekt działania takich organizacji jak m.in. Podlaskie OPH (Ochotnicze Pogotowie Humanitarne). "Mają oni swój «alarmowy» numer WhatsApp rozsyłać na grupach imigranckich, sam numer przekazują też innym imigrantom, ci imigranci, którym pomogli" – twierdzą autorzy wpisu.

"Ze Straży Granicznej zrobili sobie taksówkę". Migranci w Białowieży

"Na WhatsApp następnie ustawiana jest mapka z pinezką wskazującą na ten przystanek (około 5 km od granicy). Zrobiono sobie więc tam nijako punkt zbiorczy. To tam imigranci wypełniają dokumenty o pełnomocnictwo i wniosek o azyl w Polsce, następnie czekają godzinami na Straż Graniczną, z której zrobili sobie wręcz taksówkę do ośrodka" – czytamy dalej.

Według tych doniesień Podlaskie OPH zwozi tam również nielegalnych imigrantów z innych miejsc, być może zebranych z okolicznych lasów.

Sprawa została zgłoszona na policję, która twierdzi, że "nie może nic zrobić, bo są oni w miejscu publicznym, a Straż Graniczna robi co może, ale braki kadrowe i obłożenie zadań na granicy też robią swoje"

Niemcy podrzucili Polsce migrantów? Szokująca sytuacja na granicy

Niemiecki radiowóz przekroczył polską granicę i podrzucił Polakom migrantów? O incydencie, do jakiego miało dość na granicy z Niemcami informują media, powołując się na świadków zdarzenia.

 Do zdumiewającej sytuacji miało dojść w piątek 14 czerwca ok. godziny 9 rano.

Szokujące zdarzenie na granicy z Niemcami

Wtedy to radiowóz niemieckiej policji miał przekroczyć przejście graniczne w Osinowie Dolnym i już po polskiej stronie zostawić rodzinę imigrantów z Bliskiego Wschodu.

Z relacji czytelnika serwisu Dziennik.pl wynika, że z zaparkowanego na parkingu policyjnego wozu wysiadły dwie dorosłe osoby i troje dzieci. Jak czytamy, "radiowóz odjechał a pozostawione osoby zaczepiały przechodniów i udały się w kierunku jednego z dużych dyskontów".

Na miejscu wkrótce pojawiła się policja. O sprawie poinformowano też funkcjonariuszy Straży Granicznej. Lokalne media bezskutecznie próbują ustalić, czy przyjazd niemieckiej policji był ustalony ze stroną polską, czy mieliśmy do czynienia z incydentem.

Niemieckie pushbacki

W ubiegłym tygodniu Aleksandra Fedorska, korespondentka polskich i niemieckich mediów napisała, że "Polska po cichu zaakceptowała niemieckie pushbacki imigrantów na granicy zachodniej" w zamian za brak sprzeciwu wobec zapowiadanego przez Donalda Tuska weta w sprawie paktu migracyjnego. Rząd miał nadzieję, że migranci i tak wkrótce wyjadą do Europy Zachodniej w poszukiwaniu wyższych świadczeń socjalnych. Tak się jednak nie stało.

"Polski rząd mógł liczyć na przychylność Niemiec dla swojej negującej postawy w sprawie akceptacji paktu migracyjnego. W zamian Polska po cichu zaakceptowała niemieckie pushbacki na granicy zachodniej. Polska pewnie myślała, że ci ludzie zaraz i tak pojadą do Niemiec. Ale niestety niedoszacowano skuteczności uszczelnienia niemieckiej granicy" – napisała Fedorska w serwisie X.

Dziennikarka zwróciła się z zapytaniem do policji federalnej o dane dotyczące nielegalnych migrantów na granicy z Polską. Jak się okazuje, od początku roku funkcjonariusze z Niemiec odesłali do Polski ponad 3,5 tys. migrantów.

za:dorzeczy.pl
***

Obcokrajowcy zaatakowali kobietę. Najpierw przebili oponę w jej aucie, a potem wybili szybę i okradli!

Katarzyna Osiak-Filipczak, kandydatka PiS do sejmiku województwa lubelskiego oraz pracownica Starostwa Powiatowego w Łukowie została napadnięta i okradziona. Sprawcy, jak napisała kobieta, przebili oponę w jej samochodzie, a następnie wybili szybę i ukradli torebkę.

Do zdarzenia doszło we wtorek wieczorem na stacji paliw na MOP Markuszów Północ - na trasie Lublin-Warszawa S17. Pani Katarzyna zatrzymała się tam, aby zatankować samochód. Kobieta podróżowała sama.

Po zatankowaniu do kasy za mną udało się dwóch obcokrajowców, po chwili wyszli. Jak się okazało później, w tym czasie przy dystrybutorze przecięli mi oponę. Po ruszeniu zorientowałam się, że coś się dzieje, miałam flaka, ale bałam się zatrzymać. Poczułam ogromny niepokój i strach. Skojarzyłam, że ci sami mężczyźni, którzy przy mnie stali, później szli od strony mojego auta" - czytamy we wpisie działaczki PiS na Facebooku.

Zdesperowana kobieta zdecydowała się wyjechać na drogę ekspresową. Po przejechaniu czterech kilometrów, z uwagi na przeciętą oponę, musiała się jednak zatrzymać. "Niestety dogonili mnie, co nie było trudne, z auta wyskoczył obcokrajowiec, ten sam, którego widziałam na stacji, wybił mi szybę w aucie (miałam zablokowane drzwi) i ukradł torebkę, po czym odjechali" - opisuje kobieta.

"Najprawdopodobniej myśleli, że zatrzymam się zaraz po ruszeniu i kiedy wyjdę zobaczyć, co się dzieje z autem, zaatakują mnie i okradną ze wszystkiego, co mam w aucie i na sobie. Tak działają. Nie zakrywali się, nie mieli żadnych obaw, że zostaną rozpoznani i zatrzymani. Nie zwracali uwagi na kamery" — podkreśla autorka wpisu.

Osiak-Filipczak przekazała, że kryminalni zabezpieczyli ślady. Jednak twierdzi, że "chyba na tym koniec sprawy, bo niestety "twierdzą, że sprawcy są nieuchwytni".

Warchoł: Inwazja się zaczęła

Incydent skomentował w mediach społecznościowych poseł Suwerennej Polski Marcin Warchoł. Polityk ostrzega, że po przyjęciu przez Unię Europejską paktu migracyjnego takie sytuację, najprawdopodobniej, będą się zdarzać coraz częściej.

"Inwazja się zaczęła. Niemcy nawet nie czekali na uruchomienie Paktu Migracyjnego i sami już zaczęli zwozić nam migrantów. Na razie kilka tysięcy, wkrótce dziesiątki, a docelowo setki tysięcy. Takie ataki staną się codziennością na ulicach polskich miast. Ostrzegaliśmy" – stwierdził Warchoł.


za:tvrepublika.pl


***

„Ludzie boją się wyjść wieczorami na ulice”. Humanitaryści zapraszają migrantów do przygranicznej gminy

Mieszkańcy przygranicznej Czerlonki zmagają się z niepokojącą obecnością migrantów w niewielkiej miejscowości. Cudzoziemcy, kierowani na miejsce przez „humanitarne” organizacje, okupują lokalny przystanek, niepokojąc ludność i zaburzając codziennie życie. W trudnej sytuacji lokalni politycy nie mogą spodziewać się od nikogo wsparcia.

„Zgłosiła się do nas radna sołecka i sołtys Czerlonki w gm. Białowieża, poprosiła nas o pomoc w nagłośnieniu tematu, bo nikt im nie chce pomóc. Praktycznie codziennie, przez większość dnia na przystanku przesiadują imigranci, którym udało się nielegalnie przedostać przez granicę”, informuje na portalu X profil Służby w Akcji.  

Wzmożona obecność cudzoziemców, znanych m.in. z ataków na polskie służby strzegące granicy niepokoi dzieci. Młodzież boi się stawić na przystanku, z którego dotychczas odbierał ich autobus szkolny, dowiadujemy się z wpisu z piątku 15 czerwca.

Jak wyjaśnia powołujący się na relacje lokalnych polityków profil, powodem koncentracji migrantów w niewielkiej miejscowości położonej w gminie Białowieża jest działalność „humanitarnych” organizacji, takich jak samozwańcze Podlaskie Ochotnicze Pogotowie Humanitarne.

„Jak twierdzi radna i sołtys Białowieży, dzieję się tak przez organizację @PodlaskieOPH i inne im pomagające. Mają oni swój „alarmowy” numer WhatsApp rozsyłać na grupach imigranckich, sam numer przekazują też innym imigrantom, Ci imigranci którym pomogli”, wyjaśnia profil Służby w Akcji. „Na WhatsApp następnie ustawiana jest mapka z pinezką wskazującą na ten przystanek (około 5 km od granicy). Zrobiono sobie więc tam nijako punkt zbiorczy”, dodaje.

To właśnie na przystanku, którego funkcjonowanie zaburzają, migranci wnioskują o azyl w Polsce i z pomocą „humanitarystów” dopełniają innych formalności. „Następnie czekają godzinami na Straż Graniczną, z której zrobili sobie wręcz taksówkę do ośrodka”, kontynuują Służby w Akcji. Według informacji otrzymanych przez profil organizacja przewozi na miejsce również migrantów z innych miejsc, możliwe, że również koczujących w okolicznych lasach.  

Zgłoszenie problemu otrzymały służby, jednak ani policja, ani straż graniczna nie widzą sposobu na rozwiązanie problemu gminy.

za:pch24.pl