Polecane

Cena wolności słowa staje się paradoksalnie coraz wyższa. Musimy włożyć coraz więcej wysiłku w to, aby dotrzeć do prawdy

Cena wolności słowa staje się paradoksalnie coraz wyższa.
Musimy włożyć coraz więcej wysiłku w to, aby dotrzeć do prawdy.
Kiedyś była łatwiejsza do odkrycia i szukano tylko kanałów do przekazu.
Dziś tych kanałów mamy w nadmiarze, tylko pytanie, który poda nam prawdę o życiu
– mówiła dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, dr Jolanta Hajdasz, w programie „Rozmowy niedokończone” na antenie TV Trwam.

Dr Jolanta Hajdasz odniosła się do sprostowania, które opublikowało Radio Zet.
6 maja na portalu internetowym „wiadomości Radio ZET.pl” opublikowany został artykuł pod tytułem „To jedna z największych tajemnic ojca Rydzyka. Wszystko to zawdzięcza seniorkom”.
Materiał ten zawierał nieprawdziwe informacje i bezpodstawnie obmówił założyciela Radia Maryja, o. dr. Tadeusza Rydzyka

Są to próby oczerniania Dyrektora Radia Maryja, dlatego też – jak wskazała gość TV Trwam – niezbędne są działania prawne.

    – Nie można już dzisiaj odpuszczać. Machina medialna jest rozpędzona.
Nie da się przeciwstawić i obronić faktami wypowiedzianymi tylko w „swoich mediach”, na „swojej antenie”,
bo większa część ludzi w ogóle nie sięga do tych mediów, ponieważ mają nieprawidłowo wyrobiony wizerunek przez inne media.
Swoich odbiorców nie trzeba przekonywać, że nie ma się majątku, czy w innych sprawach, w przypadku o. Tadeusza Rydzyka.
Jednak inni wierzą w to – można by powiedzieć – jak katolik w Biblię.
Później nie da się tych ludzi przekonać do tego, że to jest nieprawda.
Bardzo dobrze się stało, że żądania przeprosin i sprostowania nieprawdziwych informacji poszły do tych mediów – podkreśliła dr Jolanta Hajdasz.

Z jednej strony presja społeczna, ale także działania prawne, są w tym przypadku niezbędne.
Jednak – jak dodała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – wiele razy o. Tadeusz Rydzyk nie usłyszał przeprosin, choć sądy przyznawały mu rację. Jest to bolesny temat – jak dodała – że przez tyle lat można bezkarnie krzywdzić człowieka.

Dr Jolanta Hajdasz wskazała również, że upłynęło dość sporo czasu od pojawiania się szkalującego artykułu do momentu opublikowania sprostowania.

    – To nie jest tak, że od maja do sierpnia minęło parę godzin.
Dzisiaj w mediach trzeba być tu i teraz.
Ten artykuł na pewno się rozszedł w zawrotnych ilościach w stosunku do tego, że sprostowanie jest dopiero teraz.
Przez cały czas w przestrzeni medialnej niepotrzebnie żyło kłamstwo. To jest bolączka naszych współczesnych czasów – zwróciła uwagę.

Ataki wymierzone w środowisko Radia Maryja nasiliły się, gdy władzę w Polsce przejęła tzw. koalicja 13 grudnia.
Ekipa rządząca zaczęła też wtedy bezprawnie i siłą przejmować media publiczne.
Dr Jolanta Hajdasz, odnosząc się do sytuacji zawieszania red. Przemysława Babiarza, który komentował Igrzyska Olimpijskie w Paryżu,
podkreśliła, że to pokazuje machinę niszczenia dziennikarzom kręgosłupów.

Gość TV Trwam wskazała też, że dzisiaj brakuje edukacji medialnej, a dziś już od najmłodszych lat są wpatrzeni w ekran telewizora.

    – Cena wolności słowa staje się paradoksalnie coraz wyższa. Musimy włożyć coraz więcej wysiłku w to, aby dotrzeć do prawdy.
Kiedyś była łatwiejsza do odkrycia i szukano tylko kanałów do przekazu. Dziś tych kanałów mamy w nadmiarze, tylko pytanie, który poda nam prawdę o życiu – powiedziała dr Jolanta Hajdasz.

Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wskazała również na problem influencerów, którzy często w przekazie informacji mają wpływ na społeczeństwo.

– Chodzi o to, czy ten, kto ogląda, ma świadomość, że podgląda rodzinę,
która dzieli się swoimi radościami, smutkami i pokazuje produkty ułatwiające zajmowanie się małymi dziećmi,
że to nie jest ich spontaniczna praca, którą robią dla nas społecznie – a tak się przedstawiają
– tylko że jest to po prostu zwykła umowa, rodzaj reklamy, taki storytelling, w którym między wierszami przemyca się produkty, postawy, zachowania, lansuje się język (…).
Jest to ogromna możliwość wpływania na ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy, że miesiącami obserwują kogoś,
kto np. opiekuję się tylko zwierzętami domowymi, bo chce im pomagać i mówi, jak to robić,
po czym okazuje się, że to jest jeden wielki biznes – zauważyła gość programu.

za:www.radiomaryja.pl

***

Rząd tłumaczy, dlaczego blokuje Republikę. W piśmie czytamy m.in... o donosach pracowników innych mediów

Przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów Maciej Berek odpowiedział, dlaczego Telewizja Republika nie jest wpuszczana na spotkania mediów z politykami. Twierdzi, że na pracowników stacji skarżą się... inni dziennikarze. Ponadto wskazał, kiedy przedstawiciel Republiki miał przekroczyć "granice etyki". Chodzi o pytanie związane z nieinformowanie przez rząd o śmierci polskiego żołnierza na granicy z Białorusią.

Dziennikarze Telewizji Republika, jako jedni z nielicznych zadają rządzącym trudne pytania. Jednak odpowiedzią rządu jest stosowanie podwójnych standardów. Pracownicy Republiki jako jedyni nie są wpuszczani na konferencje prasowe polityków. O to, dlaczego tak się dzieje zapytał w interpelacji poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek. Dziś poznaliśmy odpowiedź.

Skargi od "dziennikarzy"

W piśmie autorstwa ministra Macieja Berka czytamy, iż taka decyzja została podjęta, ponieważ reporterzy stacji mają rzekomo nie przestrzegać zasad "obowiązujących wszystkie media". Co więcej, okazuje się, że na reporterów stacji Strefy Wolnego Słowa skarżą się... pracownicy mainstreamowych mediów.

    "Do CIR zwracają się także inni dziennikarze ze skargami na takie zachowania, ponieważ rzuca ono cień na całe środowisko" – napisał Berek.

Minister twierdzi też, że "równy dostęp do rzetelnych" informacji zapewniony jest wszystkim mediom i jako przykłady podaje transmisje w Internecie, z których oczywiście korzystając, pytań zadać się nie da.

Pytanie o śmierć żołnierza

Berek wskazuje też jeden szczególny moment, który najwyraźniej nie spodobał się rządzącym.

    7 czerwca 2024 r., odbyło się oświadczenie dla mediów dotyczące m.in. tragicznej śmierci polskiego żołnierza na granicy z Białorusią. TV Republika uzyskała na nie akredytację, tak jak na każde poprzednie wydarzenie. Tym razem jednak jej przedstawiciel złamał nie tylko, kolejny raz, zasady dotyczące udziału w wydarzeniu, ale również przekroczył granice etyki, kultury i szacunku dla zmarłego żołnierza oraz jego najbliższych. Na takie zachowania w KPRM nie ma i nie będzie zgody – twierdzi.

Do tego zarzutu odniósł się w mediach społecznościowych szef wydawców Telewizji Republika Jarosław Olechowski. - . Na czym polegała ta straszliwa zbrodnia? Otóż reporter Republiki odważył się… zadać pytanie na brefingu szefa rządu. Co gorsze pytanie nie spodobało się Tuskowi! - wyjaśnił.

    "Pytaliśmy o to dlaczego - jak donosiły inne media np. Onet - rząd nie informował o śmierci żołnierza poległego na granicy z Białorusią. Z powodu tego pytania współpracownica premiera wysłała dziennikarza do piekła, a pracownicy KPRM zapowiedzieli, że Republika nie będzie wpuszczana na konferencje prasowe. Ale zabrakło im odwagi na odrzucanie naszych wniosków o akredytacje. Po prostu masowo pozostawiają je bez rozpatrzenia. Chowają głowy w piasek" – podkreślił.

Olechowski zaznaczył, że stacja złożyła skargę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz, że przygotowuje "kolejne kroki prawne". - Wolność jest fundamentem demokracji. Tłumienie krytyki prasowej jest nielegalne. Każdy urzędnik, który łamie prawo odpowie za to przed sądem - dodał.

za:niezalezna.pl