Polecane

"Nie pozwolimy, by nas obrażano" - w Krakowie protest przeciwko profanacji na igrzyskach. "Zwyciężymy"

W Krakowie odbył się protest przeciwko profanacji katolickich symboli, do jakiej doszło podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu.
Wstawiano się również za komentatorem TVP Przemysławem Babiarzem, którego zawieszono za słowa prawdy o komunizmie.

Ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu została przeprowadzona w skandaliczny sposób
- parodiowano "Ostatnią Wieczerzę", a w wielogodzinnym spektaklu roiło się od propagowania ideologii LGBT.
Do tego doszła piosenka, za której skomentowanie został zawieszony komentator rządowej telewizji TVP Przemysław Babiarz.

"Świat bez nieba, narodów, religii i to jest wizja tego pokoju, który wszystkich ma ogarnąć.
To jest wizja komunizmu, niestety" - powiedział Babiarz, komentując piosenkę "Imagine" Johna Lennona, która była jednym z punktów artystycznej części uroczystości.  
Dzień po ceremonii otwarcia Igrzysk TVP wydała komunikat, w którym poinformowała o zawieszeniu komentatora w obowiązkach służbowych.

W obronie Babiarza wstawia się nie tylko środowisko dziennikarskie i politycy, ale przede wszystkim widzowie.
Z kolei przeciwko profanacji katolickich symboli trwają protesty - dziś jeden z nich odbył się w Krakowie, gdzie kilkaset osób wyraziło swój sprzeciw wobec tego, co wydarzyło się w Paryżu.

"My, katolicy, nie pozwolimy, by nas obrażano"

Podczas protestu reporter TV Republika Michał Gwardyński spotkał kobietę, która trzymała transparent, na którym napisano, że Przemysław Babiarz jest pierwszym złotym medalistą olimpijskim.

- Przyszliśmy dlatego, że w ogóle nie odpowiada nam to, co oni zrobili.
Jeżeli by to wystąpiło z islamem, doszłoby do rozlewu krwi.
Ale my, katolicy, nie pozwolimy by nas obrażano.
Zwyciężymy dobrocią, bo tylko dobro zwycięży zło - powiedziała kobieta uczestnicząca w proteście.

Podczas manifestacji odmawiano również różaniec.

za:niezalezna.pl


***

Bp Janocha, profesor historii sztuki gorzko o ceremonii otwarcia: stoi za tym bardzo agresywna ideologia

Profanacja jest bardzo łatwym środkiem do zaistnienia. Na tej strunie gra wielu miernych artystów – mówi bp Michał Janocha, profesor historii sztuki na Wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego i przewodniczący Rady KEP ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego. Odnosi się w ten sposób do sceny parodii Ostatniej Wieczerzy, która miała miejsce podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich 26 lipca br. w Paryżu.

Zdaniem bp. Janochy podczas ceremonii zabrakło tego, co najważniejsze – przesłania jedności, którą niesie sport. Wyeksponowano natomiast niesmaczne i kiczowate wątki, które dodatkowo budzą poważne zaniepokojenie. Są wyrazem agresywnej ideologii, która głosi tolerancję, a w istocie jest pełna pogardy i przemocy wobec wszystkich myślących inaczej. Zamiast jedności przynosi podział i wykluczenie.

Zdaniem bp. Michała Janochy ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu w swoim artystycznym wymiarze była w wielu miejscach przejawem degeneracji.

    Pomijam fakt, że sam sport pozostał na boku, choć Olimpiada to przecież wielkie wydarzenie sportowe. Ta ceremonia to po prostu był kicz. A nawet coś gorszego – obraźliwa prowokacja – mówi bp Janocha. – Profanacja jest zawsze bardzo łatwym środkiem do zaistnienia. To jest struna, na której gra mnóstwo miernych artystów – wyjaśnia.

Bp Janocha podkreśla, że prowokacyjne nawiązanie do obrazu „Ostatnia Wieczerza” autorstwa Leonarda da Vinci nie budzi żadnych wątpliwości.

    To skojarzenie jest ewidentne dla każdego, kto choć trochę zna kulturę Europy. Cała kompozycja, ze stołem, postacią centralną w aureoli oraz charakterystycznym pogrupowaniem pozostałych postaci – to wszystko nawiązuje do Ostatniej Wieczerzy, która jest współcześnie jednym z najbardziej eksploatowanych obrazów w pop-kulturze – mówi historyk sztuki.

Odnosząc się do tłumaczeń, że chodziło nie o obraz Leonarda, ale o „Ucztę Bogów” autorstwa XVII-wiecznego holenderskiego malarza Jana van Bijlerta, bp Janocha stwierdza: to bardzo marne tłumaczenie. Podkreśla, że obraz Leonarda jest powszechnie znany, a obraz Bijlerta znany jest w gronie specjalistów. „Uczta Bogów” to swego rodzaju dyskusja z Leonardem, ale w przeciwieństwie do inscenizacji w Paryżu, jest to dyskusja pozostająca w obrębie tzw. sztuki wysokiej.

    Inscenizacja w Paryżu to melanż nawiązujący do różnych dzieł, natomiast zasadniczy punkt odniesienia jest zupełnie jasny – stwierdza.  

Bp Janocha zauważa, że nie dałoby się w ten sam bezkarny sposób obrażać innych religii, np. judaizmu, czy islamu. Ale boli mnie nie tyle działanie jakiejś grupy artystów, ile raczej fakt, że działanie to odzwierciedla pewien sposób myślenia o chrześcijaństwie i ideologiczny, nacechowany pogardą stosunek do chrześcijaństwa ze strony organizatorów całego wydarzenia – mówi.

Biskup podkreśla też, że podczas inauguracji w niewielkim stopniu wybrzmiał wątek podstawowy, najbardziej nośny, ten, który właśnie należałoby wydobyć – wątek jedności, którą niesie sport. – Jedności narodów, kultur i państw wobec pięknej idei sportu, szlachetnej konkurencji. To właśnie legło u podstaw idei olimpijskiej i w starożytności, i po odrodzeniu w czasach nowożytnych. Tego, mam wrażanie, w ogóle zabrakło – zaznacza.

Jak podkreśla, zamiast tego, wyeksponowano kiczowate i niesmaczne elementy. Pomijając już kwestię prowokacyjnych nawiązań do Ostatniej Wieczerzy, zwraca uwagę na sceny podpalenia Conciergerie, postać Marii Antoniny trzymającej własną głowę, czy buchającą z okien „krew”. – To jest po prostu niesmaczne od strony ludzkiej, pomijając już ideologiczny aspekt. Przede wszystkim jest to ewidentne promowanie przemocy i zła – mówi biskup.

    Te sceny są w złym stylu, w najgorszym guście. Ale na to można przymknąć oko. Natomiast stoi za tym bardzo agresywna ideologia. Głosi ona tolerancję, a tak naprawdę jest pełna pogardy i przemocy wobec tych, którzy myślą inaczej, szczególnie wobec chrześcijan – podkreśla bp Janocha. To wszystko budzi nie tylko niesmak, ale też niepokój. Polecam wszystkim „Potęgę smaku” Herberta. To wiersz profetyczny – dodaje.

Hierarcha wyraża też pesymizm w kontekście współczesnej kultury. – Wobec zaistniałego skandalu nic się nie wydarzy. Profanacje będą coraz większe. Kiedy człowiek traci odniesienie do Pana Boga, to co mu pozostaje? Schodzimy w przepaść. Brakuje fundamentów, z których wyrasta nasza kultura. Kard. Ratzinger już dawno zauważył, że kiedy zanika wiara w podobieństwo człowieka do Boga, pozostaje akcentowanie podobieństwa człowieka do zwierzęcia… Dlatego potrzeba świadków – stwierdza.

    Mam apokaliptyczną wizję świata. Jest ona pesymistyczna, jeśli chodzi o przyszłość naszej kultury, natomiast pełna nadziei, gdy chodzi o eschatologię. To dwie różne płaszczyzny – dodaje.

za:opoka.org.pl


***

Bp Gobilliard: olimpijczycy nie wstydzą się swej wiary

Diabeł boi się szczęśliwych ludzi, nie dajmy się pozbawić radości z igrzysk olimpijskich, która może nas zbliżyć do Boga – mówi bp Emmanuel Gobilliard delegat Stolicy Apostolskiej na olimpiadę w Paryżu. Przyznał, że napisał list do przewodniczącego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w sprawie niektórych elementów ceremonii otwarcia, w tym parodii Ostatniej Wieczerzy. Podkreśla jednak, że teraz chce się skupić na swej misji duszpasterskiej, na posłudze sportowcom w wiosce olimpijskiej.

Bp Gobilliard podkreśla, że świat sportu wyróżnia się na tle innych środowisk między innymi nieskrępowaną wiarą wielu sportowców, którzy nie wstydzą się przyznać do tego, że codziennie się modlą, chodzą na Mszę, mają kierownika duchowego. Zdaniem francuskiego biskupa ich świadectwo ma wielką moc ewangelizacyjną. Jestem głęboko poruszony pokorą sportowców, którzy przychodzą po błogosławieństwo albo by poprosić o modlitwę – mówi papieski przedstawiciel na olimpiadzie w wywiadzie dla NCR.

Nawiązując natomiast po raz kolejny do obscenicznych scen podczas ceremonii otwarcia, bp Gobilliard przypomina, że stanowiły one naruszenie Karty Olimipijskiej, prowadziły do wykluczenia pewnych kategorii widzów, a przede wszystkim świadczyły o braku odwagi samych twórców. Autorzy tych dzieł i ich zwolennicy byliby wiarygodni, gdyby byli zdolni do bluźnierstwa przeciw samym sobie, gdyby potrafili zakwestionować siebie, własne idee, punkt widzenia. Tymczasem ich bluźnierstwo jest zawsze wymierzone w innych, a najlepiej w chrześcijan, bo wiedzą, że wiedzą, że my nasze oburzenie wyrazimy tylko słowami, a nie posuniemy się dalej, bo Ewangelia sprzeciwia się przemocy.

za:www.fronda.pl