Obserwujemy dziwny spektakl.
Najważniejszą osobą w państwie chce być ktoś, kto postanowił zrzucić kostium światowca i zamierza przyciągnąć swoją szarą przeciętnością.
„Jestem taki jak wy” – mówi on.
„Przeciętni Polacy.
Jem to co wy, mieszkam tak jak wy, budzę się rano i wychodzę do pracy jak wy.
Mam sieczkę w głowie zupełnie jak wy.
Kluczę i popadam w sprzeczności w sprawach religijnych jak wy.
Zależy mi na zabawie i niczym poza tym.
Nudzi mnie ojczyzna, obowiązek, patriotyzm.
Nie obchodzą mnie sprawy zawiłe i trudne.
Chcę codziennie odkręcać kran z ciepłą wodą i nie przemęczać się niczym”.
To logiczne – „w Polsce, czyli nigdzie”, jak głosił A. Jarry w „Królu Ubu”.
Z takim programem wyrusza ów bohater, by zmierzyć się z kimś, kto mówi, że jest dumny, bo jest Polakiem.
Dla niego życie nie jest zabawą, snem, ale walką.
Chce być orłem wśród sokołów – ten pierwszy zadowoli się byciem gawronem wśród spłoszonych wróbli.
Zwarcie nastąpi więc między tymi, którzy są przekonani, że zadaniem człowieka jest przepchnąć się jakoś przez życie bez kolizji,
a tymi, którzy twierdzą, że człowiek ma w życiu niebanalne zadania.
To dzisiejszy problem Polski.
A tak naprawdę: stale ten sam, w całej historii.
Ewa Polak-Pałkiewicz
za:niezalezna.pl