W Warszawie O godz. 13:00 przed budynkiem Ministerstwa Sprawiedliwości ogromna manifestacja przeciwko działaniom rządu Donalda Tuska.
W ostatnich dniach opinię publiczną oburzyły zapowiedzi czystek w wymiarze sprawiedliwości oraz wejście służb do siedziby Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Prezes PiS: Rządzący chcą zdegradować Polskę gospodarczo i duchowo
– Jesteśmy tu po to, by powiedzieć twarde "nie" temu, co się dzieje w Polsce, w szczególności w sferze praworządności, tutaj przekraczane są wszelkie granice łącznie z prawami człowieka, tortury. Chcemy powiedzieć "nie" całej polityce, która zmierza do tego, by Polskę zdegradować i gospodarczo, i duchowo, pod każdym względem – mówił Jarosław Kaczyński.
Prezes PiS: Tortury wobec ks. Olszewskiego są symbolem zła, które dzieje się w Polsce
- „To jest tak, że ks. Olszewski stał się, jako człowiek, jako postać, symbolem tego wszystkiego, co jest tym wielkim złem, które dzieje się dzisiaj w naszym kraju – łamanie konstytucji, ustaw, praw człowieka, wszelkich zasad cywilizowanego państwa. On w swoim losie, w jakiś sposób symbolizuje, upostaciowuje to wszystko” - zauważył.
Przypomniał, że razem z ks. Olszewskim aresztowane zostały również dwie urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości.
- „Chcę to mocno powiedzieć: są poddawani torturom!” - oświadczył.
Podkreślił, że „wszystkie definicje tortur przyjęte w ciągu wielu dziesięcioleci, obejmują te działania podejmowane wobec ks. Olszewskiego i tych pań”.
- „To jest coś, co jest hańbą tej władzy, co odbiera jej legitymację moralną i polityczną do rządzenia. Oni się tak bardzo boją wypuścić ks. Michała i te panie, bo wiedzą, że wtedy padną słowa o tym, co się działo. Słowa o tych niesłychanych, zbrodniczych wydarzeniach. I stąd ten strach” - powiedział.
Jarosław Kaczyński przywołał nagrania sprzed sądu, do którego doprowadzono wychudzonego i osłabionego ks. Olszewskiego. Wskazał, że warto porównać jego kondycję z kondycją, w jakiej był opuszczający Polskę oficer rosyjskiego wywiadu Paweł Rubcow.
- „On był w dobrej formie. Z plecaczkiem na plecach witał się serdecznie z Putinem. Został jeszcze wyposażony w dodatkową wiedzę, w tym wiedzę tajną” - przypomniał.
- „I to porównanie jest, w pewnym skrócie, obrazem tego, co dzisiaj dzieje się w Polsce” - dodał.
Podkreślił, że działania podejmowane wobec ks. Olszewskiego wpisują się i są symbolem oczywistego ataku na Kościół realizowanego przez obecną władzę.
- „A co mówił nasz wielki kapłan, ksiądz Stefan Wyszyński? Kto będzie chciał zniszczyć naród polski, zacznie od Kościoła”
- przypomniał.
Powraca kondominium rosyjsko-niemieckim
Polityk przekonuje, że Polska znowu staje się "kondominium rosyjsko-niemieckim". Jego zdaniem obecna polityka europejskiego będzie prowadzić do likwidacji państwa polskiego. – Te cele, które stawiają ci, którzy chcą budować państwo europejskie, szczególnie Niemcy, Francja, są dużo dalej idące - to zmiana Polski w teren zamieszkiwany przez Polaków, ale zarządzany z zewnątrz. Można mówić, chociaż pozory będą zachowane, o końcu państwa polskiego. Mamy możliwość przeciwstawienia się temu, będą podjęte wielkie akcje i ta wielka akcja zmierzająca do wyborów nowego patriotycznego prezydenta RP – mówił.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości przekonuje, że powstaje układ bardzo korzystny dla Rosji, która może odzyskać pozycję supermocarstwa. Układ ten ma gwarantować Niemcom i Francji dalszą dominację na kontynencie, a także przyczyniać się do eksploatacji innych krajów, w szczególności Polski. – Nasze plany, stworzenia silnej Polski, osiem lat pokazało, że jest to możliwe, że potrafimy to zrobić, są całkowicie w sprzeczności z tymi planami – przekonywał dalej Kaczyński.
Zbigniew Bogucki: Byli tacy uśmiechnięci, ale 13 grudnia, tak jak komunistom, opadły te sztuczne maski
„Oni przed wyborami byli tacy fajni, tacy nowocześni, tacy uśmiechnięci, ale 13 grudnia, tak jak komunistom, opadły te sztuczne maski” – powiedział poseł Zbigniew Bogucki w czasie dzisiejszego protestu w Warszawie.
Ze sceny głos zabrali poseł Zbigniew Bogucki i europoseł Dominik Tarczyński.
- „Jesteśmy po to, by pokazać, że nie odpuszczamy, że walczymy, że mamy pomysł, plan na to, że Polska może być wielka!”
- powiedział Tarczyński.
Bogucki nawiązał do hasła „uśmiechniętej Polski”, z którym do wyborów szła rządząca koalicja.
- „Oni przed wyborami byli tacy fajni, tacy nowocześni, tacy uśmiechnięci, ale 13 grudnia, tak jak komunistom, opadły te sztuczne maski. Co zobaczyliśmy? Zobaczyliśmy kły, zęby które wbijają się dzisiaj w polskie wartości, w polską tradycję, w prawo, we wszystko to, co jest dla nas ważne. Wbijają się też w polskie inwestycje, w polską suwerenność”
- stwierdził.
Parlamentarzysta odniósł się również do funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości po przejęciu władzy przez rząd Donalda Tuska.
- „Dzisiaj nie ma wymiaru sprawiedliwości, tylko bezmiar niesprawiedliwości. I to nie dotyczy tylko polityków, biznesmenów. To dotyczy zwykłych Polaków, to dotyczy nas wszystkich” - podkreślił.
Dominik Tarczyński przypomniał o działaniach ówczesnej opozycji wymierzonych w Polskę, które podejmowane były w Parlamencie Europejskim.
Pamiętacie państwo czterdzieści rezolucji w PE. Wnosili kwity na Polskę i chcieli, by Polska była karana. Nie PiS, nie Tarczyński, nie Kaczyński. Chcieli, by Polacy płacili, bo im gorzej Polakom, tym większa szansa, że obejmą władzę. Kosztem narodu polskiego! – stwierdził europoseł PiS.
Głos zabrał prof. Jan Majchrowski. Prawnik przypomniał o braku rozliczenia sędziów ze stanu wojennego.
Ich nie rozliczono! I my za to dzisiaj płacimy i za każdym razem będziemy płacili, jeśli nie zrobimy tego, co trzeba było zrobić. Nie wolno zatrzymywać się w pół kroku, nie wolno się cofać. Kto się cofa, ten przegrywa – mówił.
Nie rozliczono, ani sędziów stanu wojennego, ani tych wcześniejszych, ani tych, którzy w gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego mordowali ludzi, wyrywali paznokcie – dodał.
Donald Tusk zlikwidował III RP. Sam ją współtworzył, ale mądrość etapu jest taka, że ona nie jest już potrzebna. Teraz przechodzimy do państwa dyktatury, ale nie proletariatu, bo proletariat będzie ciężko pracował na swoich panów. To nie będzie IV Rzeczpospolita. Po traktatach europejskich Polski po prostu nie będzie – przekonywał.
Adam Borowski: Tusk musi wiedzieć, że jego "zwycięstwa" są wyłącznie tymczasowe!
"Chciałem najpierw zacytować Tuskowi, bo podobno jest wykształcony: "przemoc przynosi wyłącznie tymczasowe zwycięstwa. Nigdy nie przynosi pokoju". Niech on to wie, że te zwycięstwa, które chwilowo odnosił pod telewizją, czy w prokuraturze, to są wyłącznie zwycięstwa tymczasowe" - mówił podczas sobotniej manifestacji pod hasłem "Stop Patowładzy" Adam Borowski, przewodniczący Klubu "Gazety Polskiej" w Warszawie.
I jak podkreślił: "tu dużo się mówiło o tym, że jesteśmy odważni, że jesteśmy śmiali, że sprzeciwiamy się. Musimy mieć jeszcze jedną ważną cechę - musimy być gotowi na ofiary, bo one będą. Kamiński i Wąsik byli pierwszymi. Ksiądz Olszewski, Urszula, Karolina".
"Musimy liczyć się z tym, że będą nas aresztować, że będą zwalniać nas z pracy, że będą chcieli nas zniszczyć finansowo - tak jak robią to z PiS. Mogą chcieć zniszczyć finansowo także Republikę. My, z miłości do ojczyzny, tak jak nasi przodkowie, musimy być na to gotowi. Jeśli nie będziemy - przegramy. Jeśli będziemy gotowi - wygramy" – podsumował.
Tak, jak alianci opanowali Niemcy, tak siły sojusznicze wobec D. Tuska, czyli establishment europejski i presja UE, miałyby być siłami, które będą go wspierać w pacyfikacji środowisk pro-niepodległościowych
Donald Tusk – w mojej ocenie – został przez establishment europejski delegowany nie tylko do spacyfikowania środowisk, które walczą z budową superpaństwa, które cały czas próbują wydobyć element niepodległościowy w państwach Unii Europejskiej, ale również po prostu chodzi o to, żeby na przykład raz na zawsze zlikwidować polską złotówkę, polski bank centralny i wprowadzić euro – mówił poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceminister spraw zagranicznych, Jan Dziedziczak.
Poseł Jan Dziedziczak – odnosząc się do słów Donalda Tuska, który mówił, że nie chciałby, aby w Polsce siła zewnętrzna była niezbędna w gwarantowaniu ładu konstytucyjnego – zwrócił uwagę, że ta wypowiedź jest groźbą. Donald Tusk mówił wprost, że przy zmianach m.in. w wymiarze sprawiedliwości będzie łamał prawo.– Tak, jak alianci opanowali Niemcy i wdrażali swój plan, tak siły sojusznicze wobec Donalda Tuska, czyli establishment europejski i presja unijna, miałyby być siłami, które będą go wspierać w pacyfikacji środowisk pro-niepodległościowych – podkreślił poseł Jan Dziedziczak.
Dodał, że na naszych oczach domyka się pewien projekt zbudowania superpaństwa europejskiego, rządzącego przez establishment w Brukseli, a tak naprawdę kierowanego przez najsilniejszy kraj Unii Europejskiej, czyli przez Niemcy. Polityk wskazał, że ma być to państwo całkowicie zdominowane przez centrum, a niektórzy mówią nawet – jak wskazał poseł Jan Dziedziczak – o czwartej rzeszy niemieckiej.
– Niemcy już nie muszą podbijać Europy tak jak w czasie pierwszej czy drugiej wojny światowej, tylko teraz robią to już tym mechanizmem zmieniającym traktaty, zwiększając – często bezprawnie i wbrew traktatom – zakres rządów z Brukseli. Oczywiście to będzie państwo bardzo silnie, zarządzane z Brukseli, realizujące interesy niemieckie, ale dla Polski są to obrzeża unii. (…) Polska to duży kraj, absolutnie jeden z najpotężniejszych krajów Unii Europejskiej, piąty co do wielkości. Pamiętajmy, że w 2004 roku, kiedy Polska wstępowała do Unii Europejskiej, robiła to wspólnie z dziewięcioma innymi krajami. Polska była większa niż te wszystkie dziewięć krajów razem wziętych, więc Polska jest bardzo poważnym krajem. W Polsce był rząd, który się temu planowi sprzeciwiał, który – mówiąc językiem młodzieżowym – stawiał się Brukseli – zaznaczył poseł Jan Dziedziczak.
Polityk zaznaczył również, że sytuacja, jaka ma miejsce obecnie w Polsce, czyli aresztowania, prześladowania, odbieranie narzędzi partii opozycyjnej, a w przyszłości – być może – próba delegalizacji Prawa i Sprawiedliwości, to ma być ostentacyjny pokaz dla całej Europy i wszystkich środowisk pro-niepodległościowych w Europie, „zobaczcie, co z wami zrobimy”. Dlatego – jak wskazał poseł PiS – odbędą się protesty przeciwko bezprawiu, które ma miejsce w Polsce.
– Mamy świadomość, że te represje są związane z tym, że próbowaliśmy bronić niepodległości Polski (…), że budziliśmy nadzieję w środowiskach pro-niepodległościowych, że może być cywilizowany kraj świetnie rozwijający się gospodarczo, który szanuje wartości chrześcijańskie, rodzinne i patriotyzm. (…) Trzeba walczyć, bo na naszych oczach domyka się system. Jeżeli nie będziemy się sprzeciwiać, to kolejne osoby będą trafiać do więzień, to będzie realizowane kolejne naginania czy złamania prawa. Już odebrano nam narzędzie pracy, czyli pieniądze na prezydencką kampanię wyborczą. Nasz rywal z podatków będzie miał kilkadziesiąt milionów złotych na kampanię wyborczą, a nasz kandydat tych pieniędzy nie będzie miał. Jakie to są równe szanse? – zwrócił uwagę polityk.
Poseł Jan Dziedziczak wskazał, że Niemcy są zadowolone z Donalda Tuska, ponieważ realizuje ich interesy. Przykładem są, chociażby działania wymierzone w prezesa Narodowego Banku Polskiego, prof. Adama Glapińskiego. Koalicyjna większość dąży do odwołania prezesa Narodowego Banku Polskiego, prof. Adama Glapińskiego. Chce to zrobić wbrew orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, wykorzystując nielegalną procedurę. Prezes NBP jednoznacznie sprzeciwia się wprowadzeniu w Polsce euro. W całej tej sprawie – jak wskazał gość TV Trwam – chodzi o likwidację polskiej złotówki, do czego dąży rząd „koalicji 13 grudnia”.
– O co idzie gra z NBP? O likwidację złotówki i wprowadzenie euro. Donald Tusk – w mojej ocenie – został przez establishment europejski delegowany nie tylko do spacyfikowania środowisk, które walczą z budową superpaństwa, które cały czas próbują wydobyć element niepodległościowy w państwach Unii Europejskiej, ale również po prostu chodzi o to, żeby na przykład raz na zawsze zlikwidować polską złotówkę, polski bank centralny i wprowadzić euro. Niemcy na tym zarobią. Nasza gospodarka rywalizująca z wieloma krajami establishmentu europejskiego zostanie zaduszona, rozwój będzie mniejszy, a tony złota gromadzone przez dziesięciolecia – czyli nasz skarb narodowy – zostaną wywiezione do wspólnego skarbca w Niemczech – wskazał poseł Jan Dziedziczak.
Skandaliczne słowa Tuska. Premier Polski wprost przyznaje, że rząd będzie łamał prawo
Ostatnie osiem lat zdewastowało system prawny; toniemy w "luzach interpretacyjnych" - powiedział premier Donald Tusk. Nie raz popełnimy czyny, które w oczach niektórych autorytetów prawnych będą niezgodne z zapisami prawa - dodał.
Zwracając się do ekspertów, Tusk powiedział: "pewnie jeszcze nie raz popełnimy błędy albo popełnimy czyny, które według niektórych autorytetów prawnych, będą niezgodne albo nie końca zgodne z zapisami prawa". "Nic nas nie zwalnia z obowiązku działania każdego dnia. Ja każdego dnia muszę podejmować decyzje, które można bardzo łatwo krytykować i podważać od strony prawnej. Ale bez tych decyzji nie byłoby sensu, żebym podjął się odpowiedzialności prowadzenia prac rządu" - stwierdził premier podczas spotkania z ekspertami i konstytucjonalistami w Senacie.
Komunikat KPRM brzmi: Działamy w imię demokracji walczącej.
- Kancelaria Prezesa Rady Ministrów informuje: Przywracanie stanu praworządności jest procesem, który wymaga zaangażowania wielu organów państwa. Kluczowa jest współpraca, dialog i wzajemne wsparcie w tym procesie. W siedzibie Senatu RP Premier Donald Tusk, Marszałek Sejmu Szymon Hołownia oraz Marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska spotkali się z najwybitniejszymi polskimi prawnikami, konstytucjonalistami, a także ekspertami z zakresu ustroju państwa, by wspólnie wypracować drogi wyjścia z kryzysu konstytucyjnego.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński, odnosząc się do słów premiera o „demokracji walczącej” stwierdził, że Donald Tusk dokonuje aktu zniesienia prawa. Mam nadzieję, że za to odpowie i to bardzo ciężko - stwierdził Kaczyński.
Premier oraz marszałkowie Sejmu i Senatu wzięli we wtorek udział w konferencji "Drogi wyjścia z kryzysu konstytucyjnego". Tusk mówił m.in. o "potrzebie działania w tych kategoriach demokracji walczącej"
Kaczyński pytany w środę w Sejmie o sformułowanie "demokracja walcząca" odparł, że "Donald Tusk dokonuje aktu zniesienia prawa". "Mam nadzieję, że za to odpowie i to bardzo, bardzo ciężko. Natomiast rzeczywiście kiedy przejmiemy władzę stanie przed nami bardzo poważny problem odnowienia konstytucji, odnowienia prawa i to będzie ogromna reforma" - zapowiedział.
Marszałek Sejmu Szymon Hołownia zapowiedział zaś sparaliżowanie Trybunału Konstytucyjnego, a więc de facto uniemożliwienie obywatelom realizacji konstytucyjnego prawa do tego, by decyzje władzy wykonawczej były kontrolowane pod kątem ich zgodności z Konstytucją i ustawami. Lider Polski 2050 oświadczył mianowicie, że większość sejmowa nie będzie powoływać nowych sędziów do TK po wygaśnięciu kadencji urzędujących sędziów.
Hołownia stwierdził, że konkluzją z niej jest to, by nie obsadzać wakatów w TK po tym, jak kadencje części obecnych sędziów dobiegną końca. "Zastanawiałem się, czy powinniśmy obsadzać miejsca, które za chwilę zwolnią się w Trybunale i konkluzja ekspertów jest taka, że nie powinniśmy (...) nawet, jeśli by jakimś cudem znaleźli się chętni, żeby pracować z Julią Przyłębską w Trybunale Konstytucyjnym i być tam mniejszością; nie obsadzać, nie wchodzić do tego zatrutego źródła, poczekać aż będziemy mogli rozwiązać tę sprawę systemowo" - powiedział marszałek Sejmu.
Dla portalu wPolityce.pl, wystąpienie marszałka Sejmu skomentowała prezes TK Julia Przyłębska.
- Komentując wystąpienie Marszałka Sejmu, Pana Szymona Hołowni i jego bezprecedensowy atak na Trybunał Konstytucyjny, warto po raz kolejny przypomnieć, że Trybunał Konstytucyjny jest konstytucyjnym naczelnym organem państwa, którego pozycję ustrojową i kompetencje reguluje Konstytucja. Nie przewiduje ona dla Marszałka Sejmu i podpowiadających mu, w zaciszu gabinetów, autorytetów prawniczych takiej kompetencji - zaznaczyła.
Podkreśliła, że wypowiedź marszałka Hołowni „narusza wszelkie zasady demokracji i państwa prawa”.
- Cytując klasyka: nie tędy droga Panie Marszałku. Czas na refleksję, lekturę Konstytucji, przyswojenie wiedzy o Pana kompetencjach - dodała.
Prezes TK przypomniała, że sprawowanie urzędu marszałka Sejmu nie daje prawa do „jednoosobowego zmieniania Konstytucji i dowolnego kształtowania systemu prawnego” i zaapelowała do Szymona Hołowni o „zaprzestanie tych bezprawnych działań”.
To, co się dzisiaj dzieje niestety napawa wielkim pesymizmem, a zwłaszcza po słowach pana Tuska, bo przechodzimy już do systemu, w którym jest anarchia i wyłącznie rozkaz wodza
Walczymy o utrzymanie wolności demokracji w Polsce. To, co się dzisiaj dzieje niestety napawa wielkim pesymizmem, a zwłaszcza po słowach pana Tuska, bo przechodzimy już do takiego systemu, w którym jest anarchia i wyłącznie – można powiedzieć – rozkaz wodza. (…) Siłą rzeczy musimy uratować wolność w Polsce, a droga do tego wiedzie przez zwycięstwo wyborów prezydenckich, po których naprawdę wszystko jest możliwe – powiedział poseł PiS, były minister edukacji, prof. Przemysław Czarnek.
Donald Tusk i jego koalicja obiecali w czasie kampanii wyborczej, że zrealizują sto konkretów w czasie stu dni. Jednak – jak widzimy – z obietnic pozostały puste słowa, ponieważ od przejęcia rządów przez „Koalicję 13 grudnia” mija dziewięć miesięcy, a obietnice pozostały tylko na papierze. Jednak szef Kancelarii Premiera uważa, że rząd Donalda Tuska „spełnił więcej obietnic niż jakakolwiek inna partia”. Do tych słów odniósł się poseł Przemysław Czarnek, podkreślając, że obecny rząd nic nie zrobił.
– Poza kwestiami bezrobocia, które zaczyna rzeczywiście znów straszyć, poza zamykaniem firm i zwalnianiem tysięcy ludzi, poza potężnymi problemami takich zakładów pracy, jak Bogdanka na Lubelszczyźnie, która przynosiła zyski, ostatnio górnicy musieli przyjechać do Warszawy po to, żeby protestować przeciwko absurdalnym działaniom w tym zakładzie pracy, czy w grupie Azoty, to mamy do czynienia z Donaldem Tuskiem, Romanem Giertychem i wieloma innymi, którzy dzisiaj po prostu nie przestrzegają prawa. Mamy do czynienia z Donaldem Tuskiem, który mówi nam: „jesteśmy w demokracji walczącej”, w której – jak sam zapowiada – nie będzie przestrzegał przepisów prawa. Nie przestrzega prawa, a wycofując swoją kontrasygnatę spod aktu urzędowego pana prezydenta Andrzeja Dudy, zapowiada, że będzie się liczyła bardziej interpretacja niż konkretne przepisy – podkreślił prof. Przemysław Czarnek.
Gość programu wskazał w kontekście rozmów koalicyjnych, że raczej nic się nie zmieni przed wyborami prezydenckimi, ponieważ one wyznaczają dzisiaj kalendarz ewentualnych zmian politycznych.
W przyszłym roku w Polsce odbędą się wybory prezydenckie. Na ten moment znany jest tylko kandydat Konfederacji. Jest nim Sławomir Mentzen. Reszta kandydatów nie jest znana. Jak wskazał prof. Przemysław Czarnek, za niedługo będziemy już w rytmie niezwykle ważnej prezydenckiej kampanii wyborczej. Dodał, że wiele zależy również od sytuacji w Stanach Zjednoczonych, w której jesienią odbędą się wybory prezydenckie.
– Walczymy o utrzymanie wolności demokracji w Polsce. To, co się dzisiaj dzieje niestety napawa wielkim pesymizmem, a zwłaszcza po słowach pana Tuska, bo przechodzimy już do takiego systemu, w którym jest anarchia i wyłącznie – można powiedzieć – rozkaz wodza. (…) Siłą rzeczy musimy uratować wolność w Polsce, a droga do tego wiedzie przez zwycięstwo wyborów prezydenckich, po których naprawdę wszystko jest możliwe. Stąd rozmowy. Stąd pewne zmiany, które są projektowane w Prawie i Sprawiedliwości na koniec września tego roku, zmiany w sposobie zarządzania partią, które są bardzo potrzebne – zwrócił uwagę polityk.
Działania „koalicji 13 grudnia” prof. Przemysław Czarnek porównał do czasów stalinizmu.
– Z całą pewnością za wszystkie te działania, które dzisiaj są przez nich podejmowane, w sposób radykalnie sprzeczne z konstytucją, z ustawami – a co jest skrupulatnie odnotowywane przez zespół „Stop patowładzy” – będą ponosili odpowiedzialność – zaznaczył poseł PiS.
Były minister edukacji odniósł się również do działań obecnej władzy wobec lekcji religii, czy innych przedmiotów w szkole. Dodał, że zablokowano program „Poznaj Polskę”, czy przedmiot „Historia i teraźniejszość”; mamy też do czynienia z odejściem od kanonu lektur, które są dumą polskiej literatury, które są nośnikiem polskiej kultury, tradycji i zwyczajów zakorzenionych w chrześcijaństwie; mamy wyrzucanie religii ze szkoły poprzez próbę narzucenia łączenia religii między rocznikami, czy wyrzucania religii ze średniej ocen, co ma sugerować dzieciom i młodzieży – jak zauważył gość „Rozmów niedokończonych” – że nie warto chodzić na religię.
– Polacy w zdecydowanej większości, to chrześcijanie, którzy życzą sobie, żeby przestrzegane były ich prawa. My, chrześcijanie, też jesteśmy podatnikami. To my, chrześcijanie, odprowadzamy nasze dzieci do szkół i życzymy sobie, żeby duchu chrześcijańskim nasze dzieci były uczone. Tymczasem zamiast tego wyrzuca się to, co rzeczywiście jest z tym związane, a wprowadza się choćby komponenty programu ukraińskiego do polskich szkół. Takiego skandalu nigdy w historii nie było – podkreślił prof. Przemysław Czarnek.
Polityk dodał również, że za rządów Prawa i Sprawiedliwości polskie szkoły zostały wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt, w tym drukarki 3D, czy inne rzeczy, które we wnioskach wskazywali nauczyciele. Jednak pomimo szerokiego rozwoju polskich szkół były minister edukacji – jak sam zaznaczył – jest krytykowany przez obecny rząd.
– Ostatnie lata służyły temu, żeby rozwijać szkołę. Szkoda, że teraz nie możemy tego robić przez kolejne cztery lata. Mam nadzieję, że Polacy, widząc to wszystko, co się dzieje, spowodują, że wygramy wybory prezydenckie, a to uruchomi potężne zmiany i pociągnięcie do odpowiedzialności wszystkich tych, którzy szkodzą dzisiaj Polakom – zwrócił uwagę gość TV Trwam.
Prof. Przemysław Czarnek odniósł się również do przedmiotu „Historia i teraźniejszość”. Jak wskazał, w historii najnowszej młodzi Polacy dowiadywali się o tym, że poprzednicy polityczni Nowackiej, Lubnauer, Tuska, czy Giertycha to byli funkcjonariusze komunistyczni (a w wielu przypadkach także krewni), którzy łamali podstawowe wolności prawa człowieka, czy zabijali ludzi – jak podkreślił gość TV Trwam – za swoje poglądy, czego przykładem jest bł. ks. Jerzy Popiełuszko.
– To byli ludzie, którzy doprowadzali państwo do ruiny finansowej i gospodarczej. Żyliśmy w strasznych i nędznych warunkach. W okresie PRL-u to było państwo, które walczyło z Kościołem i chrześcijaństwem. To było państwo zarządzane przez ich poprzedników politycznych, a to wszystko jest w historii najnowszej. Dlatego za punkt honoru przyjęli natychmiastową likwidację historii najnowszej. Dla nich było wygodne, żeby młode społeczeństwo nie miało pojęcia, co się działo w latach 1945-2015, bo wtedy można było ich bez żadnego problemu manipulować. Manipulacja jest skuteczna wtedy, kiedy trafia na materiał, czyli na człowieka, który nie ma pojęcia o tym, co się do niego mówi, więc można go ukształtować w dowolny sposób. W związku z tym nauczanie historii najnowszej, które wprowadziliśmy po to, żeby była pełna świadomość tego, kim jesteśmy, skąd jesteśmy i jaka rzeczywistość nas otacza, została natychmiast wyrugowana ze szkół – zwrócił uwagę prof. Przemysław Czarnek.
W czasie dzisiejszego protestu są zbierane podpisy pod wnioskiem o referendum ws. paktu migracyjnego. Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński ogłosił zbiórkę podpisów w sprawie referendum dotyczącym relokacji migrantów. "Nie chcemy migrantów" - krzyczał tłum zgromadzony na manifestacji przed resortem sprawiedliwości.
Po proteście przeciwko patowładzy policja zatrzymała samochód Jarosława Kaczyńskiego
Po sobotnim proteście przed budynkiem ministerstwa sprawiedliwości stołeczna policja zatrzymała samochód Jarosława Kaczyńskiego. -Pomimo ważnych badań technicznych i faktu, że samochód od lat był dopuszczany do ruchu na polskich drogach, dzisiaj służby na partyjne polecenie Tuska zatrzymały dowód rejestracyjny samochodu - przekazał rzecznik PiS Rafał Bochenek.
Mundurowi radiowozami otoczyli auto, którym porusza się prezes PiS. Więcej szczegółów o sprawie przekazał rzecznik partii Rafał Bochenek.
"Ta władza nie cofnie się przed niczym !!! Każdy pretekst jest wykorzystywany! Pomimo ważnych badań technicznych i faktu, że samochód od lat był dopuszczany do ruchu na polskich drogach, dzisiaj służby na partyjne polecenie Tuska zatrzymały dowód rejestracyjny samochodu, którym na co dzień porusza się p. premier Jarosław Kaczyński"
– napisał na platformie x.com Bochenek.
I dalej: "obcinają finansowanie partii, gnębią i szykanują zwykłych ludzi, a dzisiaj nawet samochód lidera Polskiej Prawicy im przeszkadza". - Panie Tusk, małostkowe! Aż tak się boicie ?! - pyta rzecznik PiS.
O sprawie, jako pierwsza poinformowała Telewizja Republika. Reporter stacji Michał Gwardyński próbował uzyskać więcej informacji w tej sprawie, jak prowadzący akcję mundurowi odmówili mu komentarza.
za:www.radiomaryja.pl
***
Samuel Pereira: Jakimi "siłami zewnętrznymi" grozi Donald Tusk?
Nie możemy być tak niewdzięczni. „Tusk wie, że musi wygrać, i ma plan. Metody? "Niektórzy będą kręcić nosem"” – donosi na łamach „Newsweeka” Dominika Długosz. Ja nosem nie kręcę, bo może i Donald Tusk zapowiedział, że prawo ma tam gdzie Konstytucję RP i ustawy, ale za to był na tyle miły, że na razie wykluczył proszenie o ingerencję zewnętrznych sił.
„Kiedy odbudowywano demokrację w Niemczech, to gwarantowały ją nie zapisy, a obecność armii amerykańskiej w Niemczech” – wspomina wybitny historyk. „Nie chciałbym, żebyśmy my w Polsce znaleźli się kiedykolwiek w takiej sytuacji, że siła zewnętrzna jest niezbędna, żeby gwarantować nasz ład konstytucyjny” – deklaruje premier i dodaje, że „byłaby to tragedia”.
Tusk wie co robi
Bardzo dziękujemy, panie premierze. Mógłby Pan wezwać kolegów z zachodu, może nawet kanclerz Scholz wysłałby kilka zakonserwowanych czołgów z lat 30. i 40., żeby przywracać praworządność w Polsce, a tak wysłali nam Pana i nie musimy się już o nic martwić. Naprawdę nie musimy się już przejmować, bo przecież jak ktoś ma taki plan, to co może pójść nie tak?
Donald Tusk, ten prawdziwy mąż stanu, wie, co robi. Choć oczywiście niektórzy mogą powiedzieć, że jego wizja "demokratycznej odnowy" przypomina raczej powrót do świetlanych lat minionych – wiecie, tych, w których łamanie prawa i deptanie praw człowieka było przeprowadzane w imię prawdy etapu, a potem wszyscy narzekali na efekty. Ale przecież nie bądźmy tak drobiazgowi. Skoro obiecał, że zewnętrzne armie nas ominą, to znaczy, że naprawdę dba o naszą suwerenność. Tak dba, że aż czasami można pomyśleć, że nie potrzebujemy tej całej konstytucji. W końcu kto ma czas na takie szczegóły jak konstytucyjny ład, skoro liczy się skuteczność w walce władzy z opozycją?
Po co komu konstytucja
Zresztą, po co komu konstytucja, skoro mamy jego? Tusk to wystarczająco dobra gwarancja, że wszystko będzie w porządku. On nie jest człowiekiem, który się gubi w przepisach. Przeciwnie – patrzy na prawo jako przydatne narzędzie, którym można się posłużyć jak się żywnie podoba. A jeśli nie pasuje? Cóż, wtedy są inne metody. Tę mądrość wodza trzeba docenić, szczególnie, że zapewnił nas, że nie chodzi mu o jakieś brutalne środki, a jest człowiekiem wiarygodnym. Broń Boże, nie. Tusk nie chce żadnych twardych interwencji. Tuskowi wystarczy Tusk. On wierzy w miękką siłę – tak miękką jak pała policyjna i demokrację tak obywatelską, jak milicja obywatelska.
Może i nie ma praworządności, a Konstytucja, ustawy i instytucje państwowe zostały zanegowane, ale przecież jeszcze mamy wybór. Możemy wybrać zewnętrzną interwencję albo Tuska autokratę, więc wolność wyboru jest. No i trzeba podkreślić, że Tusk wcale nie chce wprowadzać chaosu. Absolutnie nie! On pragnie stabilności. To taki rodzaj stabilności, który być może przypomina PRL, ale przecież wtedy też nie można było narzekać.
Uczmy się doceniać co mamy. Niektóre kraje muszą wprowadzać siłowe zmiany przy pomocy wojska, a my? My mamy Tuska. Dzięki jego strategii nie musimy się obawiać o przemoc czy siły zewnętrzne. Zresztą, to nie jest tak, że Scholz czy Macron muszą tutaj przysyłać jakieś siły pokojowe. Oni wystarczy, że spojrzą na Tuska i już wiedzą, że sprawa jest załatwiona. To taka subtelna dyplomacja na najwyższym poziomie. My, zwykli obywatele, tego nie rozumiemy, bo przecież żyjemy w innym świecie. Ale wielcy liderzy? Oni patrzą na świat z lotu ptaka. I choć dla nas może to wyglądać jak chaos, oni widzą plan – wielki plan, który przywróci porządek tam, gdzie my dostrzegamy tylko bałagan.
Nie kręćcie nosem
Więc, drodzy Polacy, nie kręćcie nosem. Przecież macie wspaniałego przywódcę, który ma plan, a jak wiadomo – jeśli ktoś ma plan, to sprawy same się rozwiążą. Nie trzeba się wtrącać, pytać o szczegóły, jakieś tam przepisy i praworządność, ani, nie daj Boże, proponować alternatywy. W końcu kto wie lepiej, co jest dla nas dobre, niż człowiek, który już raz tak pięknie poprowadził nas ku świetlanej przyszłości? I nie zapominajmy o tym, że to wszystko dzieje się dla nas. Bo przecież nikt nie ma większej troski o nasze dobro niż ten, który już tyle razy pokazał, jak bardzo mu na nas zależy. Pamiętacie pierwszego Tuska? Wszyscy byli zadowoleni, pracy było tak dużo, że Polacy z nudów jeździli pracować zagranicą, a podatki były tak niskie, że aż wpływy do budżetu malały z każdym rokiem. Reformy wchodziły w życie bez najmniejszego oporu, ot jacyś krzykacze z „Solidarności” coś narzekali, ale w TVN nie było słychać. No właśnie. Wracamy do tych złotych lat, ale jeszcze bardziej. A jeśli ktoś ma wątpliwości, to cóż – pewnie po prostu jeszcze nie rozumie geniuszu planu. Ale nie martwcie się, kiedyś to zrozumiecie.
Samuel Pereira
za:www.tysol.pl