Rajmund Kolbe – później znany jako o. Maksymilian Maria – przybył do Rzymu w 1912 r., aby kontynuować swoją formację w Zakonie Braci Mniejszych Konwentualnych. Studiował na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim (doktorat z filozofii) oraz na Papieskim Uniwersytecie św. Bonawentury, gdzie uzyskał doktorat z teologii. Choć miejsc, gdzie przebywał przez kolejna lata (do 1919 r.) w Wiecznym Mieście jest sporo to przedstawiamy punkty na mapie zwiedzania, gdzie zachowały się wyraźne „polskie akcenty”.
Muzeum i hotel: ślad formacji i pamięć duchowa
Miejsce jego studiów – międzynarodowe kolegium zakonne, dziś mieści część hotelową znaną jako Hotel Kolbe. W jednej z sal, gdzie Rajmund Kolbe rozpoczynał formację duchową, utworzono muzeum poświęcone jego osobie. Dzięki temu miejsce to łączy dziś historię, duchowość i pielgrzymowanie. Hotel ten, usytuowany blisko Forum Romanum i Koloseum, stanowi wyjątkowe miejsce, połączenie przeszłości z duchową refleksją teraźniejszości.
Święcenia kapłańskie i pierwsza Msza św.
28 kwietnia 1918 r. Maksymilian Kolbe został wyświęcony na kapłana przez kard. Basilio Pompilja w barokowym Bazylice św. Andrzeja della Valle w Rzymie.
Już następnego dnia odprawił Mszę św. prymicyjną w Bazylice Sant’Andrea delle Fratte w kaplicy Matki Bożej. W tym samym miejscu nawrócił się w 1842 r. Alphonse Ratisbonne. Dziś w kościele odnajdziemy popiersie św. Maksymiliana Marii Kolbego oraz pamiątkową tablicę, którą pobłogosławił kard. Józef Glemp w 1983 r.
Franciszkańskie punkty
Niedaleko od wspomnianych już kościołów możemy zajrzeć do Bazyliki św. Dwunastu Apostołów. Posługę duszpasterską w bazylice sprawują oo. franciszkanie. Tutaj, zawsze 1 stycznia, klerycy z Kolegium Serafickiego śpiewali hymn „Veni Creator” i otrzymywali błogosławieństwo eucharystyczne na cały rok. W tej uroczystości uczestniczył również Maksymilian Kolbe. Na jednym z filarów świątyni odnajdziemy tablicę, która została zainstalowana w 1992 r. i upamiętnia postać polskiego męczennika.
Ostatnią świątynią – w której także posługę duszpasterską sprawują franciszkanie – jest kościół św. Doroty na Zatybrzu. Tutaj znajdują się dwie tablice upamiętniające św. o. Kolbego. Pierwsza z 2008 r. z okazji 90. rocznicy odprawienia w tym kościele dwóch Mszy św. przez o. Maksymiliana (18 maja i 13 czerwca 1918 r.). Druga (z 2018 r.) jest pamiątką 100-lecia tamtych wydarzeń.
Dziedzictwo, które trwa
Rzymski etap życia Kolbego miał decydujące znaczenie dla rozwoju jego duchowości, formacji i dzieł. Jego wpływ i spuścizna pozostają widoczne nie tylko w Polsce, ale także w stolicy Włoch. Rzym to nie tylko miejsce studiów Kolbego, ale przede wszystkim duchowa scena, na której umocniło się jego powołanie do służby Bogu i Kościołowi.
„Triumf Serca” – opowieść o zwycięstwie miłości nad śmiercią
Film „Triumf Serca” to amerykańska produkcja fabularna, która przenosi widza w realia ostatnich dni życia św. Maksymiliana Marii Kolbego. Film skupia się na jego 14 dniach spędzonych w celi głodowej w Auschwitz, przeplatając te dramatyczne chwile retrospekcjami z Niepokalanowa i Japonii. 14 sierpnia przypada liturgiczne wspomnienie franciszkanina oraz 84. rocznica jego męczeńskiej śmierci w obozie koncentracyjnym Auschwitz.
„W przededniu liturgicznego wspomnienia św. Maksymiliana Marii Kolbego zachęcam was, abyście czerpali wzór z jego heroicznej postawy poświęcenia dla drugiego człowieka. Za jego wstawiennictwem błagajcie Boga o pokój dla wszystkich narodów doświadczających tragedii wojny” – wskazał Papież Leon XIV podczas środowej audiencji generalnej.
„Św. Maksymilian uczy nas, że tylko miłość jest twórcza” – powiedział Marcin Kwaśny, odtwórca głównej roli.
Światowa i polska premiera filmu już 12 września.
Wyzwanie duchowe
Marcin Kwaśny w rozmowie z mediami watykańskimi podkreślił, że była to dla niego najtrudniejsza kreacja w dotychczasowej karierze – nie ze względu na fizyczne warunki pracy, lecz na ogromny wymiar duchowo-emocjonalny.
„To było olbrzymie wyzwanie. Podszedłem do tej roli w stanie łaski uświęcającej, modląc się, aby Bóg działał przeze mnie. Cała ekipa modliła się przed zdjęciami, co zawdzięczamy reżyserowi” – wspomniał aktor.
Film, choć reklamowany w Polsce, jest typowo amerykańską produkcją z udziałem międzynarodowej obsady, w której znaleźli się także polscy aktorzy jak m.in. Radosław Pazura czy Lech Dyblik. Reżyser, niezwykle skrupulatny, przez wiele lat pracował nad scenariuszem, nadając historii osobisty wymiar.
Poczuć ułamek głodu
Rozmówca mediów watykańskich przyznał, że rola była fizycznie wymagająca – 12-14 godzin dziennie w ciemnej, chłodnej i wilgotnej celi z dziewięcioma innymi aktorami.
Gra w języku angielskim dodatkowo wymagała precyzji; nawet drobne pominięcie jednego słowa oznaczało powtórzenie ujęcia. Dla zachowania autentyczności aktorzy spożywali minimalne posiłki, aby poczuć choć ułamek głodu więźniów obozu.
Świecił światłem Chrystusa
Postać św. Maksymiliana – jak wskazał Marcin Kwaśny – uczy, aby nie skupiać się na sobie, ale służyć innym i odpowiadać na nienawiść jedynie miłością.
„Maksymilian był człowiekiem niezwykłej łagodności i cierpliwości, dzielił się tym, co miał, nawet będąc głodnym. Świecił światłem Chrystusa w miejscu, które wydawało się pozbawione Boga” – dodał aktor.
Efekt pracy całej ekipy, jak zapewnia Marcin Kwaśny, jest „porażający”. Obraz ukazuje dramat obozowej codzienności, a jednocześnie nieprzemijającą siłę ducha, który potrafi zwyciężyć śmierć.
„To film o zwycięstwie nadziei nad beznadzieją” – dodał Marcin Kwaśny.
za:kosciol.wiara.pl