Barbara Nowacka chce, by szkoły przestały „dyskryminować” uczniów ze względu na „brak wyznania”. Jak zauważa mec. Marek Puzio z Instytutu Ordo Iuris, może to doprowadzić do uniemożliwienia obecności krzyży w szkołach, zaprzestania szkolnych rekolekcji, modlitwy, a nawet jasełek.
7 sierpnia 2025 r. zakończyły się konsultacje obywatelskie w kwestii nowelizacji ustawy o Prawie oświatowym, za która ma być odpowiedzialna sama szefowa MEN, Barbara Nowacka.
We wspomnianej nowelizacji znajduje się bardzo niebezpieczny zapis mówiący o „wolności ucznia od dyskryminacji ze względu na brak wyznania” (art. 42a ust.2 pkt 2). Jest to typowa lewacka metoda polegająca na używaniu popularnych haseł typu „wolność” i „walka z dyskryminacją”, będąca w rzeczywistości próbą wyrzucenia jakichkolwiek śladów religii ze szkół. Do tego to bowiem ta ustawa może doprowadzić – przecież uczniowie mogą poczuć się „dyskryminowani” choćby poprzez obecność Krzyża w sali.
– W praktyce może to prowadzić do tego, że jeśli choć jeden uczeń (lub jego rodzic) poczuje się dyskryminowany bądź wykluczany obecnością Krzyża w sali lekcyjnej, to dyrektor szkoły będzie obligowany – np. przez kuratora oświaty lub przez nowo wprowadzany do ustawy oświatowej organ w postaci Krajowego lub Wojewódzkiego Rzecznika Praw Uczniowskich – do usunięcia krucyfiksu, o ile presja rodzica lub różnych organizacji pozarządowych nie okaże się wystarczająca – zauważa mec. Marek Puzio z Instytutu Ordo Iuris. Prawnik dodaje, że już dziś jedna z lewicowych organizacji ma gotowy wzór wniosku o usunięcie Krzyża ze szkoły ze względu na rzekomą dyskryminację osób niewierzących.
Ta szkodliwa nowelizacja może dać grunt do zakazu modlitwy w szkołach, rekolekcji szkolnych, poświęceń tablic pamiątkowych, a nawet – jasełek. Co więcej, byłyby nią objęte wszystkie szkoły (publiczne i niepubliczne) – również te katolickie.
Oczywiście osoby niewierzące nie są jedyną „dyskryminowaną” grupą według minister Nowackiej. Dlatego ustawa ma zakazywać również „dyskryminacji” ze względu na płeć (niekoniecznie biologiczną!) czy orientację seksualną.
– Zatem „tęczowe piątki” będą uprzywilejowane, a jasełka – rugowane – podsumowuje mec. Puzio.
Nowacka nazwała... szurami obrońców dzieci przed wulgarną edukacją seksualną
Minister Edukacji Narodowej znów bulwersuje swoimi wypowiedziami i obraża Polaków. W jednej z telewizji, wszystkich zatroskanych rodziców, którzy protestowali przeciwko wprowadzeniu do szkół tylnymi drzwiami wulgarnej edukacji seksualnej pod płaszczykiem edukacji zdrowotnej nazwała obraźliwym mianem "szurów" (od słowa "szurnięty").
Nowości ideologiczne od września w szkołach
Nie milkną echa wprowadzenia od 1 września 2025 r. do polskich szkół (podstawowych, począwszy od kl. IV, i ponadpodstawowych) nowego przedmiotu – edukacji zdrowotnej. Choć nazwa brzmi niewinnie, jego treść może mieć katastrofalne skutki dla moralnego i duchowego rozwoju dzieci.
Po fali protestów rodziców, pedagogów, środowisk szkolnych i kościelnych i wielu innych, Donald Tusk ugiął się pod presją opinii publicznej i stwierdził, że tzw. edukacja zdrowotna, tak forsowana przez skrajnie lewicową minister Nowacką, nie będzie obowiązkowa: Jestem raczej zwolennikiem, by stawiać na dobrowolność niż przymus - powiedział w styczniu br. premier polskiego rządu.
Mowa nienawiści Nowackiej
Tymczasem wspomniana minister właściwie na każdym kroku obraża wszystkich, którzy kontestują jej ideologiczne zapędy w indoktrynacji młodego pokolenia.
Barbara Nowacka zapytana w Polsat News, dlaczego MEN wycofało się z przedmiotu edukacja zdrowotna, jako obowiązkowego w szkołach, przyznała, że stało się to pod presją społeczną, ale tym samym wyzwała to samo społeczeństwo od oszołomów: -Nie mogę pozwolić, żeby nauczyciele i dyrektorzy szkół mieli atak „szurów” w szkole
Szur to pogardliwe określenie, oznaczające według Słownika Języka Polskiego PWN "oszołoma, szalonego, osobę o skrajnie radykalnych poglądach, fanatyka, często zwolennika teorii spiskowych. Słowo pochodzi od wyrazu „szurnięty” i zostało zgłoszone w plebiscycie na Młodzieżowe Słowo Roku 2017.
Rodzice protestują. Nowacka - to zastraszanie
Barbara Nowacka na antenie telewizyjnej nazwała także szerokie protesty rodziców mianem "zastraszania": Już widziałam taką agresywną kampanię, która wokół tego przedmiotu się rozegrała. I widzę, że coraz więcej osób jest po prostu tam namawianych, zastraszanych. Widzę, co się dzieje – podkreśliła.
Dodała, że teraz MEN daje przestrzeń nauczycielom, rodzicom i młodzieży, żeby zapoznali się z tym przedmiotem.
Edukacja zdrowotna wychodzi naprzeciw tym zapotrzebowaniom, żeby młodzież wiedziała, że trzeba dbać o higienę osobistą, trzeba się zdrowo odżywiać, dlaczego trzeba się badać profilaktycznie – wskazała minister.
Jednocześnie zupełnie pominęła fakt, jaki niesie ze sobą komponent tego przedmiotu, indoktrynujący dzieci i młodzież w duchu lewicowej seks-edukacji, co było przyczyną zbojkotowania tzw. edukacji zdrowotnej przez wielu rodziców i nauczycieli.
Czy Donald Tusk w końcu odwoła niepopularną minister?
Lewicowi aktywiści pokroju Nowackiej z premedytacją wprowadzają swoje ideologiczne pomysły pod przykrywką wzniosłych haseł edukacyjnych. Czy gdyby wprost chcieli wstawić do szkół osobny przedmiot "edukacja seksualna" i pokazać jego założenia, rodzice tak ochoczo przyjęliby nowe nauczanie? Nie sądzę. Stąd muszą udawać, że troszczą się o rozwój dzieci, podstępnie wciskając im to, co na liberalnym zachodzie zupełnie się nie sprawdziło.
Donald Tusk miał olbrzymią szansę pozbycia się ze swojego rządu kogoś tak skrajnie niepopularnego i wywołującego tyle kontrowersji, jak minister Nowacka przy okazji rekonstrukcji. Otwartym pozostaje pytanie, dlaczego tego nie zrobił. Czyżby rządowi na rękę było wzbudzanie niepokojów w środowisku rodzicielskim i szkolnym?
za:pch24.pl
***
Żal. Żal i tej kobiety. Za wszystko przyjdzie zapłata. Wieczna...
k