Prezydent Andrzej Duda ma bardzo dobre relacje, także osobiste z Donaldem Trumpem;
one sięgają pierwszej kadencji Donalda Trumpa.
PAD pogratulował Donaldowi Trumpowi sukcesu oraz podziękował Polonii amerykańskiej za jej aktywny i gremialny udział…
***
Sukces Trumpa a polski krokodyl
Zwycięstwo Donalda Trumpa to dobra wiadomość. Ale obawiam się, że na polską prawicę może podziałać jak pigułka usypiająca. A to dlatego, że Jarosław Kaczyński przyjął taktykę polityczną krokodyla.
Krokodyl nie gna za swoją ofiarą. Po prostu otwiera paszczę i cierpliwie czeka na swoją ofiarę, czasem godzinami, aż ona podpłynie, wtedy wykonuje jeden szybki, morderczy ruch. Taką taktykę przyjęło Prawo i Sprawiedliwość. Zwycięstwo Donalda Trumpa w USA utwierdzi wielu w przekonaniu, że łup się zbliża. Resztę roboty mają zrobić rosnące ceny prądu, imigranci i niekompetencja władzy. A potem będzie wszystko tak, jak było. Niedawne obsady personalne w regionach partii na to jednoznacznie wskazują. To błąd i nie wierzę w taki rozwój wypadków. W wyborach istotną rolę odegra ogromna liczba zmiennych, a bez klarownej strategii, zmiany komunikacji, podejścia w niektórych sprawach, a także przeglądu kadr można przegrywać pomimo drogiego prądu i sojusznika za oceanem. Dlatego raczej przyjąłbym taktykę szybko poruszającego się i gotowego na zmiany rekina niż wspomnianego gada.
Wiktor Świetlik
za:niezalezna.pl
***
Trump powinien czegoś nauczyć prawicę?
Historia triumfu Donalda Trumpa powinna być lekcją dla polskiej opozycji. Okazało się, że można wrócić na polityczny szczyt i to mimo poparcia ze strony celebrytów dla oponentów, zaszczuwania i wyzwisk od faszystów, seryjnie stawianych zarzutów, a przy tym własnej ostrej kampanii w starciu z Kamalą Harris.
Czegoś sztab Trumpa może nauczyć polską prawicę. Zaciętości, wyjścia do ludzi i wczucia się w ich codzienne problemy. W tym tkwi klucz do sukcesu republikanina. Owszem, nieodzowne okazało się wsparcie szefa portalu X Elona Muska. Ale strzałem w dziesiątkę był awans senatora J.D. Vance’a, który w przyszłości może być następcą Trumpa. PiS – jeśli chce rozpocząć marsz powrotu do władzy – też musi postawić na młodych, skupionych wokół seniora w fotelu lidera. Wygrana Trumpa za oceanem powinna dać pozytywnego kopa prawicy.
Grzegorz Wszołek
za:niezalezna.pl
***
Trump a Europa
Powrót po czterech latach do Białego Domu Donalda Trumpa to spory problem dla Paryża i Berlina, a co za tym idzie – także dla Warszawy. Nie ulega bowiem wątpliwości, że rząd Donalda Tuska w relacjach z ponownie wybranym Trumpem będzie realizował agendę Niemiec.
Zapowiedzią takiej postawy była już kampania wyborcza, w której lewicowo-liberalne środowiska, także w Polsce, postawiły wszystko na jedną kartę, wierząc w zwycięstwo Kamali Harris i gardząc na wszelkie możliwe sposoby kandydatem republikanów. Trump im nie w smak, bo absolutnie nie godzi się na gospodarcze i militarne wypychanie USA z Europy, do czego dążą w Berlinie i Paryżu, upatrując w tym szansy dla siebie. Ku uciesze Rosji, bo za takim działaniem kryje się również chęć szeroko rozumianego resetu z reżimem Putina i stopniowy powrót do współpracy na wielu płaszczyznach. Nawet kosztem Ukrainy, której Berlin niespecjalnie kibicował od samego początku. Wbrew temu, co lewicowe media próbowały wmówić opinii publicznej w ostatnich miesiącach, Trump się na taki scenariusz nie godzi. Dlatego jest wrogiem. Tak dla Emmanuela Macrona, jak i dla Olafa Scholza, a co za tym idzie – także dla Donalda Tuska.
Konrad Wysocki
za:niezalezna.pl
***
Radość, rozpacz i przesada
W nocy z wtorku na środę i środowy ranek polscy konserwatywni twitterowicze wypatrywali tak naprawdę dwóch rzeczy: napływających wyników z kolejnych stanów i... wpisów redaktora Marka Wałkuskiego, korespondenta Polskiego Radia w Stanach Zjednoczonych.
Pierwsze jest oczywiste. Wiara w wygraną Donalda Trumpa była wśród naszej prawicy bardzo mocna, a sama wygrana wyczekiwana z przyczyn dużo głębszych niż tylko sympatia do życzliwego Polsce byłego prezydenta. Zwycięstwo odsądzanego przez elity od czci i wiary Trumpa, prawicowego populisty, z którego elity zrobiły już w swym przekazie Stalina, Hitlera i Mussoliniego, było nam potrzebne psychologicznie i terapeutycznie, by wyrwać się z poczucia marazmu, beznadziei i przekonania, że świat naprawdę zaczął zmieniać się jednokierunkowo. I to w kierunku coraz bardziej zamordystycznego liberalizmu, który bardzo nam się nie podoba. I faktycznie było można, wbrew gwiazdkom i wielkim gwiazdom, wbrew elicie politycznej całego Zachodu, wreszcie wbrew większości mediów, ich ekspertów i dziennikarzy. I tu właśnie na scenę wkracza Wałkuski, idealny przykład i symbol.
Przyznam, że nie wiem, jakie Marek Wałkuski ma poglądy. Być może jego głównym poglądem jest to, że powinien pracować w radiu i może nawet się z tym zgadzam, jest tam przecież, odkąd pamiętam. Lubiłem słuchać jego korespondencji w czasach, gdy Polskie Radio 24 nadawało się jeszcze do słuchania. Być może właśnie dlatego, że pracował w nim też za PiS, teraz musi się bardzo starać i w każdej korespondencji udowadniać, iż myśli i mówi zgodnie z linią partii. Trump był dla niego w tej kampanii naturalnym przegranym, Harris oczywistą zwyciężczynią. Jeszcze 4 listopada podawał wskazujące na to wyniki sondażu. Jeszcze 5 XI rozmawiał z byłym senatorem polskiego pochodzenia, powtarzającym bzdury o związkach Trumpa z Putinem. I wszystko na nic, choć korespondent jeszcze się bronił. Nawet, gdy już wszystko było jasne, opuszczającym sztab Kamali Harris zwolennikom przypisywał nadzieję na zmianę wyników. Cóż, chyba już się nie uda. Wałkuski idealnie skupił w sobie nastawienie naszej liberalnej ekipy, która zwyczajnie nie dopuszczała do siebie myśli, że Trump może wygrać. Pamiętacie Państwo to zdjęcie Andrzeja Wajdy i jego żony z wieczoru wyborczego u Komorowskiego 9 lat temu? Tak wyglądała prawie każda redakcja i prawie każdy polityk obozu władzy w środowy poranek. Zarzucający 4 lata temu prawicy, że postawiła wszystko na jedną kartę, popierając Trumpa, zrobili to samo, tylko z Bidenem, a potem z Harris. Teraz kasują swoje stare wpisy, w których robili z prezydenta USA wariata lub agenta, choć przecież pamięć o nich została, zapewne nie tylko ona. Z kolei prawica przeżywa wygraną amerykańskich przyjaciół ponad miarę, być może chcąc pognębić kolegów, równie ponad miarę przechodzących przez rozpacz. Wyborcy też się cieszą, ale na polityków patrzą z pewnym zdziwieniem, że można aż tak – bo chyba aż tak nie trzeba. Nie zmienia to faktu, że wybory dały i nam powody do optymizmu, a dodatkowo stały się przecież wielkim sukcesem telewizji Republika, jej dziennikarzy, twórców i widzów, którzy stali się częścią tej historii.
Krzysztof Karnkowski
za:niezalezna.pl