Polecane

Wzrasta presja na zabijanie nienarodzonych dzieci

Koszmar, który znamy z Oleśnicy, może stać się rzeczywistością każdego szpitala, jeśli doszłoby do wyboru Rafała Trzaskowskiego na prezydenta. Kandydat Koalicji Obywatelskiej obiecał liberalizację prawa w kwestiach dotyczących tzw. aborcji.

Położna ze szpitala w Oleśnicy przekazała „Naszemu Dziennikowi” poruszające świadectwo, do czego dochodziło na oddziale ginekologicznym i położniczym w tej placówce. Pani Magda odeszła z pracy, bo nie chciała uczestniczyć w procederze zabijania dzieci. Ze smutkiem stwierdziła, że część koleżanek przystała na warunki, jakie dyktuje Gizela Jagielska, i nie protestuje, gdy ta wykonuje egzekucje na dzieciach.

    – Tam zabijanie dzieci traktuje się jak zwyczajne świadczenie medyczne. Poziom znieczulenia lekarzy i położnych poraża. Jeśli ktoś traktuje życie dziecka z należytą godnością i szacunkiem, nie ma tam czego szukać. Dlatego bardzo szybko stamtąd uciekłam. Nie byłam zresztą jedyna. Szkoda tylko, że wciąż tak wiele położnych nadal tam pracuje i pomaga w zabijaniu – mówiła pani Magda.

Jak zaznaczyła w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Sylwia Bieńkowska, położna, konsultantka i doradca laktacyjny, zasada pracy w szpitalu jest prosta.

    – To lekarze w pewnym sensie dobierają sobie personel. Jeśli lekarz na co dzień postępuje etycznie, to nie będzie tolerował wśród położnych i pielęgniarek nieetycznych działań. Jeśli sam postępuje nieetycznie, to wiadomo, że nieakceptujące tego położne nie mogą się temu sprzeciwić. Wywierana na nie presja jest ogromna. Dlatego albo uciekają z takich miejsc, albo w tym uczestniczą. Nieraz widziałam położne, które z racji współuczestnictwa w aborcji były kompletnie zdewastowane psychicznie. To trauma, której nie da się wyleczyć, nawet przez wiele lat. A nam wmawia się, że kobiety decydujące się na zabicie własnego dziecka są w ten sposób uszczęśliwiane. To bzdura – zaakcentowała jednoznacznie.

Jak przyznaje prof. Bogdan Chazan, ginekolog-położnik, im bardziej prawo będzie zezwalać na zabijanie dzieci nienarodzonych, tym więcej znajdzie się ludzi, którzy takich mordów będą dokonywać.

    – Jeśli wybierzemy prezydenta, który podpisze ustawę zezwalającą na bezkarne zabijanie dzieci w polskich szpitalach, to może się okazać, że presja na łamanie sumień lekarzy wzrośnie. A przecież Rafał Trzaskowski nie ukrywa, że wprowadzenie aborcji na życzenie jest dla niego priorytetem – wskazał lekarz.

Przypomnijmy, że Rafał Trzaskowski już podczas wieczoru wyborczego mówił, że ustawa aborcyjna to jego priorytet.

Historia, którą opowiedziała pani Magda, wydarzyła się w 2022 r., czyli na długo przed wytycznymi minister Izabeli Leszczyny. Już wtedy w oleśnickim szpitalu Gizela Jagielska dokonywała tzw. aborcji. Nie afiszowała się z tym w mediach społecznościowych, ale już wtedy – jak przekazała pani Magda – aborcje były wykonywane kilka razy w tygodniu.

Pani Magda, która na co dzień pracowała na oddziale położniczym, bardzo dosłownie i brutalnie dowiedziała się o tym, że w oleśnickim szpitalu zabijane są dzieci nienarodzone.

    – Pewnego dnia na korytarzu usłyszałam krzyk doktor Jagielskiej, która donośnym, niemiłym głosem oznajmiła, że kiedy ona bada pacjentki, to mam dostarczyć wózek do sali zabiegowej i być „w gotowości”. Byłam tym zdumiona, ponieważ wiedziałam, że nie ma żadnej pacjentki rodzącej. Ale przyprowadziłam ten wózek. Wtedy zobaczyłam, jak pacjentka leży na kozetce, obok Jagielska wykonuje USG i upomina inną pielęgniarkę słowami: „Jak podajesz ten chlorek potasu, to musisz podawać do końca, aż do momentu, kiedy zobaczysz, że serce przestało bić. Jak tego nie zrobisz dobrze, to będzie ci uciekać i będziesz musiała kłuć jeszcze raz”. To było coś strasznego. Zrobiło mi się słabo, bo zorientowałam się, że właśnie przy mnie zabijane jest dziecko – pani Magda jeszcze dziś, opowiadając o tamtym zajściu, ma łzy w oczach.

Wtedy też dowiedziała się, że aborcje w tym szpitalu były wykonywane piętro niżej na oddziale ginekologicznym.

    – Tego dnia pomieszczenie przeznaczone do przeprowadzania aborcji było zajęte. Odbywały się tam konsultacje w ramach poradni preluksacyjnej. A u nas – na położniczym – nie było żadnej rodzącej. To dlatego „wyjątkowo” Jagielska zajęła salkę na oddziale położniczym, czyli u nas – wyjaśniła położna.

Płacz położnej

Pani Magda po tym zdarzeniu z płaczem poszła do swojej przełożonej.

    – Powiedziałam wtedy, że przecież to jest niezgodne z prawem, że to jest nieetyczne, że nie wolno zabijać dzieci. Byłam zdenerwowana i kompletnie rozbita. Przełożona powiedziała mi, że zrobi wszystko, abym nigdy nie musiała w tym uczestniczyć, bo aborcje wykonywane są piętro niżej, czyli nie na naszym oddziale – wspominała pani Magda.

Położna zaznaczyła jednocześnie, że te obietnice na nic się zdały.

    – Okazało się, że Jagielska wykonywała aborcje na dzieciach po 22. tygodniu ciąży. One polegały więc nie na wyssaniu dziecka specjalnymi ssakami (jak to jest w przypadku młodszych dzieci), ale na wywołaniu porodu martwego dziecka. Dlatego musiałyśmy przyjmować te porody. Musiałyśmy się też opiekować tymi kobietami. Dla mnie to było nie do wytrzymania. W zasadzie natychmiast podjęłam decyzję o odejściu. Ale z racji obowiązującej mnie umowy o pracę, musiałam tam jeszcze być trzy miesiące – mówiła położna.

Pani Magda powiedziała także, że mimo iż nie była jedyną, która odeszła ze szpitala, to reakcje koleżanek na jej decyzję o odejściu były bardzo różne. Zwróciła ona uwagę, że już w tamtym czasie w pracy rotacja pielęgniarek była duża.

    – Wiele dziewczyn mnie rozumiało, ale same bały się, że nie znajdą innego zatrudnienia. Kobiety dziś rodzą coraz mniej, a ostatnio dochodzi przecież nawet do zamykania całych oddziałów. Dlatego godziły się na to, aby w ramach obowiązków uczestniczyć w aborcjach. Inne dziwiły się mojej decyzji. Mówiły, że takie aborcje to dla nas łatwiejsza praca, bo nie ma ryzyka, że przez jakiś błąd zaszkodzimy dziecku – relacjonuje.

Położna przyznała, że wykonywanie tzw. aborcji na oddziale bardzo mocno odbijało się na atmosferze pracy w oleśnickim szpitalu.

    – Nasza praca powinna polegać na pomaganiu w przyjściu na świat dziecka, a nie na tym, aby przyjąć dziecko, którego życie zostało z premedytacją zakończone. Ciężko o tym mówić, a jeszcze gorzej to widzieć i brać w tym udział. Wiele dziewczyn czuło tak jak ja, dlatego widziałam frustrację w ich oczach, przygnębienie, wypalenie pracą. Kiedy ja tam pracowałam, dochodziło do kilku aborcji w tygodniu. Wiem, że dziś jest ich dużo więcej. To nie może się nie odbijać na tych, które do uczestnictwa w aborcji zostały niejako zmuszone służbowo. W ludziach budzi się sprzeciw wobec takich morderczych praktyk. Albo właśnie oswajają się z tym i aborcję traktują, jak sobie tego życzą aborterzy – jak zwykłe świadczenie medyczne – mówiła pani Magda.

Łącznie położna uczestniczyła przy 9 aborcjach. Jak przyznała, pamięta je wszystkie. Pamięta też matki, które zdecydowały się, aby ich dziecko zostało uśmiercone.

    – Pamiętam, jak jedna z kobiet po wstrzyknięciu chlorku potasu zapytała, czy „to”, czyli aborcję, można jeszcze zatrzymać, czy da się uratować jej dziecko. Oczywiście, już było za późno. Ona już nawet dostała tabletki naskurczowe, żeby mogła urodzić martwe dziecko. Widziałam wtedy jej twarz i oczy, kiedy dotarło do niej to, co zrobiła – wspominała pani Magda.

Były też kobiety, które płakały na korytarzu szpitalnego oddziału.

    – To było po wykonaniu aborcji. Wtedy oczywiście otrzymywały pomoc psychologiczną, wsparcie. Ale dla mnie to było niepojęte. Z jednej strony nie wyobrażam sobie, aby tę kobietę jeszcze bardziej pogrążać w poczuciu winy, ale z drugiej strony mówić jej, że „zrobiła to, co było dla niej trudne, ale najlepsze dla niej i dla dziecka”? Tego nie potrafię pojąć. A smutek i żal aż się wydzierał z tych kobiet – zaznaczyła położna.

Opowiedziała ona także o matce, która przygotowała do szpitala ramkę i poprosiła o odbicie stópki dziecka na pamiątkę.

    – To było coś, co spowodowało, że zwątpiłam w człowieczeństwo. W trakcie wywoływania czynności skurczowej kobieta wskazuje mi na ramkę i prosi, abym odcisnęła stópkę dziecka. To miała być pamiątka zabicia własnego dziecka. Koszmar, z którego do dziś nie potrafię się do końca otrząsnąć – przyznała pani Magda.

Utwierdzane w złej decyzji

Z kolei Sylwia Bieńkowska, która w wielu placówkach szpitalnych wykonywała audyty sprawdzające jakość opieki okołoporodowej, wskazała wprost, że zespoły terapeutyczne, które opiekują się kobietą w trudnych ciążach, są zazwyczaj dobierane pod kątem poglądów lekarzy pracujących czy zarządzających szpitalami czy oddziałami.

    – W szpitalach jest wielu psychologów proaborcyjnych, którzy podczas konsultacji mogą nawet nie tylko utwierdzić kobietę w decyzji o dokonaniu aborcji, co jej tę aborcję zasugerować. To jest bardzo poważny problem, ale jeśli szefowie klinik nie widzą niczego złego w aborcji, to raczej nie proponują i nie podpowiadają np. kontaktu z hospicjami perinatalnymi. A tam matki i całe rodziny otrzymują wsparcie zarówno medyczne, jak i psychologiczne – mówiła Sylwia Bieńkowska.

Przypomniała ona historię Agnieszki Chrobak, która została zwolniona z funkcji dyrektora szpitala na wrocławskim Brochowie za to, że sprzeciwiała się zabijaniu nienarodzonych dzieci w kierowanej przez nią placówce.

    – Presja wykonywania aborcji jest tak duża, że tylko osoby z mocnym charakterem i kręgosłupem moralnym mogą się jej oprzeć. Ale często jest to kosztem odejścia z pracy, bo niestety rządzący – mimo konstytucyjnych zapisów – pozwalają na zabijanie dzieci nienarodzonych – stwierdziła położna.

O tym, że presja na zabijanie dzieci w szpitalach będzie wszechobowiązujacym standardem w przypadku wygranej Rafała Trzaskowskiego, mówił prof. Bogdan Chazan.

    – Rafał Trzaskowski powiedział w minioną niedzielę: „Zobowiązuję się do złożenia ustawy liberalizującej to średniowieczne prawo aborcyjne. Będę naciskał moich kolegów i koleżanki, aby ta zmiana stała się faktem”. Jeśli więc nie zatrzymamy tego człowieka, który uporczywie dąży do wprowadzenia aborcji na życzenie, to Polska stanie się państwem, które własnymi rękami zabija samo siebie. Zatrzymajmy człowieka, który polski Naród chce zniszczyć – zaapelował lekarz.

Urszula Wróbel

za:www.radiomaryja.pl

***
Zabijanie bezbronnego, niewinnego człowieka-dziecka, "prawem człowieka"?!? -                                    - Jakiego to człowieka? ...
- Na przepustce z... psychuszki?...
- Czy z....piekła?...
kn