Polecane

x. prof. dr Waldemar Kulbat-Wobec profanacji naszych świętości

Nawiedzeniu Matki Bożej w naszej archidiecezji towarzyszyły radość i łzy wzruszenia.
Było to wielkie wydarzenie, którego wymiarów i znaczenia nie zgłębi do końca nawet najbardziej doskonały warsztat socjologa.
W uroczystościach Nawiedzenia brały udział tysiące wiernych.
Doznawali oni niezwykłych przeżyć, wzruszeń, umacniała się i odradzała w ludzkich sercach wiara,
a wszystko to dokonywało się dzięki

tajemniczemu spotkaniu z Matką Bożą obecną za pośrednictwem Jej jasnogórskiego wizerunku.
 
Doświadczeni duszpasterze wiedzą, że kiedy jest realizowane jakieś dzieło Boże, wielka ewangelizacja, jak podczas Nawiedzenia,
kiedy dokonuje się wielka przemiana duchowa w ludzkich sercach, towarzyszą temu wydarzeniu pomruki zła.
Szatan poprzez oddanych mu ludzi usiłuje przeszkodzić Bożemu dziełu.
Skutkiem działalności tego rodzaju osób jest profanacja,
znieważenie wizerunku Matki Bożej zamieszczone na plakatach informujących o Nawiedzeniu.
Także niszczone i znieważane są kapliczki Matki Bożej i Świętych.
Tego rodzaju manifestacje nienawiści do Pana Boga i Kościoła mają miejsce nadal i nie tylko w naszym kraju.
Nieraz przejawy buntu przeciw nauce moralnej Kościoła zwłaszcza odnośnie życia rodzinnego mają charakter masowy,
zwłaszcza jeśli są podsycane czy umiejętnie sterowane przy wykorzystaniu siły propagandy i manipulacji mediów.
Kim są profanatorzy?
To często wyobcowani zwolennicy jakichś marginalnych ideologii, wyznawcy niektórych fanatycznych sekt,
ludzie opłacani lub zwiedzeni.

Nieraz są to ludzie chorzy z nienawiści, różnego rodzaju frustraci i w gruncie rzeczy bardzo nieszczęśliwi i godni politowania.
Trzeba się modlić o ich nawrócenie.
Jednak należy się ich także strzec, gdyż w swoim zacietrzewieniu mogą dokonywać
bolesnych dla chrześcijańskiej społeczności szkód.
Często przeciwnicy Kościoła będący pod wpływem ideologii satanistycznych naigrawają się z rzekomej słabości Pana Boga
wyznając przekonanie o mocy szatana i jego pomocy w ich działaniach.
Rozmyślania o tego rodzaju nieszczęsnych faktach profanacji i buntu przeciw Panu Bogu, przypomniały mi pewne zdarzenia,
którymi pragnę się podzielić w formie świadectwa.
Przed laty w Domu Opieki prowadzonym przez siostry zakonne w jednym z miast naszej archidiecezji,
umierał człowiek chory na raka oczu.
Był to człowiek wierzący i pogodzony ze swoim losem.
Przyczyny swojej choroby dopatrywał się w pewnym nieszczęsnym fakcie ze swojego życia.
Zaraz po wojnie jako młody człowiek stał się zapalonym wyznawcą nowej ideologii naznaczonej nienawiścią do wiary.
Szczególnie przeszkadzała mu modlitwa ludzi odmawiających codziennie litanię przed figurką Matki Bożej.
Pewnego razu kamieniem wybił oczy figurce Matki Bożej i z satysfakcją oświadczył:
„Nie musicie się już modlić, bo Ona i tak już was nie widzi”.
W dalszym swoim życiu ten człowiek nawrócił się, pogodził z Panem Bogiem, ale swoją sytuację tak komentował:
„Muszę pokutować za znieważenie okazane Matce Chrystusa. Pan Jezus nie pozwoli znieważać swojej Matki”.

A oto inne zdarzenie z moich osobistych wspomnień.
Niech stanowi przestrogę.

W końcu lat osiemdziesiątych Marek, ministrant z parafii, w której pracowałem, odbywał służbę wojskową
jako kierowca transportera opancerzonego.
Oto jego relacja: Na desce sterowniczej pojazdu umieścił obrazek Matki Bożej na znak oddania się pod Jej opiekę.
Inny jego kolega opowiadał o swoim zaskoczeniu, kiedy zauważył podobny obrazek umieszczony
w kokpicie bojowego myśliwca.
Umieścił go tam dowódca klucza powietrznego, absolwent Akademii Wojskowej w Moskwie,
który jednak świadomy zagrożeń oddawał się pod opiekę Matki Bożej.
Jednak Marka czekała przykra konfrontacja.
Posłuszny narzuconej ideologii podoficer nakazał mu zerwać przyklejony wizerunek Matki Bożej,
a kiedy ten nie wykonał polecenia, zrobił to sam.
Nie chcę pisać, co stało się z tym człowiekiem, jeszcze tego samego dnia po południu.
Jest to zbyt drastyczne, przerażające.
W każdym razie nawet oficerom politycznym w jednostce odebrało mowę.

A oto inny przykład bardziej pocieszający.
We wrześniu 1939 r. mój Ojciec, żołnierz grupy gen. Kleberga, w podczas działań wojennych w Kampanii Wrześniowej 1939 roku,
kiedy zobaczył odrywające się z samolotu spadające wprost na niego bomby,
przerażony wypowiedział ostatnim tchnieniem słowa modlitwy:
„Matko Boska Częstochowska, osłoń mnie swoim płaszczem”.

Eksplozja upadającej bardzo blisko bomby spowodowała, że został przywalony warstwą ziemi, z ubrania pozostały strzępy,
a pas wojskowy został przecięty w czterech miejscach.
Mojemu Ojcu nic się jednak, ku wielkiemu zadziwieniu żołnierzy, którzy byli przekonani o jego śmierci,
nie stało poza niewielkim guzem na głowie.
Gdyby mój ojciec wtedy zginął, nie byłoby mnie na świecie.
Czy więc nie powinienem upominać się o cześć dla Matki Bożej, oraz czy wolno mi o niezawodnej opiece Matki Bożej zapomnieć?

x. prof. dr Waldemar Kulbat