Polecane

Tomasz Bieszczad - Morze krwi, ocean śmierci

Było to w połowie lat 80. XX w.
Mój starszy brat (dziś już nie żyje) opisał mi incydent, którego był świadkiem w podłódzkiej wsi letniskowej. 
Mieszkał w nieotynkowanym, dwupiętrowym budynku, który – z pewną przesadą – nazywano „pensjonatem”. 
Jego właścicielem był znany łódzki ginekolog. 

Jowialny i bezpośredni, w weekendy przyjeżdżał do swojego pensjonatu i wieczorami zachodził na podwórze do letników na piwko, wódeczkę i pogawędki. 

Podczas jednego z party, jakiś facet zauważył: „Taki pensjonat w popularnej wsi letniskowej, blisko wielkiej aglomeracji, to musi być niezły biznes…” 
Ginekolog odparł skromnie: 
„Wie pan, ten pensjonat to pikuś. Prawdziwy biznes ja mam w Łodzi, w swoim gabinecie…” 
Mrugnął porozumiewawczo, co u obecnych wywołało uśmiech zrozumienia. 

Sprawa, o której teraz napiszę, była głównym tematem w mediach, w okresie Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy. 

Ginekolodzy z łódzkiego Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego oświadczyli, że przyjmą na świat dziecko, u którego – w badaniu prenatalnym – stwierdzono wrodzoną łamliwość kości. 
Chcieli poważnie zająć się nim i matką. 

Jednak ta – podburzona przez pro-aborcyjnych aktywistów, którzy krążyli wokół niej jak akwizytorzy – opuściła łódzki szpital na własne żądanie i pojechała do Oleśnicy, gdzie chłopiec (tuż przed terminem porodu!) został uśmiercony zastrzykiem chlorku potasu w serce. 

Egzekucji dokonała słynna miłośniczka aborcji, doktor Gizela. 

W ten sposób Polska znalazła się w „elitarnym” gronie państw stosujących zbrodnię aborcji w jej najbardziej nieludzkiej odmianie: aż do końca ciąży. 
W części stanów USA jest ona całkiem dozwolona i nazywa się „aborcją przez częściowy poród”. 

Już sam ten termin – bez wnikania w szczegóły – budzi przerażenie. 
W innych stanach, gdzie – po dojściu do władzy Donalda Trumpa – procederu tego zakazano, ideowi wolontariusze zaciekle walczą o jego przywrócenie. 
No, a teraz my – jako naród – znaleźliśmy się w samym środku piekła kobiet, mężczyzn i dzieci.

Ojca Maksymiliana Kolbego zabił w Auschwitz niemiecki więzień-kryminalista, Hans Bock, zastrzykiem fenolu. 

Ten fakt upamiętniono w łódzkim kościele Św. Teresy i Św. Jana Bosko. 
Na filarach świątyni umieszczono płaskorzeźby i obrazy dedykowane polskim świętym (ich autorem jest wybitny projektant wnętrz kościołów, ks. Tadeusz Furdyna SDB). 

Jedna z tablic przedstawia moment śmierci ojca Kolbego: Trzeba schylić się prawie do podłogi, żeby ujrzeć scenę jakby z „celi śmierci”: przerażającą, wielką strzykawkę i igłę wbitą w skazańca.

Propagowanie aborcji (i w ogóle śmierci) jest skutecznym sposobem formowania społeczeństw. Elektorat zdeprawowany aborcją nigdy nie zagłosuje na opcje konserwatywne i chrześcijańskie. 

Mainstreamowe media lewicowo-liberalne nigdy nie wezwą uczestników aborcyjnego procederu – niedoszłych matek i ojców, lekarzy i polityków – żeby poszli skruszeni do spowiedzi i podjęli mozolną pokutę za swój grzech. Raczej będą epatować zakłamaną „wolnością wyboru”. 

A przecież aborcja to ofiara z człowieka złożona szatanowi. Taki sam był „adresat” ofiar składanych przez Azteków. Podczas czterodniowych obrzędów w Tenochtitlan w 1487 r. azteccy kapłani zabili w ofierze ok. 80 tys. dorosłych i dzieci.

Lepiej wiedzieć, z czym mamy do czynienia. Philip K. Dick, w powiadaniu „Przedludzie”, opisał planetę, gdzie prawo zezwala na aborcję dziecka do 14-go roku życia. Starsze dzieci kryją się po lasach, kiedy do wsi zajeżdża ciężarówka aborcyjna, żeby wyłapać te niechciane. 
A wieczorem – uratowane spod kosy – wracają do domów i pytają rodziców… od jakiego wieku człowiek ma duszę.

Polska, po 1993 r. zaczęła wydobywać się z morza niewinnej krwi. 
A dziś nagle, przed Wielkim Tygodniem, objawiła się nam nieszczęsna Miss Aborcji, dolnośląska ofiara bogini Lilith i dalejże oswajać Polaków z usuwaniem dzieci tuż przed ich narodzeniem. 
Pyskuje przy tym, że nadal będzie to robiła, bo jest Żydówką i ateistką. 

Boże, co za żenada! 

Ty widzisz i nie grzmisz! 
Dla ludzi nie ma już innego ratunku niż gniew Boga. 

Tylko tyle można powiedzieć. 

za:lodz.niedziela.pl


***

Żal.
Ale żal i "unych" - wszak wydają wyrok na swoje dusze. 
Nieśmiertelne dusze!
Cóż, można być tzw. "niewierzącym", ale to nie jest usprawiedliwienie. 
Zbyt prosta i łatwa do uzyskania jest wiedza o tym, kim jest i skąd pochodzi człowiek. 

I nie mam tu na myśli tylko Taty i Mamy

i wszelkich pra-pra-pra-przodków...

kn