Polecane

85. lat temu Niemcy zaatakowały Polskę

Kampania polska we wrześniu 1939 r. to punkt zwrotny dziejów XX wieku. Opór Polski sprawił, że nazistowskie Niemcy straciły szansę na błyskawiczne zwycięstwo w ograniczonym, lokalnym konflikcie. Przez pięć tygodni Polska walczyła samotnie, najpierw z niemieckim, a potem także z sowieckim agresorem.


85. lat temu Niemcy zaatakowały Polskę

Bezpośrednie przygotowania do wojny, zakładające między innymi częściową mobilizację, prowadzono w Polsce już od marca 1939 r. Ich podstawą były przygotowywane w polskim sztabie „Studium planu strategicznego Polski” i „Plan Zachód”. Jednym z jego podstawowych założeń było stwierdzenie, że Niemcy od dłuższego czasu prowadzą przygotowania do ataku na Polskę. „Gotowość niemieckiego potencjału wojennego może być w każdym razie wcześniejsza od naszej, co będzie musiało być uwzględnione w stadium początkowym okresu wojny. Wszystkie te okoliczności przemawiają za tym, że pierwszym zadaniem polskiego planu strategicznego powinno być zapewnienie sobie […] możliwości zebrania wszystkich sił i środków wojennych potrzebnych do późniejszych działań rozstrzygających” – pisano. Kluczem do zorganizowania sił mogących przeciwstawić się agresji było podjęcie odpowiednio wczesnej mobilizacji oraz stworzenie licznych ośrodków zapasowych w głębi kraju, których głównym zadaniem mogło być szkolenie rezerw koniecznych do uzupełnienia walczących jednostek.

Aby uniknąć oskarżeń o podejmowanie działań zaczepnych, polskie dowództwo zakładało, że mobilizacja będzie odbywać się etapami. W ramach „mobilizacji cichej” planowano postawić w stan gotowości 3/4 sił – około 25 dywizji piechoty, wraz ze Strażą Graniczną i Korpusem Ochrony Pogranicza. W kolejnych rzutach planowano zmobilizowanie kolejnych sił, między innymi obrony przeciwlotniczej, kawalerii oraz brygad pancerno-motorowych. Dopiero w ramach trzeciego rzutu planowano dokonanie powszechnej mobilizacji.

Trwająca przez cały sierpień 1939 r. mobilizacja niejawna przebiegała zgodnie z planem. 30 sierpnia miała zostać ogłoszona mobilizacja powszechna. Jednak na skutek interwencji ambasadorów Francji i Wielkiej Brytania, dążących do przedłużenia szans na podjęcie negocjacji, rozkaz mobilizacyjny cofnięto. Ponownie ogłoszono ją dopiero 31 sierpnia. Opóźnienie miało poważne konsekwencje 1 września 1939 roku w stanie gotowości bojowej znalazło się tylko ok. 2/3 polskiej armii.

Podstawą niemieckich planów agresji był przygotowywany od kwietnia 1939 r. plan „Fall Weiss”. Dowództwo Wehrmachtu zakładało przeprowadzenie błyskawicznej, kilkunastodniowej kampanii. Uderzenie miało nastąpić z trzech kierunków: zachodniego, północnego (z Prus Wschodnich) i południowego (z Protektoratu Czech i Moraw oraz kontrolowanej przez Niemców Słowacji i przy wsparciu jej sił). Większość polskich sił miało zostać związanych i zniszczonych na zachód od Wisły. Swoistym potwierdzeniem tych założeń był tajny protokół do paktu Ribbentrop-Mołotow, który zakładał rozdzielenie „stref interesów” w przybliżeniu wzdłuż linii Sanu, Wisły i Narwi.

Niemiecka przewaga była przygniatająca

Niemcy dysponowali 48 dywizjami liczącymi około 1,5 mln żołnierzy. Niemiecka przewaga techniczna była przygniatająca. Wehrmacht był w stanie wystawić 10 tysięcy dział i moździerzy i ponad 2700 czołgów. Budowana od zaledwie czterech lat Luftwaffe liczyła 1800 nowoczesnych samolotów. Poważnym potencjałem dysponowała również niemiecka flota wojenna, zdolna do zablokowania polskiego wybrzeża. Przewaga niemiecka była tym większa, że zgodnie z doskonalonymi od końca lat dwudziestych metodami wojny pancernej, Wehrmacht stworzył skoncentrowane siły pancerne. Zadaniem 6 pancernych i 4 dywizji piechoty zmotoryzowanej było dokonywanie głębokich uderzeń paraliżujących siły wroga. Siły pancerne miały być wspierane atakami lotnictwa, szczególnie bombowców. Symbolem Luftwaffe stał się bombowiec nurkujący Junkers Ju 87 „Stuka”, którego zadaniem były ataki na kolumny wojsk wroga oraz obiekty strategiczne.

Polacy zmobilizowali około 900 tysięcy żołnierzy. Dysponowali około 4,3 tys. dział i moździerzy, około 800 czołgami i samochodami pancernymi oraz 400 samolotami bojowymi. Znacząca część uzbrojenia była dość przestarzała. Szczególnym problemem był stan lotnictwa myśliwskiego, pozostającego kilka lat w tyle za Luftwaffe. Polskie siły były również znacznie mniej mobilne, niż wojska niemieckie. Problemem był również brak przeciwpancernej i przeciwlotniczej.

W polskim arsenale było kilka rodzajów broni dorównujących lub przewyższających technicznie konstrukcje niemieckie. Czołgi 7TP były zdolne do walki ze stanowiącymi trzon niemieckich sił pancernych wozami PzKpfw I i II. Ustępowały jedynie znacznie większym Panzer III i IV, które dopiero pojawiały się w składzie niemieckich sił pancernych. Niezwykle nowoczesną i obiecującą konstrukcją były karabiny przeciwpancerne wz. 35. Tuż przed wybuchem wojny opracowano również następców starzejących się karabinów Mausera. Ich następcą miały być karabiny samopowtarzalne konstrukcji inż. Józefa Maroszka oraz pistolety maszynowe „Mors”. Niezwykle nowoczesną konstrukcją był również pistolet „Vis”. Do legendy polskiego lotnictwa przeszły samoloty bombowe „Łoś”, ale ich wpływ na losy wojny we wrześniu były bardzo niewielki. Niewielka ilość nowoczesnego uzbrojenia nie mogła więc przesądzić o losach kampanii.

Polskie siły osłabiało również ich rozciągnięcie wzdłuż niezwykle długiej linii granicznej. Nie licząc niewielkich fragmentów fortyfikacji stałych i kilkoma rejonami umocnionymi, na Śląsku, na Mierzei Helskiej, w rejonie Narwi, oraz pod Mławą i Rzęgnowem, była ona jedynie zabezpieczona umocnieniami polowymi. Doświadczenia kampanii, między innymi pod Wizną i Węgierską Górką, a także po 17 września pod Sarnami udowodniły skuteczność tego rodzaju umocnień w opóźnianiu marszu wojsk niemieckich i sowieckich.

"Okręt idzie do ataku na Westerplatte"

1 września o godzinie 4:43 w dzienniku pokładowym niemieckiego pancernika szkolnego „Schleswig-Holstein” zapisano: „Okręt idzie do ataku na Westerplatte”. Około dwóch lub czterech minut później, okręt stojący w kanale portowym, kilkaset metrów od Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, rozpoczął ostrzał polskiej placówki bronionej przez około 200 żołnierzy. Niemal natychmiast do ataku ruszyli żołnierze niemieckiej piechoty. Przez siedem kolejnych dni Westerplatte odpierało kolejne szturmy, stając się symbolem bohaterstwa polskiej armii.

Mniej więcej w momencie ataku na Westerplatte, pierwsze niemieckie bomby spadły na Wieluń. Zniszczeniu uległo ok. 75 proc. zabudowy miasta, a liczba ofiar w ludziach jest trudna do ustalenia i waha się od 1000 do ponad 2000. Bombardowania pozbawionych strategicznego znaczenia miast, ostrzeliwanie kolumn uciekinierów, masowe rozstrzeliwania ludności cywilnej stały się jedną z cech tej wojny.

Meldunki o otwarciu ognia przez nieprzyjaciela i przekraczaniu granicy zaczęły spływać do sztabu Naczelnego Wodza marsz. Edwarda Śmigłego-Rydza około 5:00. Polskie dowództwo szybko zrozumiało, że walki nie mają charakteru dywersji, lecz zmasowanej inwazji. Wkrótce powiadomiono prezydenta Ignacego Mościckiego i ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Polskie Radio wyemitowało przygotowaną wcześniej odezwę prezydenta. O 8.00 depeszę o agresji niemieckiej nadała Polska Agencja Telegraficzna.

1 września nieprzyjacielowi w żadnym punkcie nie udało się przekroczyć polskich linii obrony. Wszędzie dochodziło do zaciekłych walk i wszędzie niemieckie ataki udawało się odeprzeć. Stosunkowo największe sukcesy wojska niemieckie osiągnęły na Pomorzu. W ciągu pierwszych trzech dni walk niemiecka 4. Armia rozbiła część sił Armii „Pomorze” w Borach Tucholskich i dotarła do Wisły. Reszta oddziałów polskich rozpoczęła odwrót na południowy-wschód.

Trzydniowa bitwa

Ogromne znacznie miały walki w okolicach Mławy. Rozgorzała tam trzydniowa bitwa, w której 20 DP Armii „Modlin” skutecznie odpierała ataki niemieckiego I korpusu Piechoty i Dywizji Pancernej „Kempf” podążającego na Warszawę. Było to zaskakujące, tym bardziej że choć obrona oparta była na linii Narwi i Wisły, większość terenu stanowiły płaskie równiny, bez naturalnych punktów obronnych. Następnego dnia Niemcy również nie osiągnęli znaczących postępów i dopiero po nocnym przegrupowaniu wojsk, 3 września, osiągnęli przewagę. W środkowej części frontu doszło do dwóch większych starć. Pod Mokrą, oddziały Armii „Łódź” starły się z 4 Dywizją Pancerną, a 7 dywizja piechoty Armii „Kraków” z aż trzema dywizjami niemieckimi pod Częstochową. Walczono w innych miejscach: pod Mikołowem, Jordanowem, Chabówką, to jednak klęska Armii „Kraków” okazała się decydująca dla pierwszej fazy polskiej obrony we wrześniu 1939 roku. Była to kluczowa armia dla polskiej obrony na południu kraju. Przypadł jej odcinek frontu o długości blisko 200 km, dysponowała też najpoważniejszymi siłami. Jej klęska oznaczała powstanie ogromnej luki w polskiej obronie. Przegrana w bitwie granicznej oznaczała konieczność zmiany większości założeń polskiego dowództwa

W ciągu kilku kolejnych dni polska obrona coraz mocniej odczuwała paraliżujące działanie niemieckiego lotnictwa. Luftwaffe atakowała linie i węzły kolejowe, mosty, zgrupowania wojsk, miejsca postoju sztabów, dezorganizując tyły i terroryzując ludność cywilną bombardowaniami i ostrzałem. Choć polskie lotnictwo zostało w porę przebazowane na lotniska polowe i zdołało uniknąć zniszczenia w momencie wybuchu wojny, było jednak zbyt nieliczne, by skutecznie przeciwstawić się atakom z powietrza. W pierwszych dniach walk odnotowało jednak wiele zestrzeleń, głównie dzięki bohaterstwu pilotów.

3 września wskutek braku odpowiedzi Berlina na ultimatum z żądaniem wycofania wojsk niemieckich z Polski Londyn i Paryż znalazły się w stanie wojny z Niemcami. Tym samym kampania w Polsce przekształciła się w II wojnę światową. Trzy dni później wojska francuskie rozpoczęły ograniczoną ofensywę na przedpolu tzw. linii Zygfryda. W ciągu kilku kolejnych dni posunęły się o kilka kilometrów w głąb niemal niebronionego terytorium Niemiec. Po kilku dniach podjęto decyzję o rezygnacji z dalszych działań ofensywnych. Decyzja ta oznaczała złamanie zobowiązań sojuszniczych.

W ciągu kilku kolejnych dni Niemcy poczynili znaczące postępy. W okolicach Piotrkowa została całkowicie rozbita Armia „Prusy”, co otworzyło drogę na Warszawę, którą istotnie, już 8 września zaatakowała – bez powodzenia i z wielkimi stratami – 4 Dywizja Pancerna. W tym też czasie udało się Niemcom przekroczyć Narew i zająć przyczółki w okolicach Broku. Jak zauważali Czesław Brzoza i Andrzej Leon Sowa: „W ten sposób zagrożone zostały tyły całej polskiej obrony w rejonie Warszawy oraz na Lubelszczyźnie”. 6 września ogłoszono rozkaz dla wszystkich polskich jednostek, cofnięcia się za linię Wisły. Błędem naczelnego wodza była przedwczesna ewakuacja swojego sztabu do Brześcia.

Bohaterska postawa mieszkańców Warszawy

Polska obrona wykazywała ogromne umiejętności improwizacji. Ich świadectwem jest utworzenie Armii „Warszawa”, która przez niemal trzy tygodnie broniła stolicy. Dla morale jej obrońców i mieszkańców miała bohaterska postawa prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego.

Od początku wojny niemal nieatakowane pozostawały siły Armii „Poznań”. Pozwoliło to jej żołnierzom nawet na podejmowanie niewielkich akcji zaczepnych na terytorium Rzeszy. Jej dowódca gen. Tadeusz Kutrzeba rozpoczął w pasie Łęczyca-Łowicz uderzenie na lewe skrzydło 8. Armii niemieckiej, która toczyła walki z resztą sił Armii „Łódź”.

W ten sposób nad Bzurą, rozpoczęła się największa batalia polskiego Września i pierwszych dwóch lat II wojny światowej. Sukces natarcia sił polskich zmusił Niemców do rezygnacji z prób szybkiego zdobycia Warszawy. W ciągu kilku kolejnych dni polskie uderzenia straciły impet. W ostatniej fazie bitwy, zakończonej 22 września, oddziały dowodzone przez gen. Kutrzebę przebijały się przez Puszczę Kampinoską do broniącej się Warszawy i Twierdzy Modlin.

16 września, tj. w przeddzień spodziewanej ofensywy francusko-brytyjskiej, strona polska panowała nad wschodnią połową kraju, od Wilna po broniący się Lwów. Na zachód od tej linii broniła się Warszawa, Modlin, Oksywie oraz Hel. W polskim sztabie panował jednak optymizm. Polska wygrała „walkę o czas”. Armia, mimo ogromnych strat, przetrwała do momentu zakładanej ofensywy na zachodzie. W polskich rękach pozostawało wiele miast, które mogły stanowić punkty długotrwałego oporu. Ostateczną linią obrony miało stać się tzw. przedmoście rumuńskie. Na Kresach trwało również formowanie nowych oddziałów. Wkrótce przez Rumunię miały przybyć pierwsze dostawy materiałów wojennych. Zbliżająca się jesień wydawała się ograniczać możliwości działania niemieckich wojsk pancernych i lotnictwa. Kampania mogła trwać jeszcze wiele tygodni lub wręcz miesięcy. Na zachodzie działania sojuszników mogły wesprzeć ewakuowane pod koniec sierpnia najnowocześniejsze polskie okręty.

17 września o 2:00 ambasador RP w Moskwie Wacław Grzybowski został wezwany do Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych, gdzie szef tego resortu Wiaczesław Mołotow przedstawił mu kłamliwą notę, w której stwierdzał upadek państwa polskiego i wynikającą z tego konieczność wzięcia pod ochronę ludności ziem „Zachodniej Ukrainy i Białorusi”. Godzinę później oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza zameldowały o przekraczaniu przez Sowietów wschodniej granicy Polski. Pierwszy opór stawiło około 12 tysięcy żołnierzy KOP. Przeciw sobie mieli przeciwko półmilionową armię. O 16 szef sztabu gen. Wacław Stachiewicz wydał dyrektywę ogólną nakazującą odwrót w kierunku Węgier i Rumunii. Oddziały polskie miały unikać walk z Armią Czerwoną. Obronę miały kontynuować izolowane punkty oporu. Mimo to, oddziały KOP oraz improwizowane zgrupowania polskie stawiały bohaterski opór, często zwycięski, mimo ogromnej przewagi sowieckiej. Do legendy przeszła obrona Grodna. Tam i wielu innych miejscach Armia Czerwona popełniała zbrodnie na polskich jeńcach i ludności cywilnej. 17 i 18 września władze Rzeczypospolitej przekroczyły granice z Rumunią, gdzie zostały internowane.

W ciągu kolejnych dwóch tygodni polskie siły walczyły w zaciskających się kleszczach obu agresorów. Wciąż bohaterski opór stawiała Warszawa, Modlin, Hel i do 22 września - Lwów. Kompletnie zniszczona ostrzałem i bombardowaniami Warszawa trzymała się do 28 września, leżąca w niewielkiej od niej odległości Twierdza Modlin poddała się następnego dnia. Również 29 września ostatnie zwycięstwo w walkach z sowietami pod Parczewem odniosła Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga.

Dopiero 2 października, w obliczu wyczerpywania się amunicji, skapitulowała załoga Helu, dowodzona przez jednego z twórców polskiej floty, kontradmirała Józefa Unruga.

Ostatnim polskim zgrupowaniem pozostała Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”. Jej celem było przyjście na odsiecz Warszawy, a po jej kapitulacji podjęcie walki partyzanckiej w Górach Świętokrzyskich. Ostatnia bitwa kampanii polskiej rozegrała się w rejonie Kocka. W pierwszej fazie bitwy pod Kockiem SGO odniosła szereg zaskakujących dla Niemców sukcesów. Sukcesy nie mogły zostać jednak wykorzystane wobec braku amunicji i nadejścia przeważających sił niemieckich. Dlatego 6 października przed południem oddziały gen. Franciszka Kleeberga złożyły broń. Część żołnierzy w cywilnych ubraniach uniknęła niewoli. W tym samym czasie w warszawskich Alejach Ujazdowskich trwała defilada zwycięstwa z udziałem samego Adolfa Hitlera.

Po kapitulacji SGO ostatnim walczącym oddziałem WP pozostało liczące kilkudziesięciu ułanów zgrupowanie mjr. Henryka Dobrzańskiego, który w trakcie marszu z Puszczy Augustowskiej na Węgry, podjął decyzję pozostania na terytorium kraju aż do czasu spodziewanej na wiosnę ofensywy aliantów.

Ogromne straty po polskiej stronie

Szacuje się, że w ciągu pięciu tygodni walk poległo ok. 67 tysięcy polskich żołnierzy, rannych zostało 133 tysiące, a do niewoli dostało się ok. 420 tysięcy. Straty niemieckie były nieporównywalnie mniejsze, lecz ze względu na propagandę wojenną są trudne do oszacowania. Według znacznie zaniżonych statystyk zginęło ok. 16 tysięcy żołnierzy, a ogółem wyłączono z walki z powodu ran czy niewoli ok. 50 tysięcy. Większe straty ponieśli Niemcy w sprzęcie – zniszczenia były tak duże, że atak na Zachód był możliwy dopiero w kwietniu 1940 r. Z rąk sowieckich śmierć poniosło 6-7 tysięcy Polaków, zaś ok. 250 tysięcy dostało się do niewoli. Ale w tym kontekście zaskakująco duże są straty Armii Czerwonej, która straciła co najmniej 3 tysięcy żołnierzy.

Klęska Polski uważana jest również za wstęp do porażki poniesionej przez Francję i Wielką Brytanię w czerwcu 1940 r. Niepodjęcie przez Francję ofensywy przeciwko Niemcom było nieuzasadnione z punktu widzenia uwarunkowań militarnych. We wrześniu 1939 r. naprzeciw 23 dywizjom niemieckim na zachodzie, stało około 100 dywizji francuskich wspieranych przez brytyjską flotę i lotnictwo. W tym samym czasie niemal całość niemieckich sił pancernych i lotniczych było zaangażowanych w Polsce. „Do roku 1939 byliśmy oczywiście w stanie sami rozbić Polskę. Ale nigdy – ani w roku 1938, ani w 1939 – nie zdołalibyśmy naprawdę sprostać skoncentrowanemu, wspólnemu atakowi tych państw” – stwierdził po wojnie sądzony w Norymberdze szef sztabu generalnego Wehrmachtu gen. Alfred Jodl. Do dziś te słowa wzbudzają gorące dyskusje historyków.

Jeszcze w trakcie walk o Warszawę, 27 września na rozkaz dowódcy obrony Warszawy generała Juliusza Rómmla powołano zaczątek struktur Polskiego Państwa Podziemnego. Na podstawie pełnomocnictw Naczelnego Wodza powstała Służba Zwycięstwa Polski. Moment ten rozpoczął kolejny etap trwającej przez kolejne lata walki o odzyskanie niepodległości.

za:www.tysol.pl

***

85 lat temu Niemcy napadli na Polskę. Prezydent Duda: Wybaczenie to jedno, a zadośćuczynienie to drugie

"Wybaczenie i uznanie winy to jedno, a zadośćuczynienie za szkody to drugie. I ta sprawa cały czas jeszcze nie jest załatwiona i nigdy nie była załatwiona od 80 lat" - przyznał podczas 85. rocznicy napaści Niemiec na Polskę, w Wieluniu prezydent Andrzej Duda. Zaznaczył, iż wierzy, że ta kwestia będzie załatwiona.

Prezydent podczas uroczystości w 85. rocznicę wybuchu II wojny światowej przypomniał, że wczesnym rankiem 1 września 1939 r. Niemcy przeprowadzili atak lotniczy na Wieluń, choć miasto to i jego mieszkańcy niczym nie zawinili. Podkreślił, że brutalny zmasowany atak na śpiących ludzi był "aktem absolutnego barbarzyństwa".

"Niemcy postanowili zmiażdżyć Polaków"

Andrzej Duda zaznaczył, że Niemcy postanowili zmiażdżyć Polaków i taki był cel ich ataku. Podkreślił, że Polska stanęła, sprzeciwiła się temu i walczyła od pierwszego dnia tej wojny, przeciwstawiając się "przemysłowi śmierci" hitlerowskich Niemiec.

    "Mówimy: 'nigdy więcej wojny', mówimy: 'nigdy więcej nie może być na to zgody świata'. Wtedy była w istocie ta zgoda. Hitler odważył się na to dlatego właśnie, że miał zgodę. On tak rozumiał to, że kiedy wcześniej dokonał anschlussu Austrii, i kiedy wcześniej dokonał de facto zaboru Czechosłowacji, kiedy wcześniej rozpoczął eksterminację Żydów w Niemczech, to świat nie reagował"

– powiedział prezydent.

Jak zaznaczył, 15 lat temu podkreślał to ówczesny prezydent Lech Kaczyński w swoim przemówieniu na Westerplatte.

    "Powiedział wtedy bardzo wyraźnie: 'nie wolno ustępować imperializmowi i II wojna światowa jest tego wielką lekcją'"

– przypomniał Andrzej Duda.

"Wybaczenie to jedno. Zadośćuczynienie to drugie"

Głowa państwa oceniła również, że "śmiało można powiedzieć tak: w istocie wybaczyliśmy, choć pamiętamy, choć ból jest, choć cały czas są jeszcze dziesiątki tysięcy tych, którzy zostali osobiście skrzywdzeni przez Niemców".

Jak zaznaczył "wybaczenie i uznanie winy to jedno, a zadośćuczynienie za szkody to drugie". "I ta sprawa cały czas jeszcze nie jest załatwiona i nigdy nie była załatwiona od 80 lat, licząc cały okres II wojny światowej" - dodał prezydent Duda.

    "Wierzę w to głęboko, że będzie załatwiona, bo nikt nigdy nie zrzekł się oczekiwania wobec tego, że jeżeli ktoś po prostu przyszedł i coś nam zniszczył, to powinien nam to oddać takie samo albo za to zapłacić. Tak jak jest zupełnie naturalne, że jeżeli ktoś komuś wyrządził szkodę, to musi ponieść tego oczywiste konsekwencje, także w postaci przywrócenia do stanu poprzedniego albo wypłaty takiej kwoty, która to umożliwi"

– mówił Andrzej Duda.

Prezydent podkreślił, że "tego wszystkiego, co straciliśmy przez ponad 40 lat bycia za 'żelazną kurtyną' nikt nam nie rozliczy i nikt nam nie wyrówna, ale za te wyliczalne straty, które ponieśliśmy w wyniku wojny i napaści, zadośćuczynienie nie tylko jest możliwe, ale jest należne". "My Polacy go oczekujemy" - podkreślił.

    "Tak samo jak oczekujemy my i oczekuje cały wolny świat, że Rosja zapłaci za zbrodnie na Ukrainie i za zniszczenia, których dzisiaj na Ukrainie dokonuje, bo to jest element zwykłej sprawiedliwości i zwykłej logiki następstw. Jeżeli jest zniszczenie, należy się zadośćuczynienie i jeśli jest winny tego, to winny jest za to odpowiedzialny"

– powiedział Andrzej Duda.

Zdaniem prezydenta "polskie władze powinny się tego domagać i wierzę w to głęboko, żę będą się tego domagały aż do skutku".

    "Liczę na to, że będziemy mieli w tym zakresie uczciwe wsparcie wspólnoty międzynarodowej, bo nam się ono po prostu należy, dlatego że zawsze byliśmy po właściwej stronie"

– wskazał prezydent.

za:niezalezna.pl

***

Prezydent Duda: wciąż pozostaje kwestia strat materialnych

"Usłyszeliśmy wielokrotnie od Niemców słowo "przepraszam" i prośby o wybaczenie za II wojnę światową, ale jest jeszcze kwestia strat materialnych - za straty należy się zadośćuczynienie" - oznajmił podczas Rady ds. Samorządu Terytorialnego w Wieluniu prezydent Andrzej Duda.


W niedzielę, po obchodach 85. rocznicy wybuchu II wojny światowej i zbombardowania Wielunia przez niemieckie lotnictwo w wieluńskim muzeum z udziałem prezydenta Dudy odbyło się posiedzenie Rady ds. Samorządu Terytorialnego Narodowej Rady Rozwoju, w którym wziął udział m.in. szef IPN Karol Nawrocki.

Prezydent przypomniał o zniszczeniach, jakich w ciągu kilku godzin doznała w wyniku bombardowania 1 września 1939 roku Wieluń, ale jak mówił, zniszczenia dotknęły setki miejscowości w Polsce, a w wyniku ataków zginęły tysiące ludzi. Duda zaznaczył, że "dokonano oszacowania", ogółu strat, które poniosła Polska w wyniku niemieckiej agresji.

    "Eksperci dokonali tego oszacowania, i kwota ta na dzisiejsze standardy finansowe wynosi ponad 6 bilionów 200 mld złotych, czyli ponad 1,5 biliona euro"

- powiedział prezydent, nawiązując do raportu przygotowanego w ostatnich latach przez komisję kierowaną przez polityka PiS, byłego wiceszefa MSZ Arkadiusza Mularczyka.

    "Co ważne - lwią częścią tej kwoty, ponad 70 proc. tej kwoty - to są w istocie straty, jakie ponieśliśmy w substancji ludzkiej, nawet nie infrastrukturze, zniszczonych budynkach, zniszczonym przemyśle, miastach (...) w tym, że straciliśmy ponad 5 mln obywateli"

- mówił prezydent.

Jak dodał, "ta ogromna strata ludzka (...), która jest niezwykle trudna do oszacowania, w jakimś sensie przez dziesięciolecia do dziś stanowi niezagojoną ranę na piersi naszego społeczeństwa".

    "Chciałbym, żebyśmy o tym porozmawiali, bo ta sprawa jest wciąż niezałatwiona. Oczywiście, chcemy mieć jak najlepsze relacje z naszym sąsiadem, i mamy dzisiaj bardzo dobre relacje z Niemcami; one zostały wypracowane między innymi dzięki uczciwemu przyznaniu przez stronę niemiecką winy z II wojnę światową (...) Usłyszeliśmy wielokrotnie słowo 'przepraszam', i wielokrotnie usłyszeliśmy prośby o wybaczenie. I w sensie ludzkim, chrześcijańskim myślę, że większość Polaków w swoich sercach wybaczyła"

- ocenił prezydent Duda.


"Istnieje suma strat..."

    "To jest oczywiście ogromnie ważna, być może najważniejsza część tego, by narody mogły dalej żyć w zgodzie, przyjaźni, wspólnie budować dobrą przyszłość. Ale oprócz tego istnieje jeszcze suma strat, tych strat materialnych. I niezależnie od tego, czy godzimy się i wybaczamy (...) należy się zadośćuczynienie za stratę, należy się przywrócenie do stanu poprzedniego, należy się wypłata odszkodowania, za to, co zostało bezpowrotnie zniszczone"

- podkreślił.

Prezydent ocenił, że do takiego zadośćuczynienia "nigdy nie doszło". W tym kontekście wymienił fundusze wypłacone przez władze niemieckie osobom, które w czasie wojny zmuszane były do przymusowej pracy w Niemczech.

    "Jeżeli weźmiemy i uśrednimy te pieniądze, które w istocie zostały przekazane tym osobom, to będzie to kwota ok. 160 euro na osobę. Myślę, że o żadnej kwestii odszkodowania za lata przymusowej pracy w Niemczech, niewoli w istocie, nie może być tutaj mowy"

 - powiedział.

Duda dodał, że sprawa ma wymiar międzynarodowy, m.in. w kontekście przyszłego pociągnięcia Rosji do odpowiedzialności za straty i szkody wyrządzone zaatakowanej przez nią Ukrainie.

    "Nie chcielibyśmy, żeby (Ukraina) tak, jak Polska 40 lat musiała się odbudowywać własnym sumptem. Będzie wymagał wsparcia, ale przede wszystkim będzie wymagała odszkodowania i zadośćuczynienia za wyrządzone straty, które to zadośćuczynienie jest absolutnym obowiązkiem agresora, czyli Rosji"

- podkreślił.

Wczesnym rankiem 1 września 1939 r. Niemcy przeprowadzili atak lotniczy na Wieluń. Na miasto spadło 380 bomb o łącznej wadze 46 ton. Według różnych źródeł, zginęło od 1200 do ponad 2000 osób. Wieluń został prawie doszczętnie zniszczony; było to pierwsze bombardowanie II wojny światowej.

za:tvrepublika.pl


***

85. rocznica wybuchu II wojny światowej. Prof. G. Kucharczyk: Hitler bez ogródek mówił do swoich generałów, że w tej wojnie nie chodzi o cele militarne, ale o biologiczne zniszczenie narodu polskiego

22 sierpnia 1939 roku omawiano zbliżającą się wojnę, którą miała zapoczątkować agresja Niemiec na Polskę. Hitler tego dnia już był pewien, że ma swobodne ręce na Wschodzie, ponieważ jego minister spraw zagranicznych, Joachim von Ribbentrop, znajdował się w samolocie lecącym do Moskwy, gdzie 23 sierpnia podpisze układ [Pakt Ribbentrop-Mołotow], który decydował o rozbiorze Polski i całej Europy Środkowej pomiędzy dwa totalitarne mocarstwa: Niemcy i Związek Sowiecki. Hitler bez ogródek mówił do swoich generałów pod koniec sierpnia, że w tej wojnie nie chodzi o jakieś cele militarne, ale o biologiczne zniszczenie narodu polskiego – podkreślił prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Przeżywamy dziś 85. rocznicę napaści Niemiec na Polskę. Niemiecki atak – poprzedzony zawarciem niemiecko-rosyjskiego paktu Ribbentrop-Mołotow – zapoczątkował II wojnę światową.

    – 1 września 1939 roku państwo niemieckie, którego oficjalna nazwa brzmiała Rzesza Niemiecka, napadło bez wypowiedzenia wojny na państwo polskie. To może się komuś wydawać oczywistą oczywistością, ale niestety żyjemy w czasach, kiedy trzeba to przypominać, ponieważ słyszymy, że to jacyś naziści napadli na Polskę 1 września 1939 roku. To przecież nie była wojna partyjna – na Polskę nie napadła partia NSDAP, tylko napadło państwo niemieckie i jego siły zbrojne oraz urzędy, które później prowadziły tutaj ludobójczą politykę wobec wszystkich obywateli Rzeczypospolitej – przypominał prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk.

Gość Radia Maryja odniósł się także do wydarzeń z 22 sierpnia 1939 roku, kiedy odbyła się ostatnia narada Adolfa Hitlera z najwyższym dowództwem Wehrmachtu w Obersalzberg.

    – 22 sierpnia 1939 roku omawiano zbliżającą się wojnę, którą miała zapoczątkować agresja na Polskę. Hitler tego dnia już był pewien, że ma swobodne ręce na Wschodzie, ponieważ jego minister spraw zagranicznych, Joachim von Ribbentrop, znajdował się w samolocie lecącym do Moskwy, gdzie 23 sierpnia podpisze układ [Pakt Ribbentrop-Mołotow – przyp. red.], który decydował o rozbiorze Polski i całej Europy Środkowej pomiędzy dwa totalitarne mocarstwa: Niemcy i Związek Sowiecki. Hitler bez ogródek mówił do swoich generałów pod koniec sierpnia, że w tej wojnie nie chodzi o jakieś cele militarne, ale o biologiczne zniszczenie narodu polskiego – zaakcentował gość Radia Maryja.

Niemcy od momentu rozpoczęcia II wojny światowej robili wszystko, by bestialsko wymordować jak największą liczbę Polaków.

    – To nie był wytwór emocji wywołanych polskim oporem, ale to było chłodno zaplanowane jeszcze przed wybuchem II wojny światowej – spuentował.

Poglądy Adolfa Hitlera nie wzięły się znikąd. Na przestrzeni całych wieków u Niemców wielokrotnie mogliśmy zauważyć skrajną nienawiść do Polski i Polaków. Jej maksymalny wyraz był widoczny jednak dopiero po zakończeniu I wojny światowej.

    – Pogarda do Polski i polskości była na porządku dziennym w Niemczech od 1918 roku (…). Wszystkie niemieckie partie polityczne zgadzały się w jednym, a mianowicie w tym, jak to powiedział jeden z niemieckich kanclerzy w 1922 roku: „Polskę trzeba wykończyć”. Starano się to robić wieloma sposobami, między innymi poprzez usilne działania propagandowe, które przedstawiały Polskę jako państwo łamiące praworządność czy prawa mniejszości narodowych. Teraz zadajmy sobie pytanie, skąd my to znamy? – pytał retorycznie gość „Aktualności dnia”.

Niemcy do dzisiaj próbują umniejszać swoją rolę w wybuchu II wojny światowej i zbrodniach podczas niej popełnianych. Historyk zwrócił uwagę, że to polski rząd powinien stać na straży prawdy i reagować, kiedy powielane są kłamstwa chociażby na temat „polskiego” udziału w Holokauście.

    –  Władze, jak wiemy, wyłaniane są w wyborach parlamentarnych, w których głosują obywatele. To nakłada obowiązek na nas wszystkich, żebyśmy przy podejmowaniu decyzji wyborczych – czy to na poziomie parlamentarnym, czy samorządowym – brali pod uwagę to, jak poszczególni kandydaci zaopatrują się na te kwestie. Trzeba przy tej okazji walczyć z mniemaniem sączonym przez tych, którzy mają tendencje do zakłamywania historii, że te kwestie to właściwie są marginalne i nikt ich poważnie nie traktuje, bo teraz ważne są stadiony i inne „poważne” rzeczy. Otóż jest dokładnie odwrotnie. Każde poważne państwo, które chce liczyć się na arenie międzynarodowej, dba o przekaz historyczny – powiedział prof. Grzegorz Kucharczyk.

za:www.radiomaryja.pl

***

Łódź: dzwon łódzkiej katedry przypomniał o 85. rocznicy rozpoczęcia II wojny światowej

- Dzwon towarzyszy nam w chwilach radosnych i smutnych. Dzwon przypomina nam o ważnych wydarzeniach i obwieszcza swym głosem to, co jest najistotniejsze dla człowieka. Dlatego dziś w kolejną rocznicę napaści na Polskę zabrzmiały nasze katedralne dzwony przypominając mieszkańcom miasta o tej tragicznej rocznicy. - mówi ks. prał. Kulesza.

Być może niejednego z łodzian obudził dziś wcześnie rano – bo o godz. 4:35 - dzwon łódzkiej katedry, który miał przypomnieć wszystkim mieszkańcom naszego miasta o tym, co wydarzyło się 85 lat, kiedy to nazistowskie Niemcy napadły na Polskę.

- Jest to szczególna godzina, gdyż właśnie w tym czasie hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę, rozpoczęła się najbardziej okrutna ze wszystkich wojen na świecie. – zauważa proboszcz łódzkiej katedry.  Atak Niemców miał miejsce w pobliżu Łodzi, w Wieluniu. Chcąc przypomnieć wszystkim o tej godzinie już od wielu lat uruchamiamy dzwony naszej łódzkiej katedry. Wiemy dobrze, że pokój to jest tak kruchy dar, o który trzeba nam zabiegać, który trzeba nam pielęgnować, o który trzeba nam nieustannie się modlić. – podkreśla ks. Kulesza.

Największy dzwon łódzkiej katedry Serce Łodzi zabrzmiał dokładnie o 4:35, a jego dźwięk obiegł całe miasto spowite snem jego mieszkańców.

Na wieży łódzkiej bazyliki archikatedralnej św. Stanisława Kostki zostały zawieszone cztery dzwony:

    Największy dzwon „Serce Łodzi” o wadze ~2500 kg, dźwięku - cis’, wykonany w 2011 roku w Ludwisarni Felczyńskich, Taciszów.
    Duży dzwon o wadze ~1900 kg, dźwięku - cis’(+), wykonany w XX wieku w Ludwisarni Böhler, Kapfenberg.
    Średni dzwon o wadze ~1100 kg. dźwięku - e’, wykonany w XX wieku w Ludwisarni Böhler, Kapfenberg.
    Mały dzwon o wadze ~650 kg, dźwięku - g’, wykonany w XX wieku, w Ludwisarni Böhler, Kapfenberg.

Jak czytamy w podaniach historycznych - nad ranem 1 września 1939 roku o godz. 4:35 wojska niemiecki rozpoczęły działania zbrojne przeciw Polsce bombardując Wieluń, który wówczas leżał niedaleko granicy z Rzeszą Niemiecką. Kilkanaście minut później nastąpił ostrzał polskiego wybrzeża z pancernika Schleswig-Holstein i tak rozpoczęła się II Wojna Światowa.

za:www.archidiecezja.lodz.pl

***

Dzień, który tak wiele zmienił

W sporcie zdarzały się im porażki, ale gdy przyszło robić rzeczy najważniejsze, byli po prostu niezwyciężeni.

Pierwszy września 1939 r. Data dla Polski niezwykle ważna. I bardzo smutna. Ona sprawia, że co roku muszę tego dnia znaleźć czas na zadumę. Muszę – to bardzo niewłaściwe słowo. Chcę znaleźć… I zawsze znajduję. Był to bowiem dzień, który zmienił życie tak wielu moich rodaków.

Już początek wojny i pierwsze miesiące po niemieckiej agresji przyniosły polskiemu sportowi ogromne, niepowetowane straty. Na Oksywiu życie stracił lekkoatleta Józef Jaworski, w bitwie nad Bzurą – pięściarz Czesław Cyraniak-Kajnar, pod Warszawą – szablista Leszek Lubicz-Nycz, na początku listopada rozstrzelany został w Bydgoszczy wioślarz Edmund Jankowski, uczestnik kampanii wrześniowej. Każdy z nich miał w sportowym życiorysie udział w igrzyskach olimpijskich. Mnóstwo ofiar przyniósł także atak agresora ze wschodu. W Katyniu życie straciło ponad 250 oficerów związanych w różnych rolach ze sportem. W tej grupie byli także olimpijczycy, m.in. hokeista Aleksander Kowalski czy jeździec Zdzisław Kawecki-Gozdawa. W konspiracji wojskowej oraz w strukturach Polski Podziemnej działali Janusz Kusociński i Bronisław Czech. Ten pierwszy, mistrz olimpijski z Los Angeles w biegu na 10 tys. m, został zamordowany w Palmirach. Drugi, wybitny narciarz, w 1944 r. zmarł w KL Auschwitz. Piękną, ale też bardzo tragiczną historię napisała Helena Marusarzówna. Wielokrotna mistrzyni naszego kraju w narciarstwie alpejskim słynęła też z nieprzeciętnej urody. Pełniła funkcję dublerki w filmie „Halka”, pozowała do zdjęć reklamowych. W trakcie wojny była kurierem tatrzańskim. Zajmowała się przenoszeniem przez góry dokumentów oraz pieniędzy, pomagała przeprowadzać żołnierzy, lecz w marcu 1940 r. aresztowało ją Gestapo. To było jak wyrok. Rozstrzelano ją we wrześniu następnego roku w okolicach Tarnowa. Sportowcy ginęli także w walkach na Zachodzie oraz w powstaniu warszawskim. W greckim ruchu oporu działał Jerzy Iwanow-Szajnowicz. Ten pływak warszawskiego AZS oraz piłkarz wodny był agentem służb specjalnych. Aż trzykrotnie aresztowany przez Gestapo, dwa razy zdołał zbiec. Aresztowany kolejny raz, po zdradzie, został skazany na trzykrotny wyrok śmierci. Zakończył życie przed plutonem egzekucyjnym.

Warto przypomnieć, że w okresie międzywojennym prawie trzystu polskich sportowców wzięło udział w ośmiorgu igrzyskach olimpijskich. I gdy potem nastał czas próby, większość z nich wykazała się nieprawdopodobnym hartem ducha. Poświęcili swoje marzenia, wielu oddało życie – na polach bitew, w obozach koncentracyjnych oraz w podziemiu. W sporcie zdarzały się im porażki, ale gdy przyszło robić rzeczy najważniejsze, byli po prostu niezwyciężeni. Działacze, trenerzy, sportowcy. Wielu z nich we wrześniu 1939 r. należało do elit II Rzeczypospolitej. Wielu z nich mogło pomóc w odbudowie naszej ojczyzny. Tak się nie stało, bo tamten czas zmienił wszystko...

Mariusz Jankowski

za:idziemy.pl