Polecane

PKW odracza decyzję w sprawie sprawozdania PiS

Państwowa Komisja Wyborcza odroczyła obrady dotyczące sprawozdania finansowego PiS z wyborów 2023 r. Powodem ma być brak "systemowego uregulowania" statusu prawnego Izby Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego i jej sędziów. Decyzję członkowie mieli podjąć po głosowaniu, w którym 5 z 9 członków komisji poparło odroczenie.

W poniedziałek po godz. 12. zebrała się Państwowa Komisja Wyborcza, aby zająć się postanowieniem Izby Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego, która uznała skargę PiS na odrzucenie przez PKW sprawozdania komitetu wyborczego tej partii z wyborów parlamentarnych 2023 r.

Posiedzenie PKW zostało odroczone do czasu "systemowego uregulowania przez konstytucyjne władze RP statusu prawnego Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN i sędziów biorących udział w orzekaniu tej izby"; za odroczeniem głosowało 5 z 9 członków komisji.

11 grudnia Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN uwzględniła skargę PiS na decyzję PKW o odrzuceniu sprawozdania komitetu wyborczego tej partii za wybory z 2023 r. Rzecznik Sądu Najwyższego Aleksander Stępkowski podkreślił, że w tej sytuacji PKW jest zobowiązana do przyjęcia sprawozdania komitetu wyborczego PiS.

Szef PKW ostrzega: Wybory prezydenckie mogą być zagrożone

Państwowa Komisja Wyborcza odroczyła decyzję w sprawie subwencji dla Prawa i Sprawiedliwości. Jednak nie to w całym procesie jest najbardziej niepokojące.
Otóż - zdaniem przewodniczącego PKW Sylwestra Marciniaka decyzja oznacza de facto zawieszenie działalności Komisji. Co za tym idzie? Może to oznaczać problemy w organizacji wyborów prezydenckich w 2025 roku.

Taki scenariusz był brany pod uwagę już wcześniej, w kontekście padających ze strony polityków obozu rządzącego, jak i chociażby Ryszarda Kalisza, członka PKW, wypowiedzi.

Niemniej, o wiele bardziej niepokojąca jest inna kwestia - przyszłość wyborów 2025.

Dziś wniosek złożony przez członka PKW Pawła Gierasa zdobył większość 5:9 głosów w obecności wszystkich członków PKW.

Co z wyborami?

Jak się jednak okazuje - konsekwencje podjętej decyzji mogą być poważniejsze niż się wydaje.

Przewodniczący PKW Sylwester Marciniak apelował dziś do członków PKW (zanim zapadła decyzja o odroczeniu), by podjąć decyzję w sprawie subwencji dla PiS. Bo jak argumentował - przyjęcie wniosku o odroczenie tej kwestii oznacza - jego zdaniem - zawieszenie działalności Komisji w najbliższym czasie i to w sytuacji nadchodzących wyborów prezydenckich w 2025 roku.

Szef komisji - Marciniak - przypominając, że na Ukrainie wciąż trwa wojna, zasugerował, że nieprzeprowadzenie wyborów prezydenckich nie będzie służyło interesom Polski.

Jeszcze wcześniej, przewodniczący PKW wskazał, że żaden inny organ nie przeprowadzi wyborów w Polsce.

    Nikt nas nie uwolni od odpowiedzialności przeprowadzenia wyborów - apelował.

"Wariant unieważniania wyborów"? Tusk: Nie pozwolimy na obcą ingerencję

Donald Tusk zapowiedział działania przeciwko "obcej ingerencji" w wybory w Polsce. "Sprawą zajmie się Kolegium do Spraw Służb Specjalnych" – przekazał premier.

"Nauczeni doświadczeniem z ostatnich lat w Polsce i w innych państwach Europy nie pozwolimy na obcą ingerencję w nasze wybory. Sprawą zajmie się na najbliższym posiedzeniu Kolegium do Spraw Służb Specjalnych" – poinformował w poniedziałek za pośrednictwem portalu X premier Donald Tusk.

Zapowiedź szefa rządu skomentowali politycy opozycji. "Czyli teraz pod pretekstem walki z obcymi wpływami będziecie unieważniać każde wybory, które przegracie i pozbywać się politycznej konkurencji. Demokracja, pamięta Pan?" – napisał poseł Konfederacji Konrad Berkowicz.

"Przecież sama Ursula von der Leyen powiedziała, że Pana wysłała do Polski. Kolegium w tej sprawie jest zbędne" – stwierdził europoseł PiS Tobiasz Bocheński.

Głos w sprawie zabrał również mec. Bartosz Lewandowski. "Walka klas zaostrza się. Wszystko wskazuje na to, że poważnie rozważany jest wariant unieważniania wyborów prezydenckich, jeśli wygra kandydat spoza obecnej większości rządzącej. Argument »z Putina« powtarzany jest zbyt często. Ma to oczywiście swój cel w postaci mobilizowania elektoratu, ale przykład Rumunii pokazuje, że realny jest scenariusz faktycznej utraty przez Polaków możliwości wyboru władzy w demokratycznych wyborach. Obym się mylił i oby były to tylko pohukiwania z uwagi na nadchodzące wybory" – czytamy.

"Wariant rumuński" dla Polski? Niepokojące zapowiedzi przedstawicieli władzy

Kolejne zapowiedzi Donalda Tuska, Tomasza Siemoniaka czy Szymon Hołownia napawają niepokojem. Co zrobi władza, jeżeli wybory prezydenckie wygra kandydat opozycji?

– Nie odpuścimy i nie pozwolimy, by wrogie państwa ingerowały w sposób bezczelny tak jak to miało miejsce w Mołdawii czy w Rumunii w nasze codzienne życie, gospodarkę czy procesy wyborcze i demokrację – przekazał niedawno premier Donald Tusk.

 Podczas konferencji, na której premier informował o wpisaniu TVN na listę podmiotów strategicznych, co ma uniemożliwić sprzedaż popularnej stacji, Tusk ostrzegał również przed rosyjskimi wpływami na prezydenckie wybory.

– Ten model wygląda wszędzie identycznie, nad przykład jeżeli chodzi o wybory polityczne, czy to prezydenckie, ale to w prezydenckich było szczególnie widać, jeżeli chodzi o ten ostatni przypadek, ten model jest zawsze taki sam. Antyeuropejski, niezależny kandydat, antyelitarny, który wreszcie wyzwoli swój kraj od europejskiej kurateli, uczyni go naprawdę suwerennym – stwierdził.

Czy Hołownia uzna orzeczenie SN ws. wyborów?

Również wypowiedzi marszałka Sejmu brzmią niepokojąco w kontekście nadchodzących wyborów prezydenckich. Szymon Hołownia oświadczył niedawno, że w jego opinii może pojawić się problem z uznaniem przyszłorocznych wyborów za ważne.

Zapytany, czy należy respektować przyszłe orzeczenia Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, lider Polski 2050 odparł, że ma "poważne wątpliwości", gdyż jest to miejsce stworzone przez PiS. Orzeczenie SN jest niezbędnym warunkiem, by nowo wybrany prezydent mógł złożyć przysięgę.

– Chyba nie muszę mówić, co będzie, jeżeli prezydent nie będzie mógł złożyć przysięgi i kto będzie wtedy wykonywał jego funkcje w zastępstwie prezydenta – mówił, sugerując, że on sam przejmie wówczas obowiązki głowy państwa.

W swojej wypowiedzi Tusk nawiązywał do zwycięstwa Calin Georgescu w pierwszej turze wyborów prezydenckich w Rumunii. Po jego sukcesie sąd unieważnił wynik pierwszej tury, uznając kampanię internetową Georgescu za "zorganizowaną manipulację" spoza Rumunii.  Najwyższy wynik, czego nie spodziewały się elity, uzyskał słabo rozpoznawalny prawicowy kandydat o poglądach antyglobalistycznych, Calin Georgescu, który przeprowadził skuteczną kampanię w mediach społecznościowych, szczególnie na TikToku.

Mimo że nie wykazano żadnych fałszerstw, sąd uznał kampanię internetową Georgescu za "zorganizowaną manipulację" spoza Rumunii. Wskazano w tym kontekście na rzekome wpływy rosyjskie.

Hakerzy podszywali się pod komitet PiS. Rosyjskie służby stały za akcją przed wyborami w 2023 roku?

„Gazeta Wyborcza” ujawniła kulisy ataku hakerskiego, który miał miejsce przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku. Chociaż nie wszyscy wierzyli w zapewnienia PiS, że za rozesłaniem SMS-ów namawiających do głosowania na partię Jarosława Kaczyńskiego nie stoi jego ugrupowanie, to ustalenia ABW i prokuratury potwierdzają, że była to dezinformacja prowadzona na rzecz obcego wywiadu. Dodatkowo hasła były tak skonstruowane, że za pozornym poparcie krył się atak na PiS.

- GlosujNaPiS! Przywrocilismy seniorom prawo do godnej starosci i zrobimy tez pgrzeby emerytow za darmo – SMS-y o takiej treści 12 października 2023 roku otrzymało 187 743 abonentów telefonii komórkowej.

Kolejne 600 tys. wiadomości o dokładnie takiej treści – bez polskich znaków – miało trafić do odbiorców. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, SMS-y zostały wysłane z konta jednego z klientów spółki prowadzącej kampanie reklamowe na rzecz innych firm. Jej właściciel zaniepokojony sytuacją wstrzymał wysyłkę wiadomości, których zleceniodawcą nie był komitet wyborczy PiS, a prywatna firma. Niedługo później skontaktowała się z nim Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Akcja w galeriach handlowych

Dwa dni później, gdy w Polsce trwała już cisza wyborcza doszło do kolejnej niepokojącej sytuacji. 14 października 2023, czyli dzień przed wyborami parlamentarnymi na ekranach infokiosków w 20 galeriach w całym kraju wyświetlono zdjęcia polityków PiS opatrzone hasłami.

    - Groźby Moskwy, Berlina i Brukseli nie zmuszą nas do podporządkowania się ich rozkazom i zejścia z obranej drogi – taki napis znalazł się na grafice ze zdjęciem Mateusza Morawieckiego.

Inne materiały opatrzone były zdjęciami Beaty Szydło, Mariusza Błaszczaka i Jarosława Kaczyńskiego. Znajdowały się na nich również takie hasła jak: „Darmowe pogrzeby emerytów”, „PiS = bezpieczeństwo, bezpieczeństwo = ograniczenie świadczeń socjalnych”, „PiS wychowa twoje dzieci. Wybór należy do ciebie”, „Obowiązkowa służba wojskowa – bezpieczna Ojczyzna”. Jeden z napisów miał także błąd: „Czyste powietrze – zakaz palienia węglem”.

Warto zwrócić uwagę, że wszystkie hasła miały wywołać niepokój Polaków. Oznaczały bowiem, że jak zagłosujesz na PiS to oddasz partii dzieci na wychowanie, nie będziesz mógł palić węglem czy stracić świadczenia socjalne.
Nabrali się na dezinformację

Jak zauważa „GW”, „w rzeczywistości prezentowane hasła nie miały odbicia w programie tej partii”. Przypomniano, że „wiele osób, w tym politycy i naukowcy, uwierzyło, że nadawcą rzeczywiście jest PiS, chociaż partia stanowczo to dementowała”, a o sprawie pisały także media.

    - W niedzielę wybory i referendum. Uważaj na podszywające się pod komitety wyborcze fałszywe SMSy i maile rozsyłane do użytkowników w Polsce – wiadomość o takiej treści wysyłało wówczas Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

Działanie obcego wywiadu

Gazeta ujawniła ustalenia Prokuratury Krajowej w tej sprawie. Zdaniem śledczych „mogło dojść do prowadzenia na rzecz obcego wywiadu dezinformacji polegającej na rozpowszechnianiu nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd informacji, a celem operacji było wywołanie poważnych zakłóceń ustroju RP”.

Według ustaleń „GW” w trakcie śledztwa powołano biegłych z zakresu cyberterroryzmu, którzy ustalili, że „hakerzy włamali się na serwer firmy zarządzającej infokioskami i zdalnie zmienili treści wyświetlane na ekranach w galeriach handlowych”.

    - Firma, z której konta zlecono wysyłkę kilkuset tysięcy SMS-ów, zaprzeczyła, by była to jej inicjatywa. Śledztwo wykazało, że hakerzy uzyskali dostęp do jej konta – znali login i hasło do panelu, w którym zleca się rozesłanie wiadomości – pisze gazeta.

„GW” informuje, że specjaliści ujawnili, że „adresy IP użyte w obu operacjach są przypisane do szwedzkiego operatora internetowego oraz do usługi Nord VPN, którą zarządza firma zarejestrowana w Panamie”. Wykorzystywanie VPN służy do ukrycia prawdziwego adresu IP. Jak podaje dziennik, śledztwo zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawców. Śledczym nie udało się namierzyć hakerów oraz ustalić, w jaki sposób uzyskano dane do logowania do panelu, z którego wysyłano wiadomości SMS.
Rosyjskie ślady

Według źródeł, do których dotarła „Wyborcza”, „metody działania wskazują na rosyjskie służby”.

    - Nasi informatorzy podkreślają, że jedną z rosyjskich strategii jest sianie zamętu i pogłębianie podziałów w zachodnich społeczeństwach. Zauważają, że fałszywe SMS-y nie miały polskich liter, a w jednym z haseł wyświetlanych w galeriach handlowych był drobny błąd – „zakaz palienia węglem” zamiast „zakazu palenia” – pisze gazeta.

Ekspert od rosyjskiej dezinformacji, Filip Bryjka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych powiedział w rozmowie z „GW”, że „mogły to zrobić służby lub działająca w ich imieniu grupa hakerów z Rosji”. Dodaje, że dowodzi tego „jakby odciskiem palca rusycyzm w jednym z haseł”.

Nielegalny likwidator PR zwalnia ludzi za poglądy polityczne!

 Sytuacja, która ma miejsce w Polskim Radio przypomina to, co działo się w najlepszych latach komuny. Nielegalny likwidator, nasłany przez byłego ministra Sienkiewicza Paweł Majcher, postanowił pozbyć się Wacława Holewińskiego. Za poglądy polityczne!

Wacław Holewiński to pisarz, prawnik, redaktor, wydawca, współtwórca "Przedświtu", jednego z największych wydawnictw drugiego obiegu. W PRL Holewiński od władz reżimu otrzymał zakaz pracy, teraz jest wyrzucany z pracy. Trudno więc nie odnieść wrażenia, że likwidator Majcher z powodzeniem wciela się w rolę komisarza wojskowego z czasów stanu wojennego.

Powód zwolnienia Holewińskiego ujawnił na platformie X internauta John Bingham. Przypomniał też życiorys byłego opozycjonisty, odznaczonego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2008).

"Wacław Holewiński został zwolniony z Polskiego Radia. Nielegalny "likwidator" Paweł Majcher poinformował wprost, że zwalnia go, bo Holewiński wszedł do Komitetu Poparcia Nawrocki25. Poprzednio z pracy wyrzucano Holewińskiego w PRL. Również za poglądy".

Obecnie obywatelską kandydaturę Karola Nawrockiego popiera już ponad 500 osobistości - w tym ludzi nauki, sztuki, teatru i byłych opozycjonistów.

„Hydra postkomunistyczna i łże-elity” - Prezydent zdecydowanie o decyzji PKW

Prezydent Andrzej Duda stanowczo skomentował decyzję Państwowej Komisji Wyborczej o odroczeniu rozpatrzenia sprawozdania finansowego komitetu Prawa i Sprawiedliwości. W swoim wystąpieniu prezydent wskazał na głębszy problem, jakim jest obecność postkomunistycznych struktur w polskim sądownictwie, zapowiadając dalszą walkę o reformy.

Andrzej Duda zwrócił uwagę, że podważanie decyzji Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego uderza również w konstytucyjne prerogatywy głowy państwa. „Jeżeli ktoś kwestionuje jedną z izb Sądu Najwyższego, używa określenia neo-sędziowie, tym samym kwestionuje prezydencką prerogatywę powoływania sędziów. Absolutnie się z tym nie zgadzam i zawsze będę bronił powołanych sędziów” – podkreślił prezydent.

Prezydent odniósł się do historycznego problemu polskiego wymiaru sprawiedliwości, krytykując brak oczyszczenia środowiska sędziowskiego po 1989 roku. „To obecność postkomunistycznych sędziów w polskim systemie, również takich, którzy byli zhańbieni skazywaniem Polaków m.in. w stanie wojennym. (...) Dzisiaj ta hydra postkomunistyczna podkarmia te pozostałości łże-elit postkomunistycznych. Ja będę z nią walczył do samego końca” – zapowiedział Andrzej Duda.

Duda zasugerował, że działania takie jak decyzja PKW mogą mieć na celu wywieranie wpływu na zbliżające się wybory prezydenckie. „Trzeba zastanowić się głębiej, jaki wpływ przez to chce się wywrzeć na wybory prezydenckie” – dodał.

PKW odroczyła obrady dotyczące sprawozdania finansowego PiS, argumentując to niejasnym statusem prawnym Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN. W głosowaniu za odroczeniem opowiedziało się pięciu członków Komisji, w tym Ryszard Kalisz, którego obecność w PKW również jest sprawą niejasną.

 "Ostrzegam, to będzie się rozwijać!"

"Niezależnie czy cieszy Cię odebranie subwencji partii PiS, powiedz stop anarchii, która jak nowotwór zjada ten kraj" - zaapelowała na Twitterze przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka.

Mocne stanowisko na ten temat napisała na Twitterze przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka. Podkreśliła, że decyzja PKW "oczywiście narusza art. 7 Konstytucji RP". "Obowiązkiem organów państwa jest działanie na podstawie i w granicach prawa" - przypomniała.

"Wiele osób ostrzegało, że zawieszenie izby dyscyplinarnej Sądu Najwyższego stanowiło niebezpieczny precedens. który uruchomił lawinę zdarzeń doprowadzających do anarchizacji państwa polskiego pod dyktando wrogich, zewnętrznych sił. Ten sam modus operandi stosuje 3 sędziów IKNiSP SN RP, którzy zawieszają postępowania do czasu zmiany ustaw, którym z mocy konstytucji winni są posłuszeństwo" - napisała Pawełczyk-Woicka.

Zaapelowała też do polskich obywateli, by oddolnie sprzeciwili się postępującej anarchizacji.

    Tylko Obywatele mogą powiedzieć stop anarchizacji Państwa. Ostrzegam, to będzie się rozwijać! Niezależnie czy cieszy Cię odebranie subwencji partii PiS, powiedz stop anarchii, która jak nowotwór zjada ten kraj– wezwała Dagmara Pawełczyk-Woicka.

„Komisja nie ma tu nic do decydowania”. Prof. Genowefa Grabowska rozprawia się z argumentacją PKW

Komisja ma stosować prawo nie tak, jak je rozumieją szefowie polityczni, tylko tak, jak to prawo brzmi – czyli zgodnie z prawem i w granicach prawa – bo to jest definicja praworządności – przekonuje w rozmowie z Niezalezna.pl prof. Genowefa Grabowska, komentując kuriozalną decyzję Państwowej Komisji Wyborczej


Kuriozalna decyzja PKW

PKW odroczyła dziś obrady ws. sprawozdania komitetu PiS do czasu „systemowego uregulowania przez konstytucyjne władze RP statusu prawnego Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN i sędziów biorących udział w orzekaniu tej izby”. Na decyzji podjętej większością głosów 5:4 zaważyły wątpliwości wobec rzekomo nienależycie obsadzonej izby, która uwzględniła skargę Prawa i Sprawiedliwości na wcześniejszą decyzję PKW.

Zdaniem prof. Genowefy Grabowskiej, „to są wszystko działania pozaprawne”. - Państwowa Komisja Wyborcza nie ma w kompetencjach takiej możliwości, jak stawianie warunków po wyroku Sądu Najwyższego. Ten wyrok był skierowany do komisji, a komisja ma ten wyrok wykonać. I do tej pory tak postępowała – przypomniała rozmówczyni Niezalezna.pl.

- Miesiąc wcześniej była analogiczna sytuacja, kiedy odwołanie Konfederacji zostało uwzględnione. I wtedy PKW zachowała się tak, jak stanowi prawo, czyli uwzględniła ten wyrok i skierowała do ministra finansów wniosek o wypłacenie należnej subwencji - dodała.

Warunki „wzięte z kapelusza”

Zdaniem prof. Grabowskiej, Państwowa Komisja Wyborcza „nie ma tu nic do decydowania”. - Decyzja zapadła w sądzie. Komisja jest wiązana wyrokiem sądowym, tak, jak wszystkie inne organy, które są stroną w sprawach rozstrzyganych przez sądy. Więc to nie jest tak, że komisja może stawiać sobie tutaj warunki. Zwłaszcza, że tutaj komisja stawia warunek, że ma nastąpić uregulowanie sytuacji sędziów, którzy PKW się nie podobają. To są warunki wzięte – powiedziałabym – z kapelusza albo z czapki, których nie ma w żadnym przepisie, nie ma w prawie. Komisja ich stawiać nie może, wyszła poza prawo. I to jest właśnie naruszeniem prawa, bo odrzuciła wyrok. Nie wprost, ale nie kierując go do stosowania, postawiła podmiot, który odwoływał się do Sądu Najwyższego w trudnej sytuacji – wyjaśniła.

Tryb polityczny

- Po to się podmiot odwoływał, żeby swoją sytuację finansową poprawić. Sąd odpowiedział: „tak, trzeba to sprawozdanie przyjąć”. Zatem PKW zamiast uwzględnić ten fakt, wyrok wykonać – bo wykonuje się wszystkie prawomocne wyroki sądów – postanowiła jeszcze „poczarować”, czyli sięgnęła do metod politycznych - podkreśliła.

Jak dodała, „to jest typowo polityczne działanie, bo nie ma możliwości wstrzymania, zrealizowania, wykonania tego wyroku przy pomocy środków prawnych”. - To, co słyszymy, to takie opowieści: „a, bo nam się ten sędzia podoba, a ci nam się nie podobają”. Komisja kwestionuje skład Sadu Najwyższego, ale żaden organ tutaj nie ma kompetencji do zmiany składu sądu orzekającego poza prezesem tego sądu, który czyni to w trybie organizacyjnym – tłumaczyła ekspert.

Zagrożenie dla wyborów prezydenckich

Pytana czy nie obawia się, czy tego typu działania PKW nie wpłyną negatywnie na przeprowadzenie wyborów prezydenckich, prof. Grabowska zaznaczyła, że „PKW ma czuwać nad prawidłowością wyborów na najwyższym szczeblu”. - Pomagają jej w tym organy niższego szczebla. Po to ten organ jest powołany, żeby wybory odbyły się zgodnie z prawem, wedle tych zasad, które obowiązują. A jeżeli sama komisja generuje problemy i grozi, że będzie postępowała w taki sposób, iż procedury wyborcze mogą ulec opóźnieniu albo wręcz stanąć pod znakiem zapytania, to znaczy, że zmierza do chaosu, że nie chce przeprowadzić wyborów, tak, jak ma to obowiązek uczynić, tylko włącza tryb polityczny – oceniła.

- I w obawie, że wynik wyborów nie będzie zgodny z oczekiwaniami większości członków komisji (to jest ta większość jednym głosem) sprawia, że ta większość zachowuje się absolutnie nieprofesjonalnie. Zachowuje się na zasadzie: „w moim koszyku będzie więcej, więc ja będę decydować o wszystkim”, a tak nie można - wyjaśniła.

Zdaniem prof. Grabowskiej, „komisja ma stosować prawo nie tak, jak je rozumieją szefowie polityczni, tylko tak, jak to prawo brzmi – czyli zgodnie z prawem i w granicach prawa – bo to jest definicja praworządności”.

- Dopóki nie będzie działała praworządnie, to pogłębi chaos w Polsce, do likwidacji którego rzekomo nawołuje wzywając władze do likwidacji określonych stanowisk sędziowskich. A to nie jest zadanie PKW, żeby wzywać władzę ustawodawczą i wykonawczą, żeby zajęła się regulacją czy przywracaniem porządku w sądownictwie. To nie są jej kompetencje - podsumowała prof. Genowefa Grabowska.

Kaczyński: niezatwierdzenie sprawozdania komitetu PiS mimo decyzji SN to przestępstwo

Prezes PiS Jarosław Kaczyński ocenił, że przestępstwem jest niezatwierdzenie przez PKW sprawozdania finansowego komitetu PiS z wyborów z 2023 r. mimo decyzji SN, która uwzględniła skargę Prawa i Sprawiedliwości. Kaczyński zaapelował do zwolenników o wpłaty darowizn na kampanię prezydencką Karola Nawrockiego.

W poniedziałek Państwowa Komisja Wyborcza odroczyła obrady ws. sprawozdania komitetu wyborczego PiS do czasu "systemowego uregulowania przez konstytucyjne władze RP statusu prawnego Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN i sędziów biorących udział w orzekaniu tej izby".

PKW zebrała się w poniedziałek po tym, gdy w ubiegłym tygodniu Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego uznała skargę PiS na odrzucenie przez PKW sprawozdania komitetu wyborczego tej partii z wyborów parlamentarnych 2023 r. Zgodnie z Kodeksem wyborczym taka decyzja SN obliguje PKW do przyjęcia sprawozdania. Jednak status Izby, która podjęła tę decyzję jest kwestionowany m.in. przez obecny rząd i część członków PKW.

Decyzję PKW Kaczyński nazwał "kolejnym krokiem w stronę likwidacji polskiej demokracji". Argumentował, że pozbawienie jednej ze stron politycznego sporu środków finansowych jest niczym innym jak likwidacją zasady równości konkurujących formacji politycznych.

"Mamy decyzję prawomocną i decyzję pozytywną dla nas" - powiedział Kaczyński, odnosząc się do uwzględnionej przez SN skargi PiS. Wskazał, że w następstwie tego orzeczenia PKW musi - a nie powinna - zatwierdzić sprawozdanie komitetu wyborczego PiS. Tymczasem - jak zauważył - PKW "nie wykonała tego obowiązku prawnego". Jego zdaniem, równa się to popełnieniu przestępstwa z art. 231 Kodeksu karnego mówiącego o niedopełnieniu obowiązków i przekroczeniu uprawnień.

Kaczyński zaznaczał, że pieniądze mogą zostać niewypłacone partii tylko w dwóch przypadkach. Pierwszym z nich - jak wskazał - jest sytuacja, w której partia polityczna w ten sposób ukarana nie odwoła się do Sądu Najwyższego. Drugim scenariuszem miałoby być potwierdzenie przez SN decyzji PKW.

Odnosząc się do decyzji dotyczącej sprawozdania finansowego PiS za cały 2023 r., Kaczyński wskazał, że wciąż nie ma prawomocnej decyzji SN w tej sprawie. "Krótko mówiąc, przez cały czas pieniądze powinny płynąć i taka była też poprzednia praktyka" - zauważył.

Prezes PiS wymienił z imienia i nazwiska wszystkich pięciu członków PKW, którzy zagłosowali w poniedziałek za odroczeniem obrad. "Są to panowie Ryszard Balicki, Ryszard Kalisz, Paweł Gieras, Maciej Kliś i Konrad Składowski. Ci panowie stanowią tę pięcioosobową większość w PKW, która podejmuje tego rodzaju decyzje" - oświadczył. "Nasza cierpliwość się skończyła" - dodał.

Kaczyński podkreślił, że "jedyną szansą na utrzymanie w Polsce demokratycznego procesu wyborczego, w tym tak kluczowego elementu jak wolne wybory – prezydenckie, parlamentarne, samorządowe czy europejskie – jest poparcie dla PiS ze strony społeczeństwa". Szef PiS zauważył, że kluczowe będą przyszłoroczne wybory prezydenckie, których wynik - w jego ocenie - może przesądzić o przyszłości demokracji w Polsce.

Kaczyński zaapelował w tym kontekście o wpłaty darowizn, które PiS przeznaczy na kampanię popieranego przez partię kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego. "Nie da się przeprowadzić tej kampanii bez pieniędzy. To jest dziś kluczowa sprawa, najważniejsza dla przyszłości polskiej demokracji, wolności, praworządności, ale także dla przyszłości Polski. Potrzebujemy tych środków nie dla siebie, ale dla dobra Polski" – zaznaczył.(

"Tusk realizuje zamach na państwo polskie". Ziobro ostrzega po decyzji PKW: od 10 lat więzienia, po dożywocie

Upolityczniona Państwowa Komisja Wyborcza wydała decyzję "zawieszającą" w sprawie sprawozdania finansowego PiS. Poseł Zbigniew Ziobro uważa, że stało się to na polecenie Donalda Tuska.

Państwowa Komisja Wyborcza odroczyła obrady ws. sprawozdania komitetu wyborczego PiS do czasu "systemowego uregulowania przez konstytucyjne władze RP statusu prawnego Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN i sędziów biorących udział w orzekaniu tej izby". Ryszard Kalisz, jeden z członków PKW, snuł teorie o możliwym przejęciu władzy przez marszałka Sejmu.

"PKW, na polecenie Donalda Tuska zawiesiła – wbrew orzeczeniu Sądu Najwyższego – decyzję dotyczącą sprawozdania finansowego PiS" - skomentował w serwisie X.com Zbigniew Ziobro.

    Tym samym złamała konstytucyjną zasadę równości w wyborach prezydenckich. Tusk realizuje zamach na państwo polskie, naruszając konstytucyjne zasady jego funkcjonowania oraz atakując kluczowe instytucje. Co więcej, obecna władza zapowiada, że jeśli wyniki wyborów nie będą dla niej korzystne, marszałek Hołownia, łamiąc Konstytucję, przejmie władzę prezydencką. To wyraźne naruszenie art. 127 Kodeksu karnego, który przewiduje kary od 10 lat więzienia aż po dożywocie – dodał były minister sprawiedliwości.

Możliwy scenariusz Tuska

Jest to znana zasada: zwyciężają ci, którzy lepiej rozpoznają intencje przeciwnika. Odnosi się to w szczególności do polityki.

Aby kandydat popierany przez Zjednoczoną Prawicę został prezydentem, należy cały czas mieć na uwadze możliwy, trzyetapowy scenariusz Donalda Tuska, o którym ostatnio jakby zapomniano. Pierwszy udało się już premierowi zrealizować, ponieważ wyeliminował przy pomocy mediów i decyzji władz PiS swojego najgroźniejszego przeciwnika, czyli prof. Przemysława Czarnka. Celem drugiego etapu jest kompromitowanie i osłabianie Szymona Hołowni, a zarazem przejęcie w drugiej turze jego sympatyków. A w ostatniej fazie Tusk zastąpi Rafała Trzaskowskiego, jeżeli ten w jego przekonaniu nie da gwarancji zwycięstwa. I jako mistrz gry politycznej dokona brawurowego ataku na zdecydowanie mniej doświadczonego Karola Nawrockiego.

Jan Galarowicz

za:niezalezna.pl