Polecane

Dziennikarz – gatunek zagrożony

„Elita” polskiego dziennikarstwa została ostatnio doszczętnie skompromitowana za sprawą prowokacji w wykonaniu Krzysztofa Stanowskiego i jego Kanału Zero. To zdarzenie z jednej strony obnażyło poziom merytoryczny dużej i wpływowej części mediów w naszym kraju, a z drugiej ukazało ich polityczne sekciarstwo. I pomyśleć, że tacy ludzie na co dzień tłumaczą milionom Polakom rzeczywistość…


Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, to krótkie streszczenie całej sprawy. Otóż zaczęło się od tego, że Zbigniew Stonoga, którego przedstawiać raczej nikomu nie trzeba, ogłosił, iż szuka kompromitujących materiałów na Krzysztofa Stanowskiego, twórcę Kanału Zero. Niedługo potem Stonoga opublikował nagranie ze spotkania redakcji kanału, podczas którego Stanowski zabrania podejmowania tematu nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości i atakowania Zbigniewa Ziobry. To miało być ostateczne potwierdzenie, że cały Kanał Zero i sam Krzysztof Stanowski to „ukryta opcja pisowska” (taką teorię spiskową wbrew wszelkim faktom forsuje sekta Silnych razem im. Romana Giertycha, Elizy Michalik i Tomasza Lisa). Kwiat polskiego dziennikarstwa (w tym zdobywcy prestiżowych medialnych nagród) od razu podchwycił temat, nie zaprzątając sobie głowy legendarną wręcz niewiarygodnością Zbigniewa Stonogi i jakąkolwiek weryfikacją nagrania. Pełne oburzenia wpisy, a nawet relacje na żywo z całej sytuacji – przeciwnicy PiSu otwierali szampana. Problem w tym, że nagranie zostało sfingowane przez twórcę Kanału Zero właśnie w celu zweryfikowania rzetelności dziennikarzy. I brutalnie obnażyło ich poziom, podczas gdy zwyczajni internauci niemal od razu zorientowali się, że coś tu nie gra.

Wydawałoby się oczywiste, że tego rodzaju ciężkie złamanie podstawowych zasad dziennikarskich powinno z automatu oznaczać koniec kariery w zawodzie. Nic bardziej mylnego, większość z tych funkcjonariuszy politycznych nie tylko nie potrafiła przyznać się do błędu i przeprosić, ale próbowali jeszcze odwracać kota ogonem i robić wszystko, żeby tylko potwierdzić fantazję, w którą tak głęboko wierzą. I to jest najgorsza wiadomość, bo przecież media nazywa się nie bez powodu czwartą władzą. Właśnie dlatego tak bardzo potrzeba wsparcia tych ośrodków medialnych, które są rzetelne i stanowią odtrutkę na fale fake newsów, które wzbierają z każdej strony.

Chyba nikt inny nie doświadczył tak dotkliwie żałosnej kondycji polskich mediów, jak nasze środowisko – Rodzina Radia Maryja. Niezliczona ilość fałszywych oskarżeń, kłamliwych artykułów, manipulacyjnych reportaży i innych fake newsów, które do dziś funkcjonują w świadomości milionów obywateli naszego kraju i wpływają na to, jak jesteśmy przez nich odbierani. Wystarczy wspomnieć słynne przypadki Maybacha, którym rzekomo jeździ o. Tadeusz Rydzyk, lub samochody od bezdomnego. To właśnie dziennikarze tych samych mediów, którzy zostali obnażeni za sprawą prowokacji Stanowskiego, są odpowiedzialni za fałszywy obraz dyrektora Radia Maryja i całego środowiska skupionego wokół niego. Skłamać, oczernić i odebrać dobre imię jest niezwykle łatwo, zwłaszcza w dobie mediów elektronicznych, natomiast odkręcenie tego jest niemal niemożliwe.

Dziennikarz to człowiek, który służy prawdzie. Bez odniesienia do niej jego praca tak naprawdę nie ma racji bytu. Kiedy jednak współczesne prądy myślowe podważają sam fakt istnienia obiektywnej prawdy i możliwości jej poznania, wówczas traci sens zawód dziennikarza. W zamian mamy ludzi, którzy choć nadal tak się tytułują, to jednak wykonują zupełnie inną profesję – albo mówią ludziom tylko to, co chcą słyszeć (skupiając się na czerpaniu zysków), albo zajmują się formatowaniem społeczeństwa na modłę różnych ideologii. Dziennikarz w klasycznym rozumieniu to dziś niestety  gatunek zagrożony wyginięciem.

Wojciech Grzywacz

za:www.radiomaryja.pl