Podczas monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa J.D. Vance, amerykański wiceprezydent, postawił przed europejskimi elitami lustro. I w odbiciu zobaczyli niepokojący obraz – kontynent, który coraz bardziej oddala się od wartości, które niegdyś stanowiły fundament jego siły i dobrobytu. Europa nie jest już dziś liderem wolnego świata. Nie stoi też w awangardzie rozwoju. Jest problemem.
Największym zagrożeniem nie są dla niej Rosja czy Chiny, ale ona sama, Europa – jej oderwanie od korzeni, jej pustka, bezwładność, jej systematyczne wyjaławianie z wartości, które przez dekady były podstawą jej potęgi i stabilności.
Europa, która zapomina o sobie samej
J.D. Vance przypomniał, że Zachód zwyciężył zimną wojnę, ponieważ odrzucił totalitarne mechanizmy cenzury, tłumienia wolności i kneblowania politycznych przeciwników. To były metody tych, którzy przegrali. A jednak o zgrozo, dziś stają się one europejską normą. Bruksela grozi wyłączeniem mediów społecznościowych. Niemieckie sądy orzekają wyroki za niewłaściwe poglądy. W Wielkiej Brytanii można zostać skazanym za cichą modlitwę. Trwają zakusy na własność, niszczone są podstawy ekonomiczne dobrobytu. Nie można się bogacić, nie można myśleć, co się chce. Nie można dokonywać wyborów w zgodzie z własnym sumieniem.
Symbolicznym momentem było anulowanie wyborów w Rumunii. Ich wynik nie odpowiadał urzędnikom w Brukseli, więc po prostu uznano je za nieważne – To są szokujące rzeczy dla amerykańskich uszu – zauważył Vance. Jeszcze niedawno europejskie elity zapewniały, że wszystko, co robią, służy obronie demokracji. Tylko gdzie jest ta demokracja, skoro o jej istnieniu decydują już nie obywatele, lecz urzędnicy?
Koniec darmowej podwózki
Vance jasno postawił sprawę: Stany Zjednoczone nie zamierzają dłużej finansować europejskiej bierności i rozkładu – Chcecie wolności i bezpieczeństwa? To sobie sami na nie zapracujcie – to jedno zdanie oddaje sedno przemówienia. USA nie będą już wspierać kontynentu, który sam siebie osłabia.
Nie chodzi tylko o pieniądze, ale o fundamenty cywilizacji. Europa dobrowolnie rezygnuje z własnego przemysłu, własnej niezależności i własnej siły. W całej Unii tylko Niemcy zachowali potężną bazę produkcyjną. Reszta krajów zdaje się zapominać, że bez gospodarczej samodzielności nie ma suwerenności.
Europa dryfuje, ale dokąd?
Największy niepokój wzbudziła konkluzja: dziś Unia Europejska bardziej przypomina Związek Radziecki niż wspólnotę wolnych narodów. Wybory można anulować. Oponentów politycznych kneblować. Prawo do własnych przekonań zastępuje cenzura i arbitralne regulacje. To rzeczywistość, w którą Amerykanie nie zamierzają się angażować.
Jak podkreślił Vance, to nie Waszyngton jest dziś odpowiedzialny za europejski regres, ale sami Europejczycy.
Przesłanie jest jasne: Europa stoi przed wyborem
Może wrócić do wartości, które uczyniły ją potęgą i tu czekają Stany Zjednoczone, albo dryfować w stronę autorytaryzmu i geopolitycznej zależności od Chin i Rosji. Jedno jest pewne: USA nie będą ratować Europy przed nią samą – nie drugi raz. Ale nie będą też biernie przyglądać się budowaniu europejskiej zależności od azjatyckich potęg.
Stawką jest nie tylko przyszłość kontynentu, ale również jego wolność.
Wiceprezydent USA o odejściu od europejskich wartości, cenzurze i prześladowaniu chrześcijan
„To, o co najbardziej się martwię, to zagrożenie z wewnątrz, odwrót Europy od niektórych z jej najbardziej podstawowych wartości, wartości dzielonych ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki” – powiedział w piątek podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa wiceprezydent USA J.D. Vance.
Podkreślił, że największe zagrożenie dla Europy nie pochodzi z zewnątrz – z Rosji czy Chin. Groźniejsze, w jego ocenie, jest odejście od europejskich wartości, stosowanie cenzury, ignorowanie wyborców i prześladowanie chrześcijan.
„Uderzyło mnie, że były komisarz europejski niedawno wystąpił w telewizji i mówił zachwycony, że rząd rumuński właśnie unieważnił całe wybory. Ostrzegał, że jeśli sprawy nie pójdą zgodnie z planem, to samo może się zdarzyć w Niemczech. Teraz te oświadczenia, tak lekko wygłaszane, są szokujące dla amerykańskich uszu” – dodał wiceprezydent USA.
„Od lat słyszymy, że wszystko, co finansujemy i wspieramy, jest w imię naszych wspólnych wartości demokratycznych. Wszystko, od naszej polityki wobec Ukrainy po cyfrową cenzurę, przedstawia się jako obrona demokracji. Ale kiedy widzimy, jak europejskie sądy unieważniają wybory, a wysocy urzędnicy grożą unieważnieniem innych, powinniśmy zapytać, czy trzymamy się odpowiednio wysokiego standardu. I mówię «my», ponieważ fundamentalnie wierzę, że jesteśmy w tej samej drużynie” – mówił J.D. Vance.
„Musimy robić więcej niż tylko mówić o wartościach demokratycznych. Musimy nimi żyć” – podkreślał.
Mówił także o stosowaniu cenzury oraz karach dla chrześcijan protestujących przeciwko aborcji czy islamowi w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Szwecji.
Przypomniał m.in. sprawę Adama Smitha Connora, 51-letniego fizjoterapeuty i weterana, którego brytyjski rząd oskarżył „o «ohydną zbrodnię» polegającą na staniu 50 metrów od kliniki aborcyjnej i cichej modlitwie przez trzy minuty, nie przeszkadzając nikomu, nie wchodząc z nikim w interakcję, tylko cicho modląc się na własną rękę”.
„Chciałbym móc powiedzieć, że to był przypadek, jednorazowy szalony przykład źle napisanego prawa egzekwowanego przeciwko jednej osobie. Ale nie, w październiku, zaledwie kilka miesięcy temu, szkocki rząd zaczął rozsyłać listy do obywateli, których domy znajdują się w tak zwanych strefach bezpiecznego dostępu, ostrzegając ich, że nawet prywatna modlitwa we własnych domach może stanowić naruszenie prawa” – kontynuował J.D. Vance.
Podkreślał, że „nie można wygrać demokratycznego mandatu, cenzurując swoich przeciwników lub wsadzając ich do więzienia”.
„Niezależnie od tego, czy jest to lider opozycji, skromny chrześcijanin modlący się we własnym domu, czy dziennikarz próbujący relacjonować wiadomości. Nie można go też wygrać, lekceważąc swój podstawowy elektorat w kwestiach takich jak to, kto ma być częścią naszego wspólnego społeczeństwa” – mówił.
Jego zdaniem „wmówienie milionom wyborców, że ich myśli i obawy, ich aspiracje, ich prośby o pomoc są nieważne lub niegodne, by w ogóle być uważane za demokrację” jest czymś, czego „żadna demokracja, amerykańska, niemiecka ani europejska, nie przetrwa”.
Amerykański wiceprezydent przywołał też słowa św. Jana Pawła II, apelując do europejskich liderów, by nie bali się woli własnych wyborców.
„Jak powiedział papież Jan Paweł II, moim zdaniem jeden z najbardziej niezwykłych orędowników demokracji na tym kontynencie i każdym innym, «Nie lękajcie się». Nie powinniśmy bać się naszych ludzi, nawet gdy wyrażają poglądy niezgodne z poglądami ich przywódców” – mówił J.D. Vance.
Tusk atakuje Vance’a za słowa Jana Pawła II – na zlecenie niemieckich narodowych socjalistów czy Putina?
Premier Donald Tusk zaatakował wiceprezydenta USA J.D. Vance’a za zacytowanie słów św. Jana Pawła II: „Nie lękajcie się”. Krytyka ta nie jest przypadkowa – Tusk od dawna realizuje niemieckie interesy, które od lat dążą do osłabienia Kościoła w Polsce. Podobnie zresztą robili Rosjanie. Historia pokazuje, że uderzenie w Kościół zawsze było pierwszym krokiem do prób zniszczenia polskiej tożsamości narodowej – jak przestrzegał kardynał Stefan Wyszyński: „Gdy będą chcieli zniszczyć naród, uderzą najpierw w Kościół”.
Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa wiceprezydent USA J.D. Vance odwołał się do fundamentalnych wartości chrześcijańskich, cytując Papieża Polaka:
„Nie lękajcie się. Nie powinniśmy bać się naszych ludzi, nawet gdy wyrażają poglądy niezgodne z poglądami ich przywódców” – powiedział Vance.
Wystąpienie to wywołało natychmiastową reakcję Donalda Tuska, który postanowił uderzyć w amerykańskiego polityka, sugerując, że jego słowa zostały wyrwane z kontekstu:
„Każdy, kto cytuje słowa Jana Pawła II ‘Nie lękajcie się’, powinien pamiętać, że miały one na celu wzmocnienie narodu polskiego w jego oporze przeciwko dominacji rosyjskiej” – napisał Tusk.
Tym samym obecny premier Polski próbował nie tylko zdyskredytować Vance’a, ale także zawłaszczyć spuściznę św. Jana Pawła II, manipulując jego przesłaniem.
Burza w sieci – Tuskowi zarzucono ignorancję i hipokryzję
Wpis Tuska spotkał się z falą krytyki. Wielu komentatorów zwróciło uwagę na jego ignorancję historyczną oraz antychrześcijańską politykę.
„Polski premier nie wie, że słowa Jana Pawła II ‘Nie lękajcie się’ były skierowane do chrześcijan na całym świecie. Były cytatem z samego Jezusa. Ignorant…” – napisał poseł PiS Jarosław Sellin.
Dziennikarz wPolsce24 Samuel Pereira przypomniał, że Tusk przez lata realizował politykę resetu wobec Rosji i nie ma moralnego prawa pouczać innych:
„Pan Tusk powinien najpierw przeprosić za swój reset, który był jednym wielkim ‘nie lękajcie się Putina, ja mu ufam’ skierowanym do Zachodu” – zaznaczył Pereira.
Z kolei poseł PiS Bartłomiej Wróblewski skrytykował antychrześcijańskie działania obecnego rządu:
„Jan Paweł II był przeciwnikiem każdej formy totalitaryzmu. Część z tego, co głosił, jest teraz agendą pańskiego rządu, panie Tusku”.
Nie zabrakło również stanowczych komentarzy w mediach społecznościowych:
„Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni” – skomentował Rafał Dudkiewicz.
Dziennikarz tygodnika "Niedziela" Artur Stelmasiak stwierdził, że wiceprezydent USA zna lepiej papieskie nauczanie niż polski premier. "Sporo dziś mówił o ochronie życia, demokracji, wolności słowa itd." – napisał Stelmasiak na portalu X, nawiązując do wystąpienia Vance'a w Monachium.
Kościół celem ataku
Tusk wielokrotnie udowadniał, że jego rządy są podporządkowane niemieckim interesom. Berlin, który dąży do laicyzacji Europy Środkowej, ma świadomość, że Kościół katolicki w Polsce od wieków stanowił fundament tożsamości narodowej i siłę oporu wobec obcych wpływów.
Nieprzypadkowo kard. Stefan Wyszyński ostrzegał:
„Gdy będą chcieli zniszczyć naród, uderzą najpierw w Kościół”.
Historia pokazuje, że zarówno zaborcy, jak i komuniści stosowali tę samą taktykę: eliminacja Kościoła miała prowadzić do wynarodowienia Polaków i całkowitej dominacji obcych sił. Dziś ten sam mechanizm widzimy w działaniach Tuska i jego rządu – próby ograniczenia nauczania religii, ataki na księży oraz próba przepisania historii na nowo.
Atak Donalda Tuska na J.D. Vance’a to kolejny dowód na to, że obecny premier nie tylko działa na zlecenie Berlina, ale także kontynuuje strategię osłabiania Kościoła i patriotycznych wartości i za nic ma dobro Polski i Polaków.
Uderzenie w papieskie nauczanie, manipulowanie jego przesłaniem oraz próba narzucenia fałszywej interpretacji historii pokazują, że walka z tożsamością narodową Polski wciąż trwa. Kościół był, jest i będzie jej bastionem – i właśnie dlatego stał się głównym celem ataków przez rząd Donalda Tuska.
"Afront to z mało". W Niemczech wielkie oburzenie na Vance'a
Niemieckie gazety są pełne oburzenia po wystąpieniu wiceprezydenta USA J. D. Vance'a. "Afront to za mało" – stwierdza jedna z nich.
– Zagrożenie, które najbardziej martwi mnie, gdy myślę o Europie, to nie Rosja czy Chiny, to nie jakakolwiek inna potęga zewnętrzna. To, co mnie martwi, to zagrożenie wewnętrzne, odejście Europy od niektórych z jej najbardziej podstawowych wartości, wartości wspólnych ze Stanami Zjednoczonymi –mówił Vance na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. – Uderzyło mnie, że były komisarz europejski niedawno wystąpił w telewizji i mówił zachwycony, że rząd rumuński właśnie unieważnił całe wybory. Przestrzegł, że jeśli sprawy nie pójdą zgodnie z planem, to samo może się zdarzyć w Niemczech. Te stwierdzenia są szokujące dla Amerykanów – podkreślił. Jak dodał, "od lat powtarzano nam, że wszystko, co finansujemy i wspieramy, jest robione w imię naszych wspólnych, demokratycznych wartości".
– Musimy nie tylko mówić o wartościach demokratycznych, musimy żyć zgodnie z ich literą – argumentował.
Niemieckie gazety oburzone
Ta krytyka zachodniej demokracji, została odebrana w Niemczech jako sygnał, iż USA wspierają AfD. Prasa naszego zachodniego sąsiada pełna jest głosów krytyki pod adresem zastępcy Donalda Trumpa. "W swoim przemówieniu na konferencji bezpieczeństwa, w którym miał mówić o polityce obronnej, J.D.Vance dał do zrozumienia, że zagrożeniem nie jest Rosja czy Chiny, ale to, co nazwał odchodzeniem Europy od jej wartości" – pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Gazeta oburza się, że "Vance połączył nawet wojnę kulturową amerykańskiej prawicy ze wsparciem dla sojuszników".
Z kolei "Süddeutsche Zeitung" ocenia: "A zatem amerykański wiceprezydent J.D. Vance przeanalizował niemiecki krajobraz polityczny i doszedł do wniosku, że w tym kraju nie ma miejsca dla zapory ogniowej. Sugerowanie niemieckim politykom, aby współpracowali także z częściowo skrajnie prawicową AfD, to bardzo autorska wersja Vance’a słynnych słów ‘Tear down this wall' (Zburzcie ten mur). I mówi to na serio. Prawdopodobieństwo, że Vance sumiennie przestudiował program, charakter i cele AfD oraz dogłębnie je zrozumiał, można uznać za niewielkie. Mimo to Amerykanin, który dotychczas nie dał się poznać jako znawca niemieckiej polityki wewnętrznej, wykorzystał swoją pierwszą wizytę w Niemczech jako wiceprezydent USA, by całkiem poważnie przynajmniej pośrednio zasugerować niemieckim partiom AfD jako partnera – dzień po swojej wizycie w miejscu pamięci ofiar obozu koncentracyjnego w Dachau. "Afront to za mało na oddanie tego wszystkiego" – pisze "SZ".
Krytyka płynie także z "Reutlinger General-Anzeiger". "W oczach administracji Trumpa zagrożenie nie pochodzi od Rosji, Iranu czy Chin, ale od Europejczyków odwracających się od 'wspólnych wartości demokratycznych'. W rzeczywistości to jednak USA w rekordowym tempie odwracają się od wartości, które niegdyś były wspólne dla 'świata zachodniego'. Administracja Trumpa już teraz ogranicza prawa mniejszości, kwestionuje integralność terytorialną innych państw i odwraca się od instytucji międzynarodowych i wolnego handlu. Zamiast tego prowadzi bezwzględną, izolacjonistyczną politykę władzy, która koncentruje się wyłącznie na własnych korzyściach" – czytamy.
Poniżej przedstawiamy pełną transkrypcję przemówienia, które wiceprezydent USA J.D. Vance wygłosił podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.
„Jedną z rzeczy, o których chciałem dziś powiedzieć, są oczywiście nasze wspólne wartości. Wspaniale jest wrócić do Niemiec. Jak słyszeliście wcześniej, byłem tu w zeszłym roku jako senator Stanów Zjednoczonych. Widziałem ministra spraw zagranicznych Davida Lammy’ego i zażartowałem, że w zeszłym roku obaj mieliśmy inne stanowiska niż teraz. Ale teraz nadszedł czas, aby wszystkie nasze kraje, wszyscy, którzy mieli szczęście otrzymać władzę polityczną od naszych narodów, wykorzystali ją mądrze, aby poprawić ich życie.
Chcę też powiedzieć, że miałem szczęście spędzić trochę czasu poza murami tej konferencji w ciągu ostatnich 24 godzin i byłem pod ogromnym wrażeniem gościnności ludzi, nawet jeśli, oczywiście, są wstrząśnięci wczorajszym strasznym atakiem. Po raz pierwszy byłem w Monachium z moją żoną, która zresztą jest tu dziś ze mną, na osobistej wycieczce. Zawsze kochałem Monachium i jego mieszkańców.
Chcę tylko powiedzieć, że jesteśmy bardzo poruszeni, a nasze myśli i modlitwy są z Monachium i wszystkimi dotkniętymi złem wyrządzonym tej pięknej społeczności. Myślimy o was, modlimy się za was i z pewnością będziemy wam kibicować w nadchodzących dniach i tygodniach.
Gromadzimy się na tej konferencji, oczywiście, aby dyskutować o bezpieczeństwie. Zwykle mamy na myśli zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa zewnętrznego. Widzę tu wielu, wielu wspaniałych przywódców wojskowych. Ale podczas gdy administracja Trumpa jest bardzo zaniepokojona bezpieczeństwem Europy i wierzy, że możemy dojść do rozsądnego porozumienia między Rosją a Ukrainą. Jesteśmy również przekonani, że w nadchodzących latach ważne jest, aby Europa zintensyfikowała działania w celu zapewnienia własnej obrony. Jednak zagrożeniem, o które najbardziej się martwię w stosunku do Europy, nie jest Rosja, nie są to Chiny, nie jest to żaden inny podmiot zewnętrzny. Martwię się o zagrożenie wewnętrzne. Odwrót Europy od niektórych z jej najbardziej fundamentalnych wartości: wartości wspólnych ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki.
Uderzyło mnie, że były komisarz europejski wystąpił niedawno w telewizji i był zachwycony, że rumuński rząd właśnie unieważnił całe wybory. Ostrzegł, że jeśli sprawy nie pójdą zgodnie z planem, to samo może stać się w Niemczech.
Te beztroskie wypowiedzi są szokujące dla amerykańskich uszu. Przez lata mówiono nam, że wszystko, co finansujemy i wspieramy, odbywa się w imię naszych wspólnych wartości demokratycznych. Wszystko, od naszej polityki wobec Ukrainy po cenzurę cyfrową, jest przedstawiane jako obrona demokracji. Ale kiedy widzimy, jak europejskie sądy odwołują wybory, a wysocy rangą urzędnicy grożą odwołaniem innych, powinniśmy zadać sobie pytanie, czy trzymamy się odpowiednio wysokich standardów. Mówię my sami, ponieważ zasadniczo wierzę, że jesteśmy w tej samej drużynie.
Musimy zrobić coś więcej niż tylko mówić o demokratycznych wartościach. Musimy nimi żyć. Za czasów żywej pamięci wielu z was na tej sali, zimna wojna postawiła obrońców demokracji przeciwko znacznie bardziej despotycznym siłom na tym kontynencie. Zastanówmy się, która strona w tej walce cenzurowała dysydentów, zamykała kościoły, odwoływała wybory. Czy to byli ci dobrzy? Z pewnością nie.
I dzięki Bogu przegrali zimną wojnę. Przegrali, ponieważ nie cenili ani nie szanowali wszystkich niezwykłych błogosławieństw wolności, wolności do zaskakiwania, popełniania błędów, wymyślania, budowania. Jak się okazuje, nie można nakazać innowacji czy kreatywności, podobnie jak nie można zmusić ludzi do tego, co mają myśleć, co czuć lub w co wierzyć. Wierzymy, że te rzeczy są ze sobą powiązane. Niestety, gdy patrzę dziś na Europę, czasami nie jest jasne, co stało się z niektórymi zwycięzcami zimnej wojny.
Patrzę na Brukselę, gdzie komisarze Komisji Europejskiej ostrzegli obywateli, że zamierzają wyłączyć media społecznościowe w czasie niepokojów społecznych: w momencie, gdy zauważą „nienawistne treści”, lub na ten kraj, w którym policja przeprowadziła naloty na obywateli podejrzanych o publikowanie antyfeministycznych komentarzy w Internecie w ramach „walki z mizoginią” w Internecie.
Spoglądam na Szwecję, gdzie dwa tygodnie temu rząd skazał chrześcijańskiego aktywistę za udział w paleniu Koranu, który doprowadził do zabójstwa jego przyjaciela. I jak zauważył sędzia w jego sprawie, szwedzkie przepisy rzekomo chroniące wolność słowa w rzeczywistości nie dają – cytuję – „wolnej przepustki” do robienia lub mówienia czegokolwiek bez ryzyka obrażenia grupy, która wyznaje te przekonania.
I być może najbardziej niepokojące jest to, że patrzę na naszych drogich przyjaciół, Wielką Brytanię, gdzie odejście od praw sumienia sprawiło, że podstawowe wolności religijne Brytyjczyków znalazły się na celowniku. Nieco ponad dwa lata temu brytyjski rząd oskarżył Adama Smitha Connera, 51-letniego fizjoterapeutę i weterana armii, o ohydne przestępstwo stania 50 metrów od kliniki aborcyjnej i cichej modlitwy przez trzy minuty, bez przeszkadzania komukolwiek, bez interakcji z kimkolwiek, po prostu cicho modląc się samemu. Po tym, jak brytyjskie organy ścigania zauważyły go i zażądały informacji, o co się modli, Adam odpowiedział po prostu, że w imieniu nienarodzonego syna.
On i jego była dziewczyna abortowali go wiele lat wcześniej. Teraz funkcjonariusze nie byli poruszeni. Adam został uznany za winnego złamania nowej rządowej ustawy o strefach buforowych, która penalizuje cichą modlitwę i inne działania, które mogą wpłynąć na decyzję osoby znajdującej się w odległości 200 metrów od placówki aborcyjnej. Został skazany na zapłacenie tysięcy funtów kosztów prawnych na rzecz prokuratury.
Chciałbym móc powiedzieć, że był to przypadek, jednorazowy, szalony przykład źle napisanego prawa przeciwko jednej osobie. Ale nie. W październiku tego roku, zaledwie kilka miesięcy temu, szkocki rząd rozpoczął dystrybucję listów do obywateli, których domy znajdowały się w tak zwanych „strefach bezpiecznego dostępu”, ostrzegając ich, że nawet prywatna modlitwa w ich własnych domach może oznaczać złamanie prawa. Naturalnie, rząd wezwał czytelników do zgłaszania wszelkich współobywateli podejrzanych o popełnienie przestępstw myślowych w Wielkiej Brytanii i całej Europie.
Obawiam się, że wolność słowa jest w odwrocie moi przyjaciele. Przyznam, że czasami najgłośniejsze głosy na rzecz cenzury nie pochodzą z Europy, ale z mojego kraju, gdzie poprzednia administracja groziła i zastraszała firmy mediów społecznościowych, aby cenzurowały za tak zwane dezinformacje. Dezinformacji, takich jak na przykład pogląd, że koronawirus prawdopodobnie wyciekł z laboratorium w Chinach. Nasz własny rząd zachęcał prywatne firmy do uciszania ludzi, którzy odważyli się wypowiedzieć to, co okazało się oczywistą prawdą.
Dlatego przychodzę tu dzisiaj nie tylko z obserwacją, ale z ofertą. I tak jak administracja Bidena wydawała się zdesperowana, by uciszyć ludzi za mówienie tego, co myślą, tak administracja Trumpa zrobi dokładnie odwrotnie i mam nadzieję, że będziemy mogli wspólnie nad tym pracować.
W Waszyngtonie pojawił się nowy szeryf. Pod przywództwem Donalda Trumpa możemy nie zgadzać się z twoimi poglądami, ale będziemy walczyć o twoje prawo do wyrażania opinii na forum publicznym. Zgadzasz się czy nie? Doszliśmy oczywiście do punktu, w którym sytuacja stała się tak zła, że w grudniu tego roku Rumunia wprost anulowała wyniki wyborów prezydenckich w oparciu o wątłe podejrzenie agencji wywiadowczej i ogromną presję ze strony swoich kontynentalnych sąsiadów. Teraz, jak rozumiem, argumentem było to, że rosyjska dezinformacja zainfekowała rumuńskie wybory. Chciałbym jednak poprosić moich europejskich przyjaciół o spojrzenie z pewnej perspektywy. Możecie wierzyć, że kupowanie przez Rosję reklam w mediach społecznościowych w celu wpływania na wasze wybory jest złe. Z pewnością tak uważamy. Można to nawet potępić na arenie międzynarodowej. Ale jeśli demokracja może zostać zniszczona za pomocą kilkuset tysięcy dolarów reklamy cyfrowej z obcego kraju, to na początku nie była ona zbyt silna.
Dobra wiadomość jest taka, że uważam, iż wasze demokracje są znacznie mniej kruche, niż wielu ludzi najwyraźniej się obawia.
I naprawdę wierzę, że pozwolenie naszym obywatelom na wyrażanie własnego zdania uczyni je jeszcze silniejszymi. Co oczywiście sprowadza nas z powrotem do Monachium, gdzie organizatorzy tej właśnie konferencji zakazali udziału w rozmowach prawodawcom reprezentującym populistyczne partie zarówno lewicowe, jak i prawicowe. Ponownie, nie musimy zgadzać się ze wszystkim, co ludzie mówią. Ale kiedy przywódcy polityczni reprezentują ważny okręg wyborczy, spoczywa na nas obowiązek przynajmniej uczestniczenia w dialogu z nimi.
Teraz, dla wielu z nas po drugiej stronie Atlantyku, wygląda to coraz bardziej jak stare zakorzenione interesy ukrywające się za brzydkimi słowami z czasów sowieckich, takimi jak misinformacja i dezinformacja, którym po prostu nie podoba się pomysł, że ktoś z alternatywnym punktem widzenia może wyrazić inną opinię lub, nie daj Boże, zagłosować w inny sposób, lub co gorsza, wygrać wybory.
Teraz jest to konferencja na temat bezpieczeństwa i jestem pewien, że wszyscy przyszliście tu przygotowani, aby porozmawiać o tym, jak dokładnie zamierzacie zwiększyć wydatki na obronę w ciągu najbliższych kilku lat zgodnie z nowym celem. To świetnie, ponieważ prezydent Trump jasno powiedział, że wierzy, iż nasi europejscy przyjaciele będą odgrywać większą rolę w przyszłości tego kontynentu. Nie sądzimy, aby słyszeli Państwo termin „podział obciążeń”, ale uważamy, że jest to ważna część bycia we wspólnym sojuszu, że Europejczycy zwiększają swoje wysiłki, podczas gdy Ameryka koncentruje się na obszarach świata, które są w wielkim niebezpieczeństwie.
Ale pozwólcie, że zapytam, jak w ogóle zaczniecie zastanawiać się nad kwestiami budżetowymi, jeśli nie będziemy wiedzieć, czego w ogóle bronimy? Wiele już usłyszałem w moich rozmowach i odbyłem wiele, wiele wspaniałych rozmów z wieloma osobami zgromadzonymi w tej sali. Słyszałem wiele o tym, przed czym trzeba się bronić, i oczywiście jest to ważne. Ale to, co wydaje mi się nieco mniej jasne, i z pewnością myślę, że dla wielu obywateli Europy również, to to po co dokładnie się bronicie. Jaka jest pozytywna wizja, która ożywia ten wspólny pakt bezpieczeństwa, który wszyscy uważamy za tak ważny?
Głęboko wierzę, że nie ma bezpieczeństwa, jeśli boisz się głosów, opinii i sumienia, które kierują twoim własnym narodem. Europa stoi przed wieloma wyzwaniami. Ale kryzys, przed którym stoi teraz ten kontynent, kryzys, z którym, jak wierzę, wszyscy razem się zmagamy, jest naszym własnym dziełem. Jeśli obawiasz się własnych wyborców, Ameryka nie może nic dla ciebie zrobić. Nie ma też nic, co mógłbyś zrobić dla Amerykanów, którzy wybrali mnie i prezydenta Trumpa. Potrzebujesz demokratycznych mandatów, aby osiągnąć cokolwiek wartościowego w nadchodzących latach.
Czy nie nauczyliśmy się, że słabe mandaty dają niestabilne wyniki? Ale jest tak wiele wartości, które można osiągnąć dzięki demokratycznemu mandatowi, który moim zdaniem będzie wynikał z większej reakcji na głosy obywateli. Jeśli zamierzamy cieszyć się konkurencyjnymi gospodarkami, jeśli zamierzamy cieszyć się przystępną cenowo energią i bezpiecznymi łańcuchami dostaw, potrzebujemy mandatów do rządzenia, ponieważ musimy dokonywać trudnych wyborów, aby cieszyć się wszystkimi tymi rzeczami.
Oczywiście wiemy o tym bardzo dobrze. W Ameryce nie można zdobyć demokratycznego mandatu, cenzurując przeciwników lub wsadzając ich do więzienia. Niezależnie od tego, czy jest to lider opozycji, skromny chrześcijanin modlący się we własnym domu, czy dziennikarz próbujący przekazać wiadomości. Nie można też wygrać, lekceważąc swój podstawowy elektorat w kwestiach takich jak to, kto może być częścią naszego wspólnego społeczeństwa.
Uważam, że spośród wszystkich pilnych wyzwań, przed którymi stoją reprezentowane tu narody, nie ma nic pilniejszego niż masowa imigracja. Obecnie prawie 1 na 5 osób mieszkających w tym kraju przeniosła się tu z zagranicy. To oczywiście rekord wszech czasów. Nawiasem mówiąc, to podobna liczba co w Stanach Zjednoczonych, również najwyższa w historii. Liczba imigrantów, którzy przybyli do UE z krajów spoza UE podwoiła się tylko w latach 2021-2022. I oczywiście od tego czasu znacznie wzrosła.
I znamy tę sytuację. Nie powstała ona w próżni. Jest wynikiem szeregu świadomych decyzji podjętych przez polityków na całym kontynencie i innych na całym świecie w ciągu dekady. Wczoraj w tym mieście widzieliśmy okropności, do jakich doprowadziły te decyzje. I oczywiście nie mogę ponownie o tym wspomnieć, nie myśląc o strasznych ofiarach, którym zrujnowano piękny zimowy dzień w Monachium. Nasze myśli i modlitwy są z nimi i pozostaną z nimi. Ale dlaczego w ogóle do tego doszło?
To straszna historia, ale słyszeliśmy ją zbyt wiele razy w Europie i niestety zbyt wiele razy także w Stanach Zjednoczonych. Osoba ubiegająca się o azyl, często młody mężczyzna w wieku około 20 lat, znany już policji, wjechał samochodem w tłum i rozbił wspólnotę. Jedność. Ile razy musimy cierpieć z powodu tych przerażających niepowodzeń, zanim zmienimy kurs i poprowadzimy naszą wspólną cywilizację w nowym kierunku? Żaden wyborca na tym kontynencie nie poszedł do urny, by otworzyć wrota dla milionów niesprawdzonych imigrantów. Ale wiesz, za czym głosowali? W Anglii głosowali za Brexitem. I można się z tym zgadzać lub nie, ale zagłosowali za. I coraz więcej ludzi w całej Europie głosuje na przywódców politycznych, którzy obiecują położyć kres niekontrolowanej migracji. Tak się składa, że zgadzam się z wieloma z tych obaw, ale nie musisz się ze mną zgadzać.
Po prostu uważam, że ludzie troszczą się o swoje domy. Dbają o swoje marzenia. Dbają o swoje bezpieczeństwo i zdolność do utrzymania siebie i swoich dzieci.
I są mądrzy. Myślę, że jest to jedna z najważniejszych rzeczy, których nauczyłem się w moim krótkim czasie w polityce. W przeciwieństwie do tego, co można usłyszeć w Davos, obywatele wszystkich naszych krajów nie myślą o sobie jak o wykształconych zwierzętach lub wymiennych trybikach globalnej gospodarki. I trudno się dziwić, że nie chcą być pomiatani lub nieustannie ignorowani przez swoich przywódców. A zadaniem demokracji jest rozstrzyganie tych ważnych kwestii przy urnach wyborczych.
Uważam, że odrzucanie ludzi, lekceważenie ich obaw lub, co gorsza, zamykanie mediów, zamykanie wyborów lub odcinanie ludzi od procesu politycznego niczego nie chroni. W rzeczywistości jest to najpewniejszy sposób na zniszczenie demokracji. Zabieranie głosu i wyrażanie opinii nie są ingerencją w wybory. Nawet jeśli ludzie wyrażają poglądy poza granicami własnego kraju i nawet jeśli ci ludzie są bardzo wpływowi – i uwierz mi, mówię to z całym humorem – jeśli amerykańska demokracja może przetrwać dziesięć lat besztania przez Gretę Thunberg, wy możecie przetrwać kilka miesięcy Elona Muska.
Ale żadna demokracja, amerykańska, niemiecka czy europejska, nie przetrwa mówienia milionom wyborców, że ich myśli i obawy, ich aspiracje, ich prośby o ulgę są nieważne lub niegodne nawet rozważenia.
Demokracja opiera się na świętej zasadzie, że głos ludu ma znaczenie. Nie ma tu miejsca na zapory ogniowe. Albo przestrzegasz tej zasady, albo nie. Europejczycy, ludzie mają głos. Europejscy przywódcy mają wybór. Jestem głęboko przekonany, że nie musimy obawiać się przyszłości.
Przyjmijcie to, co mówią wam ludzie, nawet jeśli jest to zaskakujące, nawet jeśli się z tym nie zgadzacie. A jeśli to zrobisz, będziesz mógł stawić czoła przyszłości z przekonaniem i pewnością siebie, wiedząc, że naród stoi za każdym z was. I to jest dla mnie wielka magia demokracji. Nie ma jej w tych kamiennych budynkach czy pięknych hotelach. Nie ma jej nawet w wielkich instytucjach, które zbudowaliśmy razem jako wspólne społeczeństwo.
Wierzyć w demokrację to rozumieć, że każdy z naszych obywateli ma mądrość i głos. A jeśli odmówimy słuchania tego głosu, nawet nasze najbardziej udane walki niewiele dadzą. Jak powiedział kiedyś papież Jan Paweł II, moim zdaniem jeden z najbardziej niezwykłych orędowników demokracji na tym kontynencie lub na jakimkolwiek innym, „nie lękajcie się”. Nie powinniśmy bać się naszych ludzi, nawet jeśli wyrażają poglądy, które nie zgadzają się z ich przywództwem. Dziękuję wszystkim. Życzę wszystkim powodzenia. Niech Bóg was błogosławi”.
JD Vance, wiceprezydent Stanów Zjednoczonych podczas wystąpienia na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w dniu 14. lutego 2025 roku.
za:www.tysol.pl